czwartek, 16 lipca 2026

Sándor Márai, Księga ziół (Füves könyv)

Księga porad z lat 40-stych XX wieku

Wydana w 1943 roku niewielkich rozmiarów Księga ziół autorstwa Sándora Márai została ogłoszona – wraz z Białą elegią Han Kang – wśród dwóch pierwszych książek, które będą czytane na Europejskiej Nocy Literatury w sierpniu 2026 we Wrocławiu. Niezwłocznie więc zamówiłam ją w bibliotece, odebrałam i zapoznałam się od razu. Odczucia mam bardzo mieszane.

O mężczyznach (dla mężczyzn)

Chociaż nazwisko jest mi doskonale znane, postać węgierskiego pisarza, poety, dziennikarza i pierwszego znawcy twórczości Kafki była mi obca. Księga ziół to pierwsze dzieło Autora, z którym się zapoznałam. Tytuł ma nawiązywać do dawnych zielników, które dają proste i skuteczne wskazówki co do zastosowania leczniczych roślin. Sam zresztą Autor podaje na wstępie: „Więc ta książka będzie taka, jak dawne zielniki, które prostymi przykładami pragnęły odpowiedzieć na pytanie, co trzeba robić, gdy kogoś boli serce albo gdy Bóg go opuścił” (O tym, jaki jest cel tej książki, s. 8). Założenie bardzo szerokie, i tak szerokie jest spektrum poruszanych tematów – od ludzkiego charakteru, poprzez radzenie sobie z pokusami, chorobie, samotności, miłości, po zalety jedzenia startej marchewki i surowych jabłek. Koniecznie trzeba wspomnieć, że książka powstawała podczas wojennej zawieruchy II wojny światowej, dla nieco innego czytelnika. Bardzo jasno jest ona kierowana do mężczyzn, zresztą człowiek jest tu generalnie rozumiany jako mężczyzna. Przykład? Tytuł porady „O tym, że człowiek czterdziestoletni wie wszystko”, początek „Powiada Marek Aureliusz, że mężczyzna czterdziestoletni, w którym jarzy się iskra rozumu, przeżył wszystko i wie wszystko […]” (s. 21). W innym miejscu pisze Autor: „W przeciwnym razie będziesz tylko zuchwałym facetem, budzącym litość tchórzliwym niewolnikiem” (O pokorze i godności, s. 138). Kobiety są w tym niewielkim poradniku traktowane dosyć przedmiotowo, zajmują się głównie sprawą własnej, przemijającej urody (O tym, że piękno jest kruche), ale żadna nie zasługuje na więcej niż bezimienna wzmianka z podziękowaniem za „piękne ręce”, „urodzenie dzieci”, czy poczęstunek (O kobietach w ogóle, s. 35). Mężczyźni stworzeni są do spraw wyższych, kieruje nimi poczucie obowiązku i dążenie do wypełnienia swojego powołania, bezkompromisowe podążanie za prawdą i szacunkiem do samego siebie, czy w końcu obrona Ojczyzny.

O starzeniu się książek

Niektóre pozycje starzeją się dobrze i nie tracą nic na swojej aktualności, innym niestety nie jest to dane. Ta książka obsunęła się mocno, choć pamiętać należy, że powstawała jako poradnik w latach 40-stych XX wieku, więc czasach wymagających innego, bardziej wymagającego i surowego podejścia. Bo też Márai nie idzie na żadne kompromisy, pozycja jest bardzo umoralniająca, wręcz surowa, a ciało traktowane jest jako podwykonawca ludzkiego charakteru, duszy. Ma nam służyć i nie należy za bardzo mu pobłażać, należy unikać nawet męczącej aktywności fizycznej, jeśli nie prowadzi ona do duchowego rozwoju. Myślę, że tutaj niejeden czytelnik nieco się wzdrygnie. Z drugiej strony Węgier pisze, by nie wymagać od siebie więcej niż od innych czy ponad miarę. Jest w jego zielniku trochę sprzecznych ze sobą wskazówek.

O książkach

To, co mi się w tej niedługiej pozycji podobało, to skupienie pisarza na czytaniu i jego wadze. „Czytać trzeba na śmierć i życie, bo to największy ludzki dar. Pomyśl: tylko człowiek umie czytać” (O czytaniu, s. 39), zauważa w jednym miejscu. Co ciekawe, Autor namawia do starannego wyboru lektury, ale nie dopuszcza jej odłożenia. „Czytaj konsekwentnie i wiernie, ale wybieraj uważnie, ponieważ książce, którą akurat czytasz, podarowujesz cząstkę własnego życia i rozumu” (O wyborze i wierności, s. 85). Podkreśla konieczność ciągłego samorozwoju i wartości płynące z nieustannej lektury. Wreszcie poświęca też chwilę uwagi samym twórcom, surowo twierdząc, że samo dzieło musi ich bronić, nic innego. Na uwagi autotematyczne patrzę z dużym zainteresowaniem, wypowiada się szanowany praktyk i zdradza kawałek swojego warsztatu, swoje podejście, rozumienie spraw związanych z literaturą. Uchyla rąbka tajemnicy, można powiedzieć.


Mieszane uczucia

Mam mocno mieszane uczucia, jeśli chodzi o Księgę ziół, i ciekawa jestem, które fragmenty zostaną wybrane do czytania podczas Europejskiej Nocy Literatury przez Filipa Zawadę, kuratora tej edycji. Zwłaszcza, że tematem przewodnim jest „wspólnota”. Pozostaje przekonać się osobiście podczas tego pięknego święta literatury!

Moja ocena: 6/10.


Sándor Márai, Księga ziół
Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 2006
Tłumaczenie: Feliks Netz
Liczba stron: 148
ISBN: 978-83-07-03065-4

********************************************************************************

A Book of Life Wisdoms from the 1940s

Published in 1943, compact The Book of Herbs by Sándor Márai was announced – along with Han Kang's The White Book – as one of the first two books to be read at the European Literature Night in August 2026 in Wrocław. So I immediately ordered it from the library, picked it up, and read it immediately. My feelings are mixed.

