Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmierć dziecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmierć dziecka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 lipca 2025

Jørn Lier Horst, Jan-Erik Fjell, Krzyk (Skriket)

Nowa seria, nowy bohater, nowe media

Nieśpiesznie sięgnęłam po pierwszy napisany w duecie Jorn Lier Horst – Jan-Erik Fjell kryminał Krzyk, prawdopodobnie pierwszy z serii o niedoszłym policjancie Markusie Hegerze, który obecnie zajmuje się publikowaniem podcastów kryminalnych Krimcast. Mężczyzna wraca do sprawy zaginięcia siedmioletniej Leah Forsberg z 2008 roku, ponieważ na światło dzienne wypływają nowe fakty, a skazany zabójca wydaje się w ich świetle niewinny.

Wielu bohaterów i pędząca naprzód akcja

Uczucia mam mieszane. Dla mnie Horst samodzielnie lepiej buduje atmosferę i ma charakterystyczne dla siebie sceny grozy, które tutaj nie doszły w pełni do głosu. Bohaterów było dość wielu, z niektórymi, jak dociekliwą dziennikarką Mathilde Wold, trzeba się było szybko pożegnać, ale w sumie żaden z nich, oprócz oczywiście głównego bohatera, nie został dobrze nakreślony. Dwie ofiary w zasadzie są nieważne w toku śledztwa, są tylko ciałami, które napędzają akcję, ale niewiele o nich wiemy. Zwłaszcza o zamordowanej dziewczynce.

Pewnie nieprawdopodobieństwa fabularne

Akcja toczy się wartko, ale mało prawdopodobne wydaje mi się to, że czego policja nie mogła rozwiązać w przeciągu kilku lat śledztwa, to domorosły detektyw rozwiązał w 4 dni. Najpierw mężczyzna popełnia kardynalny błąd, ściąga techników kryminalnych do złego miejsca pochówku, ale już w mniej niż 24 godziny ma ponowną szansę i pełne zaufanie policji. Potem podejmuje bardzo ryzykowne działania w scenie wieńczącej rozwiązanie zagadki, narażając życie wszystkich obecnych podczas jego zabawy. Ten błąd ma bardzo poważne konsekwencje, ale to też nie wydaje się zaprzątać głowy autorów. Za dużo sensacji, a za mało starego, dobrego Horsta i mozolnej pracy kryminalnej. Za to najbardziej cenię serię o Williamie Wistingu – za jej realizm i oddanie trudów śledczej pracy. Tu tego nie ma.

Podcast kryminalny

Z pewnością ciekawym posunięciem jest wpisanie podcastu w literacką treść książki. Ta forma literatury cieszy się rosnącym powodzeniem, a dostrzeżenie i docenienie jej stanowi dowód spostrzegawczości i świadomości tego, co się dzieje na czytelniczym rynku. Uważam to za wartościowy zabieg. Książka, jak to norweski kryminał, wciąga i czyta się szybciutko, ale na razie do nowej serii pozostaję nieprzekonana.

Moja ocena: 6/10


Jørn Lier Horst, Jan-Erik Fjell, Krzyk
Wydawnictwo Smak słowa, Sopot 2025
Tłumaczenie: Milena Skoczko-Nakielska
Liczba stron: 408
ISBN: 978-83-67709-37-8


***********************************************************************************

New series, new protagonist, new media

I took my time picking up the first crime novel, The Scream, written by the duo Jørn Lier Horst and Jan-Erik Fjell. It's likely the first in a series about the would-be police officer Markus Heger, who currently publishes the crime podcast Krimcast. He returns to the case of the 2008 disappearance of seven-year-old Leah Forsberg as new facts come to light, and the convicted killer seems innocent in light of them.

Multiple characters and a fast-paced plot

I have mixed feelings. For me, Horst builds the atmosphere better on his own and has his trademark horror scenes, which didn't fully come to fruition here. There were quite a few characters, some of whom, like the inquisitive journalist Mathilde Wold, were quickly dismissed, but overall, none of them, except for the protagonist, were well-developed. Two of the victims are essentially irrelevant to the investigation; they're merely bodies that drive the plot, but we don't know much about them. Especially not about the murdered girl.

Plot Improbabilities

The action moves briskly, but it seems unlikely to me that what the police couldn't solve over several years of investigation was solved in four days by a homegrown detective. First, the man makes a cardinal mistake, bringing forensic technicians to the wrong burial site, but in less than 24 hours, he has another chance and the police's full trust. Then, in the culmination scene, he takes very risky action, endangering the lives of everyone present. This mistake has very serious consequences, but that doesn't seem to have troubled the authors either. Too much sensationalism and not enough good old Horst and the painstaking work of the detectives. That's what I appreciate most about the William Wisting series – its realism and dedication to the rigors of investigative work. This isn't the case here.

Crime Podcast

Incorporating a podcast into the literary content of a book is certainly an interesting move. This form of literature is enjoying growing popularity, and recognizing and appreciating it demonstrates a keen eye for observation and awareness of what's happening in the reading market. I consider this a valuable approach. The book, as is typical of Norwegian crime fiction, is engaging and a quick read, but for now, I remain unconvinced about the new series.

My rating: 6/10. 

Authors: Jørn Lier Horst, Jan-Erik Fjell
Title: The Scream
Publishing House: Smak Słowa, Sopot 2025
Translation: Milena Skoczko-Nakielska
Number of pages: 408
ISBN: 978-83-67709-37-8

niedziela, 9 marca 2025

Paul Lynch, Pieśń prorocza (Prophet Song)

Książka ciężka jak kamień

Powieść Paula Lyncha Pieśń prorocza zobaczyłam w dziale bibliotecznych nowości. Nagrodzona Bookerem w 2023 roku przykuła moją uwagę i wylądowała na mojej półce. Tych niecałe 300 stron zabrało mi znacznie więcej czasu, niż sądziłam, ale nie jest to książka, przez którą można przejść szybko i lekko.

