Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportage. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportage. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 października 2026

Justyna Kopińska, Z nienawiści do kobiet

Nie wszystko złoto co się świeci

Jak widać na moim blogu, nieczęsto sięgam po reportaż. Mam z nim taki problem, że temat szybko się starzeje, znika z wokandy, a po kilku latach jest już zupełnie nieaktualny. Jednak na wyprzedaży bibliotecznej książka polskiej dziennikarki Justyny Kopińskiej skusiła mnie wzmiankowanymi na okładce wyróżnieniami – Nagrodą Polskiej Agencji Prasowej im. Ryszarda Kapuścińskiego, Nagrodą im. Teresy Torańskiej, czy wreszcie European Press Prize (m.in.). Okładka też jest dobra, zapowiada pewną dynamikę, surowość, akcję. Biorę, czytam – pomyślałam.

Reportażowy misz-masz

Jak pomyślałam, tak zrobiłam, i tomik Kopińskiej przypomniał mi, dlaczego za reportażem nie przepadam. Zbiór Z nienawiści do kobiet zawiera osiem reportaży i stanowiący 20% książki wywiad z Autorką. Widać więc, że poszczególne teksty nie są bardzo obszerne, a dodatkowo ogromna czcionka sprawia, że 220-stronicowa pozycja staje się lekturą na jeden wieczór. Tego typu zabiegi zawsze są oszukiwaniem czytelnika i jestem na nie wyczulona. Tytuł pochodzi z trzeciego tekstu, który opisuje falę molestowań w wojsku przez przełożonych. Oprócz tego w zbiorku znajdują się – otwierający tomik wywiad z synem Violetty Villas, Krzysztofem, i jego żoną, Małgorzatą, potem tekst o skazanym księdzu-pedofilu, który przez wiele lat gwałcił swoją uczennicę Kasię, a po złagodzonym wyroku dalej odprawia msze święte i ma kontakt z dziećmi (choćby przez Internet). Jest reportaż o homoseksualnych wiernych w kościele, o dyrektorze zakładu karnego w Sztumie, Andrzeju Górce, który zabił osadzonego i ze względu na stwierdzone zaburzenia psychiczne nie poniósł konsekwencji prawnych, jest poruszająca historia Leopolda Kozłowskiego, pianisty, dyrygenta, kompozytora, ostatniego przedstawiciela przedwojennych klezmerów w Polsce, który wspomina swoje życie, doświadczenia II wojny światowej z obozu pracy w Jaktorowie, a potem w Kurowicach. Jest historia brutalnych morderstw w Gliwicach z lat 90-tych, wreszcie opowieść niedosłyszącej dziewczyny o życiu w środowisku sportowym i gehennie, jaką przeszła przez swoją niepełnosprawność w szkole. Jak widać, tytuł jest pewnym naciągnięciem, marketingowym chwytem, może na fali zrodzonego w 2017 roku ruchu #me too (pozycja wyszła w 2018 roku). Autorka mocno też skacze z tematu na temat i te reportaże lepiej się pewnie czyta w gazecie, kiedy temat jest jeden całkowicie pochłania uwagę czytelnika.

Bez zachwytu

Chociaż więc Kopińska pisze poprawnym reporterskim stylem, przytacza fakty, stara się dotrzeć zarówno do ofiar, jak i do oprawców i opisać wydarzenia jak najbardziej bezstronnie, jest jakaś tendencyjność w wyborze tematów i ich prowadzeniu. Dobór tekstów też wydaje się przypadkowy, pozbierany zapewne z innych miejsc w jeden tomik po komercyjnym sukcesie poprzedniego zboru Polska odwraca oczy. U mnie Z nienawiści do kobiet nie zostanie na półce, pójdzie dalej. Takie reportaże mają też to do siebie, że już się do nich nie wraca. Dla mnie trochę rozczarowanie.

Moja ocena: 5/10.

Justyna Kopińska, Z nienawiści do kobiet
Świat Książki, Warszawa 2018
Liczba stron: 224
ISBN: 978-83-8031-853-3

**********************************************************************************

All That Glitters Is Not Gold

As you can see from my blog, I don’t often pick up works of reportage. My issue with the genre is that the subject matter ages quickly; it drops out of the public eye and, after a few years, becomes completely outdated. However, at a library sale, a book by Polish journalist Justyna Kopińska caught my eye thanks to the accolades mentioned on the cover—the Polish Press Agency’s Ryszard Kapuściński Award, the Teresa Torańska Award, and the European Press Prize, among others. The cover is striking, too, promising a certain dynamism, rawness, and action. "I’ll take it and read it," I thought.

A Hodgepodge of Reportage

I did exactly that, and Kopińska’s volume reminded me why I’m not particularly fond of reportage. The collection Out of Hatred for Women contains eight pieces of reportage and an interview with the author that makes up 20% of the book. It is evident, then, that the individual texts are not very long; furthermore, the use of a huge font turns this 220-page volume into a one-evening read. Such tactics always feel like cheating the reader, and I am particularly sensitive to them. The title comes from the third piece, which describes a wave of sexual harassment committed by superiors in the military. In addition, the collection includes an interview—opening the volume—with Violetta Villas’s son, Krzysztof, and his wife, Małgorzata; a piece about a convicted pedophile priest who raped his student, Kasia, for years and—following a reduced sentence—continues to celebrate Mass and maintain contact with children (including via the Internet). There is a report on homosexual believers within the Church; a story about Andrzej Górka, the warden of the Sztum prison, who killed an inmate but faced no legal consequences due to diagnosed mental disorders; and the moving story of Leopold Kozłowski—pianist, conductor, composer, and the last representative of pre-war klezmer musicians in Poland—as he recalls his life and his experiences during World War II in labor camps in Jaktorów and later Kurowice. The book also covers a series of brutal murders in Gliwice during the 1990s and, finally, the story of a hearing-impaired girl recounting her life in the sports world and the ordeal she endured at school because of her disability. As is evident, the title is something of a stretch—a marketing ploy, perhaps riding the wave of the #MeToo movement that emerged in 2017 (the book was published in 2018). The author also jumps frequently from topic to topic; these reports likely read better in a newspaper, where a single subject can fully capture the reader's attention.

Not impressed

So, although Kopińska writes in a competent journalistic style—citing facts and striving to reach both victims and perpetrators while describing events as impartially as possible—there is a certain bias in her choice of topics and how she handles them. The selection of pieces also seems haphazard, likely gathered from various sources into a single volume following the commercial success of her previous collection, Poland Looks Away (original title: Polska odwraca oczy, not translated into English as of Oct’26). Out of Hatred for Women won’t be staying on my bookshelf; I’ll be passing it on. That is the nature of this kind of reportage—one rarely returns to it. For me, it was a bit of a disappointment.

My rating: 5/10. 