About Men (for men)

Although the name is very familiar to me, the figure of the Hungarian writer, poet, journalist, and foremost expert on Kafka's work was unfamiliar to me. The Book of Herbs (not translated to English as of July 2026) is the first work by the Author I've read. The title is meant to refer to old herbal collections, which provide simple and effective instructions on the use of medicinal plants. The author himself states in the introduction: "So this book will be like the herbaria of old, which, with simple examples, sought to answer the question of what to do when someone's heart aches or when God has abandoned them" (On the Purpose of This Book, p. 8). The premise is very broad, and so is the spectrum of topics covered – from human character, through coping with temptation, illness, loneliness, love, to the benefits of eating grated carrots and raw apples. It's important to mention that the book was written during the turmoil of World War II, for a slightly different readership. It is very clearly addressed to men, as chapter "A man of forty knows everything" clearly exemplifies. Elsewhere, the author writes: "Otherwise, you'll be just an impudent man, a pitiable, cowardly slave" (On Humility and Dignity, p. 138). Women are treated rather objectively in this small guide, concerned primarily with their own fleeting beauty (On the Fragility of Beauty), but none of them deserves more than a nameless mention thanking them for "beautiful hands," "giving birth to children," or a treat (On Women in General, p. 35). Men are created for higher things, driven by a sense of duty and the pursuit of fulfilling their calling, an uncompromising pursuit of truth and self-respect, and ultimately, the defense of their homeland.

On the Aging of Books

Some books age well and retain their relevance, while others, unfortunately, do not. This book has fallen into disrepair, although it's worth remembering that it was written as a self-help book in the 1940s, a time that demanded a different, more strict and rigorous approach. Márai doesn't compromise; his approach is highly moralizing, even austere, and the body is treated as a subcontractor of the human character, the soul. It's meant to serve us and shouldn't be overindulged; even strenuous physical activity should be avoided if it doesn't lead to spiritual development. I think this will make many readers cringe a bit. On the other hand, the Hungarian writes about not demanding more of oneself than of others, or beyond one's means. There are some contradictory guidelines in his herbarium.

On reading

What I liked about this short work is the author's focus on reading and its importance. "One must read to the death, for it is the greatest human gift. Think: only a human being can read" (On Reading, p. 39), he notes at one point. Interestingly, the author encourages careful selection of reading material, but doesn't allow it to be put aside. "Read consistently and faithfully, but choose carefully, because the book you're currently reading is a gift of a part of your own life and mind" (On Choice and Fidelity, p. 85). He emphasizes the need for continuous self-development and the values ​​stemming from constant reading. Finally, he devotes a moment of attention to the authors themselves, sternly stating that the work itself must defend them, nothing else. I view these self-referential remarks with great interest; a respected practitioner shares his perspective and reveals a bit of his craft, his approach, and his understanding of matters related to literature. He's lifting the veil, so to speak.

Mixed Emotions

I have very mixed feelings about The Book of Herbs, and I'm curious to see which excerpts Filip Zawada, the curator of this edition, will choose for reading during the European Literature Night. Especially since the main theme is "community." We'll have to see for ourselves during this beautiful celebration of literature!

My rating: 6/10.

Author: Sándor Márai
Title: The Book of Herbs (not translated to English as of July 2026)
Publishing House: Wydawnictwo Czytelnik, Warsaw 2006
Translation: Feliks Netz
Number of pages: 148
ISBN: 978-83-07-03065-4

niedziela, 12 lipca 2026

Maria Turtschaninoff, Mokradła (Arvejord)

Nieczuła potęga natury

Znów ciekawa propozycja Wydawnictwa Poznańskiego, tym razem z Finlandii, od autorki książek głównie o tematyce fantastycznej. Tym razem dostajemy sagę rodową opiewającą na około 400 lat, której głównym bohaterem jest natura, a dokładniej mokradła w osadzie Nevabacka. To przy nich żyją pokolenia, próbując je zmienić, osuszyć, poddać swojej woli, ale to natura dyktuje warunki. Pouczające.

Pokolenia przemijające przez stulecia

Zaczyna się od wojaka Mattsa, który wracając z wojny w XVII wieku dostaje ten teren za swoje zasługi. Początkowo pragnie mokradła osuszyć, ale zjawia się pani z bagien, uwodzi go i w zamian za obietnicę pozostawienia terenu jak jest oddaje mu ich wspólne dziecko. Jednak z czasem pracowity mężczyzna zaczyna naruszać warunki traktatu, więc po kilku ostrzeżeniach ten dar zostaje mu ostatecznie zabrany. I tak zaczyna się historia, która obejmie kilka pokoleń i kilku luźno ze sobą powiązanych bohaterów. Zobaczymy i wikarego, który ukrywa się przed rosyjskim okrucieństwem i poznaje prawa natury, i dziecko, które leśny wyrzutek uratował, kiedy się topiło w lokalnej rzece, niewiernego kochanka, który zostaje wyprowadzony na bagna przez żądne zemsty kobiety i już z nich nie wraca, jest wielki głód spowodowany przez długą zimę i zimne i deszczowe lato i słabe zbiory, głód, który zabiera najsłabszych. Jest koszula Dejaniry, którą za zbytnią surowość wręcza swojej pani służąca. Jest płocha młoda żona, która zakochuje się w naukowcu, który dociera na bagna i dopiero jego listy do przyjaciół pokazują jej skalę pogardy, którą młody mężczyzna ma dla mieszkańców wsi. Jest smutna historia zmarnowanego talentu młodej nauczycielki, która ciężko choruje i umiera, nie dotrwawszy do wymarzonych studiów. Są rodzice, którzy gonią za swoimi marzeniami i zostawiają dzieci rodzinie w opiekę, jest młodzież przyjeżdżająca z miasta na wakacje i odkrywająca uroki leśnego odludzia. Jest wreszcie ostatnie pokolenie, walczące ze starością i samotnością na odludziu, które nie chce porzucić rodzinnego domu na rzecz domu opieki. Sprzątanie po zmarłych i decyzja, co zrobić z gospodarstwem.