Wojna domowa z perspektywy kobiety

Paul Lych to urodzony w 1977 roku irlandzki pisarz i publicysta. Jest autorem pięciu powieści, z czego tylko ostatnia, recenzowana, została przetłumaczona na język polski. Pień prorocza opowiada o pogrążającej się w odmętach wojny domowej Irlandii, której totalitarny reżim z coraz większą mocą wyniszcza swoich obywateli. Historia jest opowiedziana z perspektywy jednej rodziny, a główną bohaterką jest Eilish Stack, żona i matka czworga dzieci. Spokój rodziny zaburza pewnego wieczoru pojawienie się przedstawicieli tajnej policji, garda, która szuka jej męża. Larry jest aktywnym działaczem w związku nauczycieli i protestuje przeciwko zachodzącym w państwie zmianom. Zostaje aresztowany, a słuch o nim ginie. Kobieta stara sobie radzić z codziennością, z poczuciem zagrożenia, z tęsknotą swoją i dzieci. Jednak kiedy jej najstarszy, niespełna 17-letni syn dostaje powołanie na komisję wojskową, matka się nie zgadza i stara się go ukryć wśród znajomych. Nastolatek postanawia jednak pójść w ślady ojca i dołącza do rebeliantów, znikając z radarów. W kraju zaczynają się bombardowania, w sklepach brakuje żywności, a rodzina Stacków jest na cenzurowanym i ma kłopoty z robieniem zakupów. W końcu jedna z bomb wybucha tak blisko, że ranny w głowę zostaje młodszy syn Eilish, 13-letni Bailey. Kobieta zostawia go czekającego na operację usunięcia szrapnela  głowy i wraca do domu, do pozostałej dwójki dzieci. Rano okazuje się, że chłopiec został przeniesiony do szpitala wojskowego. Po kilku dniach bezskutecznego dobijania się do państwowej instytucji dozorca doradza jej, by sprawdziła w kostnicy. Obraz matki, która otwiera jeden worek ze zwłokami po drugim, by w końcu znaleźć swojego syna, ze śladami tortur na ciele, dołącza w swoim dramatyzmie do opisów Flanagana czy McCarthy'ego. To najmocniejsza scena w całej książce, punkt kulminacyjny, który skłania Eilish do ucieczki z kraju, pokazując jednocześnie mechanizmy panujące na granicach i ludzką bezwzględność.

Dojmująca niemoc

Chciałoby się, żeby ta książka była od nas odleglejsza, ale punkty odniesienia można znaleźć tuż za naszą wschodnią granicą. Dla Lyncha inspiracją do próby przedstawienia eskalacji totalitaryzmu i zagubienia jednostki w bezdusznym systemie była sytuacja w Syrii. Ja widziałam tu nawiązania do grudnia ’81, czy świeże historie ukraińskich uchodźców. Pisarz, stawiając w centrum swojej opowieści osamotnioną matkę czwórki dzieci, znacznie skraca potencjalny dystans do opowiadanej historii, czyniąc ją boleśnie przejmującą, a jednocześnie – czytelnik jest tak samo bezradny jak bohaterka. Uczucie niemocy i braku jakiejkolwiek siły sprawczej towarzyszy nam przez całą książkę.

Lynch w intymny sposób przerabia powieści Kafki czy Orwella, stawiając w centrum wydarzeń kobietę-matkę. Jej cierpienie i utrata czynią tryby państwowej maszyny jeszcze okrutniejszymi i bardziej bezdusznymi. Lynch pisze:

Prorok nie śpiewa o końcu świata, lecz o tym, co już zostało uczynione, co będzie uczynione i co teraz jest czynione niektórym, ale nie innym, o tym, że świat zawsze raz po raz kończy się w jednym miejscu, ale nie w innym, i że Koniec świata to zawsze wydarzenie lokalne, które przybywa do twojego kraju, odwiedza twoje miasto i puka do drzwi twojego domu, dla innych zaś staje się jedynie odległym ostrzeżeniem, krótkim przekazem wiadomościach, echem zdarzeń, które przeszły do ludowych podań […] s. 283

Dzięki takiej prozie dalekie nam konflikty nagle pokazują się w intymnym, znacznie bliższym świetle, stają się dramatem jednostki, a nie odległą historią ogółu. Za takie postawienie sprawy jestem pisarzowi głęboko wdzięczna.





Moja ocena: 8/10


Paul Lynch, Pieśń prorocza
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2024
Tłumaczenie: Kaja Gucio
Liczba stron: 288
ISBN: 978-83-68226-55-3

**********************************************************************************

A book as heavy as a stone

I saw Paul Lynch's novel Prophet Song in the library's new releases section. The 2023 Booker Prize winner caught my attention and landed on my shelf. These less than 300 pages publication took me much longer than I thought, but it is not a book that can be read quickly and easily.

Domestic war seen through female eyes

Paul Lych is an Irish writer and publicist born in 1977. He is the author of five novels, of which only the last one, reviewed, has been translated into Polish. Prophet Song tells the story of Ireland sinking into the depths of civil war, whose totalitarian regime is increasingly destroying its citizens. The story is told from the perspective of one family, and the main character is Eilish Stack, a wife and mother of four children. The family's peace is disturbed one evening by the appearance of representatives of the secret police, the garda, who are looking for her husband. Larry is an activist in the teachers' union and he protests against the changes taking place in the country. He is arrested and disappears into thin air. The woman tries to cope with everyday life, with the feeling of being in danger, with her own longing and that of her children. However, when her oldest son, not yet 17, is called up for a military commission, as a mother she disagrees with such governmental actions and tries to hide him among her friends. However, the teenager decides to follow in his father's footsteps and joins the rebels, disappearing from the radar. Bombings begin in the country, there is a shortage of food in the stores, and the Stack family is under censorship and has trouble securing food. Finally, one of the bombs explodes so close that Eilish's younger son, 13-year-old Bailey, is wounded in the head. The woman leaves him in the hospital waiting for an operation to remove shrapnel from his head and returns home to her other two children. In the morning, it turns out that the boy has been transferred to a military hospital. After several days of unsuccessfully knocking on the doors of the governmental institution, the caretaker advises her to check in the morgue. The image of a mother opening one body bag after another, only to finally find her son, with traces of torture on his body, joins in its dramatic nature the descriptions of Flanagan or McCarthy. This is the most powerful scene in the entire book, the climax that prompts Eilish to flee the country, while also showing the mechanisms prevailing at the borders and human ruthlessness.

Gripping helplessness

One would like this book to be more distant from us, but the points of reference can be found just beyond our eastern border. For Lynch, the inspiration for the attempt to present the escalation of totalitarianism and the loss of an individual in a soulless system was the situation in Syria. I saw references to December 1981 here, or the recent stories of Ukrainian refugees. By placing a lonely mother of four children at the center of his story, the writer significantly shortens the potential distance to the story being told, making it painfully moving, and at the same time - the reader is just as helpless as the heroine. The feeling of helplessness and lack of any causative power accompanies us throughout the book.

Lynch intimately reworks the novels of Kafka and Orwell, placing a woman-mother at the center of the events. Her suffering and loss make the cogs of the state machine even more cruel and heartless. Lynch writes:

[…] and the prophet sings not of the end of the world but of what has been done and what will be done and what is being done to some but not others, that the world is always ending over and over again in one place but not another and that the end of the world is always a local event, it comes to your country and visits your town and knocks on the door of your house and becomes to others but some distant warning, a brief report on the news, an echo of events that has passed into folklore […] p. 283

Thanks to such prose, conflicts that are distant to us suddenly appear in an intimate, much closer light, they become the drama of an individual, not the distant history of the whole nation. I am deeply grateful to the writer for presenting the matter in this way.


My rating: 8/10


Author: Paul Lynch
Title: Prophet Song
Publishing House: Marginesy, Warsaw 2024
Translation: Kaja Gucio
Number of pages: 288
ISBN: 978-83-68226-55-3

poniedziałek, 29 lipca 2024

Fiodor Dostojewski, Wieczny mąż (Вечный муж)

Niełatwa lektura

Zaczęłam ten rok od lektury krótkiej, ale zdecydowanie niełatwej – Wiecznego męża Fiodora Dostojewskiego. Jak wiadomo, rosyjski prozaik imał się tematów o stosownej ciężkości, i w tym względzie powieść nie zawodzi – mamy tu temat zdrady i zemsty, demony alkoholizmu, śmierć. Być może dlatego do recenzji zasiadam dopiero teraz, pełna determinacji.