Author: Justyna Kopińska
Title: Out of Hatred for Women (book not translated to English as of Oct’26)
Publishing House: Świat Książki, Warsaw 2018
Number of pages: 224
ISBN: 978-83-8031-853-3

niedziela, 14 czerwca 2026

Michał Tabaczyński, Kieszonkowa metropolia. W rok dookoła Bydgoszczy

Miasto stracone dla literatury

Uczę się ufać sobie. Kiedy sięgnęłam po „reportaż” Michała Tabaczyńskiego Kieszonkowa metropolia. W rok dookoła Bydgoszczy, ucieszyłam się. Odkąd Filip Springer tak ciekawie opisywał bydgoskie zabytki w Księdze zachwytów, mam w planach wybrać się do tego miasta i na spokojnie je pozwiedzać. W naiwności swojej pomyślałam więc, że może opis „małej ojczyzny”, bo Autor urodził się, wychował i mieszka w mieście wojewódzkim województwa kujawsko-pomorskiego, przyniesie mi wiedzę o tym miejscu i jego historii. Niedoczekanie. Trzeba był odłożyć książkę po 20 stronach, kiedy raziło mnie jej przegadanie i brak konkretów. Stwierdziłam jednak, że może się mylę, może nie mam wyczucia, może powinnam dać szansę. Teraz, kiedy całkowicie na siłę i z prawdziwym poczuciem bezsensu doczytuję ostatnie strony wiem już, że miałam rację – nie warto.

12 miesięcy dokoła Bydgoszczy plus bonusy

Koncept jest taki – 12 miesięcy, każdy poświęcony innemu zagadnieniu związanemu z Bydgoszczą lub okolicami, plus wstęp, epilog, bibliografia, a wcześniej bonusowy rozdział o kolejnym styczniu. Tego autora o bisy nie trzeba prosić, daje je nieproszony. Początkowo miałam nadzieję – Tabaczyński pięknie i ciepło pisze o swojej Babci, mamie swojej mamy, nazywając ją „wcieloną Bydgoszczą” (s. 14). Wstęp Miasto rodzinne zapowiadał książkę piękną, osobistą, może nawet intymną. Obietnicę pokazania swojego miasta, swoich wspomnień, może historii rodziny, umiejscowionej w mieście, na jego ulicach, w jego budynkach. Niestety, już od kolejnego rozdziału było coraz gorzej.

Jest lepsze słowo na barokowy

Styl tej książki jest przeraźliwy. Kiedy powiedziałam Mężowi, że uważam, że Tabaczyński pisze bardzo barokowo, powiedział, że jestem wobec niego bardzo łagodna i powinnam użyć właściwego określenia. Ma rację, bydgoski pisarz jest grafomanem w najgorszym wydaniu. Chcecie próbki? Proszę bardzo:

Nie znaczy to wcale, że owo zmaltretowane oblicze nie miało swoich amatorów, tych archiwistów zniszczenia, koneserów dewastacji, bałwochwalców widowiskowego upadku – zarówno przyjezdnych, jak i miejscowych panegirystów niepowstrzymanej entropii (s. 21).

Drugi przykład, równie ulubiony:

I wtedy wsiadła ona. Żołnierka przebrana dla niepoznaki w cywilne ubranie, które ledwo zasługiwało na miano ubrania. Na co dzień musiała chyba mieszkać w okopach, ale to były przedziwne okopy – takie wywrócone na nice, nawet nie tyle odsłonięte, ile dużo, dużo więcej: wystawione na ostrzał. To była tarcza strzelnicza przebrana dla niepoznaki za okopy. (s. 99-100).

Autor naprawdę bardzo lubi dźwięk swojego głosu. Cała książka utrzymana jest w podobnym stylu, w związku z czym jest naprawdę trudna do zdzierżenia i wywołuje w czytelniku chęć rzucenia nią o ścianę. Dobrze, że mam egzemplarz biblioteczny, bo książek z biblioteki niszczyć nie wolno.

Tematyka bydgoska

Niewiele się z tej książki można dowiedzieć o samej historii miasta, trzeba te informacje wyłuskiwać spośród samozachwyconego słowotoku. Więcej dowiemy się o tym nieco ponad trzystutysięcznym mieście z Wikipedii, niż z książki Tabaczyńskiego. A przecież w zamyśle autora mamy rok na jej poznanie. Największy rozwój miasto przeszło pod zaborem pruskim, w 1851 roku otworzono linię kolejową do Królewca, wybudowano Kanał Bydgoski, będący wtedy cudem techniki, dzięki któremu miasto nabrało jeszcze większego znaczenia w handlu. Projektowali w nim tacy architekci jak Gropius (budynek dyrekcji Kolei przy Dworcowej 63), Carl Meyer (obecna siedziba Polskiego Radia, ale również gazownia, siedziba wodociągów, wieża ciśnień i wiele innych), a samo miasto miało być miastem idealnym o doskonałym planie urbanistycznym. Oprócz tego jeden z największych objętościowo rozdziałów poświęcony jest polskim obozom pracy (Zimne Wody, Lęgnów i Potulice), które działały w Bydgoszczy i okolicach od zakończenia wojny do 1950 roku. Z jednej strony, autor przywraca je pamięci, w moim przypadku – w ogóle wprowadza do świadomości, nie zgadza się z panującymi w nich okrucieństwem i bestialstwem. Z drugiej strony – jestem w stanie zrozumieć skąd ono się wzięło. Tak, każde zamęczenie drugiego człowieka to zbrodnia bez usprawiedliwienia, zwłaszcza, jeśli jest dokonywane na ludności cywilnej (a tutaj tak było, ginęły kobiety, dzieci i osoby starsze). A jednak mam wrażenie, że z dystansu czasu i ciepełka łatwo jest ferować wyroki i mieć poczucie moralnej wyższości. W tym też rozdziale autor pisze:

To bardzo ciekawy dokument – także dlatego, że wbrew ówczesnemu zwyczajowi zapisuje „Niemcy” wielką literą, co było do roku 1947 rzeczą niezwykle rzadką, Polacy bowiem znęcali się nad własną ortografią, mszcząc się na „Niemcach” (tak ich właśnie zapisywali w niemal wszystkich dokumentach oficjalnych). Ktoś, kto z ołówkiem w ręku czytał ten zbiór dokumentów przede mną, najpierw zaznaczał tych „Niemców”, a nawet gdzieś tam na marginesie zakrzyknął: „Niemcy małą literą!”, ale szybko przestał, bo w każdym dokumencie pojawia się ten gwałt na polskiej ortografii po wielokroć. (s. 92)

Gwałt na polskiej ortografii… Może jakby nam nie wyrżnęli całej inteligencji, to byśmy wiedzieli jak korzystać ze słowników.

Tendencyjne tematy

O czym jeszcze warto napisać w przewodniku po Bydgoszczy? Ano o antysemickiej gazecie Szabes-Kurjer wydawanej w latach 20-stych, wiadomo (rozdział Miasto nienawistne. Sierpień), obśmiać astrologów i wróżbitów z dwudziestolecia międzywojennego i czasów wojny z poczuciem miażdżącej przewagi moralnej (zwłaszcza że obaj opisywanie panowie już nie żyją – o ironio nie byli w stanie przewidzieć własnej śmierci, więc też – o ironio – zarzutów odeprzeć nie mogą), pomnik postawiony ofiarom mordu na Polakach to „moszczenie się w cierpiętnictwie” (s. 252), ale już o mordach na Niemcach w polskich obozach przejściowych, antysemityzmie i oburzeniu wywołanym usunięciem poniemieckich cmentarzy pisze autor w nieco innym tonie.