Czas odzwierciedlony w języku i realiach

Każda z tych historii porusza, chociaż w inny sposób. Są ludzkie namiętności, walka z przeciwnościami dziejąca się w tym miejscu od setek lat, i natura, która przygląda się temu w milczeniu, czasami pomagając, czasami utrudniając życie. Pokolenia mijają, ale Nevabacka zmienia się stosunkowo niewiele, a bagno wciąż jest domem dla niezliczonych gatunków zwierząt, ptaków, owadów. Opowiadania, luźno ze sobą powiązane, w bohaterami, których nie sposób zapamiętać ani wyznaczyć jasnej linii genealogicznej, są pełne melancholii i smutku, ale też spokojnej, oddalonej obserwacji. Jakby zadziwiony świat przyglądał się naszej szarpaninie wiedząc, że ona i tak nic nie zmieni, a krąg życia będzie trwał. Autorka usiłowała również pokazać realia życia od XVII i to, jak się one zmieniały, i oddać to również w języku, który jest mocno archaizowany, z czasownikiem na końcu zdania. Myślę, że język też buduje dystans w tek książce, stanowi pewnego rodzaju barierę, która utrudnia jej odbiór i stawia nas bardziej w roli obserwatora, niż uczestnika wydarzeń. Na wyzwania związane z tłumaczeniem zwraca też uwagę tłumaczka, Agata Teperek, na wstępie. Chociaż jest to więc niełatwa i stosunkowo przygnębiająca lektura, warto zobaczyć nie cukierkowy, potężny w swym trwaniu świat Mokradeł.

Moja ocena: 7/10.

Maria Turtschaninoff, Mokradła
Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2024
Tłumaczenie: Agata Taperek
Liczba stron: 396
ISBN: 978-83-68217-12-4

**********************************************************************************

The Unfeeling Power of Nature

Another interesting offering from Poznańskie Publishing House, this time from Finland, from an author primarily of fantasy books. This time, we get a family saga spanning some 400 years, whose main character is nature, or more precisely, the wetlands in the settlement of Nevabacka. Generations live within them, trying to change them, drain them, and submit them to their will, but nature dictates the terms. Instructive.

Generations Passing Through the Centuries

It begins with the soldier Matts, who, returning from a 17th-century war, is granted this land for his services. Initially, he desires to drain the wetlands, but a woman from the swamp appears, seduces him, and in exchange for the promise of leaving the land as is, gives him their child. However, over time, the hardworking man begins to violate the terms of the treaty, so after several warnings, this gift is finally taken away from him. And so begins a story that will span several generations and several loosely connected characters. We meet a vicar who hides from Russian cruelty and learns the laws of nature, a child saved by a forest outcast from drowning in a local river, an unfaithful lover who is led into the swamps by revenge-hungry women and never returns, a great famine caused by a long winter, a cold, rainy summer, and poor harvests, a famine that takes the weakest. There's Dejanira's shirt, which a maid gives to her landlady for being too strict. There's a flighty young wife who falls in love with a scientist who arrives in the swamps, and only his letters to friends reveal the depth of the young man's contempt for the villagers. There's the sad story of the wasted talent of a young teacher who falls gravely ill and dies before reaching her dream studies. There are parents chasing their dreams and leaving their children in the care of family; there are young people coming from the city for vacation and discovering the charms of the forest wilderness. Finally, there is the last generation, struggling with old age and loneliness in the wilderness, unwilling to abandon their family home for a nursing one, and finally cleaning up after the dead and deciding what to do with the farm.

Time reflected in language and reality

Each of these stories is moving, albeit in a different way. There are human passions, a struggle against adversity that has been taking place in this place for hundreds of years, and nature, which watches silently, sometimes helping, sometimes hindering. Generations pass, but the Nevabacka changes relatively little, and the swamp remains home to countless species of animals, birds, and insects. The stories, loosely connected, with characters who are impossible to remember or trace a clear lineage, are full of melancholy and sadness, but also of calm, detached observation. It's as if the world was watching our struggle in amazement, knowing it wouldn't change anything and the cycle of life would continue. The author also attempted to show the realities of life since the 17th century and how they have changed, and to convey this in language that is heavily archaized, with verbs at the end of sentences. I think the language also creates distance in this book, acting as a kind of barrier that hinders its reception and places us more in the role of observer than participant. Translator Agata Teperek also notes the challenges of translation in the introduction. Although it's a difficult and relatively depressing read, it's worth experiencing the unsweetened, powerful world of the Tangled Roots.

My rating: 7/10.

Author: Maria Turtschaninoff
Title: Tangled Roots
Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2024
Translation: Agata Taperek
Number of pages: 396
ISBN: 978-83-68217-12-4

piątek, 10 lipca 2026

Grzegorz Piątek, Świątynia i śmietnik

Mądrze i ciekawie o architekturze

To było moje drugie podejście do tej książki. Wypożyczyłam ją w bibliotece wcześniej raz, ale w niesprzyjającym czasie (w okolicach Bożego Narodzenia) i po prostu nie udało mi się do niej usiąść. Tym razem zadecydował przypadek – stała na osławionej półce nowości, więc sięgnęłam po nią ponownie. Bardzo się cieszę, że to zrobiłam. Książka jest znakomita.

Co czytelnik znajdzie w środku?

