niedziela, 24 maja 2026

Colette, Klaudyna w Paryżu (Claudine à Paris)

Życie kobiety we Francji na początku XX wieku

Męcząc się potwornie z lekturą Modlitwy za Owena Johna Irvinga zerknęłam na swoją półkę i dostrzegłam książkę francuskiej pisarki Sidonie-Gabrielle Colette, a mianowicie drugi z cyklu o Klaudynie tomik Klaudyna w Paryżu. Sięgnęłam po niego, żeby odpocząć trochę, a zostałam urzeczona.

Colette

Przede wszystkim niewiele wiedziałam o żyjącej w latach 1873-1954 francuskiej pisarce, której życie nadawało się na film (który zresztą powstał). Wychowana na burgundzkiej wsi Saint-Sauveur-en-Pulsaye, wraz z zamążpójściem przeprowadziła się do Paryża. Długo publikowała pod nazwiskiem męża, Henry’ego Gauthier-Villars, a dokładniej jako Willy Colette. Trzykrotnie zamężna, była w romantycznych relacjach z kobietami, ale również pasierbem swojego męża. Oprócz sześciotomowej serii o Klaudynie opublikowała ponad czterdzieści powieści, w tym Gigi i Chéri.

Życie we Francji na początku XX wieku

Niewiele ponaddwustustronicowa Klaudyna w Paryżu zaskoczyła mnie swoją świeżością i przystępnością. 17-letnia Klaudyna zgadza się na propozycję ojca, badacza mięczaków (malakologa), a zwłaszcza ślimaków, na przeprowadzkę do Paryża. Przeprowadzka do dużego miasta ma mu zapewnić dostęp do bibliotek i towarzystw badawczych. Jego córka początkowo dużo choruje, być może częściowo z tęsknoty za porzuconą ukochaną wsią i dzieciństwem, jednak wraz końcem zimy wychodzi z kryzysu. Zaczyna bywać na salonach, początkowo u siostry swojego ojca, gdzie poznaje kuzyna, Marcela, oraz jego ojca, czterdziestoletniego Renauda. O ile kobiecy kuzyn mocno ją bawi i intryguje, zwłaszcza jego homoerotyczna relacja z nieco starszym kolegą ze szkoły, Charliem, o tyle w jego ojcu dostrzega dojrzałość, wrażliwość, wreszcie fascynację i uczucie. Chociaż dziewczyna zdecydowana jest zostać jego kochanką, by nie być oskarżaną o polowanie na majątek, to mężczyzna oświadcza się i zostaje przyjęty. Te perypetie wypełniają rok życia Klaudyny i drugi tom cyklu.

Otwarcie o seksualności

Gdzie więc w tej sztampowej dość opowieści miejsce na świeżość i odkrywczość? Po pierwsze, we wrażliwości na naturę. Przeniesiona do miasta dziewczyna tęskni za swobodą otwartych przestrzeni, za możliwością obcowania z przyrodą, bezpiecznego wędrowania samotnie, obserwowania zmian zachodzących w okolicy w zależności od pory roku. Duszny, brudny, ciasny Paryż ze śmierdzącymi ulicami i zaczepkami mężczyzn na chodniku nie jest bezpiecznym rajem z dzieciństwa. Po drugie otwarte rozmowy o seksualności na bardzo wielu poziomach – po pierwsze Klaudyna opowiada Marcelowi o rzeczach, które działy się w damskim internacie, o co Marcel wypytuje z rosnącą ciekawością, rewanżując się zresztą historiami z męskiego odpowiednika. Klaudyna w Paryżu to zdecydowanie powieść inicjacyjna, gdzie fascynacja seksem epatuje z każdej strony, a sama bohaterka jest świadoma, jak wygląda seks. Zaskakuje tylko łatwość, z którą dziewczyna godzi się, by zostać kochanką Renauda, odrzucając swoją niewinność i pozycję społeczną, by spełnić swoje ciągoty. Colette z ogromną łatwością opisuje różnego typu relacje damsko męskie, nie kryjąc zarówno, że Renaud jest kobieciarzem, jak i otwarcie opisując Łusię, przyjaciółke z dzieciństwa, która została utrzymanką 60-letniego zamożnego paryżanina. Nie dziwię się więc, że na początku XX wieku te powieści były czytane z wypiekami na twarzy.

Moja ocena: 7/10.

Colette, Klaudyna w Paryżu
Wydawnictwo: WAB, Warszawa 2011
Tłumaczenie: Krystyna Dolatowska
Liczba stron: 236
ISBN: 978-83-7414-948-8

**********************************************************************************

Life of a Woman in France at the Beginning of 20th Century

While struggling to read John Irving's A Prayer for Owen, I glanced at my shelf and spotted a book by the French writer Sidonie-Gabrielle Colette, the second in the Claudine series, Claudine in Paris. I picked it up to relax a bit, and I was captivated.

Colette

First of all, I knew little about the French writer, who lived from 1873 to 1954, whose life was worthy of a film (which, in fact, was made). Raised in the Burgundian village of Saint-Sauveur-en-Pulsaye, she moved to Paris upon her marriage. For a long time, she published under the name of her husband, Henry Gauthier-Villars, or more precisely, as Willy Colette. Married three times, she had romantic relationships with women, including her husband's stepson. In addition to the six-volume Claudine series, she published over forty novels, including Gigi and Chéri.

Life in France at the Early 20th Century

The barely two-hundred-page Claudine in Paris surprised me with its freshness and accessibility. Seventeen-year-old Claudine agrees to her father's proposal, a researcher of mollusks (malacologist), especially snails, to move to Paris. The move to the big city is intended to provide him with access to libraries and research societies. His daughter initially suffers from frequent illnesses, perhaps partly out of longing for her beloved countryside and childhood, but by the end of winter, she emerges from this crisis. She begins frequenting society, initially with her father's sister, where she meets her cousin, Marcel, and his father, the forty-year-old Renaud. While she is greatly amused and intrigued by her lady-like cousin, especially his homoerotic relationship with a slightly older schoolmate, Charlie, she sees maturity, sensitivity, and ultimately fascination and affection in his father. Although she is determined to become his mistress so as not to be accused of fortune-hunting, he proposes and is accepted. These adventures fill a year of Claudine’s life and the second volume of the series.