Fatalizm grafomanii

Komentując komunistyczny pomnik upamiętniający ofiary II wojny światowej i dospawanie do jednej postaci krzyża, autor pisze ironicznie „Bydgoszcz rzadko dostarcza aż tak wystrzałowych point do swoich historii” (s. 263). Już stronę dalej jednak to zdanie mści się na Tabaczyńskim. Obśmiewając twórczość bydgoskiego poety i pisarza Juliana Walentego Prejsa, pisze: „Pierwszy polski pisarz Bydgoszczy naznaczył moje miasto (i jego literaturę) fatalizmem grafomanii, z którego trudno się mu (i jej) do dzisiaj otrząsnąć” (s. 265). Samozaoranie level master, dziękuję. Omijać szerokim łukiem.

Moja ocena: 3/10.


Michał Tabaczyński, Kieszonkowa metropolia. W rok dookoła Bydgoszczy
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025
Liczba stron: 284
ISBN: 978-83-8396-075-3

*********************************************************************************

A City Lost to Literature

I'm learning to trust myself. When I picked up Michał Tabaczyński's "reportage," Pocket Metropolis: A Year Around Bydgoszcz, I was delighted. Ever since Filip Springer so captivatingly described Bydgoszcz's interesting architecture in The Book of Delights (book not translated into English as of June 2026), I've been planning to go to this city and explore it at my leisure. Naively, I thought that perhaps the description of this "small homeland," because the author was born, raised, and lives in the voivodeship capital of the Kuyavian-Pomeranian Voivodeship, would provide me with insight into this place and its history. It didn't. I wanted to put the book down after 20 pages, as I was irritated by its overwrought nature and lack of specifics. However, I decided that maybe I was wrong, maybe I lacked the necessary intuition, maybe I should give it a chance. Now, as I force myself to read the final pages with a genuine sense of futility, I know I was right – it's not worth it.

12 Months Around Bydgoszcz Plus Bonuses

The concept is this – 12 months, each devoted to a different topic related to Bydgoszcz or the surrounding area, plus an introduction, epilogue, bibliography, and before that a bonus chapter about the following January. This author doesn't need to be asked for encores; he gives them unbidden. Initially, I had hope – Tabaczyński writes beautifully and warmly about his grandmother, his mother's mother, calling her "Bydgoszcz incarnate" (p. 14). The introduction to The home city promised a beautiful, personal, perhaps even intimate book. A promise to show his city, his memories, perhaps the history of his family, embedded in the city, on its streets, in its buildings. Unfortunately, from the very next chapter on, things went from bad to worse.

There's a better word for baroque

The style of this book is terrifying. When I told my husband I thought Tabaczyński's writing was very baroque, he said I was being very gentle with him and should have used the proper term. He's right, the Bydgoszcz writer is a graphomaniac at his worst. Want a sample? Here you go:

This doesn't mean at all that this battered face didn't have its admirers, those archivists of destruction, connoisseurs of devastation, idolaters of spectacular decline – both visitors and local panegyrists of unstoppable entropy (p. 21).

A second example, equally favourite:

And then she got in. A soldier, dressed in civilian clothes to disguise herself, barely worthy of being called clothes. She must have lived in trenches every day, but these were strange trenches – upside down, not so much exposed but open to fire. It was a target disguised as trenches to disguise itself. (pp. 99-100).

The author truly loves the sound of his own voice. The entire book is written in a similar style, making it truly difficult to continue and making the reader want to throw it against the wall. It's a good thing I have a library copy, because library books are not to be destroyed.

The Bydgoszcz Theme

You can't learn much about the city's history from this book; you have to glean this information from the self-indulgent verbiage. You'll learn more about this city of just over 300,000 inhabitants from Wikipedia than from Tabaczyński's book. And yet, the author intended us to have a year to explore it. The city experienced its greatest development under the Prussian partition. In 1851, a railway line to Königsberg was opened, and the Bydgoszcz Canal was built, a technological marvel at the time, thanks to which the city gained even greater commercial importance. Architects such as Gropius (the Railway Management Building at Dworcowa 63) and Carl Meyer (the current headquarters of Polish Radio, as well as the gasworks, waterworks, water tower, and many others) designed city’s buildings, and the city itself was intended to be an ideal city with a perfect urban plan. Furthermore, one of the largest chapters in terms of volume is devoted to Polish labor camps (Zimne Wody, Lęgnów, and Potulice), which operated in Bydgoszcz and the surrounding area from the end of the war until 1950. On the one hand, the author revives their memory; in my case, he even brings them into my consciousness, stressing the cruelty and inhumanity that prevailed there. On the other hand, I can understand where this came from. Yes, any torture of another human being is an unjustifiable crime, especially if it is committed against civilians (and here it was; women, children, and the elderly perished). And yet, I have the impression that, with the distance of time and from the cosiness of our times, it's easy to pass judgment and feel a sense of moral superiority. In this chapter, the author also writes:

This is a very interesting document – ​​also because, contrary to the custom of the time, it spells "Germany" with a capital letter, which was extremely rare until 1947, as Poles abused their own spelling, taking revenge on "germans" (that's how they spelled them in almost all official documents). Someone who read this collection of documents before me, pencil in hand, first marked these "germans" and even shouted somewhere in the margin: "Germany in lowercase!" but quickly stopped, because in every document this abuse of Polish orthography appears repeatedly. (p. 92)

An abuse of Polish orthography... Maybe if they hadn't slaughtered all our intelligentsia, we'd know how to use dictionaries.

Biased Topics

What else is worth writing about in a guide to Bydgoszcz? Well, the anti-Semitic newspaper Szabes-Kurjer published in the 1920s obviously (chapter "The Hateful City. August"), next: a chapter which ridicules astrologers and fortune tellers from the interwar period and the war with a sense of overwhelming moral superiority (especially since both gentlemen described are now dead – ironically, they were unable to predict their own deaths, so – ironically – they cannot refute the accusations), the monument erected to the victims of the murder of Poles is "a dwelling in suffering" (p. 252), but the author writes in a slightly different tone about the murder of Germans in Polish transit camps, anti-Semitism, and the outrage caused by the removal of former German cemeteries.

The Fatalism of Graphomania

Commenting on the communist monument commemorating the victims of World War II and the welding of a cross onto one of its figures, the author writes ironically, "Bydgoszcz rarely provides such explosive punchlines to its stories" (p. 263). A page later, however, this sentence backfires on Tabaczyński. Mocking the work of Bydgoszcz poet and writer Julian Walenty Prejs, he writes: "The first Polish writer from Bydgoszcz marked my city (and its literature) with the fatalism of graphomania, from which he (and it) still finds it difficult to shake off" (p. 265). Self-damage level master, thank you. Avoid at all cost.

