Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura polska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 sierpnia 2026

Paweł Sołtys, Sierpień

Warszawa dla wtajemniczonych

Na wzmiankę o książce Pawła Sołtysa, traktującej o końcu lata w Warszawie, trafiłam przypadkiem, niewiele przed wyjazdem na rocznicę wybuchu powstania warszawskiego, która w tym roku wygodnie wypadała w sobotę. Wypożyczyłam więc książkę jak najszybciej, licząc na ukryte w niej perełki i obserwacje, które pozwolą mi lepiej nacieszyć się stolicą. Po niespełna trzech tygodniach niemal nic z tej książki nie pamiętam.

Miasto jako palimpsest

Paweł Sołtys, znany być może szerszej publiczności jako wokalista Pablopavo, postanowił poświęcić niewielki tomik swojemu miastu, Warszawie. Snuje się po nim, trochę bez celu, nieśpiesznie, przyglądając się poszczególnym miejscom i wspominając przeszłość. Przez to miasto staje się trochę palimpsestem, w którym przenika się czas teraźniejszy i przeszły. To określenie dla Warszawy wydaje się szczególnie trafne, patrząc na historię miasta, zwłaszcza wojenne zniszczenia, odbudowę, ilość pomników i tablic upamiętniających burzliwe losy. Jednocześnie jest to jednak miasto codzienności, zwyczajnie toczącego się życia, dzieciństwa. To sprawia, że dla kogoś spoza Warszawy onirycznie opisane miejsca są nieczytelne i nie niosą tego samego ładunku. Więc to pierwsze spostrzeżenie i może trochę zarzut – to książka dla warszawiaków, dla przybyszów Warszawa pozostanie tak samo obca, jak była.

Biblioteka na Okólniku

Często jest jednak tak, że sięga się po jakąś książkę, żeby dowiedzieć się z niej jednej, konkretnej rzeczy. W tym przypadku byłaby to dla mnie historia Biblioteki Ordynacji Krasińskich, zwanej popularnie biblioteką na Okólniku (od nazwy ulicy, przy której się znajdowała). W Pałacu Rzeczpospolitej, dawnym Pałacu Krasińskich, znajduje się obecnie urna z prochami książek spalonych w akcji odwetowej po powstaniu warszawskim. „W szklanej urnie lezą popioły. Ale to „leżą” nie oddaje prawdy. Układają się w na wpół spopieloną księgę, trochę w twarz bez rysów, oczu i ust. To ślad po dziesiątkach tysięcy książek spalonych przez Brandkommando po upadku powstania. Nie z przypadku, nie w wyniku działań wojennych. Niemcy weszli do biblioteki na Okólniku i miotaczami płomieni rozprawili się z dwudziestoma sześcioma tysiącami rękopisów, z dwoma i pół tysiącem inkunabułów, ze stu tysiącami grafik i rysunków, z pięćdziesięcioma tysiącami nut i druków teatralnych i tak dalej, i tak dalej”, pisze Sołtys (s. 95-96). Więcej można znaleźć o tym w bardzo dobrym artykule Mikołaja Glińskiego (https://culture.pl/pl/artykul/urna-w-bibliotece-czyli-jak-sie-pala-ksiazki). Teraz żałuję, że będąc w Warszawie nie zaszłam do Pałacu Rzeczpospolitej, choćby tylko zobaczyć ten jeden eksponat.

Piękno języka

Ostatnią rzeczą, na którą chciałabym zwrócić uwagę przy tej pierwszej przeczytanej przeze mnie książce Sołtysa, to jego piękny, poetycki, niespieszny język, dzięki któremu można trochę więcej wagi poświęcić codzienności. Mi spodobały się zwłaszcza dwa fragmenty – jeden o prawdziwej ciszy na mazowieckiej wsi sprzed elektryfikacji (naprawdę przez chwilę udało mi się ją usłyszeć, i zobaczyć tą ciemność), a drugi o tym, co czasami uda się zobaczyć kątem oka:

Nad pianą piwa mignął mi Jankowski. Co oczywiście było niemożliwe, nie żył już wtedy od kilku lat, ale wszyscy wiemy, że wąskich kątach spojrzeń jak kurz zbierają się umarli, i bywa, że bierze się kogoś najzwyczajniej żywego za wcielenie cienistej osoby. (s. 65)

Jednak piękny język nie przykrywa braku fabuły, czy nawet konkretnej ścieżku spaceru, którą czytelnik mógłby sobie odtworzyć. Chociaż może to tylko ja mam takie oczekiwanie – żeby książka stała się kluczem do opisywanego miejsca, pozwalała je lepiej zrozumieć. Okazuje się, że jest to spojrzenie konkretnej osoby na konkretne miejsce, i nasze doświadczenia i oczekiwania się rozmijają.

Subiektywny obraz pewnego miejsca

Jestem więc pisarzowi wdzięczna za chwilę refleksji i zdecydowanie za informację o urnie z prochami książek. Coraz więcej ścieżek prowadzi mnie do monumentalnej monografii Normana Daviesa Powstanie’44, na którą patrzę z lękiem (zarówno ze względu na treść, jak i rozmiary). Chyba czas przestać szukać wymówek i na dłużej zagłębić się w lekturze. Co do Sierpnia – nie spełnił moich oczekiwań i w sumie dość mocno przypominał mi Kamionek Piotra Wichy – literatura tylko dla wtajemniczonych, do których ja nie należę.

Moja ocena: 5/10.


Paweł Sołtys, Sierpień
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014
Liczba stron: 120
ISBN: 978-83-8191-975-3

*********************************************************************************

Warsaw for the Insiders

I stumbled upon a mention of Paweł Sołtys's book about the end of summer in Warsaw by chance, shortly before leaving for the anniversary of the Warsaw Uprising, which conveniently fell on a Saturday this year. So I borrowed the book as soon as possible, hoping for hidden gems and observations that would allow me to better enjoy the capital. After less than three weeks, I remember almost nothing from it.

The City as a Palimpsest

Paweł Sołtys, perhaps known to a wider audience as the singer Pablopavo, dedicated a small volume to his city, Warsaw. He wanders around it, somewhat aimlessly and leisurely, observing individual places and reminiscing about the past. In this way, the city becomes a kind of palimpsest, where present and past tenses intertwine. This description for Warsaw seems particularly apt, considering the city's history, especially the wartime destruction, reconstruction, and the multitude of monuments and plaques commemorating its turbulent fate. At the same time, however, it is a city of everyday life, of simply going on life, of childhood. This makes the dreamlike descriptions of places incomprehensible to anyone outside Warsaw and lacking the same meaning. So this is my first observation, and perhaps a bit of a reproach – this is a book for Warsaw residents; for newcomers, Warsaw will remain as alien as it was.