Openly on Sexuality

So where is there room for freshness and discovery in this rather cliched story? First, in her sensitivity to nature. Relocated to the city, the girl longs for the freedom of open spaces, the opportunity to commune with nature, to wander safely alone, and to observe the changes taking place in the area depending on the season. Stuffy, dirty, cramped Paris, with its stinking streets and men accosting her on the sidewalk, is not the safe paradise of her childhood. Secondly, open conversations about sexuality on many levels – firstly, Claudine tells Marcel about the events that happened at the girls' boarding school, which Marcel inquires about with growing curiosity, reciprocating with stories from his male school. Claudine in Paris is definitely an initiation novel, where a fascination with sex is evident on every page, and the heroine herself is aware of what sex looks like. What's surprising is the ease with which she decides to become Renaud's mistress, rejecting her innocence and social standing to fulfil her desires. Colette describes various types of relationships with great ease, not hiding both Renaud's womanizing nature and openly describing Łusia, a childhood friend who became the mistress of a 60-year-old wealthy Parisian. It's no wonder, then, that these novels were read with great enthusiasm in the early 20th century.

My rating: 7/10.

Author: Colette
Title: Claudine in Paris
Publisher: WAB, Warsaw 2011
Translation: Krystyna Dolatowska
Pages: 236
ISBN: 978-83-7414-948-8

Tomasz Szlendak, Miłość nie istnieje

Miłość jako baśniowy jednorożec

O książce Tomasza Szlendaka przeczytałam w jakimś zestawieniu książek o miłości, co z perspektywy czasu wydaje się być dość ironiczne. Jak to z polecajkami bywa, zapamiętałam Autora i tytuł, to już dużo, i zamówiłam sobie książkę w bibliotece. Goniona terminem oddania zabrałam się za książkę z pewną ostrożnością (nie dałam rady słuchać audiobooka, wymagał ode mnie za dużo skupienia), a okazało się, że tą przepełnioną ciekawymi badaniami analizę współczesnego rozumienia miłości połyka się niemal na jedno posiedzenie. To jedna z lepszych książek, które czytałam w tym roku.

Słów kilka o Autorze

Tomasz Szlendak to urodzony w 1974 roku socjolog, profesor zwyczajny na Wydziale Filozofii i Nauk Społecznych na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu oraz Dyrektor Szkoły Doktorskiej Nauk Społecznych UMK, laureat wielu stypendiów i nagród. Szlendak jest głównie Autorem prac naukowych, więc wydana w ubiegłym roku Miłość nie istnieje (2025) to chyba pierwsza popularnonaukowa praca wydana samodzielnie w szerokim nakładzie.

Zmiana roli miłości

Autor podzielił swoją pozycję na dwie części – „Jak wygląda jednorożec”, gdzie przygląda się funkcjom społecznym miłości romantycznej, oraz zmianom zachodzącym w społeczeństwie i co z nich wynika. Dużo uwagi poświęca autor aplikacjom randkowym typu Tinder, dochodząc do ciekawych wniosków. W części drugiej – „Nowe układanki”, Autor przygląda się postrzeganiu miłości w innych kulturach, głównie azjatyckich (Chiny, Japonia, ale też RPA), jak również potencjalnych dalszych możliwościach rozwoju miłości i jej prawnych uwarunkowań (małżeństwa zawierane na określony okres czasu, poliamoryzm, związek otwarty). Dawniej funkcją miłości romantycznej było łączenie ludzi w trwałe pary, co zapewniało spokojne warunki do wychowywania potomstwa zwłaszcza ekonomicznie. Odpowiednio zaaranżowane związki świadczyły o statusie społecznym i majątkowym. Obecnie ta funkcja miłości romantycznej traci na znaczeniu, zwłaszcza w Europie Zachodniej i Środkowej, gdzie łatwiej jest się utrzymać i stałość małżeństwa nie definiuje sytości potomków. Co się więc zmieniło? Status ekonomiczny kobiet i ich wykształcenie i zarobki, a co za tym idzie – również oczekiwania. Kobiety poszukują partnerów na tym samym lub wyższym poziomie zasobów, mężczyźni patrzą w dół. W związku rosnącą pozycją kobiet zmniejsza się pula kandydatów do wyboru, a rośnie pula mężczyzn niewybieralnych. Co z kolei sprawia, że mężczyźni postrzegani jako atrakcyjni mogą przebierać w kandydatkach i traktować je z mniejszym lub znikomym zaangażowaniem, co z kolei prowadzi ro rosnącego rozczarowania kobiet.

Zmiana sposobu poszukiwania partnerów

Zmienił się również sposób, w który poznajemy potencjalnych nowych partnerów, oraz pula kandydatów do wyboru. Aplikacje randkowe prowadzą do platformizacji intymności (s. 81). Z jednej strony wydaje się, że opcje wyboru są nieskończone, z drugie zaś za wiele możliwości prowadzi do niepodejmowania jakichkolwiek decyzji. Po drugie, zawyżamy oczekiwania wobec naszych potencjalnych partnerów i sami siebie postrzegamy w znacznie lepszym świetle. Ludzie stają się towarem, który trzeba jak najlepiej wystawić, stajemy się swoją własną marką, w którą wciąż trzeba inwestować, żeby była atrakcyjna na rynku. Oceniamy innych ludzi jak towar, starając się zawczasu dowiedzieć o nich jak najwięcej, co odziera znajomość z tajemnicy i ogranicza wyobraźnię. Wreszcie – samym twórcom aplikacji też nie zależy, by ludzie odnajdywali swoje drugie połówki – dzięki temu interes wciąż się kręci.

Zmiana roli miłości

Autor dochodzi więc do następujących wniosków – interesy płci stają się sprzeczne, intymność podlega platformizacji, a na rynku seksualnym rządzi postępujący ekskluzywizm (s. 159). Ponieważ posiadanie potomstwa staje się coraz mniejszym priorytetem, zmienia się również funkcja miłości romantycznej, dawniej pozwalająca w ekonomicznym spokoju wychować potomstwo. Autor dąży ku tezie, że miłość, tak jak ją znamy, nie jest już dłużej możliwa w realizacji. Staje się instrumentem służącym samopoznaniu (s. 271), czymś życiu towarzyszącym, a nie obowiązkowym elementem. Jej wartość leży w poczuciu bezpieczeństwa i przyjaźni, która powstaje na bazie miłości, na byciu z osobą, która zapewni nam czułość i wsparcie, kiedy tego potrzebujemy, choć może nie zaspokajać wszystkich naszych potrzeb, które można realizować gdzie indziej.

Ciekawy kawałek literatury

Czy się zgadzam z tezami Autora czy nie, książkę czytało mi się znakomicie, zmusiła mnie bowiem do zastanowienia się nad różnymi aspektami miłości, na którymi do tej pory się nie zastanawiałam. Szlendak przytacza setki różnych badań i statystyk, patrzy na wiele omawianych tematów z różnych perspektyw, a to wszystko robi w formacie popularnonaukowym, niezbyt skomplikowanym językiem, wymagającym jednak skupienia i uwagi. Rzadko w takim tempie i z takim zainteresowaniem czytam książki okołonaukowe, bo najczęściej są nudne i nieprzystępne. Mnie Miłość nie istnieje wciągnęła, zaciekawiła i zmusiła do refleksji, jestem również przekonana, że przy następnej lekturze wyciągnęłabym dla siebie coś innego. Polecam!