Zarys fabuły

Aleksy Iwanowicz Wielczaninow, lat 38, hipochondryk, utknął w lipcu w Petersburgu, załatwiając swoje ziemiańskie sprawy. Nie daje mu spokoju mężczyzna, którego wciąż spotyka na ulicach miasta, który okazuje się być jego dawnym znajomym, Pawłem Pawłowiczem Trusockim. W końcu Trusocki składa w środku nocy wizytę Wielczaninowowi, który w ten sposób dowiaduje się o śmierci żony dawnego przyjaciela, Natalii Wasiliewny. Kobieta dziewięć lat wcześniej była jego kochanką, a on był nią tak zauroczony, że proponował jej zerwanie z mężem i wspólne życie, jednak ona odmówiła, a potem nakłoniła go do wyjazdu. Jednak wraz z przybyciem zdradzanego męża Wielczaninow dowiaduje się, że został ojcem, i poznaje swoją córkę, Lizę. Widząc stan dziecka, proponuje wywiezienie go do zaprzyjaźnionej rodziny Pogorelcewów, gdzie w pięknym majątku wychowuje się siódemka ich dzieci. Jednak dziewczynka tak bardzo przeżywa rozłąkę z ojcem, że zaczyna ciężko chorować i umiera, a Wielczaninow jest świadkiem śmierci dziewczynki. Trusocki nie uczestniczył w pogrzebie dziewczynki, ale wszystko wskazuje na to, że miał pełną świadomość, że nie była ona jego biologicznym dzieckiem. Musiała być to dla niego bolesna rana, bo cieszył się  narodzin maleństwa i nazywał je błogosławieństwem.

Wyrównanie rachunków

Panów łączy jeszcze jeden epizod – Trusocki prosi Wielczaninowa, żeby pojechał z nim do jego nowej narzeczonej, Nadieżdy Fiedosiejewnej, ale okazuje się, że dziewczyna nie odwzajemnia uczucia dojrzałego mężczyzny, którego w rodzinie nikt zdaje się nie lubić. Za to Wielczaninow zostaje bardzo przychylnie przyjęty, o co Trusocki ma pretensje. Po wyjeździe z majątku Wielczaninow zaniemógł, a jego towarzysz się nim opiekuje, a w nocy usiłuje go zabić, co wyrównuje rachunki między mężczyznami. Chociaż wydaje się, że sprawa między nimi jest załatwiona, podczas przypadkowego spotkania lata później Trusocki nie podaje ręki Wielczninowi, za Lisę właśnie.

Wiwisekcja upokorzenia

Dostojewski lubi robić wiwisekcję duszy – Wielczaninow wciąż zastanawia się, czy jego przyjaciel sprzed lat wie o zdradzie i jakie będą jej konsekwencje.  Trusocki zaś walczy z własnym tchórzostwem i wykorzystuje przypadek do zemsty. Relacje między mężczyznami nie są i nigdy nie będą równe, bo zdradzany mąż nie był w stanie pogodzić się z faktem, że ukochana i wyczekiwana córka tak naprawdę nie była jego. Z drugiej strony, Wielczaninow patrzy na jego upadek z pewną pogardą:

Jego zdaniem, przeznaczenie takich mężów polega na tym, aby być, jeśli można się tak wyrazić, „wiecznymi mężami” albo lepiej, być w życiu tylko mężami, i więcej niczym. „Taki człowiek rodzi się i rozwija jedynie po to, ażeby się ożenić, a ożeniwszy się – natychmiast musi stać się tylko dodatkiem do swojej żony […]” s. 37

Trusocki, który cenił Wielczanina jako mężczyznę pełnego ogłady i nie podejrzewał, że przyjaciel przyprawia mu rogi, słuchał go, podziwiał, zapamiętywał jego słowa. Dopiero dowody kolejnych zdrad żony i znaleziony list do kochanka otworzyły mu oczy i skalę jego upokorzenia.

Duszna perełka

Powieść Dostojewskiego wymaga czasu do przetrawienia i zrozumienia (jak widać). Nie jest to lektura łatwa i mimo swoich niewielkich rozmiarów (155 stron) potrzebuje czasu. Atmosfera powieści jest duszna, przytłaczająca, wiele wydarzeń dzieje się w nocy, a bohaterowie często są pod wpływem alkoholu. Co ciekawe, utwór tłumaczył Julian Tuwim, a copyright należy do Fundacji im. Juliana Tuwima i Ireny Tuwim. Jeśli chodzi o styl, książka nie jest szczególnie przystępna w odbiorze i dopiero niemal jej ponowna lektura pomogła mi zrozumieć ją trochę lepiej. Zdecydowanie warto, choć trzeba nastawić się na przygnębiające doznania i prawdziwy wgląd w udręczoną duszę zdradzanego „wiecznego męża”.

Moja ocena: 8/10.


Fiodor Dostojewski, Wieczny mąż
Wydawnictwo MG, Kraków 2018
Tłumczenie: Julian Tuwim
Liczba stron: 160
ISBN: 978-83-7779-504-0

**********************************************************************************

Not an easy read

I started this year with a short but definitely not an easy read – The Eternal Husband by Fyodor Dostoyevsky. As we know, the Russian prose writer tackled topics of appropriate gravity, and in this respect the novel does not disappoint – here we have the theme of betrayal and revenge, the demons of alcoholism, death of a child. Maybe that is why I am only sitting down to review it now, full of determination.

Plot outline

Aleksy Ivanovich Velchaninov, 38, a hypochondriac, is stuck in St. Petersburg in July, dealing with his legal affairs. He is haunted by a man he keeps meeting on the streets of the city, who turns out to be his old acquaintance, Pavel Pavlovich Trusotsky. Finally, Trusotsky pays a visit to Velchaninov in the middle of the night, and in this way the latter learns of the death of his friend's wife, Natalia Vasilievna. The woman had been his lover nine years earlier, and he was so infatuated with her that he even proposed that she break up with her husband and lives with him, but she refused, and then persuaded him to leave. However, with the arrival of the betrayed husband, Velczaninov also learns that he has become a father and meets his daughter, Liza. Seeing the child's condition, he suggests taking her to a friendly Pogorelcew family, where their seven children are raised on a beautiful estate. However, the girl takes the separation from her father so hard that she becomes seriously ill and dies, and Velczaninov witnesses her death. Trusocki did not attend the girl's funeral, but everything indicates that he was fully aware that she was not his biological child. It must have been a painful wound for him, because he was happy about the birth of the little one and called it a blessing.