The Library on Okólnik Street

However, it's often the case that one reaches for a book to learn one specific thing. In this case, for me, it would be the history of the Krasiński Library, popularly known as the Library on Okólnik Street (after the name of the street on which it was located). The Palace of the Commonwealth, formerly the Krasiński Palace, currently houses an urn containing the ashes of books burned in retaliatory action after the Warsaw Uprising. "Ashes lie in a glass urn. But 'lying' doesn't convey the truth. They form a half-ashen book, a face without features, eyes, or mouth. This is a trace of the tens of thousands of books burned by the Brandkommando after the fall of the uprising. Not by accident, not as a result of warfare. The Germans entered the library on Okólnik Street and destroyed with flamethrowers twenty-six thousand manuscripts, two and a half thousand incunabula, one hundred thousand prints and drawings, fifty thousand musical scores and theatrical prints, and so on, and so forth,” writes Sołtys (pp. 95-96). You can find more about this in a very good article by Mikołaj Gliński (https://culture.pl/pl/artykul/urna-w-bibliotece-czyli-jak-sie-pala-ksiazki). Now I regret that when I was in Warsaw I didn’t stop by the Palace, even if only to see this one exhibit.

The Beauty of Language

The last thing I would like to draw attention to in the first book by Sołtys that I read, is his beautiful, poetic, unhurried language, thanks to which one can devote a little more attention to everyday life. I particularly liked two fragments – one about the true silence in the Mazovian countryside before electrification (really, for a moment I managed to hear it, and see that darkness), and the second about what one can sometimes see with the corner of one's eye:

I caught a glimpse of Jankowski over the beer foam. Which, of course, was impossible; he had been dead for several years by then, but we all know that in the narrow corners of one's gaze the dead gather like dust, and sometimes someone fully alive is mistaken for the incarnation of a shadowy person. (p. 65)

However, the beautiful language does not cover up the lack of a plot, or even a specific path the reader could retrace. Although perhaps it's just me who has this expectation – for a book to become the key to the place described, to allow for a better understanding of it. It turns out that this is a specific person's view of a specific place, and our experiences and expectations diverge.

A Subjective Image of a Certain Place

I am therefore grateful to the writer for a moment of reflection and definitely for the information about the urn with the ashes of books. More and more paths lead me to Norman Davies's monumental monograph, Rising '44 The Battle for Warsaw, which I look at with apprehension (due to both the content and the size.) I think it's time to stop looking for excuses and delve deeper into reading. As for August – it didn't live up to my expectations and actually reminded me quite strongly of Piotr Wicha's Kamionek – literature for those who already know the place well. And I am not one of such people.

My rating: 5/10.


Author: Paweł Sołtys
Title: August (book not translated to English as of August 2026)
Publishing House: Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014
Number of pages: 120
ISBN: 978-83-8191-975-3

piątek, 10 lipca 2026

Grzegorz Piątek, Świątynia i śmietnik

Mądrze i ciekawie o architekturze

To było moje drugie podejście do tej książki. Wypożyczyłam ją w bibliotece wcześniej raz, ale w niesprzyjającym czasie (w okolicach Bożego Narodzenia) i po prostu nie udało mi się do niej usiąść. Tym razem zadecydował przypadek – stała na osławionej półce nowości, więc sięgnęłam po nią ponownie. Bardzo się cieszę, że to zrobiłam. Książka jest znakomita.

Co czytelnik znajdzie w środku?

Myślę, że Piątek pisze o architekturze równie ciekawie, co Filip Springer. Na książkę składa się tytułowy wstęp, 12 esejów plus końcowy manifest, posłowie, bibliografia i indeks. Autor pisze o kalejdoskopie polskich miast – Łodzi, Warszawie, Suwałkach, Gdyni, Sopocie czy Rybniku, a w kontekście tych miast o różnych urbanistycznych bolączkach i ideach – mieście piętnastominutowym, dostępnej i sprawnej komunikacji miejskiej, budownictwie społecznym, cohousingu senioralnym, współgraniu architektury z zielenią i otoczeniem, a nawet różnicach w dostępności sanitariatów dla kobiet i mężczyzn. Chociaż Warszawa dominuje, to jednak sporo miejsca poświęcone jest innym lokalizacjom i książka opiera się stolicocentryzmowi. Dodatkowo, po każdym rozdziale podana jest wyczerpująca bibliografia, co jest niesamowicie wygodne i może skłaniać do dalszych poszukiwań na własną rękę. Jedyny minus to cukierkowa okładka, która nijak ma się do treści i może trochę odpychać, za to doceniam aliteracyjny tytuł, i to jeszcze na literę „ś”, w którym autor zestawia dwie sprzeczne ze sobą architektoniczne konwencje.

Poruszane tematy

Piątek wznosi się jednak również na poziom filozoficzny – pisze o różnicach pomiędzy architekturą (świątynia) a budownictwem (śmietnik) i pyta nico ironicznie, bez czego można sobie wyobrazić życie, a co jest nam do niego niezbędne. Chociaż większość architektów chciałaby budować świątynie (wielkie gmachy publiczne, muzea, galerie sztuki, etc.) to przecież do zaprojektowania pozostaje także mieszkaniówka, przedszkola, wiaty śmietnikowe, toalety… Autor udowadnia, że specjalizacja w takim przedmiocie również może przynieść uznanie, a projektantom dać ogromną satysfakcję (przykład Przedszkola Żółty Słonik w Ostrowi Mazowieckiej projektu pracowni Xystudio). Opisuje dobrze zaprojektowane osiedla legendarnej Haliny Skibniewskiej (Osiedle Szwoleżerów, Sady Żoliborskie i Sadyba w Warszawie), gdzie miało się dobrze żyć wszystkim, architektura wymuszała relacje społeczne, a w stronę mieszkańców szły drobne ukłony – mieszkania projektowane na przestrzał, żeby dało się je wywietrzyć, obniżone piaskownice, żeby dźwięk nie rozchodził się tak szeroko, więcej mniejszych pomieszczeń, żeby zapewnić członkom rodziny trochę prywatności, czy jasne, osobne kuchnie. Przy współczesnej patodeweloperce czyta się o tym jak o baśni. W fascynujący sposób opowiada też Piątek o budownictwie z prefabrykatów, które miało nadążyć za powojenną odbudową kraju, a rozpędzało się od 1969 roku, kiedy powstała pierwsza fabryka Fadom i bloki z prefabrykatów zaczęły powstawać w Żorach, Jastrzębiu Zdroju, Raciborzu, Rybniku czy Wodzisławiu.  A potem w całej Polsce. Autor pisze zarówno o historii osiedli z wielkiej płyty, ale wspomina również swoje dzieciństwo na Osiedlu Górczewska w Warszawie, nadając opowieści personalny, intymny ton.

Inspirująca lektura!