Moja ocena: 8/10.


Tomasz Szlendak, Miłość nie istnieje
Wydawnictwo Znak, Kraków 2025
Liczba stron: 366
ISBN: 978-83-240-9242-0

******************************************************************************

Love as a Fairytale Unicorn

I read about Tomasz Szlendak's book in some compilation of books about love, which, in retrospect, seems rather ironic. As is often the case with recommendations, I remembered the author and the title—that's quite a lot—and ordered the book from the library. Keenly pressed for time, I approached the book with some caution (I couldn't listen to the audiobook; it demanded too much of my concentration), but it turned out that this analysis of the contemporary understanding of love, filled with fascinating research, could be devoured in almost one sitting. It's one of the best books I've read this year.

A Few Words About the Author

Tomasz Szlendak, born in 1974, is a sociologist, a professor at the Faculty of Philosophy and Social Sciences at Nicolaus Copernicus University in Toruń, and the Director of the Doctoral School in Social Sciences at the same place. He has received numerous scholarships and awards. Szlendak is primarily an author of scholarly works, so last year's Love Does Not Exist (2025) is perhaps the first widely self-written popular science work.

The Changing Role of Love

The author divided his work into two parts: "What Does a Unicorn Look Like?", which examines the social functions of romantic love, and the changes taking place in society and their implications. He devotes considerable attention to dating apps like Tinder, reaching interesting conclusions. In the second part, "New Puzzles," the author examines the perception of love in other cultures, primarily Asian (China, Japan, but also South Africa), as well as potential further developments of love and its legal conditions (marriages concluded for a fixed period, polyamorous relationships, open relationships). Historically, the function of romantic love was to unite people in lasting couples, providing a peaceful environment for raising children, especially economically. Properly arranged relationships reflected social and financial status of the married couple. Currently, this function of romantic love is losing its importance, especially in Western and Central Europe, where it's easier to maintain a living and the stability of marriage doesn't determine the well-being of offspring. So what has changed? Women's economic status, education, and earnings, and consequently, expectations. Women seek partners with the same or higher level of resources, while men look downward. Due to women's growing power, the pool of candidates to choose from is shrinking, while the pool of unselectable men is growing. This, in turn, means that men perceived as attractive can choose among many candidates and treat them with less or no commitment, which in turn leads to growing disappointment among women.

Changing the Way We Find Partners

The way we meet potential new partners has also changed, as has the pool of candidates to choose from. Dating apps are leading to the platformization of intimacy (p. 81). On the one hand, it seems that the options are endless, but on the other, too many options lead to indecision. Secondly, we raise our expectations of our potential partners and perceive ourselves in a much more favorable light. People become commodities that need to be presented in the best possible way; we become our own brands, constantly needing investment to remain attractive in the marketplace. We judge others as commodities, striving to learn as much about them as possible in advance, which strips friendships of their mystery and limits our imagination. Finally, the app creators themselves don't seem to care about people finding their soul mates either—which keeps business afloat.

The Changing Role of Love

The author thus reaches the following conclusions: the interests of the sexes are becoming conflicting, intimacy is being platformed, and the sexual market is being ruled by increasing exclusivity (p. 159). As having children becomes a decreasing priority, the function of romantic love, once allowing for the economic peace of mind of raising children, is also changing. The author argues that love, as we know it, is no longer feasible. It is becoming an instrument of self-discovery (p. 271), a companion to life, rather than a mandatory element. Its value lies in the sense of security and friendship that arises from love, from being with someone who provides us with tenderness and support when we need it, even though they may not meet all our needs, which can be fulfilled elsewhere.

An Interesting Piece of Literature

Whether I agree with the author's thesis or not, I thoroughly enjoyed reading this book. It forced me to consider various aspects of love that I hadn't considered before. Szlendak cites hundreds of different studies and statistics, looks at many of the topics discussed from different perspectives, and does all of this in a popular science format, using language that isn't too complicated, yet requires focus and attention. I rarely read science-related books at such a pace and with such interest, because they are usually boring and inaccessible. I found Love Does Not Exist captivating, intriguing, and thought-provoking. I'm also convinced that I'd pick up something else the next time I read it. I recommend it!

My rating: 8/10.

Author: Tomasz Szlendak
Title: Love Does Not Exist (not translated to English as of May 2026)
Publishing House: Znak, Kraków 2025
Number of pages: 366
ISBN: 978-83-240-9242-0


 

 

niedziela, 17 maja 2026

Salman Rushdie, Luka i ogień życia (Luka and the Fire of Life)

Tylko człowiek krzesze iskry z książek

Nie wiem, czy też Wam się zdarza patrzeć na półkę długie kwadranse i zastanawiać się, po co by tu teraz sięgnąć… Mi się zdarza nagminnie, więc tym razem postanowiłam bez większych refleksji sięgnąć po książkę, która akurat leżała w zasięgu wzroku, i tak trafiłam na Lukę i ogień życia Salmana Rushdie. Z czasów studiów pamiętam poprzedni tom, Harun i morze opowieści, więc z ciekawością sięgnęłam po ciąg dalszy.

Luka, młodszy brat Haruna

Luka i ogień życia to powieść dla dzieci i młodzieży, przepięknie wydana w 2010 roku przez wydawnictwo Rebis. Podzielona jest na 8 rozdziałów, które opowiadają historię Luki, 18 lat młodszego brata Haruna, syna Raszida Khalify i jego żony Soraji. Chłopiec jest dla rodziców błogosławieństwem, odmładzając ich i przynosząc wiele radości. Zwłaszcza ojciec, znakomity bajarz, poświęca mu dużo czasu i opowiada o magicznej krainie, w której wspólnie żyją liczni bogowie z różnych religii. Przez to baśniowe miejsce płynie Rzeka Czasu, a wodospad Niagara Słów spływa z Morza Opowieści do Jeziora Mądrości. Nad jeziorem stoi Góra Wiedzy, na której szczycie płonie pilnie strzeżony Ogień Życia. Okazuje się, że Luka będzie musiał się do tej krainy wybrać, ponieważ zły czarodziej Aag rzuca na ojca klątwę. Raszid Khalifa, Mistrz Wodolejstwa, Ocean Pomysłów, pogrąża się we śnie i nie można go obudzić. Zaniepokojony Luka któregoś dnia potyka się w domu i w ten sposób przenosi do alternatywnej, magicznej rzeczywistości, w której będzie musiał zawalczyć o Ogień Życia, którego moc może wrócić ojca do życia. Co ciekawe, jego pierwszym przewodnikiem po tym świecie będzie Niktata, zjawa, która wysysa z Raszida jego siły życiowe i tożsamość, a kiedy zabierze wszystko, ojciec umrze. Czasu nie ma więc wiele.