Settling the score

The gentlemen are connected by another episode – Trusotsky asks Velchaninov to go with him to his new fiancée, Nadezhda Fedoseyevna, but it turns out that the girl does not reciprocate the feelings of the mature man, whom no one in the family seems to like. In return, Velchaninov is very well received, which Trusotsky is angry about. After leaving the estate, Velchaninov falls ill, and his companion takes care of him, and at night tries to kill him, which settles the score between the men. Although it seems that the matter between them is forgotten, during a chance meeting years later, Trusotsky does not shake Velchaninov's hand, because of Lisa.

Vivisection of humiliation

Dostoyevsky likes to perform vivisection of the soul – Velchaninov still wonders whether his friend from years ago knows about the betrayal and what the consequences will be. Trusotsky, on the other hand, struggles with his own cowardice and uses chance to take revenge. Relations between men are not and will never be equal, because the betrayed husband was unable to come to terms with the fact that his beloved and long-awaited daughter was not really his. On the other hand, Velchaninov looks at his downfall with some contempt:

In his opinion, the essence of such husbands consisted in being, so to speak, “eternal husbands” or, to put it more precisely, to be in life only husbands and nothing more. “Such a man is born and develops solely in order to get married, and having gotten married, to immediately turn into an appendage to his wife,” […] p. 37

Trusotsky, who valued Velchaninov as a man of refinement and did not suspect that his friend was cuckolding him, listened to him, admired him, and remembered his words. Only the evidence of his wife's subsequent betrayals and the found letter to his lover opened his eyes and the scale of his humiliation.

Tiny and stuffy masterpiece

Dostoyevsky's novel requires time to digest and understand (as you can see). It is not an easy read and despite its small size (155 pages) it requires time. The atmosphere of the novel is stifling, oppressive, many events take place at night, and the characters are often under the influence of alcohol. Interestingly, the work was translated by Julian Tuwim, and the copyright belongs to the Julian Tuwim and Irena Tuwim Foundation. In terms of style, the book is not particularly accessible and only after almost re-reading have I understood it a little better. It is definitely worth it, although you have to be prepared for depressing experiences and a true insight into the tormented soul of the betrayed "eternal husband".

My rating: 8/10.

Author: Fyodor Dostoyevsky
Title: The Eternal Husband
Publishing House: MG, Kraków 2018
Translation: Julian Tuwim
Number of pages: 160
ISBN: 978-83-7779-504-0

  

niedziela, 27 sierpnia 2023

Anna Kaczanowska, Okaleczone

W podwrocławskich wioskach grasuje bestia

Po przeczytaniu Schroniska, które przetrwało Gortycha przyszła kolej na kolejnego absolwenta Wrocławskiego Uniwersytetu Medycznego na wydziale stomatologii, Anny Kaczanowskiej. Niezły urobek ma nasza uczelnia! A może zawód dentysty nasuwa na myśl mrożące krew w żyłach scenariusze? Ciężko powiedzieć, ale po lekturę warto sięgnąć.

Bardzo udany debiut

Okaleczone to tegoroczny (2023) debiut urodzonej w 1998 roku we Wrocławiu Anny Kaczanowskiej. Książka zaczyna się w momencie, kiedy prokurator Hanna Osul wraca do pracy po półrocznej przerwie, której przyczyną jest utrata męża i córki w wypadku drogowym. Chociaż życie już jej nie oszczędza, na dzień dobry 35-latka dostaje trudną sprawę wyjątkowo okrutnego morderstwa dziecka. 5-cio letnia dziewczynka zostaje znaleziona z jelitami wyprowadzonymi na zewnątrz przez drogi rodne. Błyskawicznie pojawia się podejrzenie, że zwyrodniały morderca uderzy jeszcze raz, a co gorsza – że może mieć też pewne doświadczenie w pozbawianiu życia. Wydaje się również, że nie popełnił żadnego błędu na miejscu zbrodni, chociaż Hanna Osul uważa, że „Nie ma zbrodni doskonałej. Czasami sprawca ma jedynie więcej szczęścia niż rozumu, do tego dochodzą błędy popełnione tuż po ujawnieniu zwłok i to wystarczy, żeby sprawcy zbrodnia uszła na sucho” (s. 136). Czy tutaj morderca też popełni błąd? Czy zdąży przedtem zabić jeszcze raz? Warto sprawdzić.

Staranność w przedstawianiu realiów

Jako, że książka wybrana była z klucza artykułu w gazecie wroclaw.pl, nie powinno zaskakiwać, że dzieje się w dobrze znanej mieszkańcom stolicy Dolnego Śląska scenerii – częściowo przy ulicy Słonimskiego, gdzie mieszka pani prokurator, przez Podwale, gdzie pracuje, po podwrocławskie miejscowości, gdzie toczy się akcja. Kaczanowska przykłada dużą wagę zarówno do wiarygodnego przedstawienia strony medycznej,jak choćby sekcji zwłok, jak również technikaliów prawniczo-policyjnych, wskazując na zaangażowanie różnych jednostek policji i prokuratury. Dzięki temu jest bardzo wiarygodna.

Niespodziewane zakończenie

Odrobinę kuleje może sama fabuła – na to, kto jest mordercą, można wpaść mniej więcej w połowie książki. Również powiązanie tajemniczej śmierci męża i córki Osul z głównym wątkiem wydaje się mocno naciągane i w sumie trochę niepotrzebne. Zarówno zbrodnia, jak i postać mordercy, były aż do momentu samego zakończenia wiarygodne. Tutaj Kaczanowska zrobiła woltę na miarę filmu Lęk pierwotny, ale nie do końca wyszło. Szkoda, bo trochę to psuje odbiór książki. Mimo to debiut Kaczanowskiej jest naprawdę dojrzały, przemyślany i staranny, a postać pani prokurator – wiarygodna i skomplikowana, jak większość bohaterów z książki. Warto przeczytać i z pewnością warto poczekać na kolejne pozycje autorki.

Moja ocena: 7/10


Anna Kaczanowska, Okaleczone
Wydawnictwo Mova, Grupa Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2023
Liczba stron: 328
ISBN: 978-83-8321-189-3

***************************************************************************

A beast roams the villages near Wrocław

After reading Gortych's The Shelter that Survived, it was the turn of another graduate of the Medical University of Wrocław at the Faculty of Dentistry, Anna Kaczanowska. Our university has a suprisingly good output here! Or maybe the profession of a dentist brings to mind chilling scenarios? It's hard to say, but it's worth reading.

A very successful debut

Mutilated is this year's (2023) debut of Anna Kaczanowska, born in 1998 in Wrocław. The book begins when prosecutor Hanna Osul returns to work after a six-month break, which is caused by the loss of her husband and daughter in a car accident. Although life is already unkind to her, the 35-year-old gets a difficult case of an exceptionally cruel murder of a child. A 5-year-old girl is found with her intestines brought out through the genital tract. The suspicion immediately arises that the degenerate murderer will strike again, and worse - that he may also have some experience in taking life. Worse, it seems that he made no mistake at the crime scene, although Hanna Osul believes that “There is no perfect crime. Sometimes the perpetrator is just more lucky than smart, and there are also mistakes made right after the discovery of the corpse, and that is enough to get the perpetrator away with the crime” (p. 136). Will the killer make a mistake? Will he be able to kill again before then? It's worth checking out.