Myślę, że Piątek pisze o architekturze równie ciekawie, co Filip Springer. Na książkę składa się tytułowy wstęp, 12 esejów plus końcowy manifest, posłowie, bibliografia i indeks. Autor pisze o kalejdoskopie polskich miast – Łodzi, Warszawie, Suwałkach, Gdyni, Sopocie czy Rybniku, a w kontekście tych miast o różnych urbanistycznych bolączkach i ideach – mieście piętnastominutowym, dostępnej i sprawnej komunikacji miejskiej, budownictwie społecznym, cohousingu senioralnym, współgraniu architektury z zielenią i otoczeniem, a nawet różnicach w dostępności sanitariatów dla kobiet i mężczyzn. Chociaż Warszawa dominuje, to jednak sporo miejsca poświęcone jest innym lokalizacjom i książka opiera się stolicocentryzmowi. Dodatkowo, po każdym rozdziale podana jest wyczerpująca bibliografia, co jest niesamowicie wygodne i może skłaniać do dalszych poszukiwań na własną rękę. Jedyny minus to cukierkowa okładka, która nijak ma się do treści i może trochę odpychać, za to doceniam aliteracyjny tytuł, i to jeszcze na literę „ś”, w którym autor zestawia dwie sprzeczne ze sobą architektoniczne konwencje.

Poruszane tematy

Piątek wznosi się jednak również na poziom filozoficzny – pisze o różnicach pomiędzy architekturą (świątynia) a budownictwem (śmietnik) i pyta nico ironicznie, bez czego można sobie wyobrazić życie, a co jest nam do niego niezbędne. Chociaż większość architektów chciałaby budować świątynie (wielkie gmachy publiczne, muzea, galerie sztuki, etc.) to przecież do zaprojektowania pozostaje także mieszkaniówka, przedszkola, wiaty śmietnikowe, toalety… Autor udowadnia, że specjalizacja w takim przedmiocie również może przynieść uznanie, a projektantom dać ogromną satysfakcję (przykład Przedszkola Żółty Słonik w Ostrowi Mazowieckiej projektu pracowni Xystudio). Opisuje dobrze zaprojektowane osiedla legendarnej Haliny Skibniewskiej (Osiedle Szwoleżerów, Sady Żoliborskie i Sadyba w Warszawie), gdzie miało się dobrze żyć wszystkim, architektura wymuszała relacje społeczne, a w stronę mieszkańców szły drobne ukłony – mieszkania projektowane na przestrzał, żeby dało się je wywietrzyć, obniżone piaskownice, żeby dźwięk nie rozchodził się tak szeroko, więcej mniejszych pomieszczeń, żeby zapewnić członkom rodziny trochę prywatności, czy jasne, osobne kuchnie. Przy współczesnej patodeweloperce czyta się o tym jak o baśni. W fascynujący sposób opowiada też Piątek o budownictwie z prefabrykatów, które miało nadążyć za powojenną odbudową kraju, a rozpędzało się od 1969 roku, kiedy powstała pierwsza fabryka Fadom i bloki z prefabrykatów zaczęły powstawać w Żorach, Jastrzębiu Zdroju, Raciborzu, Rybniku czy Wodzisławiu.  A potem w całej Polsce. Autor pisze zarówno o historii osiedli z wielkiej płyty, ale wspomina również swoje dzieciństwo na Osiedlu Górczewska w Warszawie, nadając opowieści personalny, intymny ton.

Inspirująca lektura!

Świątynię i śmietnik czyta się świetnie, szybko, z niegasnącym zainteresowaniem. Różnorodność tematów, znakomite przygotowanie merytoryczne Autora, wielość źródeł, wreszcie – fotografie, które w książce się również pojawiają, czynią z niej dzieło kompletne, wciągające, inspirujące do uważniejszego spoglądania na otaczający nas świat i budowle. Polecam serdecznie!

Moja ocena: 9/10.


Grzegorz Piątek, Świątynia i śmietnik
Wydawnictwo WAB, Warszawa 2025
Liczba stron: 388
ISBN: 978-83-8425-406-6

********************************************************************************

Wisely and Interestingly About Architecture

This was my second attempt at this book. I'd borrowed it from the library once before, but at an unfavorable time (around Christmas) and simply couldn't get around to reading it. This time, it was a fluke – it was on the infamous new releases shelf, so I picked it up again. I'm very glad I did. The book is excellent.

What will the reader find inside?

I think Piątek writes about architecture as engagingly as Filip Springer. The book consists of the titular introduction, 12 essays, plus a final manifesto, afterword, bibliography, and index. The author writes about a kaleidoscope of Polish cities – Łódź, Warsaw, Suwałki, Gdynia, Sopot, and Rybnik – and, in the context of these cities with diverse urban ailments and ideas – the fifteen-minute city, accessible and efficient public transportation, social housing, senior cohousing, the interplay of architecture with greenery and the surroundings, and even the differences in the availability of sanitary facilities for women and men. Although Warsaw dominates, considerable space is devoted to other locations, and the book resists capital-centricity. Furthermore, each chapter is followed by a comprehensive bibliography, which is incredibly convenient and may encourage further research on your own. The only drawback is the sugary cover, which has nothing to do with the content and can be somewhat off-putting. On the other hand, I appreciate the alliterative title, and the juxtaposition of the two elements, swiftly summarising dual nature of architecture.

Topics covered

Coming to that, Piątek reaches a philosophical level, writing about the differences between architecture (a temple) and construction (a trash enclosure or dumpster), and asking, somewhat ironically, what we can imagine life without and what we need to live it. Although most architects would like to build temples (large public buildings, museums, art galleries, etc.), there are also residential buildings, preschools, garbage cans, restrooms to design. The author demonstrates that specializing in such a field can also bring recognition and give designers immense satisfaction (for example, the Yellow Elephant Preschool in Ostrów Mazowiecka designed by Xystudio). He describes the well-designed housing estates of the legendary Halina Skibniewska (Osiedle Szwoleżerów, Sady Żoliborskie, and Sadyba in Warsaw), where everyone was expected to live well, the architecture enforced social relationships, and subtle nods were made to the residents – apartments designed across the width to allow for ventilation, lowered sandboxes to prevent sound from spreading so widely, more rooms  of smaller size to provide family members with privacy, and bright, separate kitchens. Compared to contemporary poor design practices, this reads like a fairy tale. Piątek also offers a fascinating account of prefabricated construction, which was meant to keep pace with the country's post-war reconstruction and gained momentum from 1969, when the first Fadom factory was established and prefabricated blocks began to be built in Żory, Jastrzębie-Zdrój, Racibórz, Rybnik, and Wodzisław. And then throughout Poland. The author writes about the history of prefabricated housing estates, but also recalls his childhood in the Górczewska Housing Estate in Warsaw, lending the story a personal, intimate tone.