My rating: 3/10.

Author: Michał Tabaczyński
Title: Pocket Metropolis. Around Bydgoszcz in a Year (book not translated into English as of June 2026)
Publishing House: Czarne, Wołowiec 2025
Number of pages: 284
ISBN: 978-83-8396-075-3

wtorek, 23 września 2025

Filip Springer, Miedzianka. Historia znikania

Miedzianka – historia lokalna

Na czym polega fenomen debiutanckiej książki pisarza i dziennikarza Filipa Springera Miedzianka? Wydana po raz pierwszy w 2011 roku przez wydawnictwo Czarne w serii Reportaż, książka była nominowana do kilku nagród literackich w różnych kategoriach – znalazła się w finale Nagrody Literackiej Nike, Nagrody Literackiej Gdynia i Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego, jak również do Nagrody za Książkę Historyczną Roku, Środkowoeuropejskiej Nagrody Literackiej Angelus i Nagrody Polskiego Towarzystwa Wydawców Prasy. O ile dobrze wiem, żadnej z tych nagród nie zdobyła, ale zrobiło się o niej naprawdę głośno. My sami również kupiliśmy książkę w jej pierwszym wydaniu na prezent dla znajomych. Niemal piętnaście lat od publikacji sięgnęłam po książkę w wydaniu Wydawnictwa Karakter, która już od samej okładki zmienia nieco optykę wydania.

Jak zniknęła Miedzianka?

Wydawnictwo Czarne kategoryzowało książkę jako reportaż, ale jeśli się w nią dobrze wczytać, można dojść do wniosku, że to pewna hybryda gatunkowa, z dużą domieszką fikcji czy też pewnej swobody literackiej, zwłaszcza w częściach dotyczących historii miasteczka sprzed I wojny światowej. Debiutancka pozycja Springera wpisuje się w nurt literatury małych ojczyzn, ale wpisanych w ziemie odzyskane, a nie utraconych. Ten gatunek cieszy się w Polsce niesłabnącą popularnością. Autor ma również dar opowiadania ciekawych historii, oddając głos mieszkańcom czy w niektórych przypadkach pokazując swoje wyobrażenia ich życia, dziecięcych psot, lokalnych zatargów i niesnasek. Z pomocą w budowaniu pasjonującej opowieści przychodzi mu Wielka Historia, zanimizowana w narracji Springera jako Bestia. Ta pojawia się w wielu postaciach – pożarów trapiących miasto, przetaczających się przez nie wojsk różnych armii, ofiary składane z mieszkańców podczas I wojny światowej, a wreszcie wkroczenie ideologii nazistowskiej, pojawianie się uciekinierów z Rzeszy, którzy pragnęli umknąć przed rosyjskimi wojskami, aż po nadejście polskich osadników. Autor ciekawie pokazuje jak wyglądała ta wymiana narodów i nasz dziki zachód, z początkową niewiarą, że te ziemie pozostaną polskie i łupieżczym podejściem, po budowanie się nowych społeczności. Miedziaka od momentu swojego powstania związana była z wydobyciem rud metali, które łączyło się z kopaniem tuneli również pod zabudowaniami miasteczka, ale jego kres przyspieszyło wydobycie uranu, prowadzone pod kontrolą Związku Radzieckiego, do 1951 roku. Potem ziemia zaczęła się zapadać, doprowadzając do wysiedlenia mieszkańców i rozbiórki domów. Niegdyś najmniejsze i najpiękniejsze miasteczko okolic Karkonoszy teraz całkowicie zniknęło z mapy.

Przywracanie nieistniejącego

Chociaż okładka zapowiada poszukiwanie odpowiedzi na pytanie dlaczego miejscowość zniknęła z powierzchni ziemi, najważniejsze w tej książce jest symboliczne jej przywrócenie. Przywołując przeszłych mieszkańców z powrotem do życia, opowiadając o ich ciekawych losach i zwykłym człowieczeństwie, Springer ponownie buduje Miedziankę ze słów i wspomnień, jak również archiwalnych zdjęć. Od 2015 roku w miejscowości działa nowy browar, dumnie kontynuując szlachetne browarnicze tradycje regionu, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to właśnie Springer otworzył mu drogę do zwiększonego zainteresowania. Ja sama pojechałam do Miedzianki zafascynowana historią z książki by zobaczyć na własne oczy fenomen miasteczka, którego nie ma. Miasteczka nie ma, ale piwo i klimatyczne miejsce jest. Jest też świat na kartach powieści, który w rzeczywistości moża zobaczyć tylko oczyma wyobraźni. Miedziankę serdecznie polecam – to kawał ciekawej, starannie napisanej i ciekawie przedstawionej historii. Warto.

Moja ocena: 8/10.


Filip Springer, Miedzianka. Historia znikania
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2022
Liczba stron: 272
ISBN: 978-83-67016-34-6

******************************************************************************

Miedzianka – A Local History

What is the phenomenon of writer and journalist Filip Springer's debut book, History of a Disappearance? First published in 2011 by Czarne Publishing House in the Reportaż series, the book was nominated for several literary awards in various categories – it was a finalist for the Nike Literary Award, the Gdynia Literary Award, and the Ryszard Kapuściński Award, as well as for the Historical Book of the Year Award, the Angelus Central European Literary Award, and the Polish Press Publishers Association Award. As far as I know, it didn't win any of these awards, but it made quite a splash. We also bought the first edition of the book as a gift for friends. Almost fifteen years after its publication, I picked up the book, this time reissued by Karakter Publishing House, which, right from the cover, slightly changes the perception of the edition.

How did the town Miedzianka disappear?

Czarne Publishing House categorized the book as reportage, but a closer look reveals it to be a hybrid genre, with a strong element of fiction and a certain literary freedom, especially in the sections concerning the town's history before World War I. Springer's debut book falls into the type of literature on small homelands, but within the Recovered Territories, not the lost ones. This genre enjoys enduring popularity in Poland. The author also has a gift for telling compelling stories, giving voice to the inhabitants and, in some cases, presenting his own visions of their lives, childhood mischief, local quarrels, and discord. Helping him build a compelling narrative is Big History, animated in Springer's narrative as the Beast. This manifests itself in many forms – fires ravaging the city, the forces of various armies sweeping through it, the sacrifices of its inhabitants during World War I, and finally the invasion of Nazi ideology, the arrival of refugees from the Reich seeking to escape the Russian troops, all the way to the arrival of Polish settlers. The author captivatingly depicts this exchange of nations and our Wild West, from the initial disbelief that these lands would remain Polish and the predatory approach, to the formation of new communities. From its beginnings, Miedziaka was associated with metal ore mining, which involved digging tunnels even under the town's buildings, but its demise was hastened by uranium mining, conducted under Soviet control until 1951. Then the land began to subside, leading to the displacement of residents and the demolition of homes. Once the smallest and most beautiful town in the Karkonosze region, it has now completely disappeared from the map.