Wymyślony świat, który ma szansę ocaleć

Jak się można spodziewać, Luka przeżywa w Czarodziejskim Świecie wiele przygód (choćby pomaga w wojnie ze szczurami, lata na czarodziejskim dywanie, zawiera nowe przyjaźnie czy bierze udział w turnieju zagadek). Co ciekawe, Rushdie wzorował fabułę książki na grze komputerowej – na pierwszym poziomie bohater musi zbudować sobie zapas życia, które potem będzie tracił na kolejnych etapach. Chłopiec po zakończeniu każdej przygody musi zrobić „sejva”, a więc zapisać przygodę, by w razie śmierci nie cofać się do początku. Natomiast zakończenie jest niestandardowe – zamiast oszukiwać pięciu strażników Ognia życia na ostatnim poziomie, Luka postanawia zaapelować do ich rozsądku i zmusić ich do wzięcia odpowiedzialności za pomoc w wykonaniu zadania do końca. Ponieważ Czarodziejska Kraina istnieje, bo stworzył ją ojciec chłopca, jest ona wytworem jego bogatej wyobraźni, ale również efektem wielu lat badań i autentycznej pasji, wraz z jego śmiercią przestanie istnieć (a więc tak jak w Niekończącej się historii Michaela Ende). W interesie żyjących w niej bogów jest więc pomoc chłopcu w dotarciu do ojca na czas i ocalenie swojego świata. To piękny przekaz – zamiast lawirowania i oszustwa na koniec jest apel o pomoc i wzięcie odpowiedzialności za własne życie, dostrzeżenie go w szerszym kontekście wspólnego celu.

Bogactwo języka wyzwaniem dla tłumacza

Książka jest napisana naprawdę pięknym językiem. Do Rushdiego podchodziłam już wielokrotnie, kilka razy zaczynałam (ale nigdy nie skończyłam) Dzieci północy, podobnie z Szatańskimi wersetami. Do tej pory udało mi się przeczytać jedynie jego dwa utwory dla dzieci i młodzieży, ale stanowi to dobrą zachętę, by podejść do najgłośniejszych pozycji jeszcze raz. Zachwycił mnie tutaj odważny język (wiele nowych słów), ale też duża dojrzałość autora i ponadkulturowe łączenie wielu mitologii i religii (jak u Neila Gaimana). Luka i ogień życia musiał być karkołomnym wyzwaniem dla tłumacza Michała Kłobukowskiego, który dźwignął je koncertowo (Niktata – Nobodaddy, Słońkaczka – Elephant Duck, Gryzelda z Wydranii – Insultana of Ott).

Niech żyją Magiczne Krainy!

Książka zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie, choć bez bicia przyznam, że nie przywiązywałam dużej wagi do poszczególnych etapów podróży i świata przedstawionego. Chociaż pozycja skierowana jest do dzieci i młodzieży, może się okazać dla tej grupy docelowej zbyt trudna, bo ilość zgromadzonych na stronach bogów, bożków, bóstw i przedstawicieli różnych mitologii i religii jest przytłaczająca i może być trudna. Dlatego de facto myślę, że to książka dla dorosłych, którzy chcą przywołać swoje wewnętrzne dziecko i na chwilę zanurzyć się w świecie baśni, gdzie wszystko dobrze się kończy. Czasami wszyscy tego potrzebujemy. Dzięki ciągłej lekturze zaś Czarodziejski Świat Raszida Khalify wciąż będzie istniał.

Moja ocena: 7/10.


Salman Rushdie, Luka i ogień życia
Wydawnictwo Rebis, Poznań 2010
Tłumaczenie: Michał Kłobukowski
Liczba stron: 224
ISBN: 978-83-7510-509-4

********************************************************************************

Only Man Can Ignite Sparks from Books

I don't know if you, too, have ever stared at a shelf for fifteen minutes and wondered which book you should pick it up now... It happens to me all the time, so this time I decided to pick up a book that happened to be lying within reach without giving it a second thought, and that's how I came across Luka and the Fire of Life by Salman Rushdie. I remember the previous volume, Harun and the Sea of ​​Stories, from my university days, so I reached for the sequel with curiosity.

Luka, Harun's Younger Brother

Luka and the Fire of Life is a novel for children and young adults, beautifully published in 2010 by Polish Publishing House Rebis. It is divided into eight chapters that tell the story of Luka, Harun's 18-year-younger brother, son of Rashid Khalifa and his wife, Soraya. The boy is a blessing for his parents, rejuvenating them and bringing them much joy. His father, a brilliant storyteller, devotes much of his time to him, telling him of a magical land where numerous gods from different religions coexist. The River of Time flows through this fairytale place, and the Niagara Waterfall of Words flow from the Sea of ​​Stories into the Lake of Wisdom. Above the lake stands the Mountain of Knowledge, at which summit burns the carefully guarded Fire of Life. It turns out that Luka will have to travel to this land because the evil Captain Aag has placed a curse on his father. Rashid Khalifa, Master of Watercraft, the Ocean of Ideas, falls asleep and cannot be awakened. One day, troubled, Luka trips at home and this little misstep transports him to an alternate, magical reality where he must fight for the Fire of Life, whose power can bring his father back to life. Interestingly, his first guide in this world will be Nobodaddy, a ghost who drains Rashid of his life force and identity, and when it takes everything, his father will die. Very little time is left for the boy to undertake action.

A fictional world with a chance of survival

As you might expect, Luka experiences many adventures in the World of Magic (for example, he helps in the war against rats, flies on a magic carpet, makes new friends, and participates in a riddle tournament). Interestingly, Rushdie modelled the book's plot on a computer game – in the first level, the hero must build up a supply of life, which he will then lose on subsequent levels. After completing each adventure, the boy must save his adventure so that in the event of death, he won't have to return to the beginning. The ending, however, is unconventional – instead of deceiving the five guardians of the Fire of Life in the final level, Luka decides to appeal to their common sense and force them to take responsibility for helping him complete the task. The World of Magic exists because the boy's father had created it, it is a product of his rich imagination, but also the result of many years of research and genuine passion. With his death, it will cease to exist (just like in Michael Ende's The Neverending Story). It is in the best interest of the gods living within it to help the boy reach his father in time and save his world. It's a beautiful message – instead of manoeuvring and deception, at the end, there's a plea for help and taking responsibility for one's own life, seeing it within the broader context of a shared purpose.