Accuracy in presenting reality

As the book was selected from the key article in the wroclaw.pl newspaper, it should come as no surprise that it takes place in a scenery well known to the inhabitants of the capital of Lower Silesia - partly at Słonimskiego Street, where the prosecutor lives, through Podwale, where she works, to towns near Wrocław where the action takes place. Kaczanowska attaches great importance to both credible presentation of the medical side, such as an autopsy, as well as legal and technical aspects, pointing to the involvement of various police and prosecutor's forces. This makes her prose very reliable.

An unexpected ending

The plot itself may be a bit disappointing - you can figure out who the murderer is about halfway through the book. Also, linking the mysterious death of Osul's husband and daughter with the main plot seems far-fetched and a bit unnecessary. Both the crime and the murderer were believable until the very end. Here, Kaczanowska made a volt like the movie Primal Fear, but it didn't quite work out. It's a pity, because it spoils the reception of the book a bit. Nevertheless, Kaczanowska's debut is really mature, thoughtful and careful, and the character of the prosecutor is credible and complicated, like most of the characters in the book. It is worth reading and definitely worth waiting for the author’s next works.

My rating: 7/10




Author: Anna Kaczanowska
Title: Mutilated
Publishing House: Mova, part of Wydawnictwo Kobiece Group, Bialystok 2023
Number of pages: 328
ISBN: 978-83-8321-189-3

 

niedziela, 23 lipca 2023

Jakub Sieczko, POGO

Być wydolnym krążeniowo i oddechowo to całkiem dużo

Nastawiłam się na krótką i intensywną lekturę, i tak właśnie było. Niespełna 120-stronicowa relacja Jakuba Sieczki, który przez pięć lat jeździł w karetce pogotowia jako ratownik medyczny, to mocna książka. Ale czasami takich mocnych książek się szuka, jak szokujących artykułów w prasie czy brutalnych relacji w programach informacyjnych. Właśnie taką funkcję pełni książka lekarza – daje wgląd w dramatyczny świat pracy zespołów medycznych z karetki.

Miejmy to więc za sobą

Sieczko porusza takie tematy, których w sumie można się spodziewać: wyjazdy do osób starszych i samotnych, banalne zatrzymania moczu i mniej banalne zatrzymania krążenia; wyjazdy do żuli i kloszardów, obsługiwanie zawszonych, śmierdzących, brudnych bezdomnych; ratowanie dzieci i niemożność pogodzenia się z ich śmiercią; zmęczenie, oczekiwanie na wezwanie, trudne przypadki; radość z uratowania życia, milczenie po przegranej walce. W pewien sposób Sieczko zdaje sobie sprawę z wampiryzmu swoich czytelników i rozmiłowanie w krwawych, sensacyjnych detalach, bo już w drugim rozdziale rzuca „Miejmy to więc za sobą” (s. 20) i wymienia, jakie najgorsze rzeczy widział podczas swojej pracy ratownika: rozlane mózgi, ciała samobójców i heroinistów, ciała dzieci po wypadkach, ofiary zawałów i udarów, słowem – ludzkie dramaty. Sądzę jednak, że ta powieść ma dla autora ogromną wartość terapeutyczną – komu takie historie opowiedzieć, jak się ich pozbyć, sprzedać dalej, oddać, nie krzywdząc najbliższych?

Tu zupa, tu pies, tu ktoś nie żyje, jakże to? Całe życie? Tak, proszę żony, całe życie

Siłą powieści Sieczki jest zdecydowanie jej język. To zestawienie twardego, często wulgarnego podejścia, krótkich napiętych zdań z niesamowitą poetyckością. Autor płynnie wplata w swoją wypowiedź cytaty z Szymborskiej, Mickiewicza czy Świetlickiego. Zresztą samo motto książki pochodzi w wiesza Czesława Miłosza Twój głos. Z drugiej strony nie stroni od bluzgów:

Ci sami lekarze z tymi samymi pytaniami z tego samego szpitala pod wezwaniem świętego „Dlaczego do nas?”. Bo do was i chuj, chciałem wziąć pacjenta do swojego domu, ale akurat mam remont łazienki. (s. 18)

Sądzę, że dzięki takim zabiegom powieść nie jest tylko zimnym zapisem wydarzeń, a autor wciąż potrafi dostrzec w swoim pacjencie człowieka. Chociaż nie zawsze jest w stanie zaspokoić wszystkie potrzeby osób, z którymi się styka („Nie mogę przyjąć pani bólu. Mogę tylko tę sytuację ulekarzyć”, s. 86), to wciąż potrafi dostrzec samotność starszej pani Leokadii, śledzić dalsze losy dowiezionych do szpitala i uratowanych pacjentów („Ulubiony z otrzymanych przeze mnie smsów brzmiał: „Zjadł kanapkę”, s. 33), zatęsknić za pracą. Pozostać człowiekiem za fasadą profesjonalisty.

Jeden raz przygoda, sto razy rutyna

Dla mnie POGO Sieczki to wartościowa lektura, wyważona pomiędzy tanim dramatyzmem a spokojnymi rozważaniami autora, zaspokajająca jedocześnie niskie sensacyjne potrzeby czytelnika, jak i pozwalająca zobaczyć perspektywę trudnej pracy ratownika jego – bądź co bądź – wrażliwymi oczami. Moim zdaniem autor ma spory talent literacki i potrafi pokazać świat, do którego bardzo niewielu z nas ma wstęp. Polecam.

Moja ocena: 8/10


Jakub Sieczko, POGO
Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2022
Liczba stron: 120
ISBN: 978-83-65970-01-5
Gatunek: reportaż, seria reporterska

*************************************************************************

Being circulatory and respiratory efficient is an achievement

I was hoping for a short and intense read, and that's exactly what I got. The less than a 120-page account of Jakub Sieczko, who spent five years in an ambulance as a paramedic, is a powerful book. And sometimes that’s exactly what we are looking for in our need of having a peek in sensational, hearbreaking events, similarly to when we search for a shocking article in tabloids or watch a violent coverage on the news. POGO offers you just this - an insight into the dramatic work of the ambulance teams.

Let’s have it over

Sieczko touches on topics that you might expect: trips to the elderly and lonely, trivial urinary retention and less trivial cardiac arrest; trips to bums and tramps, serving the lice-infested, smelly, dirty homeless men; rescuing children and not being able to come to terms with their deaths; fatigue, waiting for a call, difficult cases; the joy of saving a life, the silence after losing a fight. In a way, Sieczko is aware of his readers' vampirism and love for bloody, sensational details, because already in the second chapter he throws "Let's have it over already" (p. 20) and lists the worst things he has seen during his work as a rescuer: spilled brains, bodies of suicide victims and heroin addicts, bodies of children after accidents, victims of heart attacks and strokes, in a word - human dramas. However, I believe that this novel has a great therapeutic value for the author - who should he tell such stories to, how to get rid of them, sell them, give them back without hurting his loved ones?