An inspiring read!

The Temple and the Thrash Enclosure is a wonderful, fast-paced read, with unwavering interest. The variety of topics, the author's excellent research, the multitude of sources, and finally – the photographs that also appear in the book – make it a comprehensive, engaging work, inspiring us to look more closely at the world and buildings around us. I highly recommend it!

My rating: 9/10.


Author: Grzegorz Piątek
Title: The Temple and the Trash Enclosure (book not translated to English as of July 2026)
WAB Publishing House, Warsaw 2025
Pages: 388
ISBN: 978-83-8425-406-6

Jakub Małecki, Obiekty głębokiego nieba

Jedyne, których nie wolno

Lubię twórczość Jakuba Małeckiego, chociaż z pewnością nie czytałam wszystkich jego książek. Obiekty głębokiego nieba nie umknęły oczywiście mojej uwadze, bo powieść była nominowana do książki roku 2025 na portalu lubimyczytać.pl w kategorii literatura piękna, ale tyle się na rynku wydawniczym dzieje i tyle jest rzeczy do przeczytania, że do tej pory po prostu nie było okazji po nią sięgnąć. W końcu mi się udało i książkę przeczytałam szybko – sporo nie do końca zadrukowanych stron i wyraźnie zaznaczone rozdziały sprawiają, że lektura idzie błyskawicznie.

Zwykłe niezwykłe życie

Książka opowiada historię małżeństwa – Janka i Idy Wrzosków, którzy pochodzą z niewielkiej wioski Zakręt. Janek był w Idzie całkowicie zakochany, zamieszkał z nią w Warszawie, oboje podjęli pracę – Ida w dużej korporacji, Janek w wykończeniówce. Zaczęli spotykać się z nowymi znajomymi, Weroniką i Mateuszem, i weszli z nimi, naprzemiennie, za wszechstronną zgodą, w relacje erotyczne. Ta dozwolona niewierność okazała się jednak mieć znacznie większą niszczącą siłę, niż oboje podejrzewali. Jednocześnie ojciec Janka zaczyna ciężko chorować, więc mężczyzna, w obliczu mniejszej ilości zleceń, postanawia się nim zaopiekować. Tato kompulsywnie jeździ pod dom swojej byłej żony, matki Janka, która rozstała się z nim wiele lat temu, a co z kolei jego byłą żonę mocno niepokoi. Jeszcze jedną warstwę powieści stanowi przeszłość ojca, który całe życie prowadził gospodarstwo rolne i hodował świnie. Janek jako dziecko długo nie rozumiał, jak to się dzieje, że jego ukochane zwierzaki znikają, a ojciec długo tłumaczył mu, że co jakiś czas jedna wymknie się na wolność. Do czasu, kiedy w nocy zastaje ojca w stodole nad balią pełną krwi i wiszącym nad niej truchłem świni. Jednak wkrótce wydarzy się coś, co sprawi, że ojciec nie będzie już w stanie prowadzić świniobicia.

Dyskretnie o wielkich emocjach

Powieść jest w jakiś subtelny sposób poruszająca – rzeczy dzieją się bardziej na poziomie emocji niż faktycznych wydarzeń, a jednak dochodzenie do prawdy, odkrywanie przeszłości i stawanie w prawdzie ze swoimi emocjami okazuje się zadaniem bardzo trudnym i czasochłonnym. Dramaty są jakby zamglone, bez fajerwerków, toczą się swoim cichym biegiem. Rozstanie następuje, kończy czas wspólnego życia, ale świat się przez to nie zatrzymuje, dni biegną dalej. Okazuje się, że czas zasklepia rany, a pojednania, które wydawały się niemożliwe, jednak następują. Oprócz tego Małecki bardzo pięknie pisze o śmierci rodzica – „Uświadomił sobie, że tata był zawsze. Że Jan Wrzosek nie spędził ani minuty na świecie, na którym nie byłoby Pawła Wrzoska” (s. 203). Po śmierci ojca świat nie jest taki sam, ale znów biegnie dalej, nie zatrzymując się nad naszymi jednostkowymi dramatami. Powieść jest więc w niedramatyczny sposób melancholijna, ale także spokojna, zdystansowana i dojrzała. Mi podobała się bardzo. Polecam.

Moja ocena: 9/10.

Jakub Małecki, Obiekty głębokiego nieba
Wydawnictwo SQN, Kraków 2025
Liczba stron: 304
ISBN: 978-83-83308210

****************************************************************************

The Only Ones You're Not Allowed to Read

I like Jakub Małecki's work, although I certainly haven't read all of his books. Deep Objects in the Sky certainly didn't escape my attention, as the novel was nominated for the 2025 Book of the Year award on the website lubimyczytać.pl in the fiction category, but there's so much going on in the publishing market and so much to read that I simply haven't had the opportunity to pick it up until now. I finally managed to do so and read the book quickly – many half-printed pages and clearly marked chapters make for a quick read.