The richness of language: a challenge for the translator

The book is written in truly beautiful language. I've approached Rushdie many times, starting (but never finishing) Midnight's Children several times, and the same with The Satanic Verses. So far, I've only managed to read two of his works for children and young adults, but this is a good incentive to revisit his most acclaimed works. I was captivated by the bold language (with many new words), but also by the author's considerable maturity and cross-cultural blending of multiple mythologies and religions (like Neil Gaiman). Luka and the Fire of Life must have been a daunting challenge for translator Michał Kłobukowski, who mastered it brilliantly (Niktata – Nobodaddy, Słońkaczka – Elephant Duck, Gryzelda z Wydranii – Insultana of Ott).

Long live the Magic Lands!

The book made a very positive impression on me, although I freely admit that I didn't attach much importance to the individual stages of the journey and the world depicted. Although the book is aimed at children and young adults, it may prove too difficult for this target group, as the number of gods, idols, deities, and representatives of various mythologies and religions gathered within the pages is overwhelming and can be challenging. Therefore, I actually think this is a book for adults who want to summon their inner child and briefly immerse themselves in the world of fairy tales, where everything ends well. Sometimes we all need that. With continued reading, Rashid Khalifa's World of Magic will continue to exist.

My rating: 7/10.


Author: Salman Rushdie
Title: Luka and the Fire of Life
Publishing House: Rebis, Poznań 2010
Translation: Michał Kłobukowski
Pages: 224
ISBN: 978-83-7510-509-4

sobota, 9 maja 2026

Sławek Gortych, Święto Karkonoszy

Święto Karkonoszy, Jeleniej Góry i literatury

Kiedy Rodzice podarowali mi na urodziny książkę, pomyślałam sobie – no, odważnie. Nie jest łatwo trafić w coś, czego nie znam albo nie posiadam. Jednak kiedy wzięłam zapakowany prezent do rąk już wiedziałam – nowy Gortych! Fantastycznie! Chociaż nie przeczytałam go jak zazwyczaj czytam wszystkie książki z karkonoskiej sagi, czyli maksymalnie w dwa wieczory, to jednak od pierwszych stron miałam wrażenie, że to najlepsza część z całej serii.

Zarys fabuły

Fabuła, charakterystycznie dla Gortycha, toczy się w dwóch planach czasowych – w 1948 roku Bronisław Kowalewski, WOPista, angażuje się w życie Jeleniej Góry, gdzie trafił po trudach II wojny światowej z matką. Z fascynacją odkrywa historię miasta, a potem działa na rzecz obchodów założenia piastowskiego grodu, którą to datę ustalono na rok 1108. 60 lat później jego syn, Robert, wraz ze swoimi przyjaciółmi Jankiem i Witkiem, wędruje w rocznicowym marszu Święta Karkonoszy, ale nad jego głową zbierają się ciemne chmury. W ogrodzie rodzinnego domu odkrył szkielet z raną postrzałową na potylicy, a żona po wielu latach małżeństwa składa papiery rozwodowe. Robert rozpoczyna więc prywatne śledztwo dotyczące zwłok zakopanych w ogrodzie, przy okazji odkrywając prawdziwą naturę swoich wieloletnich przyjaciół.

Wyłomy w karkonoskiej sadze

Zacznę od tego, że tytuł nie jest przypadkowy i Gortych odchodzi od nieodzownego schroniska. Tym razem bohaterem jest Jelenia Góra, przedstawiona z dużą starannością zwłaszcza w swoim tużpowojennym portrecie. Co za tym idzie, drugim ważnym motywem książki są Ziemie Odzyskane, ich zasiedlenie przez ludność polską, ale też wysiedlenia Niemców. Gortychowi udaje się przedstawić niepokój przesiedleńców – obawę, że za chwilę te ziemie wrócą do Niemców, a życie trzeba będzie po raz kolejny zaczynać gdzie indziej. Wielu ludzi musiało porzucić nie tylko cały swój dobytek na wschodzie, ale także całe swoje życie – przyjaciół, społeczność, groby najbliższych, całe swoje dziedzictwo, i przeprowadzić się w miejsce obce, niepewne, nierozpoznane. Dla wielu – jak dla matki Bronisława – to było za dużo. Inni wracali, jeśli mieli dokąd. Jeszcze inni, jak Bronisław, starali się lepiej poznać i oswoić te ziemie, zaznajomić się kulturą i lokalnymi legendami, a potem zarazić innych swoją pasją. Gortych przywołuje postać Eugenii Tiller, archiwistki, badaczki, która ocaliła wiele historycznych materiałów, dokumentów i książek z jeleniogórskiego archiwum, odzyskując je z wielu miejsc po wojnie, często z niezwykłą brawurą. Przy nakreśleniu jej postaci pisarz odwołuje się do wielu autentycznych historii, tworząc z niej prawdziwego Indiana Jonesa w spódnicy.

Zmiana tonu i punktu ciężkości

Zamiast historii kryminalnej na pierwszy plan wysuwa się zacięcie badacza, skupienie na powojennych losach Ziem Odzyskanych, na ich właściwym, dokumentalnym niemal przedstawieniu. Choć widzę, że wielu czytelników jest rozczarowanych zmianą tonu książki i przeniesieniem ciężaru na inne wątki, mi to osobiście bardzo odpowiada. Historie kryminalne są do siebie z reguły dość podobne i ich szczegóły zacierają mi się w pamięci. Natomiast historyczne ciekawostki dotyczące naszego regiony tworzą jakąś sumę wiedzy, na której się potem bazuje. Dla mnie jest to najdojrzalsza, mniej sensacyjna, a bardziej refleksyjna powieść, najlepsza z całej serii. Chciałabym się dowiedzieć, jak Niemka Emma, wysiedlona z Sobieszowa, przyjęła garść ziemi spod jabłonki, pod którą pochowana została jej córka. Ten wątek wydał mi się niesłusznie zapomniany. Natomiast porzucenie śledztwa, które niechybnie doprowadzi do ujęcia mordercy, zupełnie mi nie przeszkadzało. Nie potrzebowałam tej kropki nad „i”. Znakomita część, polecam serdecznie!

Moja ocena: 9/10.


Sławek Gortych, Święto Karkonoszy
Wydawnictwo WAB, Warszawa 2026
Liczba stron: 464
ISBN: 978-83-8449-040-2

*******************************************************************************

A celebration of the Giant Mountains, Jelenia Góra, and literature

When my parents gave me a book for my birthday, I thought to myself – well, brave. It's not easy to find something I don't know or don't own. However, when I held the wrapped gift in my hands, I knew immediately – a new Gortych! Fantastic! Although I didn't read it as I usually do, which is to say, in two evenings at most, from the very first pages I had the impression that it was so far the best part in the entire series.