Restoring the Nonexistent

Although the cover announces a search for answers to the question of why the town disappeared from the face of the earth, the most important aspect of this book is its symbolic restoration. Bringing its past inhabitants back to life, recounting their fascinating stories and common humanity, Springer reconstructs Miedzianka from words and memories, as well as archival photos. Since 2015, a new brewery has been operating in the town, proudly continuing the region's noble brewing traditions, but I can't help but feel that it was Springer who paved the way for its increased popularity. I myself went to Miedzianka, fascinated by the story in the book, to see for myself the phenomenon of a town that no longer exists. There's no town, but there is beer and a charming place. There's also a world within the pages of the novel that, in reality, can only be seen through the eyes of the imagination. I highly recommend Miedzianka – it's a fascinating, carefully written, and engagingly presented story. Worth reading.

My rating: 8/10.


Author: Filip Springer
Title: History of a Disappearance: the story of a forgotten Polish town
Publishing House: Karakter, Kraków 2022
Pages: 272
ISBN: 978-83-67016-34-6

sobota, 14 września 2024

Tomasz Karamon, Co widziała Matka B. Opowieści z Barda

Miłość do Małej Ojczyzny

Na wzmiankę o tej książce trafiłam w zestawieniu lektur na lato Gazety Wrocławskiej. Zaciekawił mnie nietuzinkowy tytuł i przepiękna okładka z rentgenowskim zdjęciem figurki Matki Boskiej z Bazyliki w Bardzie. Ponieważ wakacje spędzaliśmy jeżdżąc weekendami po Polsce, stwierdziłam, że to doskonała wymówka, by po powieść sięgnąć i przeczytać przed zbliżającym się spływem kajakowym, który ruszał z Barda i się w nim kończył. Jak często z reportażem, uczucia mam mieszane.

Wielogłosowość zapisu

Powieść Tomasza Karamona jest nie tylko wielogłosowa, ale wielopłaszczyznowa i wielowątkowa. Autor stosuje wiele form literackich – dialog, list, wywiad, opis, pierwszoosobową narrację, szczegółowy opis badania figurki Matki Boskiej, historię miasteczka i jego losy. Pisarzowi udało się pokazać skomplikowane losy Dolnego Śląska, przechodzące przez te tereny armie i administracje, a w tle – losy związanych z tą ziemią mieszkańców. Dla mnie najciekawsze było odnajdywanie opisywanych miejsc i zastanawianie się: „a czy to na pewno tutaj?”. Taki mam jednak kłopot z reportażami, że jest to dla mnie zawsze czyjeś spojrzenie i czyjaś perspektywa, która nakłada się – i niekoniecznie pokrywa – z moją. Zwłaszcza przy opisach miast czy terenów – moja wyobraźnia nieco inaczej je sobie kształtuje i odkrywanie prawdziwych miejsc jest niczym zdrapywanie palimpsestu. Co kryje się pod warstwą literacką?

Odnajdywanie miejsc z książki w rzeczywistości

Nie znając dokładnie topografii miasta, nie śledziłam niemieckich nazw ulic ani nie szukałam opisywanych zakładów czy sklepików, a w zasadzie budynków, w których istniały. Ale podekscytowało mnie odnalezienie wzgórza, na którym w 1966 roku ks. arcybiskup Bolesław Kominek odprawiał mszę z okazji tysiąclecia chrztu Polski i koronował figurkę Matki Boskiej. Niestety, komunistyczny plan na zagospodarowanie wzgórza i uniemożliwienie takich masowych imprez w przyszłości powiódł się – jedną połowę wzgórza zajmują ogródki działkowe, druga została podzielona na działki pod luksusowe rezydencje. Środkiem biegnie wąska droga różańcowa, prowadząca od jednej unikatowej kaplicy do drugiej. Na szczycie stoi pomnik ze sceną z ukrzyżowania – po obu bokach Chrystusa wiszą mocarne figury łotrów, a u jego stóp klęczy Matka Boska z towarzyszącymi jej kobietami. Naprzeciwko znajduje się kamień upamiętniający wielotysięczną mszę.

Jedna bohaterka

Nie udało nam się zobaczyć tytułowej figurki – w Sanktuarium trwała właśnie msza. Żałuję, bo Karamon przedstawia artefakt jak żywą osobę, opisuje czynione przez nią cuda i wagę dla wiernych. Bardzka Matka Boska jawi się jako prawdziwa opiekunka i dobrodziejka dolnośląskich stron, która dbała o swoich wiernych i wysłuchiwała ich modlitw. W drugą stronę – pokazana jest również niezłomna wiara ludności w jej sprawczą moc.

Lokalna duma

Myślę, że to ważna i potrzebna książka – pełne zachwytu spojrzenie pasjonata lokalnej historii i mieszkańca Barda, zapis wieloletnich badań i fascynacji, próba przekazania ogromu wiedzy szerzej publiczności. Chociaż przez swoją wielogłosowość i wielość form książka może sprawiać wrażenie nieco chaotycznej, warto po nią sięgnąć, by samemu porównywać literacki opis z tym, co uda nam się z niego wyłuskać „w terenie”. Cieszy również lokalna duma z książki – plakaty ją reklamujące wiszą w Bardzie w małych sklepikach. Może więc pielgrzymki wrócą do Miasta Cudów, nawet jeśli nie w celach religijnych, to by lepiej poznać Bardo i jego ciekawą historię. Serdecznie polecam.


Moja ocena: 7/10


Tomasz Karamon, Co widziała Matka B. Opowieści z Barda
Wydawnictwo Dowody, Warszawa 2024
Liczba stron: 224
ISBN: 978-83-66778-53-5

**********************************************************************************

Love for local homeland

I came across this book in the Gazeta Wrocławska summer reading list. I was intrigued by the unusual title and beautiful cover with an X-ray photo of the figurine of the Virgin Mary from the Basilica in Bardo. Since we spent our holidays traveling around Poland during weekends, I decided that it was a great excuse to reach for the novel and read it before the upcoming kayaking trip, which started and ended in Bardo. As is often the case with reportage, I have mixed feelings.

Polyphonic writing

Tomasz Karamon's novel is not only polyphonic, but multi-layered and multi-threaded. The author uses many literary forms - dialogue, letter, interview, first-person narration, detailed description of the examination of the figurine of the Virgin Mary, the past accounts of the town. The writer managed to show the complicated history of Lower Silesia, the armies and administrations passing through these areas, and in the background - the fates of the inhabitants connected with this land. For me, the most interesting element was finding the places described and wondering: "is this really here?". However, I have such a problem with reportage that for me it is always someone else's account and perspective that overlaps - and does not necessarily coincide - with mine. Especially when describing cities or areas - my imagination shapes them slightly differently and discovering real places is like scratching off a palimpsest. What is hidden beneath the literary layer?