Świątynię i śmietnik czyta się świetnie, szybko, z niegasnącym zainteresowaniem. Różnorodność tematów, znakomite przygotowanie merytoryczne Autora, wielość źródeł, wreszcie – fotografie, które w książce się również pojawiają, czynią z niej dzieło kompletne, wciągające, inspirujące do uważniejszego spoglądania na otaczający nas świat i budowle. Polecam serdecznie!

Moja ocena: 9/10.


Grzegorz Piątek, Świątynia i śmietnik
Wydawnictwo WAB, Warszawa 2025
Liczba stron: 388
ISBN: 978-83-8425-406-6

********************************************************************************

Wisely and Interestingly About Architecture

This was my second attempt at this book. I'd borrowed it from the library once before, but at an unfavorable time (around Christmas) and simply couldn't get around to reading it. This time, it was a fluke – it was on the infamous new releases shelf, so I picked it up again. I'm very glad I did. The book is excellent.

What will the reader find inside?

I think Piątek writes about architecture as engagingly as Filip Springer. The book consists of the titular introduction, 12 essays, plus a final manifesto, afterword, bibliography, and index. The author writes about a kaleidoscope of Polish cities – Łódź, Warsaw, Suwałki, Gdynia, Sopot, and Rybnik – and, in the context of these cities with diverse urban ailments and ideas – the fifteen-minute city, accessible and efficient public transportation, social housing, senior cohousing, the interplay of architecture with greenery and the surroundings, and even the differences in the availability of sanitary facilities for women and men. Although Warsaw dominates, considerable space is devoted to other locations, and the book resists capital-centricity. Furthermore, each chapter is followed by a comprehensive bibliography, which is incredibly convenient and may encourage further research on your own. The only drawback is the sugary cover, which has nothing to do with the content and can be somewhat off-putting. On the other hand, I appreciate the alliterative title, and the juxtaposition of the two elements, swiftly summarising dual nature of architecture.

Topics covered

Coming to that, Piątek reaches a philosophical level, writing about the differences between architecture (a temple) and construction (a trash enclosure or dumpster), and asking, somewhat ironically, what we can imagine life without and what we need to live it. Although most architects would like to build temples (large public buildings, museums, art galleries, etc.), there are also residential buildings, preschools, garbage cans, restrooms to design. The author demonstrates that specializing in such a field can also bring recognition and give designers immense satisfaction (for example, the Yellow Elephant Preschool in Ostrów Mazowiecka designed by Xystudio). He describes the well-designed housing estates of the legendary Halina Skibniewska (Osiedle Szwoleżerów, Sady Żoliborskie, and Sadyba in Warsaw), where everyone was expected to live well, the architecture enforced social relationships, and subtle nods were made to the residents – apartments designed across the width to allow for ventilation, lowered sandboxes to prevent sound from spreading so widely, more rooms  of smaller size to provide family members with privacy, and bright, separate kitchens. Compared to contemporary poor design practices, this reads like a fairy tale. Piątek also offers a fascinating account of prefabricated construction, which was meant to keep pace with the country's post-war reconstruction and gained momentum from 1969, when the first Fadom factory was established and prefabricated blocks began to be built in Żory, Jastrzębie-Zdrój, Racibórz, Rybnik, and Wodzisław. And then throughout Poland. The author writes about the history of prefabricated housing estates, but also recalls his childhood in the Górczewska Housing Estate in Warsaw, lending the story a personal, intimate tone.

An inspiring read!

The Temple and the Thrash Enclosure is a wonderful, fast-paced read, with unwavering interest. The variety of topics, the author's excellent research, the multitude of sources, and finally – the photographs that also appear in the book – make it a comprehensive, engaging work, inspiring us to look more closely at the world and buildings around us. I highly recommend it!

My rating: 9/10.


Author: Grzegorz Piątek
Title: The Temple and the Trash Enclosure (book not translated to English as of July 2026)
WAB Publishing House, Warsaw 2025
Pages: 388
ISBN: 978-83-8425-406-6

Jakub Małecki, Obiekty głębokiego nieba

Jedyne, których nie wolno

Lubię twórczość Jakuba Małeckiego, chociaż z pewnością nie czytałam wszystkich jego książek. Obiekty głębokiego nieba nie umknęły oczywiście mojej uwadze, bo powieść była nominowana do książki roku 2025 na portalu lubimyczytać.pl w kategorii literatura piękna, ale tyle się na rynku wydawniczym dzieje i tyle jest rzeczy do przeczytania, że do tej pory po prostu nie było okazji po nią sięgnąć. W końcu mi się udało i książkę przeczytałam szybko – sporo nie do końca zadrukowanych stron i wyraźnie zaznaczone rozdziały sprawiają, że lektura idzie błyskawicznie.

Zwykłe niezwykłe życie

Książka opowiada historię małżeństwa – Janka i Idy Wrzosków, którzy pochodzą z niewielkiej wioski Zakręt. Janek był w Idzie całkowicie zakochany, zamieszkał z nią w Warszawie, oboje podjęli pracę – Ida w dużej korporacji, Janek w wykończeniówce. Zaczęli spotykać się z nowymi znajomymi, Weroniką i Mateuszem, i weszli z nimi, naprzemiennie, za wszechstronną zgodą, w relacje erotyczne. Ta dozwolona niewierność okazała się jednak mieć znacznie większą niszczącą siłę, niż oboje podejrzewali. Jednocześnie ojciec Janka zaczyna ciężko chorować, więc mężczyzna, w obliczu mniejszej ilości zleceń, postanawia się nim zaopiekować. Tato kompulsywnie jeździ pod dom swojej byłej żony, matki Janka, która rozstała się z nim wiele lat temu, a co z kolei jego byłą żonę mocno niepokoi. Jeszcze jedną warstwę powieści stanowi przeszłość ojca, który całe życie prowadził gospodarstwo rolne i hodował świnie. Janek jako dziecko długo nie rozumiał, jak to się dzieje, że jego ukochane zwierzaki znikają, a ojciec długo tłumaczył mu, że co jakiś czas jedna wymknie się na wolność. Do czasu, kiedy w nocy zastaje ojca w stodole nad balią pełną krwi i wiszącym nad niej truchłem świni. Jednak wkrótce wydarzy się coś, co sprawi, że ojciec nie będzie już w stanie prowadzić świniobicia.