A soup, a dog, a dead body, what is that? A lifetime? Yes, ma’am, a lifetime in its entirety

The strength of Sieczko's novel is definitely its language. It is a juxtaposition of a hard, often vulgar approach, short tense sentences with incredible poetics. The author smoothly weaves quotations from Szymborska, Mickiewicz or Świetlicki into his speech. The motto of the book comes from Czesław Miłosz's poem Your Voice. On the other hand, the author does not shy away from profanity:

The same doctors with the same questions from the same hospital of saint "Why to us?". Because fucking so, I wanted to take the patient home, but I'm having a bathroom renovation. p. 18

I believe that thanks to such approach, the novel is not just a cold record of events, and the author is still able to see a human being in his patient. Although he is not always able to meet all the needs of the people he comes in contact with ("I can't accept your pain. I can only medicate this situation", p. 86), he can still see the loneliness of the elderly lady Leokadia, follow the fate of the hospitalized and rescued patients ("My favorite text message was: "He ate a sandwich", p. 33), and miss work on vacation. Be a man behind the professional facade.

Once an adventure, a hundred times routine

For me, POGO by Jakub Sieczko is a valuable read, balanced between cheap drama and the author's calm deliberations, satisfying at the same time the reader's low sensational needs, and allowing to see the perspective of the difficult work of a paramedic with his - after all - sensitive eyes. In my opinion, the author has a lot of literary talent and is able to show a world that very few of us have access to. I strongly recommend this book.

My rating: 8/10


Author: Jakub Sieczko
Title: POGO
Publishing House: Dowody na Istnienie, Warsaw 2022
Number of pages: 120
ISBN: 978-83-65970-01-5
Genre: reportage, reportage series

niedziela, 25 września 2022

Mariana Leky, Sen o okapi (Was man von hier aus sehen kann)

Realizm magiczny w niemieckim wydaniu

Sen o okapi niemieckiej autorki Mariany Leki to moja najbardziej oczekiwana książka tego roku. Od czasu, kiedy przerzuciłam się na czytanie książek z biblioteki (kwiecień) i zapisałam do kolejki po jedną z 10 najlepszych książek roku 2021 według magazynu Książki (maj), dopiero z końcem sierpnia zobaczyłam upragnioną pozycję czekającą na mnie na półce. Czy warto było tyle czekać?

Nikt nie jest sam, dopóki może powiedzieć „my”

Sen o okapi opowiada o niewielkiej społeczności, na którą składają się między innymi Selma, Optyk (Dietrich Hahnberg), przesądna Elsbeth, uzależniony od alkoholu Palm i jego dziesięcioletni syn Martin, Luiza, czy wreszcie młoda i pogrążona w depresji Maries. Co jakiś czas Selmie śni się tytułowe okapi, a taki sen zapowiada rychłą śmierć kogoś z ich rodzinnej miejscowości. Po odkryciu tej zależności na mieszkańców pada blady strach, a ponieważ każdy z nich jest przekonany, że tym razem to na nich kolej, na jaw co jakiś czas wychodzą pilnie strzeżone sekrety czy też długo ukrywane prawdy. Zwłaszcza osoby starsze czują nieodpartą potrzebę uporządkowania swojego życia. O ile niektórzy taką śmierć przyjmują z ulgą (listonosz), o tyle inne przypadki potrafią wpłynąć na życie całej społeczności.

Główną bohaterką powieści jest Luiza, której losy śledzimy przez prawie 20 lat. Jej rodzice nieoficjalnie się rozeszli, a ich losy przypominają nieco burleskę:

- Mój ojciec nie może się dodzwonić do mojej matki, ponieważ go zostawiła, bo on ją zostawił, ponieważ ona przez cały czas zastanawiała się, czy ma go zostawić – powiedziałam. – I serdecznie pozdrawia. (s. 195)

Luiza jest oczkiem w głowie swojej babki Selmy, jak i jej przyjaciela Optyka, a gdy w życiu młodej dziewczyny pojawia się intrygujący mnich buddyjski Frederik, cała społeczność stara się ją wesprzeć w jej uczuciu.

Dziękuję, że na koniec przynosisz mi tak wiele początków

Największą siłą tej powieści jest jej nasączony ironicznym ciepłem język. Autorka z lekkim przekąsem opowiada o ludzkich słabościach i przywarach, potrzebie odwrócenia nieodwracalnego, mrówczej walce z chaosem. Książka przesycona jest czułością i pobłażaniem dla głównych bohaterów i w nieodparty sposób nasuwa na myśl realizm magiczny w wydaniu Marqueza. Sen Selmy zapowiada śmierć, Luiza potrafi sprawić, że przedmioty spadają pod wpływem jej myśli, stary pies Alaska młodnieje tylko w obecności jej ojca. Ponieważ jest to realizm magiczny w niemieckim wydaniu, to brakuje mu południowoamerykańskiej intensywności i natężenia, ale jego niewielka dawka sprawia, że losy bohaterów pokrywają się mgiełką, a największy nawet dramat staje się łatwiejszy do przeżycia.

Zastanawiam się, czy długie oczekiwanie nie zaostrzyło trochę mojego apetytu na tę książkę, ale jednocześnie nie przyniosło pewnego rozczarowania. Spodziewałam się trochę więcej, dostałam swoistego rodzaju literaturę ku pokrzepieniu serc, choć nieunikającą arcytrudnych tematów (śmierć, śmierć dziecka, miłość na odległość). Na jesienną szarugę i słotę książka jak znalazł, pewnie na letnie wieczory na urlopie również. Czy jednak chciałabym do niej kiedykolwiek wrócić?


 


Moja ocena: 7/10.






Mariana Leky, Sen o okapi
Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2021
Tłumaczenie: Agnieszka Walczy
Liczba stron: 352 
ISBN: 978-83-8135-083-9



***********************************************

Magic realism in the German edition

What You Can See from Here by the German author Mariana Leki is my most anticipated book this year. Since I switched to reading books from the library (April) and enrolled in the queue for one of the 10 best books of 2021 according to the Books magazine (May), it was only at the end of August that I saw the coveted item waiting for me on the shelf. Was it worth the wait?

Nobody is alone until they can say "we"

What You Can See from Here tells the story of a small community that includes Selma, the Optician (Dietrich Hahnberg), the superstitious Elsbeth, the alcohol addict Palm and his ten-year-old son Martin, Luiza, and the young and depressed Maries. Every now and then Selma dreams of an okapi, and such a dream portends the imminent death of someone from their hometown. After discovering this dependence, the inhabitants feel a surge of fear, and because each of them is convinced that this time it is their turn, from time to time closely guarded secrets or long-hidden truths come to light. Especially the elderly feel an irresistible need to put their lives in order. While some people accept such a death with relief (the postman), other cases can affect the life of the entire community.

The main character of the novel is Luiza, whose fate we follow for almost 20 years. Her parents have parted their ways unofficially, and their fate is somewhat reminiscent of a burlesque:

"My father can't call my mother because she left him because he left her because she was always wondering if she should leave him," I said. - And she greets you warmly. (p. 195)

Luiza is the apple of an eye for her grandmother Selma and her friend the Optician, and when the intriguing Buddhist monk Frederik appears in the life of a young girl, the whole community tries to support her in her affection.