Finding places from the book in real life

Not knowing the topography of the city in detail, I did not follow the German street names or look for the described establishments or shops, or rather the buildings in which they existed. But I was excited to find the hill where in 1966 priest archbishop Bolesław Kominek  celebrated mass on the occasion of the millennium of the baptism of Poland and crowned the figure of the Virgin Mary. Unfortunately, the communist plan concerning hill on preventing such mass events in the future succeeded - one half of the hill is currently occupied by allotment gardens, the other has been divided into plots for luxury residences. In the middle runs a narrow rosary path, leading from one unique chapel to another. At the top stands a monument with a scene from the crucifixion – on both sides of Christ hang mighty figures of thieves, and at his feet kneels the Mother of God with women accompanying her. Opposite is a stone commemorating a mass that was attended by thousands.

The heroine of the book

We did not manage to see the titular figure – a mass was taking place in the Sanctuary. I regret it, because Karamon presents the artifact as a living person, describes the miracles it performed and its importance to the faithful. The Mother of God of Bardo appears as a true protector and benefactress of the Lower Silesian region, who cared for her believers and listened to their prayers. On the other hand, the unwavering faith of the population in her causative power is also shown.

Local pride

I think this is an important and necessary book – a view full of admiration from a local history enthusiast and a resident of Bardo, a record of many years of research and fascination, an attempt to convey the vast amount of knowledge to a wider audience. Although the book may seem a bit chaotic due to its multi-voiced nature and multiplicity of forms, it is worth reaching for to compare the literary description with what we can extract from it "in the field". The local pride in the book is also pleasing - posters advertising it hang in Bardo in local shops. That’s quite something! Maybe the pilgrimages will return to the City of Miracles, even if not for literary purposes, then to get to know Bardo and its interesting history better. I highly recommend it.

My rating: 7/10

Author: Tomasz Karamon
Title: What Did Mother of G. See. Stories from Bardo
Wydawnictwo Dowody, Warsaw 2024
Number of pages: 224
ISBN: 978-83-66778-53-5

niedziela, 6 sierpnia 2023

Bartosz Józefiak, Wszyscy tak jeżdżą

Kultura zapierdalania

Odkąd na Onecie ukazał się fragment powieści Bartosza Józefiaka Wszyscy tak jeżdżą, bardzo chciałam przeczytać tę książkę. Tegoroczny reportaż o stanie polskich dróg i mentalności polskich kierowców ukazał się bardzo na czasie, kiedy cały kraj przeżywał wypadek żółtej meganki w Krakowie. Książka może nieźle przerazić.

Bartosz Józefiak

Urodzony w 1987 roku Józefiak ma już na koncie współautorstwo książki o Łodzi (wraz z Wojciechem Góreckim), współpracuje również z magazynem Duży Format i stacją TVN. Część materiałów zamieszczonych w książce była już wcześniej publikowana, co widać – część informacji z poszczególnych rozdziałów się powtarza. Niemniej jednak materiał przygotowany przez Józefiaka jest wielowątkowy,  zróżnicowany i niesamowicie wciągający. Ja przeczytałam oczekiwaną pozycję w mniej niż 24 godziny, a przecież to nieco ponad 370 stron lektury.

Mentalność kierowcy

Po co się czyta reportaże? Żeby lepiej zrozumieć konkretny temat, przyjrzeć mu się wielowątkowo, rzetelnie. We Wszyscy tak jeżdżą Józefiak swoje zadanie domowe odrobił bardzo dobrze i w atrakcyjnym, lekko sensacyjnym opakowaniu podaje całkiem sporą dawkę statystyk i danych. Okazuje się, że za trzy czwarte wypadków na polskich drogach odpowiadają mężczyźni, najczęściej w wieku 25-40 lat. Niebagatelny wpływ na postrzeganie warunków na drogach i niedostosowanie się do znaków drogowych wynika z polskiej nieufności do władzy i autorytetu, zbyt dużej ilości znaków drogowych i powszechnego w społeczeństwie poczucia, że znaki nie odzwierciedlają stanu faktycznego i bezpiecznie można jechać szybciej albo znacznie szybciej. To właśnie nadmierna prędkość jest najczęstszą przyczyną wypadków. Do mnie najmocniej przemówił argument o przeżywalności pieszych przy różniej prędkości auta podczas zderzenia:

Pieszy ma około czterdziestu – pięćdziesięciu procent szans na przeżycie, jeśli zderzy się z samochodem jadącym pięćdziesiąt na godzinę. Dalej ta zależność gwałtownie rośnie, i to nieliniowo. Przy sześćdziesiątce pieszy ma już tylko około piętnastu procent na przeżycie. Przy zderzeniu z autem jadącym powyżej setki pieszy szans nie ma żadnych. S. 145

Jak zauważa autor, większość kierowców (a także posłów) nie ma takiej świadomości i żyje w przekonaniu, że skoro zawsze jeżdżą szybko i do tej pory nic się nie zdarzyło, to się nigdy nie wydarzy, i niesłusznie wierzą, że można jeździć szybko i bezpiecznie.

Skąd tyle aut?

Polska samochodami stoi – mamy jedne z najwyższych statystyk ilości aut na 1000 mieszkańców w Europie, co wynika z faktu, że „prawie czternaście milionów ludzi żyje w gminach, których samorząd nie zapewnia transportu publicznego” (s. 155). Linie kolejowe i autobusowe są zamykane ze względu na ich nierentowność i często wiele ludzi jest skazanych na własny środek lokomocji, a jego stan techniczny zależy od zasobności portfela nabywcy.

Statystyki pokazują, że w Polsce jeżdżą najstarsze samochody w Europie. Ponad czterdzieści procent osobówek na naszych drogach ma więcej niż dwadzieścia lat. Drugie tyle ma dziesięcio-dwudziestoletni staż na drogach. S. 226

W sumie sama mam 9-letnie auto. Jednak często auto to również symbol statusu i wolności, choćby ta wolność oznaczała potem stanie w korkach. Jak więc przekonać Polaków, zwłaszcza mieszkańców dużych miast z dobrym dostępem do komunikacji miejskiej, żeby z niej korzystali?

Jak odkorkować miasta?

Eksperci przyjmują, że w mieście odległość do najbliższego przystanku autobusowego powinna wynosić nie więcej niż czterysta metrów, a w przypadku tramwaju: osiemset metrów. S. 221

Z innego źródła słyszałam, że autobus lub tramwaj powinien jechać co 6-7 minut, żeby pasażer nie musiał czekać dłużej. Józefiak podaje przykład Jaworzna jako jednego z najbezpieczniejszych komunikacyjnie miast, które zwęża ulice, redukuje liczbę miejsc parkingowych, zapewnia dobry dostęp do komunikacji miejskiej, a jednocześnie jeździ się tam płynnie i z parkowaniem nie ma problemów. Komunikacja jest tania i nie trzeba martwić się, gdzie zostawić samochód. Optymalna prędkość w mieście zapewniająca płynną jazdę to… 42km/h!

Badania dawno pokazały, że im więcej dróg zbudujemy, tym większe powstaną korki.