Dyskretnie o wielkich emocjach

Powieść jest w jakiś subtelny sposób poruszająca – rzeczy dzieją się bardziej na poziomie emocji niż faktycznych wydarzeń, a jednak dochodzenie do prawdy, odkrywanie przeszłości i stawanie w prawdzie ze swoimi emocjami okazuje się zadaniem bardzo trudnym i czasochłonnym. Dramaty są jakby zamglone, bez fajerwerków, toczą się swoim cichym biegiem. Rozstanie następuje, kończy czas wspólnego życia, ale świat się przez to nie zatrzymuje, dni biegną dalej. Okazuje się, że czas zasklepia rany, a pojednania, które wydawały się niemożliwe, jednak następują. Oprócz tego Małecki bardzo pięknie pisze o śmierci rodzica – „Uświadomił sobie, że tata był zawsze. Że Jan Wrzosek nie spędził ani minuty na świecie, na którym nie byłoby Pawła Wrzoska” (s. 203). Po śmierci ojca świat nie jest taki sam, ale znów biegnie dalej, nie zatrzymując się nad naszymi jednostkowymi dramatami. Powieść jest więc w niedramatyczny sposób melancholijna, ale także spokojna, zdystansowana i dojrzała. Mi podobała się bardzo. Polecam.

Moja ocena: 9/10.

Jakub Małecki, Obiekty głębokiego nieba
Wydawnictwo SQN, Kraków 2025
Liczba stron: 304
ISBN: 978-83-83308210

****************************************************************************

The Only Ones You're Not Allowed to Read

I like Jakub Małecki's work, although I certainly haven't read all of his books. Deep Objects in the Sky certainly didn't escape my attention, as the novel was nominated for the 2025 Book of the Year award on the website lubimyczytać.pl in the fiction category, but there's so much going on in the publishing market and so much to read that I simply haven't had the opportunity to pick it up until now. I finally managed to do so and read the book quickly – many half-printed pages and clearly marked chapters make for a quick read.

An Ordinary Extraordinary Life

The book tells the story of a married couple – Janek and Ida Wrzosek, who come from the small village of Zakręt. Janek was completely in love with Ida, moved in with her in Warsaw, and both took jobs – Ida in a large corporation, Janek in a home finishing. They began meeting new friends, Weronika and Mateusz, and entered into erotic relationships with them, Ida with Mateusz and Janek with Weronika and with full consent. However, this permitted infidelity proved to be far more destructive than either of them suspected. At the same time, Janek's father becomes seriously ill, so, faced with fewer assignments, he decides to take care of him. Father compulsively visits the house of his ex-wife, Janek's mother, who separated from him many years ago, a situation that, in turn, deeply disturbs his ex-wife. Another layer of the novel is the father's past, a lifelong farmer who raised pigs. As a child, Janek didn't understand how his beloved animals could disappear, and his father spent a long time explaining to him that every now and then one would escape. Until, one night, he finds his father in the barn, over a tub full of blood and a pig carcass hanging above it. However, something soon happens that will make his father unable to continue slaughtering pigs.

Discreetly about great emotions

The novel is subtly moving – things happen more at the level of emotions than actual events, and yet reaching the truth, uncovering the past, and facing one's emotions proves to be a very difficult and time-consuming task. The dramas are as if hazy, without fireworks, unfolding at their own quiet pace. The separation comes, ending the time spent together, but the world doesn't stop because of it; the days go on. It turns out that time heals wounds, and reconciliations that seemed impossible do happen. Moreover, Małecki writes beautifully about the parent's death – "He realized that his father had always been there. That Jan Wrzosek hadn't spent a single minute in a world without Paweł Wrzosek" (p. 203). After his father's death, the world isn't the same, but it moves on again, not dwelling on our individual tragedies. The novel is thus undramatically melancholic, but also calm, detached, and mature. I really liked it and I recommend it.

My review: 9/10.


Author: Jakub Małecki
Title: Deep Objects in the Sky (book not translated into English as of July 2026)
Publishing House: SQN, Kraków 2025
Pages: 304
ISBN: 978-83-83308210

poniedziałek, 6 lipca 2026

Zyta Rudzka, Tylko durnie żyją do końca

Tylko durnie czytają do końca?

Jak ja się umęczyłam nad tą książką! Chociaż Ten się śmieje kto ma zęby podobało mi się bardzo, może dlatego, że słyszałam fragment podczas Europejskiej Nocy Literatury 2023 w znakomitym wykonaniu Poli Błasik, i tak też słyszałam książkę w głowie, kiedy ją czytałam. Tylko durnie żyją do końca zabrała mi tydzień, i mimo zachwytu po kilku pierwszych zdaniach ślimaczyła mi się potem okrutnie.

Kontrowersyjna bohaterka

Bohaterka i narratorka, Lida, jest nauczycielką wychowania fizycznego w szkole na wsi. Ma tam też dom, w którym żyje z dwoma mężczyznami, Rochem i Ziutem, kilka psów i świniaka Elvisa. Co jakiś czas odwiedza ją ojciec, uznany adwokat i prawnik, ewidentnie rozczarowany, że córka wybrała proste życie na wsi niż karierę w mieście. Natomiast Lida wydaje się z tego stanu zadowolona – zdanie otwierające powieść mówi samo za siebie: „Mam dobre życie, szczodre jak świński cyc” (s. 7). Jest piękna, zadbana, atrakcyjna, w młodości uprawiała gimnastykę artystyczną, ale zbyt duży biust uniemożliwił jej zrobienie kariery w tej dyscyplinie. Dalej namiętnie pływa, w lokalnej rzece, i uczy pływania tych, którzy tego pragną. Produkuje swój własny bimber z zasadzonego sadu pigwowego (i się w tym wymiarze wraz ze swoimi partnerami nie oszczędza). Także obraz Lidy mam w głowie trochę nieciekawy.

Łatwiejszy wybór

Sama Autorka mówi na tylnej obwolucie: „W hedonizmie mojej bohaterki rozpoznaje mądrość i odwagę nie na pokaz”. Tylko ja nie mam poczucia, że Lida jest odważna, mam natomiast wrażenie, że bardziej ucieka od „dorosłego” życia, konfrontacji z nim, wybierając egzystencję, która nie wymaga wysiłku. Która dzieje się gdzieś na boku, w nędznych warunkach (z opisów rozumiem, że dom jest zaniedbany, a materace śmierdzą wilgocią), nawet partnera nie trzeba wybierać. Może to wolność, ale nieszczególnie widzę wartość w takim życiu. Lidę wyrywają z marazmu tylko wydarzenia dramatyczne – samobójstwa uczennic, za które wini księdza z parafii. Dla niej mężczyzna jest zbyt surowy i nie daje rozgrzeszenia błądzącym, w konfesjonale osądza ich, zamiast wybaczać. Dlatego Lida daje mu nauczkę i podtapia go w rzece, w której lubi pływać.

Za dużo uproszczeń

Dla mnie sytuacja z księdzem i antyklerykalizm tej książki, taki prosty i naturalny, to chyba było za dużo. Dlaczego właśnie ksiądz, dlaczego brak rozgrzeszenia przy spowiedzi miałyby popychać ludzi do samobójstwa. Dla mnie było to niewiarygodne i irytujące zagranie fabularne. Mimo więc charakterystycznego, skrzącego się języka, krótkich zdań jak seria z karabinu maszynowego, charakterystycznego dla Rudzkiej niechodzenia na kompromisy językowe, ta książka mi nie podeszła. Miałam wrażenie, że czytam o patologii, o alkoholikach mieszkających w melinie, z wrażliwością na świat i naturę marnujących swoje życie. Nie dla mnie.