An Ordinary Extraordinary Life

The book tells the story of a married couple – Janek and Ida Wrzosek, who come from the small village of Zakręt. Janek was completely in love with Ida, moved in with her in Warsaw, and both took jobs – Ida in a large corporation, Janek in a home finishing. They began meeting new friends, Weronika and Mateusz, and entered into erotic relationships with them, Ida with Mateusz and Janek with Weronika and with full consent. However, this permitted infidelity proved to be far more destructive than either of them suspected. At the same time, Janek's father becomes seriously ill, so, faced with fewer assignments, he decides to take care of him. Father compulsively visits the house of his ex-wife, Janek's mother, who separated from him many years ago, a situation that, in turn, deeply disturbs his ex-wife. Another layer of the novel is the father's past, a lifelong farmer who raised pigs. As a child, Janek didn't understand how his beloved animals could disappear, and his father spent a long time explaining to him that every now and then one would escape. Until, one night, he finds his father in the barn, over a tub full of blood and a pig carcass hanging above it. However, something soon happens that will make his father unable to continue slaughtering pigs.

Discreetly about great emotions

The novel is subtly moving – things happen more at the level of emotions than actual events, and yet reaching the truth, uncovering the past, and facing one's emotions proves to be a very difficult and time-consuming task. The dramas are as if hazy, without fireworks, unfolding at their own quiet pace. The separation comes, ending the time spent together, but the world doesn't stop because of it; the days go on. It turns out that time heals wounds, and reconciliations that seemed impossible do happen. Moreover, Małecki writes beautifully about the parent's death – "He realized that his father had always been there. That Jan Wrzosek hadn't spent a single minute in a world without Paweł Wrzosek" (p. 203). After his father's death, the world isn't the same, but it moves on again, not dwelling on our individual tragedies. The novel is thus undramatically melancholic, but also calm, detached, and mature. I really liked it and I recommend it.

My review: 9/10.


Author: Jakub Małecki
Title: Deep Objects in the Sky (book not translated into English as of July 2026)
Publishing House: SQN, Kraków 2025
Pages: 304
ISBN: 978-83-83308210

wtorek, 7 lipca 2026

Auđur Ava Ólafsdóttir, DJ Bambi

Wszechogarniający spokój

Po książki z Wydawnictwa Poznańskiego z serii dzieł pisarzy skandynawskich sięgam bez wahania, bo do tej pory się nie zawiodłam, a często zdarzają się pozycje wybitne. Islandzka pisarkę Auđur Ava Ólafsdóttir znam już z utworu Blizna, więc po frapującą, lukrową okładkę najnowszej powieści DJ Bambi sięgnęłam niemal wbrew sobie, mając już stos innych, bibliotecznych książek, i kompletnie nie sprawdzając, co kryje się w środku. Jednak niespełna 200 stron czytało się naprawdę szybko.

Temat tranzycji płciowej i transseksualności

DJ Bambi przypomina trochę powieść Aleksandy Zbroi Muszę Ci coś powiedzieć pod tym względem, że przybliża inną, nieznaną perspektywę i pozwala spojrzeć na świat nieco innymi oczami. Główną bohaterką powieści jest bowiem Logn, transpłciowa, 61-letnia kobieta, czekająca na swoją operację zmiany płci. Autorka opowiada o jej życiu – przekonaniu, że urodziła się w złym wcieleniu, stopniowe odkrywanie swojej tożsamości, małżeństwo, narodziny i wychowanie syna, świadome opóźnianie coming outu, aż po bolesne wyznanie – do żony, potem do syna, i oczekiwanie akceptacji. Ólafsdóttir pokazuje odrzucenie na wielu poziomach, ból bliskich, próby zrozumienia, ale też poczucie krzywdy i bycia oszukiwanym. Odrzucenie przez społeczność, spojrzenia na ulicy, pobicia. Ale także głębokie poczucie bycia w prawdzie z samą sobą, odzyskania swojego ciała, swojej tożsamości, czucia się dobrze ze sobą. Wszechogarniający spokój związany ze zbliżającą się operacją zmiany płci, zasponsorowaną zresztą przez brata bliźniaka po sześciu latach oczekiwania w krajowym systemie zdrowotnym.

Pozycja monotematyczna

Głównym i niemal jedynym tematem książki jest tranzycja i proces zmiany płci, który akurat dla mnie nie jest tak istotny. Przeczytałam więc pozycję Ólafsdóttir trochę bardziej z poczucia obowiązku niż z autentycznego zainteresowania. Z pewnością pozwala lepiej zrozumieć trudną sytuację osób uwięzionych nie w swoim ciele, ich głębokie pragnienie bycia sobą, dramat najbliższych, gdy ojciec okazuje się być drugą mamą. Ogromną wrażliwość, delikatność, strach. Ale ta monolityczna monotematyczność była dla mnie może trochę nużąca – Zbroja przy swojej książce o wirusie HIV oprócz jednostkowej historii pokazała także mechanizm działania choroby, różne podejście do opieki w różnych krajach, reakcje społeczne i rodzinne. Fakt, zrobiła to na niemal czterystu stronach, ale jej relacja była dzięki temu wielowymiarowa i wielowątkowa. Tutaj takiego szerszego spojrzenia mi zabrakło. Dlatego powiedziałabym, że będzie to znakomita książka dla osób, które albo same odkrywają albo układają się ze swoją tożsamością, która pozwoli prześledzić ścieżkę kogoś innego w drodze do prawdy i wszystkie trudności na drodze, wesprzeć w procesie tranzycji. To pozycja dla osób zainteresowanych tematem. Dla czytelników, dla których ten temat jest marginalny, może być nużąca.

Moja ocena: 6/10.


Auđur Ava Ólafsdóttir, DJ Bambi
Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2025
Tłumaczenie: Jacek Godek
Liczba stron: 196
ISBN: 978-83-68479-87-4

********************************************************************************

Overwhelming Peace

I reach for books from Wydawnictwo Poznańskie's series by Scandinavian writers without hesitation, as I've never been disappointed so far, and they often turn out to be outstanding titles. I already know Icelandic writer Auđur Ava Ólafsdóttir from her book Hotel Silence, so I picked up the intriguing, glossy cover of latest novel DJ Bambi almost against my will, already having a stack of other library books and completely unfamiliar with what lay inside. However, with just under 200 pages, it was a very quick read.