              Pierwsi tę zależność w latach siedemdziesiątych zbadali Brytyjczycy: David Lewis i Martin Mogridge. Udowodnili, że to, jak budujemy miasto, wpływa na to, jak korzystają z niego mieszkańcy. Ludzie, którzy dotąd wybierali komunikację publiczną, widząc pustą nową drogę, przesiądą się za kółko. Deweloperzy wzdłuż trasy pobudują osiedla, część osób kupi samochody i zdecyduje się wyprowadzić dalej od centrum. I tak w ciągu pięciu – sześciu lat nowiutkie pasy miejskiej autostrady wypełnią się pojazdami. (…) Eksperci nazywają to zjawisko „ruchem wzbudzonym”. (…) Kalifornijskie badania w latach 1973-1990 pokazały, że każde dziesięć procent powiększonej przepustowości dróg daje po czterech latach wzrost ruchu o dziewięć procent. S. 218

Trzeba więc zmieniać ludzkie nawyki i zachęcać ludzi do przesiadki do komunikacji miejskiej, o ile to oczywiście możliwe. Faktycznie, w takim mieście jak Wrocław do centrum warto wybierać się komunikacją miejską.

Refleksyjnie

Józefiak pisze też o kierowcach zawodowych – kurierach i tirowcach, taksówkarzach, rozwozicielach jedzenia, chociaż im poświęca mniej uwagi niż agresywnej młodzieży czy uczestnikom wyścigów drogowych. Demitologizuje „babę za kółkiem”, oddając kobietom sprawiedliwość – jeżdżą ostrożniej, wolniej, a co za tym idzie – bezpieczniej. Autor sporo miejsca poświęca pieszym i raczej opowiada się za wzmocnieniem ich praw, ponieważ 90% wypadków powodują kierowcy.

Oprócz sporej dawki strawnie podanych informacji dziennikarz skłania również do zastanowienia, ale robi to dyskretnie. Czy ja przypadkiem nie jeżdżę za szybko, czy nie powoduję zagrożenia na drodze? Noga z gazu?

Moja ocena: 8/10


Bartosz Józefiak, Wszyscy tak jeżdżą
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2023
Liczba stron: 392
ISBN: 978-83-8191-712-4

******************************************************************************

Culture (?) of Speeding

Ever since a fragment of Bartosz Józefiak's novel Everyone Drives Like That appeared on Onet, I really wanted to read this book. This year's reportage about the condition of Polish roads and the mentality of Polish drivers appeared very timely, when the whole country was discussing the accident of the yellow Renault Megane in Krakow. The book can be quite scary.

Bartosz Józefiak

Born in 1987, Józefiak has already co-authored a book about Łódź (together with Wojciech Górecki), he also collaborates with the Duży Format Magazine and the TVN station. Some of the material contained in the book has already been published before, which can be seen - some information from individual chapters is repeated. Nevertheless, the material prepared by Józefiak is multithreaded, varied and incredibly engaging. I read it in less than 24 hours, and it's over 370 pages of reading.

Driver mentality

Why do you read reportage? To better understand a specific topic, look at it in a multithreaded, reliable manner. In Everyone Drives Like That, Józefiak did his homework very well and in an attractive, slightly sensational package, he gives quite a large dose of statistics and data. It turns out that three quarters of accidents on Polish roads are caused by men, most often aged 25-40. A significant impact on the perception of road conditions and failure to comply with road signs results from the Polish distrust of power and authority, too many road signs and the common feeling in society that signs do not reflect the actual state of affairs and it is safe to drive faster or much faster than oficially allowed. Excessive speed is the most common cause of accidents. The argument about the survivability of pedestrians at different car speeds during a collision spoke the most to me:

A pedestrian has about a forty to fifty percent chance of surviving if collided with a car traveling fifty kilometers per hour. Further, this dependence grows rapidly, and non-linearly. At sixty, a pedestrian has only about fifteen percent chance of survival. Pedestrians don't stand a chance in a collision with a car traveling over a hundred kilometers per hour. p. 145

As the author notes, most drivers (and also MPs) do not have such awareness and live in the belief that since they always drive fast and nothing has happened so far, it will never happen, and they wrongly believe that you can drive fast and safely .

Why so many cars?

Poland stands by cars - we have one of the highest statistics of the number of cars per 1,000 inhabitants in Europe, which results from the fact that "almost fourteen million people live in municipalities whose local government does not provide public transport" (p. 155). Railway and bus lines are closed due to their unprofitability and often many people are doomed to their own means of transport, and its technical condition depends on the wealth of the buyer's wallet.

Statistics show that the oldest cars in Europe are driven in Poland. More than forty percent of passenger cars on our roads are over twenty years old. The same number have between ten to twenty years on the roads. p. 226

I have a 9 year old car myself. However, often the car is also a symbol of status and freedom, even if this freedom means standing in traffic jams. So how to convince Poles, especially residents of large cities with good access to public transport, to use it?

How to unjam the cities?

Experts assume that in the city the distance to the nearest bus stop should be no more than four hundred meters, and in the case of a tram: eight hundred meters. p. 221

From another source I heard that the bus or tram should go every 6-7 minutes so that the passenger does not have to wait longer. Józefiak gives the example of Jaworzno as one of the safest cities in terms of communication, with narrowed streets, reduced number of parking spaces, but at the same time providing good and cheap access to public transport. Driving there is smooth and there are no problems with parking. The optimal speed in the city for a smooth ride is ... 42km/h!

Research has long shown that the more roads we build, the bigger the traffic jams will be.

The first to study this relationship in the 1970s were the British: David Lewis and Martin Mogridge. They proved that the way we build a city influences how its inhabitants use it. People who have so far chosen public transport, seeing an empty new road, will move behind the wheel. Developers will build housing estates along the route, some people will buy cars and decide to move further away from the centre. And so, in five or six years, the new lanes of the city highway will be filled with vehicles. (...) California studies in the years 1973-1990 showed that every ten percent of increased road capacity gives a nine percent increase in traffic after four years. p. 218

It is therefore necessary to change people's habits and encourage them to switch to public transport, if possible. In fact, in a city like Wrocław, it is worth using public transport when getting to the city center.

Thoughtfulness

Józefiak also writes about professional drivers - couriers and truck drivers, taxi drivers, food delivery drivers, although he pays less attention to them than to aggressive youth or participants of the city-roads’ races. It demythologizes the "woman behind the wheel", giving women justice - they drive more carefully, slower, and thus - safer. The author devotes a lot of space to pedestrians and is rather in favor of strengthening their rights, because 90% of accidents are caused by drivers.

In addition to a large dose of digestible information, the journalist also makes you think, but he does it discreetly. Am I driving too fast or am I creating any danger the road? Foot off the gas?