Moja ocena: 5/10.


Zyta Rudzka, Tylko durnie żyją do końca
Wydawnictwo WAB, Warszawa 2025
Liczba stron: 208
ISBN: 978-83-8425-298-7

*********************************************************************************

Only Fools Read to the End?

How I tormented myself with this book! Although I really enjoyed He Who Has Teeth, Laughs, perhaps because I heard an excerpt during the 2023 European Literature Night, performed brilliantly by Pola Błasik, and that's how I heard the book in my head as I read it. Only Fools Live to the End took me a week to finish, and despite being captivated by the first few sentences, it dragged on terribly.

A Controversial Heroine

The protagonist and narrator, Lida, is a physical education teacher at a rural school. She also has a house there, where she lives with two men, Roch and Ziut, several dogs, and a pig named Elvis. Her father, a renowned lawyer, visits her from time to time, clearly disappointed that his daughter chose a simple life in the countryside over a career in the city. Lida, on the other hand, seems content with this state of affairs – the opening sentence of the novel speaks for itself: "I have a good life, as generous as a pig's breast" (p. 7). She is beautiful, attractive and takes good care of herself. In her youth, she practiced rhythmic gymnastics, but her excessively large breasts prevented her from pursuing a career in the discipline. She still swims passionately in the local river and teaches swimming to those who desire it. She produces her own moonshine from a planted quince orchard (and she and her partners don't skimp on this aspect). So the image of Lida in my mind is a bit pathological.

Easier Choice

The author herself says on the back cover: "In my heroine's hedonism, I recognize wisdom and courage not for show." Only I don't feel that Lida is brave; instead, I have the impression that she's more escaping "adult" life and its confrontation, choosing an existence that requires no effort. Which takes place somewhere off-limits, in miserable conditions (from the descriptions, I understand the house is neglected and the mattresses reek of damp), without even having to choose a partner. Perhaps it's freedom, but I don't particularly see the value in such a life. Lida is only roused from her stagnation by dramatic events – the suicides of schoolgirls, for which she blames the parish priest. She finds the man too harsh as he doesn't grant absolution to those who err, judging them in the confessional instead of blessing them with forgiveness. So Lida teaches him a lesson by keeing him underwater in the river where he likes to swim, until he starts to choke.

Oversimplification

For me, the situation with the priest and the anti-clericalism of the book, so simple and natural, were perhaps too much. Why should a priest or the lack of absolution in confession push people to suicide as the sole reason? For me, it was an unbelievable and irritating plot device. So despite the distinctive, sparkling language, the short sentences like machine-gun bursts, and Rudzka's characteristic refusal to compromise on language, this book didn't appeal to me. I felt like I was reading about pathology, about alcoholics living in a den, wasting their lives with sensitivity to the world and nature. Not for me.

My rating: 5/10.


Author: Zyta Rudzka
Title: Only Fools Live to the End (book not translated to English as of June 2026)
Publishing House: WAB, Warsaw 2025
Number of pages: 208
ISBN: 978-83-8425-298-7

środa, 17 czerwca 2026

Aleksandra Zbroja, Muszę ci coś powiedzieć

Między chcieć a musieć jest ogromna różnica

Powieść Agaty Zbroi Muszę ci coś powiedzieć zobaczyłam, klasycznie, na półce nowości w lokalnej bibliotece. Ponieważ czytałam wcześniej inną książkę Autorki, Mireczek, z ochotą i chęcią sięgnęłam po najnowszą pozycję. Uczucia miałam początkowo mieszane.

Mam HIV

Bohaterka powieści, Joanna Mszałek, pochodzi z niewielkiej miejscowości, rozpoczęła studia, które ciągnie na czwórkach, ale ma też poprawkę, jest przy kości i bardzo chciałaby przeżyć z kimś swój pierwszy raz. Więc go przeżywa, pijana, po weselu, z ojcem swojej koleżanki. Wydaje się, że los uśmiecha się do niej, kiedy na wakacjach poznaje chłopaka od siebie z wioski, Daniela, i para po krótkiej znajomości postanawia wyjechać razem na Tajwan, gdzie Daniel studiował i obecnie ma pracę. Asia podejmuje decyzję, żeby wyjechać z Danielem. Ponieważ chłopak pracuje niemal non stop i związek im się nie układa, dziewczyna znajduje sobie przyjaciół, a dzięki nim dalej pracę jako nauczycielka angielskiego na zastępstwo. Kiedy dostaje propozycję pracy na stałe, dostaje również skierowanie na test na obecność wirusa HIV i okazuje się, że jest on pozytywny. Udaje jej się zafałszować wyniki drugiego testu i w ten sposób unika deportacji z Tajwanu. I tak w zasadzie zaczyna się najważniejsza część książki – życie z HIV.

Mechanizm zakażenia

Wiemy, że bohaterka jest zakażona niemal od pierwszego akapitu i Zbroja cały koncept książki opiera na tym motywie. Mniej więcej do połowy książki wiodła mną ciekawość, jak to się stało, że Asia zaraziła się wirusem, to jednak było to dla mnie trochę za mało. Sens książki dostrzegłam dopiero, kiedy Autorka opisała mechanizm działania choroby (wirus HIV zakaża komórki posiadające receptor CD4 znajdujący się na powierzchni limfocytów pomocniczych Th, ale także powierzchni dendrytów, makrofagów, monocytów, eozynofilów; podczas replikacji wirus powoduje spadek limfocytów CD4+ i upośledza działanie układu odpornościowego; nieleczony może prowadzić do AIDS). Autorka konfrontuje nas ze wszystkimi obawami zdrowych ludzi (jak można się zarazić), ale też uspokaja, co nie zaraża. Pokazuje w przystępny i społeczny sposób mechanizm działania choroby. Normalizuje to pojęcie pokazując, że nosiciele wirusa, dzięki nowoczesnym lekom, mogą żyć jak zwyczajni członkowie społeczeństwa, zakładać rodziny, mieć dzieci.