Thank you for bringing me so many beginnings in the end

The greatest strength of this novel is its language soaked in ironic warmth. The author talks with a slight sneer about human weaknesses and vices, the need to reverse the irreversible, painstaking struggle with chaos. The book is saturated with tenderness and indulgence for the main characters and in an irresistible way brings to mind the magical realism in Marquez's writing. Selma's dream portends death, Luiza can make objects fall under the influence of her thoughts, old dog Alaska only grows younger in the presence of her father. Since it is magical realism in its German version, it lacks South American intensity and multitude, but its small dose causes the fate of the characters to blur, and even the greatest drama becomes easier to endure.

I wonder if the long wait has whetted my appetite for this book a bit, but at the same time it has not been a bit of a disappointment. I expected a little more, I was given a kind of literature to cheer up hearts, although it did not avoid extremely difficult topics (death, death of a child, long-distance love). He found the book as he found for the autumn weather and rain, and probably also for summer evenings on vacation. However, would I like to come back to it anytime?

 


My rating: 7/10.

 

Author: Mariana Leky
Title: What You Can See from Here
Publishing House: Otwarte, Kraków 2021
Translation: Agnieszka Walczy
Number of pages: 352
ISBN: 978-83-8135-083-9

niedziela, 24 kwietnia 2022

Anda Rottenberg, Proszę bardzo

Niedobra samarytanka

Nie przepadam za biografiami i w zasadzie nie czytam tego typu literatury. Czemu więc sięgnęłam po książkę Andy Rottenberg Proszę bardzo, wznowienie autobiografii wydanej początkowo przez WAB w 2009 roku? Po pierwsze, lubię oszczędny styl autorki. Po drugie, pozycja wyszła w 2021 roku w wydawnictwie Marginesy i rzuca na kolana starannością wydania i wysmakowanym, odważnym pięknem okładki. To była miłość od pierwszego spojrzenia.

Utraciłam smak

Książka dokumentuje losy rodziny pisarki i jest jednocześnie próbą odnalezienia własnej tożsamości. Ojciec autorki był Żydem, matka Rosjanką, a rozliczni krewni rozsiani są po całym świecie. Skomplikowana genealogia udokumentowana jest dużą ilością zdjęć członków rodziny, ale nie oferuje żadnego podsumowania czy drzewa genealogicznego. Zresztą nie po to się czyta tę książkę. Przeplatającie się rozdziały pokazują na przemian losy rodziny Rottenberg i krewnych oraz poszukiwania syna Mateusza. To właśnie część poświęcona dziecku szczególnie mnie poruszyła, pokazując walkę matki o odnalezienie dziecka, ale też walki o samo dziecko. Mateusz był narkomanem, zaginął i zmarł w 1997 roku, ale jego tożsamość została ustalona dopiero w 2008 roku. Rottenberg pisze o tym już chłodno, szczerze i otwarcie, ale jej wspomnienia podszyte są bólem. To stanowi siłę tej książki.

Utraciłam cierpliwość

Proszę bardzo pozwolilo mi uświadomić sobie, po co w ogóle sięga się po biografie, a już w szczególności po autobiografie. Kiedy słyszy się o nietuzinkowej postaci, zasłużonej dla polskiej kultury i sztuki, część osób od razu sie zastanawia, jaka była jej droga na szczyt. Tymczasem Rottenberg pisze o sobie z dystansem, trochę usuwa się w cień, praca natomiast zostaje odsunięta na drugi plan. Na pierwszy natomiast wysuwa się rodzina, a zwłasza relacja matki i syna, opisana w zdystansowany sposób. Pisarka nie ukrywa swoich błędów, słabości, niemocy, wątpliwości i problemów. Jest bardzo ludzka, odważna, otwarta i bezkompromisowa. Dzieli się swoim doświadczeniem, spostrzeżeniami, kodeksem postępowania. Swoimi przekonaniami i wartościami. Od Andy Rottenberg można się naprawdę sporo nauczyć, więc jestem wdzięczna Autorce, że zechciała dać czytelnikowi wgląd w swój świat.

Utraciłam ciekawość

Autobiografię Rottenberg czyta się bardzo dobrze, chociaż jest to lektura, do której trzeba podejść niespiesznie, cierpliwie, powoli. Tylko w ten sposób można docenić jej stonowane piękno, spokojną narrację, wybrać istotne szczegóły. Dla mnie pozycja, do której z pewnością będę wracać.

Moja ocena: 7/10


Anda Rottenberg, Proszę bardzo
Wydawnictwo Marginesy
Warszawa 2021
Liczba stron: 424
ISBN: 978-83-66500-67-9

________________________________________________________________________

The Bad Samaritan

I don't really like biographies and I don't really read that type of literature. So why did I reach for the book by Anda Rottenberg There you go, a new edition of the autobiography initially published by WAB Printing House in 2009? First of all, I like the author's frugal style. Secondly, the book was published in 2021 by the Marginesy Publishing House and brings you to your knees with the accuracy of the issue and the tasteful, bold beauty of the cover. It was love at first sight.

I lost my taste

The book documents the fate of the writer's family and is at the same time an attempt to find her own identity. The author's father was a Jew, her mother was Russian, and numerous relatives are scattered all over the world. Complicated genealogy is documented with lots of photos of family members, but offers no summary or family tree. This is not what this book is for. The intertwining chapters show the fate of the Rottenberg family and relatives as well as the search for the author’s son, Mateusz. It was the part devoted to the child that touched me especially, showing the mother's struggle to find him, but also the struggle for the child itself. Mateusz was a drug addict, went missing and died in 1997, but his identity was not established until 2008. Rottenberg writes about it coldly, honestly and openly, but her memories are streaked with pain. This is the strength of this book.

I lost my patience

It made me realize what a biography is used for, and an autobiography in particular. When you hear about an extraordinary figure of merit for Polish culture and art, some people immediately wonder what her way to the top was. Meanwhile, Rottenberg writes about herself with distance, she steps back a little, while her work is pushed completely to the background. The family is on the foreground, especially the mother-son relationship, described in a distanced way. The writer does not hide her mistakes, weaknesses, doubts and problems. She is very human, brave, open and uncompromising. She shares her experience and code of conduct, as well as beliefs and values. You can learn a lot from Anda Rottenberg, so I am grateful to the author that she wanted to give the reader an insight into her world.

I lost my curiosity

Rottenberg's autobiography reads very well, although it is a reading that must be approached slowly, and patiently. This is the only way to appreciate its subdued beauty, calm narrative, and select essential details. For me, a position that I will definitely come back to.

My rating: 7/10

 

Author: Anda Rottenberg
Title: There you go
Publishing House: Marginesy, Warsaw 2021
Number of pages: 424
ISBN: 978-83-66500-67-9

Marieke Lucas Rijneveld, Niepokój przychodzi o zmierzchu (De avond is ongemak)

Największa męka czytelnicza tego roku. Początek jakoś poszedł, ale potem książka była nużąca w swojej obrzydliwości, zimna i odpychająca. Zmuszałam się do dobrnięcia do końca, chociaż za samo zakończenie dodaję jeden punkt w mojej ocenie.