The Theme of Gender Transition and Transsexuality

DJ Bambi is somewhat reminiscent of Aleksandra Zbroja's novel I Have to Tell You Something in that it offers a different, unfamiliar perspective and allows you to see the world through slightly different eyes. The novel's main character is Logn, a 61-year-old transgender woman awaiting her gender reassignment surgery. The author recounts her life – the conviction that she was born into the wrong incarnation, the gradual discovery of her identity, marriage, the birth and raising of her son, the conscious delay of coming out, and finally the painful confession – to her wife, then to her son, and the expectation of acceptance. Ólafsdóttir portrays rejection on many levels, the pain of loved ones, attempts at understanding, but also a sense of injustice and being deceived. Rejection by the community, stares on the street, beatings. But also a deep sense of being true to oneself, reclaiming one's body, one's identity, and feeling good about oneself. The overwhelming peace associated with her upcoming gender reassignment surgery, sponsored by her twin brother after six years of waiting in the national healthcare system.

A Monothematic Book

The main and almost sole theme of the book is transition and the process of changing one's gender, which isn't particularly important to me. Therefore, I read Ólafsdóttir's book more out of a sense of duty than genuine interest. It certainly allows for a better understanding of the difficult situation of people trapped in a different body, their deep desire to be themselves, the drama of loved ones when their father turns out to be a second mother. There's immense sensitivity, tenderness, fear. But this monolithic focus was perhaps a bit tedious for me – in her book about HIV, Zbroja, in addition to an individual story, also showed the mechanism of the disease, the different approaches to care in different countries, and the social and family reactions. True, she did this in almost four hundred pages, but her account was therefore multidimensional and multi-threaded. Here, I lacked that broader perspective. Therefore, I would say this will be an excellent book for those either discovering or coming to terms with their identity, allowing them to trace someone else's path to truth and supporting them in the transition process. This is a book for those interested in the topic. For readers for whom this topic is peripheral, it may be a bit tedious.

My rating: 6/10.


Author: Auđur Ava Ólafsdóttir
Title: DJ Bambi
Publishing House: Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2025
Translation: Jacek Godek
Number of pages: 196
ISBN: 978-83-68479-87-4

 

 

poniedziałek, 6 lipca 2026

Juan Cárdenas, Diabeł z prowincji. Bajka w miniaturach (El diablo de las provincias)

Proza zagęszczona

Niewielkich rozmiarów powieść Juana Cálderasa Diabeł z prowincji wydana w 2024 roku przez wydawnictwo ArtRage to literatura na około 2 godziny. Po jej przeczytaniu ma się wrażenie, że przeczytało się wywar z powieści, zagęszczoną esencję, destylat. Inne pytanie, czy się takim daniem czytelnik nasyci.

Słowo o Autorze

Juan Cárdenas to urodzony w 1978 roku pisarz kolumbijski, również tłumacz literatury, na czerwiec 2026 autor siedmiu powieści, w tym omawianego Diabła z prowincji. Książka była na długiej liście do 2023 National Book Award w Stanach Zjednoczonych, oczywiście w tłumaczeniu. Ja natknęłam się na tą publikację na wyprzedaży bibliotecznej i czym prędzej po nią sięgnęłam, bo do tej pory nie zawiodłam się na publikacjach wydawnictwa ArtRage.

Fabuła na pograniczu wielu gatunków

Książka oscyluje na granicy kilku gatunków. Głównym wydaje się być zagadka kryminalna. Bezimienny bohater, biolog, powraca z emigracji na rodzinną prowincję, gdzie dostaje pracę jako nauczyciel biologii w lokalnej szkole dla dziewcząt. Jego zagraniczne tytuły naukowe nie mają w kraju wielkiej wartości, więc ta praca, na zastępstwo, jest w tym momencie najlepszą opcją. Mężczyzna zauważa, że kilkoro jego uczennic jest w ciąży, w końcu też asystuje przy porodzie, bo dziewczyny nie udało się dowieźć na czas do szpitala. Dziecko rodzi się całkowicie owłosione, co zastanawia nauczyciela. Przestraszony, porzuca pracę, a dyrektor placówki, z którą miał się spotkać, nigdy na to spotkanie nie dociera. Drugim zagadkowym wątkiem jest śmierć jego brata, który został w tajemniczych okolicznościach zamordowany 10 lat wcześniej, a matka woli wyciszyć śledztwo, kiedy okazuje się, że jej młodszy syn był homoseksualistą. Wreszcie, sam biolog dostaje ofertę pracy od lokalnego mafiosa – ma wykorzystywać swoją wiedzę o feromonach, by ograniczyć plagę szkodników, które niszczą mu plantację palmy kokosowej, monokulturę, która niszczy rodzime lasy i rabunkowo podchodzi do zasobów naturalnych. Gdy bohater zbyt długo się zastanawia, zostaje porwany i otrzymuje ofertę nie do odrzucenia. Całkiem sporo jak na 120 stron, nieprawdaż?

Unde malum?

Kimże jest więc tytułowy diabeł z prowincji? Czy to nieetyczny plantator-mafioso, który niszczy środowisko naturalne dla zysków? Czy szerzej zło systemowe, które pozwala na krzywdzenie dzieci, niszczenie lokalnej społeczności? Czy też sam główny bohater, który zgadza się na wątpliwą moralnie, ale dobrze opłacaną pracę i zostaje w cały układ wciągnięty? Cárdenas zostawia interpretację dla nas. Bo diabeł pojawia się w książce bardzo szybko, już pod koniec pierwszego rozdziału ([…] ten krajobraz jest kłamliwy jak sam diabeł” s. 11), i zaraz potem w trzecim ([…] Bóg jest w śmierci, a nie w życiu, bo śmierć to wieczny odpoczynek, nieustające światło prostoty. Za to życie, to, co nazywają naturą, jest dziełem diabła, który sprzymierza się z drapieżnikami, z wężami, ze skorpionem. Diabeł wije gniazdo w oku ptaka, w pstrokatej skorupce jajka, w szponach bestii, w kępce piór, w wirze rzeki” (s. 18)). I z tym Was zostawiam.