Życie z chorobą

Autorce udaje się poruszyć jeszcze jeden ważny temat – życie z chorobą w ogóle, na różnych przykładach. Z jednej strony mamy Joasię, która zaraża się budzącym przerażenie wirusem i uczy się żyć po tym, jak „spotkało ją najgorsze”. Ale też pisze o matce Joanny, która choruje na raka piersi, i jej choroba staje się najważniejszym elementem codzienności rodziny. Matka mówi:

-- Wygodnie bywa w chorobie, przytulnie. Mówią ci, co robić i o jakim czasie. Nie musisz myśleć, co za pięć lat osiągniesz, co za dekadę, bo liczy się tylko, że teraz masz badanie krwi, a potem rezonans. Po wyzdrowieniu człowiek nie wie, jak te wszystkie nagle odzyskane lata planować. Bo co to jest rok bez rezonansu? Co to są dwa lata? Strach się przyzwyczaić, że to wszystko może tak trwać i trwać. [...] Ale jak choroba wraca, kiedy zdrowiejesz drugi raz, czujesz, że trzeciej szansy nie będzie. Na wszelki wypadek jedną nogą stoisz w świecie chorych, żeby nie wypaść z obiegu. (s. 308)

Myślę, że mało kto potrafi spojrzeć na chorobę z takiej perspektywy, i właśnie po to się czyta książki – żeby ją dostrzec.

Lektura potrzebna

Podsumowując, mimo początkowego nieprzekonania uważam, że książka jest dobra i ważna, z kilku powodów. Demityzuje nosicieli wirusa HIV, pokazuje ich jako normalnych ludzi, często zakażonych przypadkiem, można powiedzieć – niesprawiedliwie. Po drugie, pokazuje okrutny, krzywdzący, przepełniony lękiem odbiór społeczny, przytacza raniące komentarze, pełne lęku albo agresji spojrzenia, ogrom hejtu. Po trzecie, pokazuje układanie sobie życia z wirusem, budowanie relacji, normalizację „najstraszniejszego”. Myślę, że dla osób chorych to może być leczenie z traumy. A dla osób zdrowych – pokazanie innej perspektywy, nauczenie wrażliwości, ale też zrozumienia natury choroby i na ile jest ona dla nas groźna. Moim zdaniem trzeba, i dziękuję Autorce za jej wielką wrażliwość na przeżycia i cierpienia innych.

Moja ocena: 7/10.

 

Aleksandra Zbroja, Muszę ci coś powiedzieć
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2025
Liczba stron: 376
ISBN: 978-83-838-0253-4

**********************************************************************************

There's a Huge Difference Between Wanting and Having to

I saw Agata Zbroja's novel, I Have to Tell You Something, on the book shelf with new publications at the local library, as usual. Having previously read another book by the author, Mireczek, I eagerly and somewhat greedily picked up the latest title. My feelings were initially mixed, but read till the end to see the final judgement.

I Have HIV

The novel's protagonist, Joanna Mszałek, comes from a small town, started college and is getting B grades, but she also has to retake one exam in September. Physically insecure,  chubby, and desperately wants to experience her first time with someone. So she experiences it, drunk, after a wedding, with her friend's father. It seems fate smiles on her when, while on vacation, she meets a boy from her village, Daniel, and after a short acquaintance, the couple decides to go together to Taiwan, where Daniel studied and currently works. Joanna decides to go with Daniel. Because he works almost constantly and their relationship isn't working out, she finds friends, and thanks to them, she continues her job as a substitute English teacher. When she's offered a permanent job, she's also referred for an HIV test, which turns out to be positive. That comes as a complete shock. She manages to falsify the results of the second test, thus avoiding deportation from Taiwan. And that's essentially where the most important part of the book begins – living with HIV.

Mechanism of Infection

We know the protagonist is infected almost from the first paragraph, and Zbroja bases the entire concept of the book on this motif. About halfway through the book, I was curious about how she contracted the virus, but that wasn't enough for me. I only really grasped the book's meaning when the author described the mechanism of the disease (HIV infects cells with the CD4 receptor, found on the surface of helper T lymphocytes, but also on the surfaces of dendrites, macrophages, monocytes, and eosinophils; during replication, the virus causes a decrease in CD4+ lymphocytes and impairs immune function; if left untreated, it can lead to AIDS). The author confronts us with all the fears of healthy people (how one can become infected), but also reassures us about what isn't dangerous or does not pose a threat. She presents the mechanism of the disease in an accessible and socially relevant way. She normalizes this concept by showing that, thanks to modern medications, virus carriers can live like ordinary members of society, start families, and have children.

Living with the disease

The author manages to touch on another important topic – living with the disease in general, through various examples. On the one hand, we have Joasia, who contracts the terrifying virus and learns to live after "the worst has happened to her." But Zbroja also writes about Joanna's mother, who has breast cancer, and her illness becomes the most important element of the family's daily life. The mother says:

-- It's comfortable, cozy, being sick. They tell you what to do and when. You don't have to think about what you'll achieve in five years, what you'll achieve in a decade, because all that matters is that you have a blood test now and then an MRI. After recovery, you don't know how to plan all those suddenly regained years. Because what's a year without an MRI? What's two years? It's scary to get used to the fact that it can all go on and on. [...] But when the disease returns, when you recover for the second time, you feel there won't be a third chance. Just in case, you keep one foot in the world of the sick, so as not to fall out of the loop. P. 308

I think few people can look at the disease from this perspective, and that's precisely why we read books – to have a chance to see it.

A must-read

In summary, despite my initial hesitation, I think the book is good and important for several reasons. It demystifies HIV-positive people, portraying them as normal people, often infected accidentally, one might say – unfairly. Secondly, it shows the cruel, unfair, fear-filled social perception, citing hurtful comments, fearful or aggressive glances, and a huge amount of hate. Thirdly, it shows how to manage life with the virus, building relationships, and normalizing the "most terrible thing." I think that for people with HIV, reading it can become a start of a healing process from trauma. And for healthy people – it's about showing a different perspective, teaching sensitivity, but also understanding the nature of illness and its mechanisms. In my opinion, it is a must-read, and I thank the author for her great attention and sensitivity to the experiences and suffering of others.

My rating: 7/10.

 

Author: Aleksandra Zbroja
Title: I Have to Tell You Something (book not translated to English as of June 2026)
Agora Publishing House, Warsaw 2025
Number of pages: 376
ISBN: 978-83-838-0253-4

niedziela, 14 czerwca 2026

Michał Tabaczyński, Kieszonkowa metropolia. W rok dookoła Bydgoszczy

Miasto stracone dla literatury

Uczę się ufać sobie. Kiedy sięgnęłam po „reportaż” Michała Tabaczyńskiego Kieszonkowa metropolia. W rok dookoła Bydgoszczy, ucieszyłam się. Odkąd Filip Springer tak ciekawie opisywał bydgoskie zabytki w Księdze zachwytów, mam w planach wybrać się do tego miasta i na spokojnie je pozwiedzać. W naiwności swojej pomyślałam więc, że może opis „małej ojczyzny”, bo Autor urodził się, wychował i mieszka w mieście wojewódzkim województwa kujawsko-pomorskiego, przyniesie mi wiedzę o tym miejscu i jego historii. Niedoczekanie. Trzeba był odłożyć książkę po 20 stronach, kiedy raziło mnie jej przegadanie i brak konkretów. Stwierdziłam jednak, że może się mylę, może nie mam wyczucia, może powinnam dać szansę. Teraz, kiedy całkowicie na siłę i z prawdziwym poczuciem bezsensu doczytuję ostatnie strony wiem już, że miałam rację – nie warto.