Holenderska rodzina hodowców bydła doświadcza straty – podczas jazdy na łyżwach na jeziorze topi się ich najstarszy syn, Matthies. Bohaterami są rodzice oraz trójka rodzeństwa – syn Obbe, średnia córka i narratorka Jas oraz najmłodsza Hanna, którzy w zasadzie są pozostawieni samym sobie. Rodzice odcinają się w swoim bólu od dzieci i siebie nawzajem, matka pogrąża się w depresji, a ojciec w pracy. Budrysówka, bo taki ma przydomek starsza z dwóch córek, zakłada więc swoją zbroję przed światem, czerwoną kurtkę, i tak stara się obronić przed bakteriami, swoim dorastaniem i rozkwitającą seksualnością, której nikt jej nie tłumaczy, oraz kolejnymi doświadczeniami spadającymi na rodzinę. Po jakimś czasie w ich rejonie rozwija się epidemia pryszczycy, i duże stado krów, którym opiekuje się rodzina, musi zostać w całości wybite. Znika więc obowiązek pracy, który organizował rodzinie życie i wyznaczał rytm dnia, ale to nie sprawia, że zaczynają ze sobą spędzać więcej czasu czy okazują sobie jakąkolwiek czułość. Świat rodziny Mulderów jest okrutny, zimny i surowy. Rodzice szukają pocieczenia w swoim prostestanckim zborze, ale ich Bóg jest taki jak ich świat, nie niesie pocieszenia. Dzieci nieustannie eksperymentują ze swoją rozbudzoną seksualnością (a opisów ich działań jest tak wiele, że odkładałam książkę ze znużeniem). Rodzice nie mają żadnej kontroli, ten świat się rozpada i dąży do nieuchronnej zagłady. A ona nadchodzi.

Ważnych tematów w książce jest całkiem sporo – radzenie sobie (lub w tym przypadku całkowite nieradzenie) ze stratą, dojrzewanie, natura, wiara, relacje rodzinne. Niewielka społeczność, w której mieszka rodzina, nie jest źródłem relacji, wsparcia czy pocieszenia, a wywiera na rodzinie dodatkową presję. Dziewczynki nauczyły się, by sztucznie uśmiechać się do sąsiadów, by nie generować niepotrzebnych pytań. W szkole są obiektem do wyśmiewania, a ojciec w końcu nakazuje Jas zdjąć kurtkę. Wyznaczony dzień nie potoczy się jednak tak, jak tego chcą rodzice.

Zastanawia mnie tylko, po co Rijneveld umieszcza w książce tyle trudnej do zniesienia fizyczności? Sceny masturbacji występują dosłownie co kilka stron, ale jest też zjadanie glutów, wkładanie krowie świderka do serów do odbytu, lewatywa mydłem, którą robi ojciec córce, itd. W zasadzie zakłóca to obraz, może też przyciąga uwagę czytelnika w niewłaściwe miejsca. Dorastanie bez żadnego wsparcia, we wrogim, nadmiernie surowym środowisku jest trudne. Czy dziecięce frustracje w ten właśnie sposób zostają rozładowane? To jakiś wentyl na ujście nagromadzonej pary?

Dla mnie książka ciągnęła się w nieskończoność i czytałam ją dosłownie po kilka stron, żeby dojść do końca. Z pewnością nie będę chciała do niej wrócić i nie była dla mnie szczególnie prawdziwa. Tym bardziej zastanawia mnie nagroda Bookera z 2020 roku. Przewodniczący nagrody uzasadniał ten wybór następująco: „Łącząc rozbrajającą nową wrażliwość z tłumaczeniem szczególnej czułości, Niepokój przychodzi o zmierzchu jest czułą i instynktowną ewokacją dzieciństwa rozdartego między wstydem a zbawieniem”. Tylko czy żeby naprawdę dojść do czułości i wrażliwości, tzreba się przebijać przez tyle stron okrucieństwa i chłodu?

Moja ocena: 4/10.

 

Marieke Lucas Rijneveld, Niepokój przychodzi o zmierzchu
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021
Tłumaczenie: Jerzy Koch
Liczba stron: 320
ISBN: 978-83-08-07377-3

__________________________________________________________________________

The biggest reading torment of this year. I’ve read it quickly at the beginning, but then the book was tedious in its abomination, cold and repulsive. I forced myself to finish it, although for the very ending I add one point to my rating.

A Dutch cattle breeding family is suffering a loss - their eldest son, Matthies, drowns while skating on a frozen lake. The protagonists are parents and three siblings - son Obbe, middle daughter and narrator Jas and the youngest Hanna, who are basically left to themselves. Parents cut themselves off from their children and each other in their pain, the mother looses herself in depression and the father at work. Jas puts on her armor from the world, a red jacket, and so she tries to protect herself against bacteria, her adolescence and flourishing sexuality, which no one explains to her, and further experiences falling on her family. After some time, an epidemic of hoof-and-mouth disease (HMD) develops in their area, and the large herd of cows that the family cares for must be completely slaughtered. So the work obligation that organized the family life and set the rhythm of the day disappears, but this does not make them spend more time with each other or show any tenderness. The world of the Mulder family is cruel, cold, and harsh. Parents seek comfort in their Protestant church, but their God is just like their world, not consoling. Children are constantly experimenting with their awakened sexuality (and there are so many descriptions of their actions that I put the book aside wearily). Parents have no control, this world is falling apart and it is heading for its inevitable destruction. And so it comes.

There are quite a few important topics in the book - coping (or in this case completely failing to cope) with loss, maturing, nature, faith, family relationships. The small community in which the family lives is not a source of relationship, support or comfort, but puts additional pressure on the family. The girls learned to artificially smile at their neighbors so as not to generate unnecessary questions. They are the object of the school to be ridiculed, and the father finally orders Jas to take off her jacket. However, the appointed day will not turn out as the parents want it to.

I just wonder why Rijneveld puts so much unbearable physicality in the book? The masturbation scenes come literally every few pages, but there is also eating snot, putting cheese screw into the cow’s anus, the soap enema that the father makes to his daughter, etc. It basically distorts the picture, maybe draws the reader's attention in the wrong places as well. Growing up without any support in a hostile, overly harsh environment is difficult. Are children's frustrations released in this way? Is it some kind of valve for the outlet of the accumulated steam?

For me, the book went on forever and I literally read it several pages to come to the end. I certainly won't want to go back to it, and it wasn't particularly reliable to me. This makes me even more puzzled, as it has won the 2020 International Booker Prize. The award chairman justified this choice as follows: "Combining a disarming new sensibility with translation of singular sensitivity, The Discomfort of Evening is a tender and visceral evocation of a childhood caught between shame and salvation." But is it necessary to go through so many pages of cruelty and coldness to really come to tenderness and sensitivity?


My rating: 4/10.

 

Author: Marieke Lucas Rijneveld
Title: The Discomfort of Evening
Publishing House: Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021
Translation: Jerzy Koch
Number of pages: 320
ISBN: 978-83-08-07377-3