My rating: 8/10

 

Author: Bartosz Józefiak
Title: Everyone Drives Like That
Publishing House: Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2023
Number of pages: 392
ISBN: 978-83-8191-712-4

niedziela, 23 lipca 2023

Jakub Sieczko, POGO

Być wydolnym krążeniowo i oddechowo to całkiem dużo

Nastawiłam się na krótką i intensywną lekturę, i tak właśnie było. Niespełna 120-stronicowa relacja Jakuba Sieczki, który przez pięć lat jeździł w karetce pogotowia jako ratownik medyczny, to mocna książka. Ale czasami takich mocnych książek się szuka, jak szokujących artykułów w prasie czy brutalnych relacji w programach informacyjnych. Właśnie taką funkcję pełni książka lekarza – daje wgląd w dramatyczny świat pracy zespołów medycznych z karetki.

Miejmy to więc za sobą

Sieczko porusza takie tematy, których w sumie można się spodziewać: wyjazdy do osób starszych i samotnych, banalne zatrzymania moczu i mniej banalne zatrzymania krążenia; wyjazdy do żuli i kloszardów, obsługiwanie zawszonych, śmierdzących, brudnych bezdomnych; ratowanie dzieci i niemożność pogodzenia się z ich śmiercią; zmęczenie, oczekiwanie na wezwanie, trudne przypadki; radość z uratowania życia, milczenie po przegranej walce. W pewien sposób Sieczko zdaje sobie sprawę z wampiryzmu swoich czytelników i rozmiłowanie w krwawych, sensacyjnych detalach, bo już w drugim rozdziale rzuca „Miejmy to więc za sobą” (s. 20) i wymienia, jakie najgorsze rzeczy widział podczas swojej pracy ratownika: rozlane mózgi, ciała samobójców i heroinistów, ciała dzieci po wypadkach, ofiary zawałów i udarów, słowem – ludzkie dramaty. Sądzę jednak, że ta powieść ma dla autora ogromną wartość terapeutyczną – komu takie historie opowiedzieć, jak się ich pozbyć, sprzedać dalej, oddać, nie krzywdząc najbliższych?

Tu zupa, tu pies, tu ktoś nie żyje, jakże to? Całe życie? Tak, proszę żony, całe życie

Siłą powieści Sieczki jest zdecydowanie jej język. To zestawienie twardego, często wulgarnego podejścia, krótkich napiętych zdań z niesamowitą poetyckością. Autor płynnie wplata w swoją wypowiedź cytaty z Szymborskiej, Mickiewicza czy Świetlickiego. Zresztą samo motto książki pochodzi w wiesza Czesława Miłosza Twój głos. Z drugiej strony nie stroni od bluzgów:

Ci sami lekarze z tymi samymi pytaniami z tego samego szpitala pod wezwaniem świętego „Dlaczego do nas?”. Bo do was i chuj, chciałem wziąć pacjenta do swojego domu, ale akurat mam remont łazienki. (s. 18)

Sądzę, że dzięki takim zabiegom powieść nie jest tylko zimnym zapisem wydarzeń, a autor wciąż potrafi dostrzec w swoim pacjencie człowieka. Chociaż nie zawsze jest w stanie zaspokoić wszystkie potrzeby osób, z którymi się styka („Nie mogę przyjąć pani bólu. Mogę tylko tę sytuację ulekarzyć”, s. 86), to wciąż potrafi dostrzec samotność starszej pani Leokadii, śledzić dalsze losy dowiezionych do szpitala i uratowanych pacjentów („Ulubiony z otrzymanych przeze mnie smsów brzmiał: „Zjadł kanapkę”, s. 33), zatęsknić za pracą. Pozostać człowiekiem za fasadą profesjonalisty.

Jeden raz przygoda, sto razy rutyna

Dla mnie POGO Sieczki to wartościowa lektura, wyważona pomiędzy tanim dramatyzmem a spokojnymi rozważaniami autora, zaspokajająca jedocześnie niskie sensacyjne potrzeby czytelnika, jak i pozwalająca zobaczyć perspektywę trudnej pracy ratownika jego – bądź co bądź – wrażliwymi oczami. Moim zdaniem autor ma spory talent literacki i potrafi pokazać świat, do którego bardzo niewielu z nas ma wstęp. Polecam.

Moja ocena: 8/10


Jakub Sieczko, POGO
Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2022
Liczba stron: 120
ISBN: 978-83-65970-01-5
Gatunek: reportaż, seria reporterska

*************************************************************************

Being circulatory and respiratory efficient is an achievement

I was hoping for a short and intense read, and that's exactly what I got. The less than a 120-page account of Jakub Sieczko, who spent five years in an ambulance as a paramedic, is a powerful book. And sometimes that’s exactly what we are looking for in our need of having a peek in sensational, hearbreaking events, similarly to when we search for a shocking article in tabloids or watch a violent coverage on the news. POGO offers you just this - an insight into the dramatic work of the ambulance teams.

Let’s have it over

Sieczko touches on topics that you might expect: trips to the elderly and lonely, trivial urinary retention and less trivial cardiac arrest; trips to bums and tramps, serving the lice-infested, smelly, dirty homeless men; rescuing children and not being able to come to terms with their deaths; fatigue, waiting for a call, difficult cases; the joy of saving a life, the silence after losing a fight. In a way, Sieczko is aware of his readers' vampirism and love for bloody, sensational details, because already in the second chapter he throws "Let's have it over already" (p. 20) and lists the worst things he has seen during his work as a rescuer: spilled brains, bodies of suicide victims and heroin addicts, bodies of children after accidents, victims of heart attacks and strokes, in a word - human dramas. However, I believe that this novel has a great therapeutic value for the author - who should he tell such stories to, how to get rid of them, sell them, give them back without hurting his loved ones?

A soup, a dog, a dead body, what is that? A lifetime? Yes, ma’am, a lifetime in its entirety

The strength of Sieczko's novel is definitely its language. It is a juxtaposition of a hard, often vulgar approach, short tense sentences with incredible poetics. The author smoothly weaves quotations from Szymborska, Mickiewicz or Świetlicki into his speech. The motto of the book comes from Czesław Miłosz's poem Your Voice. On the other hand, the author does not shy away from profanity:

The same doctors with the same questions from the same hospital of saint "Why to us?". Because fucking so, I wanted to take the patient home, but I'm having a bathroom renovation. p. 18

I believe that thanks to such approach, the novel is not just a cold record of events, and the author is still able to see a human being in his patient. Although he is not always able to meet all the needs of the people he comes in contact with ("I can't accept your pain. I can only medicate this situation", p. 86), he can still see the loneliness of the elderly lady Leokadia, follow the fate of the hospitalized and rescued patients ("My favorite text message was: "He ate a sandwich", p. 33), and miss work on vacation. Be a man behind the professional facade.

Once an adventure, a hundred times routine

For me, POGO by Jakub Sieczko is a valuable read, balanced between cheap drama and the author's calm deliberations, satisfying at the same time the reader's low sensational needs, and allowing to see the perspective of the difficult work of a paramedic with his - after all - sensitive eyes. In my opinion, the author has a lot of literary talent and is able to show a world that very few of us have access to. I strongly recommend this book.

My rating: 8/10


Author: Jakub Sieczko
Title: POGO
Publishing House: Dowody na Istnienie, Warsaw 2022
Number of pages: 120
ISBN: 978-83-65970-01-5
Genre: reportage, reportage series