12 miesięcy dokoła Bydgoszczy plus bonusy

Koncept jest taki – 12 miesięcy, każdy poświęcony innemu zagadnieniu związanemu z Bydgoszczą lub okolicami, plus wstęp, epilog, bibliografia, a wcześniej bonusowy rozdział o kolejnym styczniu. Tego autora o bisy nie trzeba prosić, daje je nieproszony. Początkowo miałam nadzieję – Tabaczyński pięknie i ciepło pisze o swojej Babci, mamie swojej mamy, nazywając ją „wcieloną Bydgoszczą” (s. 14). Wstęp Miasto rodzinne zapowiadał książkę piękną, osobistą, może nawet intymną. Obietnicę pokazania swojego miasta, swoich wspomnień, może historii rodziny, umiejscowionej w mieście, na jego ulicach, w jego budynkach. Niestety, już od kolejnego rozdziału było coraz gorzej.

Jest lepsze słowo na barokowy

Styl tej książki jest przeraźliwy. Kiedy powiedziałam Mężowi, że uważam, że Tabaczyński pisze bardzo barokowo, powiedział, że jestem wobec niego bardzo łagodna i powinnam użyć właściwego określenia. Ma rację, bydgoski pisarz jest grafomanem w najgorszym wydaniu. Chcecie próbki? Proszę bardzo:

Nie znaczy to wcale, że owo zmaltretowane oblicze nie miało swoich amatorów, tych archiwistów zniszczenia, koneserów dewastacji, bałwochwalców widowiskowego upadku – zarówno przyjezdnych, jak i miejscowych panegirystów niepowstrzymanej entropii (s. 21).

Drugi przykład, równie ulubiony:

I wtedy wsiadła ona. Żołnierka przebrana dla niepoznaki w cywilne ubranie, które ledwo zasługiwało na miano ubrania. Na co dzień musiała chyba mieszkać w okopach, ale to były przedziwne okopy – takie wywrócone na nice, nawet nie tyle odsłonięte, ile dużo, dużo więcej: wystawione na ostrzał. To była tarcza strzelnicza przebrana dla niepoznaki za okopy. (s. 99-100).

Autor naprawdę bardzo lubi dźwięk swojego głosu. Cała książka utrzymana jest w podobnym stylu, w związku z czym jest naprawdę trudna do zdzierżenia i wywołuje w czytelniku chęć rzucenia nią o ścianę. Dobrze, że mam egzemplarz biblioteczny, bo książek z biblioteki niszczyć nie wolno.

Tematyka bydgoska

Niewiele się z tej książki można dowiedzieć o samej historii miasta, trzeba te informacje wyłuskiwać spośród samozachwyconego słowotoku. Więcej dowiemy się o tym nieco ponad trzystutysięcznym mieście z Wikipedii, niż z książki Tabaczyńskiego. A przecież w zamyśle autora mamy rok na jej poznanie. Największy rozwój miasto przeszło pod zaborem pruskim, w 1851 roku otworzono linię kolejową do Królewca, wybudowano Kanał Bydgoski, będący wtedy cudem techniki, dzięki któremu miasto nabrało jeszcze większego znaczenia w handlu. Projektowali w nim tacy architekci jak Gropius (budynek dyrekcji Kolei przy Dworcowej 63), Carl Meyer (obecna siedziba Polskiego Radia, ale również gazownia, siedziba wodociągów, wieża ciśnień i wiele innych), a samo miasto miało być miastem idealnym o doskonałym planie urbanistycznym. Oprócz tego jeden z największych objętościowo rozdziałów poświęcony jest polskim obozom pracy (Zimne Wody, Lęgnów i Potulice), które działały w Bydgoszczy i okolicach od zakończenia wojny do 1950 roku. Z jednej strony, autor przywraca je pamięci, w moim przypadku – w ogóle wprowadza do świadomości, nie zgadza się z panującymi w nich okrucieństwem i bestialstwem. Z drugiej strony – jestem w stanie zrozumieć skąd ono się wzięło. Tak, każde zamęczenie drugiego człowieka to zbrodnia bez usprawiedliwienia, zwłaszcza, jeśli jest dokonywane na ludności cywilnej (a tutaj tak było, ginęły kobiety, dzieci i osoby starsze). A jednak mam wrażenie, że z dystansu czasu i ciepełka łatwo jest ferować wyroki i mieć poczucie moralnej wyższości. W tym też rozdziale autor pisze:

To bardzo ciekawy dokument – także dlatego, że wbrew ówczesnemu zwyczajowi zapisuje „Niemcy” wielką literą, co było do roku 1947 rzeczą niezwykle rzadką, Polacy bowiem znęcali się nad własną ortografią, mszcząc się na „Niemcach” (tak ich właśnie zapisywali w niemal wszystkich dokumentach oficjalnych). Ktoś, kto z ołówkiem w ręku czytał ten zbiór dokumentów przede mną, najpierw zaznaczał tych „Niemców”, a nawet gdzieś tam na marginesie zakrzyknął: „Niemcy małą literą!”, ale szybko przestał, bo w każdym dokumencie pojawia się ten gwałt na polskiej ortografii po wielokroć. (s. 92)

Gwałt na polskiej ortografii… Może jakby nam nie wyrżnęli całej inteligencji, to byśmy wiedzieli jak korzystać ze słowników.

Tendencyjne tematy

O czym jeszcze warto napisać w przewodniku po Bydgoszczy? Ano o antysemickiej gazecie Szabes-Kurjer wydawanej w latach 20-stych, wiadomo (rozdział Miasto nienawistne. Sierpień), obśmiać astrologów i wróżbitów z dwudziestolecia międzywojennego i czasów wojny z poczuciem miażdżącej przewagi moralnej (zwłaszcza że obaj opisywanie panowie już nie żyją – o ironio nie byli w stanie przewidzieć własnej śmierci, więc też – o ironio – zarzutów odeprzeć nie mogą), pomnik postawiony ofiarom mordu na Polakach to „moszczenie się w cierpiętnictwie” (s. 252), ale już o mordach na Niemcach w polskich obozach przejściowych, antysemityzmie i oburzeniu wywołanym usunięciem poniemieckich cmentarzy pisze autor w nieco innym tonie.