Plot Summary

The plot, characteristic of Gortych, unfolds in two time frames – in 1948, Bronisław Kowalewski, a member of the BPF (Border Protection Forces, in Polish WOP – Wojska Ochrony Pogranicza), becomes involved in the life of Jelenia Góra, where he arrived with his mother after the hardships of World War II. He discovers the city's history with fascination, and then works to celebrate the founding of the Piast stronghold, the date of which was established for 1108. Sixty years later, his son, Robert, along with his friends Janek and Witek, is walking on the anniversary march of the Karkonosze Festival, but dark clouds are gathering over his head. In the garden of the family home, he discovers a skeleton with a gunshot wound to the back of the head, and his wife, after many years of marriage, is filing divorce papers. Robert begins a private investigation on the body buried in the garden, in the process discovering the true nature of his longtime friends.

Breaches in the Giant Mountains Saga

Let me begin by noting that the title is no accident, and Gortych departs from his essential mountain refuge. This time, the protagonist of the book is Jelenia Góra, depicted with great care, especially in its portrait from the immediate post-war period. Consequently, the book's second major theme is the Recovered Territories, their settlement by Poles, but also the expulsion of Germans. Gortych manages to convey the displaced people's anxiety—the fear that these lands would soon return to the Germans, and life would have to be started anew somewhere else. Many people had to abandon not only all their possessions in the east but also their entire lives—friends, communities, the graves of loved ones, their entire heritage—and move to a foreign, uncertain, and unrecognized territory. For many—like Bronisław's mother—this was too much. Others returned where they came from if they still had a place to go to. Still others, like Bronisław, sought to better understand and familiarize themselves with these lands, getting acquainted with the culture and local legends, and then instilling their passion in others. Gortych evokes the figure of Eugenia Tiller, an archivist and researcher who saved numerous historical materials, documents, and books from the Jelenia Góra archives, recovering them from numerous locations after the war, often with remarkable bravado. In portraying her, the writer draws on numerous real-life stories, creating a true Indiana Jones in a skirt.

A Change of Tone and Focus

Instead of a crime story, the researcher's passion comes to the fore, focusing on the post-war fate of the Recovered Territories, on their proper, almost documentary-like presentation. Although I see that many readers are disappointed with the book's change of tone and the shift in focus from crime novel, I personally find it very appealing. Crime stories are usually quite similar, and their details fade from my memory. On the other hand, the historical curiosities about our region create a certain sum of knowledge on which to build. For me, this is the most mature, less sensational, and more reflective novel, the best in the entire series. I would like to know how the German woman Emma, ​​displaced from Sobieszów, accepted a handful of earth from under the apple tree where her daughter was buried. This thread seemed unfairly forgotten to me. However, the abandonment of the investigation, which would inevitably lead to the capture of the murderer, didn't bother me at all. I didn't need that final touch. An excellent fifth volume of the saga, I highly recommend it!

My rating: 9/10.


Author: Sławek Gortych
Title: The Giant Mountains Festival
Publishing House: WAB, Warsaw 2026
Pages: 464
ISBN: 978-83-8449-040-2

niedziela, 3 maja 2026

Zośka Papużanka, Solo

Obce kobiety

Skusiła mnie znowu półka nowości w bibliotece, a na niej ładnie wydany przez Wydawnictwo Poznańskie zbiór opowiadań Zośki Papużanki Solo. Niewiele ponad dwieście stron – cóż to dla mnie, zwłaszcza, że znów mogłam słuchać i czytać symultanicznie ze względu na dostępny na storytel audiobook. Tak więc książkę wypożyczoną w poniedziałek miałam za sobą już w czwartek, ku mojej wielkiej uldze.

Nie tacy mężczyżni

Każdemu czytelnikowi zdarzy się trafić na książkę, która go po prostu irytuje. Dokładnie tak było w moim przypadku z tym zbiorem opowiadań. Osiemnaście inspirowanych życiem historii, mielących w kółko ten sam temat – kobiecej samotności, bycia solo, zarówno po rozwodzie/porzuceniu/odejściu partnera, jak i w związku. Im dalej w las, tym większe miałam poczcie, że opisywany świat jest mi całkiem obcy, że go nie znam, nie poznaję i w niego najzwyczajniej w świecie nie wierzę. Jako kobietę wkurzał mnie portret mężczyzn w książce – zimnych, bezdusznych, skupionych na sobie, bezwzględnych, cynicznych, przemocowych. Nie wiem, czy obracam się w jakimś innym świecie, czy się w jakiś nieświadomy sposób nie zgadzam na jakieś traktowanie, ale w swoim najbliższym środowisku (dom, praca, znajomi) nie widzę takich przykładów. Widzę wsparcie, uważność, troskę, drobne objawy miłości, i to jest budujące. Rozstania? Są. Rozwody? Są. Czy zawsze są, bo ten dupek znalazł sobie młodszą/ładniejszą kobietę i bezdusznie porzucił swoją rodzinę? No nie. Dlatego świat, który pokazuje mi Papużanka wydaje mi się sztuczny, może napisany pod jakąś tezę, rozżalony i strasznie uproszczony.

Nie takie kobiety

Z drugiej strony, jako kobietę, wkurzają mnie również postaci damskie w tych opowiadaniach. Nierzadko są skupione na sobie, na swoich potrzebach, wymaganiach, oczekiwaniach, a przecież bycie w relacji oznacza branie pod uwagę tej drugiej osoby. Oczywiście, nie oznacza stawiania jej potrzeb ponad swoje (oprócz ekstremalnych sytuacji, jak ciężka choroba), ale współgranie, bycie razem, wspieranie się. Kobiety u Papużanki wpadają też w drugą skrajność, czyli całkowicie podporządkowują swoje życie partnerowi, przeprowadzają się do innego miasta, porzucają swoje rodziny, niemal swoją tożsamość, zostawiają siebie za sobą. A potem się dziwią, że związki się nie układają i nikt ich poświęcenia nie docenia. Jeśli nie ma się szacunku do samego siebie, to trudno oczekiwać, że magicznie pojawi się on u innych.

Nie taki świat

Mnie ta książka nie poruszyła, nie wzruszyła, nie zasmuciła. Mnie ta książka wkurzyła. Najczęściej jednostronna relacja skupionych na sobie, rozżalonych bab, które za własne błędy obarczają cały świat, a już najlepiej partnera. To nie jest świat, który znam. To nie jest męskość, której doświadczam. Kobiety, które znam, też w większości są inne, dojrzalsze, bardziej otwarte na rozmowę, może uważniejsze. I szanujące siebie.

Moja ocena: 5/10.



Zośka Papużanka, Solo
Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2025
Liczba stron: 208
ISBN: 978-83-68610-21-5

*****************************************************************************

Foreign Women

I was tempted again by the library's new releases shelf, and on it, a beautifully published collection of Zośka Papużanka's short stories, Solo, published by Publishing House Poznańskie. Just over two hundred pages – what a brief read, especially since I could once again listen and read simultaneously thanks to the audiobook available on Storytel. So, the book I borrowed on Monday was already finished by Thursday, much to my relief.