Fatalizm grafomanii

Komentując komunistyczny pomnik upamiętniający ofiary II wojny światowej i dospawanie do jednej postaci krzyża, autor pisze ironicznie „Bydgoszcz rzadko dostarcza aż tak wystrzałowych point do swoich historii” (s. 263). Już stronę dalej jednak to zdanie mści się na Tabaczyńskim. Obśmiewając twórczość bydgoskiego poety i pisarza Juliana Walentego Prejsa, pisze: „Pierwszy polski pisarz Bydgoszczy naznaczył moje miasto (i jego literaturę) fatalizmem grafomanii, z którego trudno się mu (i jej) do dzisiaj otrząsnąć” (s. 265). Samozaoranie level master, dziękuję. Omijać szerokim łukiem.

Moja ocena: 3/10.


Michał Tabaczyński, Kieszonkowa metropolia. W rok dookoła Bydgoszczy
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025
Liczba stron: 284
ISBN: 978-83-8396-075-3

*********************************************************************************

A City Lost to Literature

I'm learning to trust myself. When I picked up Michał Tabaczyński's "reportage," Pocket Metropolis: A Year Around Bydgoszcz, I was delighted. Ever since Filip Springer so captivatingly described Bydgoszcz's interesting architecture in The Book of Delights (book not translated into English as of June 2026), I've been planning to go to this city and explore it at my leisure. Naively, I thought that perhaps the description of this "small homeland," because the author was born, raised, and lives in the voivodeship capital of the Kuyavian-Pomeranian Voivodeship, would provide me with insight into this place and its history. It didn't. I wanted to put the book down after 20 pages, as I was irritated by its overwrought nature and lack of specifics. However, I decided that maybe I was wrong, maybe I lacked the necessary intuition, maybe I should give it a chance. Now, as I force myself to read the final pages with a genuine sense of futility, I know I was right – it's not worth it.

12 Months Around Bydgoszcz Plus Bonuses

The concept is this – 12 months, each devoted to a different topic related to Bydgoszcz or the surrounding area, plus an introduction, epilogue, bibliography, and before that a bonus chapter about the following January. This author doesn't need to be asked for encores; he gives them unbidden. Initially, I had hope – Tabaczyński writes beautifully and warmly about his grandmother, his mother's mother, calling her "Bydgoszcz incarnate" (p. 14). The introduction to The home city promised a beautiful, personal, perhaps even intimate book. A promise to show his city, his memories, perhaps the history of his family, embedded in the city, on its streets, in its buildings. Unfortunately, from the very next chapter on, things went from bad to worse.

There's a better word for baroque

The style of this book is terrifying. When I told my husband I thought Tabaczyński's writing was very baroque, he said I was being very gentle with him and should have used the proper term. He's right, the Bydgoszcz writer is a graphomaniac at his worst. Want a sample? Here you go:

This doesn't mean at all that this battered face didn't have its admirers, those archivists of destruction, connoisseurs of devastation, idolaters of spectacular decline – both visitors and local panegyrists of unstoppable entropy (p. 21).

A second example, equally favourite:

And then she got in. A soldier, dressed in civilian clothes to disguise herself, barely worthy of being called clothes. She must have lived in trenches every day, but these were strange trenches – upside down, not so much exposed but open to fire. It was a target disguised as trenches to disguise itself. (pp. 99-100).

The author truly loves the sound of his own voice. The entire book is written in a similar style, making it truly difficult to continue and making the reader want to throw it against the wall. It's a good thing I have a library copy, because library books are not to be destroyed.

The Bydgoszcz Theme

You can't learn much about the city's history from this book; you have to glean this information from the self-indulgent verbiage. You'll learn more about this city of just over 300,000 inhabitants from Wikipedia than from Tabaczyński's book. And yet, the author intended us to have a year to explore it. The city experienced its greatest development under the Prussian partition. In 1851, a railway line to Königsberg was opened, and the Bydgoszcz Canal was built, a technological marvel at the time, thanks to which the city gained even greater commercial importance. Architects such as Gropius (the Railway Management Building at Dworcowa 63) and Carl Meyer (the current headquarters of Polish Radio, as well as the gasworks, waterworks, water tower, and many others) designed city’s buildings, and the city itself was intended to be an ideal city with a perfect urban plan. Furthermore, one of the largest chapters in terms of volume is devoted to Polish labor camps (Zimne Wody, Lęgnów, and Potulice), which operated in Bydgoszcz and the surrounding area from the end of the war until 1950. On the one hand, the author revives their memory; in my case, he even brings them into my consciousness, stressing the cruelty and inhumanity that prevailed there. On the other hand, I can understand where this came from. Yes, any torture of another human being is an unjustifiable crime, especially if it is committed against civilians (and here it was; women, children, and the elderly perished). And yet, I have the impression that, with the distance of time and from the cosiness of our times, it's easy to pass judgment and feel a sense of moral superiority. In this chapter, the author also writes:

This is a very interesting document – ​​also because, contrary to the custom of the time, it spells "Germany" with a capital letter, which was extremely rare until 1947, as Poles abused their own spelling, taking revenge on "germans" (that's how they spelled them in almost all official documents). Someone who read this collection of documents before me, pencil in hand, first marked these "germans" and even shouted somewhere in the margin: "Germany in lowercase!" but quickly stopped, because in every document this abuse of Polish orthography appears repeatedly. (p. 92)

An abuse of Polish orthography... Maybe if they hadn't slaughtered all our intelligentsia, we'd know how to use dictionaries.

Biased Topics

What else is worth writing about in a guide to Bydgoszcz? Well, the anti-Semitic newspaper Szabes-Kurjer published in the 1920s obviously (chapter "The Hateful City. August"), next: a chapter which ridicules astrologers and fortune tellers from the interwar period and the war with a sense of overwhelming moral superiority (especially since both gentlemen described are now dead – ironically, they were unable to predict their own deaths, so – ironically – they cannot refute the accusations), the monument erected to the victims of the murder of Poles is "a dwelling in suffering" (p. 252), but the author writes in a slightly different tone about the murder of Germans in Polish transit camps, anti-Semitism, and the outrage caused by the removal of former German cemeteries.

The Fatalism of Graphomania

Commenting on the communist monument commemorating the victims of World War II and the welding of a cross onto one of its figures, the author writes ironically, "Bydgoszcz rarely provides such explosive punchlines to its stories" (p. 263). A page later, however, this sentence backfires on Tabaczyński. Mocking the work of Bydgoszcz poet and writer Julian Walenty Prejs, he writes: "The first Polish writer from Bydgoszcz marked my city (and its literature) with the fatalism of graphomania, from which he (and it) still finds it difficult to shake off" (p. 265). Self-damage level master, thank you. Avoid at all cost.

My rating: 3/10.

Author: Michał Tabaczyński
Title: Pocket Metropolis. Around Bydgoszcz in a Year (book not translated into English as of June 2026)
Publishing House: Czarne, Wołowiec 2025
Number of pages: 284
ISBN: 978-83-8396-075-3