Not Such Men

Every reader will come across a book that simply irritates them. That's exactly what happened to me with this collection of short stories. Eighteen stories inspired by life, rehashing the same theme over and over again – female loneliness, being solo, both after divorce/abandonment/partner departure, and in a relationship. The further I went, the more I realized that the world described was completely alien to me, that I didn't know it, didn't recognize it, and simply didn't believe in it. As a woman, I was infuriated by the portrayal of men in the book – cold, heartless, self-absorbed, ruthless, cynical, and violent. I don't know if I'm living in some alternative reality, or if I'm unconsciously refusing to be treated in a certain way, but in my immediate environment (home, work, friends) I don't see such examples. I see support, attentiveness, care, small signs of love, and that's encouraging. Breakups? They happen. Divorces? As well. Are they always because this asshole found a younger/prettier woman and callously abandoned his family? No, they aren’t. That's why the world Papużanka shows me seems artificial, perhaps written to serve a purpose, resentful, and terribly oversimplified.

Not That Kind of Women

On the other hand, as a woman, I'm also infuriated by the female characters in these stories. They're often focused on themselves, on their needs, demands, and expectations, yet being in a relationship means taking the other person into account. Of course, this doesn't mean putting their needs above your own (except in extreme situations, like a serious illness), but rather cohesiveness, being together, and supporting each other. Women in Papużanka also go to the other extreme, completely subordinating their lives to their partner, moving to another city, abandoning their families, practically their identities, and leaving themselves behind. And then they're surprised that their relationships don't work out and no one appreciates their sacrifices. If you lack self-respect, it's hard to expect it to magically appear in others.

Not That World

This book didn't move me, didn't thrill me, didn't sadden me. It infuriated me. Mostly, it's a one-sided account of self-absorbed, resentful women who blame the world, especially their partner, for their own mistakes. This isn't the world I know. This isn't the masculinity I experience. Most of the women I know are also different, more mature, more open to conversation, perhaps more attentive. And they respect themselves.

My rating: 5/10.


Author: Zośka Papużanka
Title: Solo
Publishing House: Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2025
Number of pages: 208
ISBN: 978-83-68610-21-5

sobota, 2 maja 2026

Małgorzata Rejmer, Ciężar skóry

Ciężar opowiadania

Ciężar skóry to absolutnie przepięknie wydane przez Wydawnictwo Literackie dziesięć opowiadań Małgorzaty Rejmer, lektura na jeden wieczór. Niecałe 180 stron czyta się błyskawicznie dzięki stosunkowo dużej czcionce, krótkiej formie, absolutnie ogromnym tytułom rozdziałów, a dodatkowo każdy rozdział zaczyna się na nieparzystej stronie, co też dodaje objętości. To sprawnie napisana literatura, akcja częściowo dzieje się w Albanii, chociaż miejsce nie ma aż takiego znaczenia. Historie – co do jednej – są mroczne, smutne, przytłaczające, ponure. Jednak mimo dużej literackiej wprawy mam poczucie, że nic mi z tej książki w głowie nie zostanie za chwilę.

Ciężki kaliber

Tematyka poruszana w opowiadaniach Rejmer jest bardzo różna – są i trudne relacje z rodzicami (zarówno na polu ojciec-syn, jak w pierwszym opowiadaniu „Syreny”, jak i na linii matka-córka, jak w opowiadaniu „Zaburzenie”), są zaburzone, tnące się nastolatki („Mój księżyc ma zielone oczy”), jest małżeństwo, które jedzie usunąć płód na Słowację („Lisica”), są obrazy wojny („Ciało Meduzy”), jest śmierć rodzica („Czarcie bydlę”), jest nieszczęśliwa lesbijska miłość („Zła baletnica”), doświadczenie choroby i depresji („Techniki wegetatywne”), jest odnaleziona homoseksualna męska miłość (tytułowy „Ciężar skóry”), jest w końcu poronienie (ostatnia w tomiku „Krawędź”). Przy majówkowym szaleństwie grillowym za oknem trochę ciężko się w takie klimaty wgryźć i się w nich odnaleźć, więc zbiorek Rejmer to lektura lepsza na listopad niż na słoneczny początek maja.

Jak porusza, skoro nie porusza?

Być może widać to już w moim zdawkowym opisie tematyki, ale Rejmer celowo wybiera tematy bardzo ciężkie, traumatyczne, które mają poruszyć czytelnika. Takiego zabiegu nie lubię, bo serwowany wtedy zestaw jest nadmiernie ciężkostrawny. Nie odbieram Autorce talentu i umiejętności pięknego, poetyckiego pisania, ale zabieg fabularny wydaje mi się trochę poniżej pasa. Taplanie się w traumie, dramatach, emocjach, odrzuceniu i smutku. Dla mnie było tego jednocześnie za dużo i za mało – przeczytałam książkę w jedno słoneczne popołudnie, ale też nie czułam potrzeby odłożenia jej i przemyślenia sobie jakiegoś tematu. Dla mnie nie była to lektura do przemyśleń, ale książka pisana z założeniem „ma poruszać”. A mnie nie poruszyła. Nie uwierzyłam Autorce, może przez nadmiar nieszczęścia i zagęszczenie traumy w przeliczeniu na znaki. Im dalej szłam, tym bardziej zastanawiałam się „I co jeszcze?”. Zdecydowanie wolę Małgorzatę Rejmer w wersji reportażowej.

Moja ocena: 5/10.


Małgorzata Rejmer, Ciężar skóry
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023
Liczba stron: 190
ISBN: 978-83-08-08326-0

**********************************************************************************

The Weight of a Story

"The Weight of Skin" is an absolutely beautiful publication by Wydawnictwo Literackie, featuring ten short stories by Małgorzata Rejmer. At just under 180 pages, it's a quick read thanks to the relatively large font, short format, and absolutely enormous chapter titles. Furthermore, each chapter begins on an odd page, which adds to the volume. It's a skillfully written work of literature, with some of the action taking place in Albania, although the location isn't particularly significant. The stories—every single one—are dark, sad, oppressive, and gloomy. However, despite the Author’s considerable literary skill, I have the feeling that nothing from this book will stick with me for long.

Heavy weight

The themes explored in Rejmer's stories are very diverse – there are difficult relationships with parents (both father-son, as in the first story, "Syrenae," and mother-daughter, as in "Disturbance"), disturbed, self-harming teenagers ("My Moon Has Green Eyes"), a married couple traveling to Slovakia to have an abortion ("Vixen"), images of war ("Medusa’s Body"), the death of a parent ("Devil’s Beast"), unhappy lesbian love ("Bad Ballerina"), experiences of illness and depression ("Vegetative Techniques"), a rediscovered homosexual male love (the titular "Ciężar tajemnica"), and finally, a miscarriage (the last in the collection, "The Edge"). With the May barbecue frenzy outside, it's a bit hard to get into the spirit of things and gloomy atmosphere of stories, so Rejmer's collection is a better read for November than for a sunny start to May.

How can it be moving if it's not?

Perhaps this is already evident in my brief description of the subject matter, but Rejmer deliberately chooses very heavy, traumatic topics intended to move the reader. I don't like this approach, because the resulting array of poetic pieces is too difficult to digest. I don't deny the author's talent and skill for beautiful, poetic writing, but the plot device seems like a blow below the belt. It wallows in trauma, drama, emotions, rejection, and sadness. For me, it was both too much and too little – I read the book in one sunny afternoon, but I didn't feel the need to put it down and reflect on any of the topics. It wasn't a thought-provoking read, but a book written with the intention of "moving." And it didn't move me. I didn't believe the author, perhaps because of the sheer amount of misfortune and the density of trauma in the characters. The further I went, the more I wondered, "What else?" I definitely prefer Małgorzata Rejmer's reportage.

My rating: 5/10.


Author: Małgorzata Rejmer
Title: The Weight of Skin (not translated to English as of May 2026)
Publishing House: Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023
Number of pages: 190
ISBN: 978-83-08-08326-0

 

niedziela, 12 kwietnia 2026

Osamu Dazai, Kwiaty wiśni (Ōtō)

Japońskie akwarele

Zbiór szesnastu opowiadań raczej mało znanego w Polsce japońskiego pisarza Osamu Dazai wydało Wydawnictwo Czytelnik. Chociaż tomik jest stosunkowo niedługi (250 stron), stanowił dla mnie niemałe wyzwanie, mimo, że czytałam go w kraju autora. Jednak Japonia z utworów pisarza już nie istnieje, więc nawet otoczenie nie mogło mnie wspomóc w lekturze.

Trudna biografia Autora

Sądzę, że męczyłam opowiadania Autora, gdyż są one wiernym odzwierciedleniem jego biografii. Dazai kilkukrotnie usiłował popełnić samobójstwo, przeszedł zapalenie wyrostka robaczkowego i zapalenie trzewnej, po którym przez długi czas był uzależniony od morfiny, wyłudzał od swojego brata pieniądze na życie i oszukiwał rodzinę, jeśli chodzi o postępy na studiach i pracę zarobkową. Jako narrator nie wzbudza więc sympatii, a jego rozważania i podejście stawiają go na równi z bohaterem Głodu Knuta Hamsuna.

Japonia sprzed kilkudziesięciu lat

W opowiadaniach Dazaia zobaczyć można Japonię z czasów tuż po II wojnie światowej, z kłopotami z zaopatrzeniem, wojennym zniszczeniem, koniecznością budowania i rozpoczynania życia na nowo. Japonię jeszcze nie tak rozwiniętą jak ta obecna, nie tak zadeptaną, kameralną, ale burzliwie rozwijającą się i modernizowaną. Jednak czytając te opowiadania właśnie w Japonii, opisywanego kraju już nie widziałam, on już chyba nie istnieje.

Wąskie ramy osobistej historii

Opowiadania Dazaia są krótkie i zasadzone w jego doświadczeniu, co zresztą sam pisarz podsumowuje najlepiej:

Jestem pisarzem miasta. To, o czym opowiadam, zamyka się zawsze w wąskich ramach mojej osobistej historii. […] Jednak kto wie, przyszłość może pokaże, że te nasze osobiste, fragmentaryczne opisy codzienności okażą się bardziej wiarygodne niż dzieła tak zwanych „historyków”. Nie należy ich trywializować. (Roczniki cierpienia, s. 167)

Z tego też wynika fragmentaryczność, ułamkowość całej książki. To bardziej obrazki, małe akwarele, niż wielkie płótno opisujące jakąś spójną historię. Z perspektywy mojej kultury, literackiego doświadczenia, nawet trzykrotnej wizyty w kraju Autora i lekkiej fascynacji kulturą Japonii, pozostają mi obce, nudne, martwe. Nie podzielam zachwytów nad twórczością „kultowego pisarza”, nie potrafiłam wzbudzić w sobie ani sympatii, ani zrozumienia dla narratora. Nie dla mnie.

Moja ocena: 5/10.


Osamu Dazai, Owoce wiśni
Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 2020
Tłumaczenie: Katarzyna Sonnenberg-Musiał
Liczba stron: 252
ISBN: 978-83-07-03489-8

*******************************************************************************

Japanese Watercolors

A collection of sixteen short stories by the Japanese writer Osamu Dazai, who is relatively unknown in Poland, was published by Polish Publishing House Czytelnik. Although the volume is relatively short (250 pages), it posed quite a challenge for me, even though I read it in the author's country. However, the Japan in which the author's works were written no longer exists, so even my surroundings couldn't help me read.

A Difficult Biography of the Author

I believe I barely survived through the author's stories is because they faithfully reflect his biography. Dazai attempted suicide several times (sometimes accompanied by his lovers), suffered from appendicitis and celiac disease, after which he was addicted to morphine for a long time, extorted money from his brother for his living, and deceived his family about his academic progress and employment. As a narrator, he doesn't evoke sympathy, and his reflections and approach place him on par with the protagonist of Knut Hamsun's Hunger.

Japan of Decades Ago

Dazai's stories depict Japan just after World War II, with its supply shortages, wartime destruction, and the need to rebuild and start anew. A Japan not yet as developed as today, not as downtrodden, intimate, but rapidly developing and modernizing. However, even reading these stories in Japan, I no longer saw the country described; it seems it no longer exists.

The Narrow Frames of Personal History

Dazai's stories are short and rooted in his experience, a fact best summarized by the writer himself:

I am a writer of the marketplace. What I speak about remains within  the purview of the history of the one little individual called “me”. [...] but in later ages, when the time comes to investigate our currents of thought , it may be that these personal fragmentary descriptions of our lives that we are always writing will be more reliable than the writings of so-called historians. They are not to be something to be belittled. (An Almanac of Pain, p. 167)

This also explains the fragmented nature of the entire book. It's more like pictures, small watercolors, than a large canvas describing a coherent story. From the perspective of my culture, literary experience, even having visited the author's country three times and having a slight fascination with Japanese culture, it remains alien, boring, and lifeless to me. I don't share the admiration for the work of this "cult writer"; I couldn't gain any sympathy or understanding for the narrator. This book is simply for me.

My rating: 5/10.

Author: Osamu Dazai
Title: Cherries
Publishing House: Wydawnictwo Czytelnik, Warsaw 2020
Translation: Katarzyna Sonnenberg-Musiał
Number of pages: 252
ISBN: 978-83-07-03489-8