Moja ocena: 6/10.


Juan Cárdenas, Diabeł z prowincji. Bajka w miniaturach
Wydawnictwo ArtRage, Warszawa 2024
Tłumaczenie: Katarzyna Okrasko
Liczba stron: 120
ISBN: 978-83-68191-36-3

*******************************************************************************

Condensed Prose

Juan Cárdenas's compact novel, The Devil of the Provinces, published in 2024 by ArtRage, is a work of literature that entertains the reader for about two hours. After reading it, one feels like they've read a novel's concoction, a concentrated essence, a distillate. Whether the reader will be satisfied with such a dish is another question.

A Word About the Author

Juan Cárdenas is a Colombian writer born in 1978, also a literary translator, and as of June 2026, the author of seven novels, including the aforementioned The Devil of the Provinces. The book was longlisted for the 2023 National Book Award in the United States, in translation, of course. I came across this publication at a library sale and immediately grabbed it, as I have never been disappointed with ArtRage's publications.

A Plot on the Border of Multiple Genres

The book straddles several genres. The main theme seems to be the crime mystery. The unnamed protagonist, a biologist, returns from exile to his hometown and lands a job as a biology teacher at a local girls' school. His foreign degrees carry little value in the country, so this temporary position seems the best option at the moment. He notices that several of his students are pregnant and ends up assisting with the delivery because the girl couldn't be brought to the hospital in time. The baby is born completely covered with hair, which puzzles the teacher. Terrified, he quits his job, and the director of the school he was supposed to meet never shows up. The second puzzling thread is the death of his brother, who was mysteriously murdered 10 years earlier, and his mother prefers to hush up the investigation when it turns out her younger son was homosexual. Finally, the biologist himself receives a job offer from a local mafioso – he's to use his knowledge of pheromones to curb the plague of pests that are destroying his coconut palm plantation, a monoculture that's destroying native forests and exploiting natural resources. When the protagonist hesitates too long, he's kidnapped and presented with an offer he can't refuse. Quite a lot for 120 pages, right?

Unde malum?

So who is the titular devil from the countryside? Is it an unethical mafioso planter who destroys the natural environment for profit? Or a broader systemic evil that allows for the abuse of children and the destruction of the local community? Or is it the protagonist himself, who agrees to a morally questionable but well-paid job and gets drawn into the whole arrangement? Cárdenas leaves the interpretation up to us. Because the devil appears in the book very quickly, at the end of the first chapter ("[...] this landscape is as deceitful as the devil himself" p. 11), and immediately afterward in the third ("[...] God is in death, not in life, because death is eternal rest, the perpetual light of simplicity. But life, what they call nature, is the work of the devil, who allies himself with predators, with snakes, with the scorpion. The devil builds his nest in a bird's eye, in a motley eggshell, in a beast's claw, in a tuft of feathers, in the eddy of a river" (p. 18)). And with that, I leave you, dear reders.

My rating: 6/10.


Author: Juan Cárdenas, Diabeł z prowincji. Bajka w miniaturach
Title: The Devil of the Provinces. A Fairy Tale in Miniatures
Publishing House: ArtRage, Warsaw 2024
Translation: Katarzyna Okrasko
Pages: 120
ISBN: 978-83-68191-36-3

Zyta Rudzka, Tylko durnie żyją do końca

Tylko durnie czytają do końca?

Jak ja się umęczyłam nad tą książką! Chociaż Ten się śmieje kto ma zęby podobało mi się bardzo, może dlatego, że słyszałam fragment podczas Europejskiej Nocy Literatury 2023 w znakomitym wykonaniu Poli Błasik, i tak też słyszałam książkę w głowie, kiedy ją czytałam. Tylko durnie żyją do końca zabrała mi tydzień, i mimo zachwytu po kilku pierwszych zdaniach ślimaczyła mi się potem okrutnie.

Kontrowersyjna bohaterka

Bohaterka i narratorka, Lida, jest nauczycielką wychowania fizycznego w szkole na wsi. Ma tam też dom, w którym żyje z dwoma mężczyznami, Rochem i Ziutem, kilka psów i świniaka Elvisa. Co jakiś czas odwiedza ją ojciec, uznany adwokat i prawnik, ewidentnie rozczarowany, że córka wybrała proste życie na wsi niż karierę w mieście. Natomiast Lida wydaje się z tego stanu zadowolona – zdanie otwierające powieść mówi samo za siebie: „Mam dobre życie, szczodre jak świński cyc” (s. 7). Jest piękna, zadbana, atrakcyjna, w młodości uprawiała gimnastykę artystyczną, ale zbyt duży biust uniemożliwił jej zrobienie kariery w tej dyscyplinie. Dalej namiętnie pływa, w lokalnej rzece, i uczy pływania tych, którzy tego pragną. Produkuje swój własny bimber z zasadzonego sadu pigwowego (i się w tym wymiarze wraz ze swoimi partnerami nie oszczędza). Także obraz Lidy mam w głowie trochę nieciekawy.

Łatwiejszy wybór

Sama Autorka mówi na tylnej obwolucie: „W hedonizmie mojej bohaterki rozpoznaje mądrość i odwagę nie na pokaz”. Tylko ja nie mam poczucia, że Lida jest odważna, mam natomiast wrażenie, że bardziej ucieka od „dorosłego” życia, konfrontacji z nim, wybierając egzystencję, która nie wymaga wysiłku. Która dzieje się gdzieś na boku, w nędznych warunkach (z opisów rozumiem, że dom jest zaniedbany, a materace śmierdzą wilgocią), nawet partnera nie trzeba wybierać. Może to wolność, ale nieszczególnie widzę wartość w takim życiu. Lidę wyrywają z marazmu tylko wydarzenia dramatyczne – samobójstwa uczennic, za które wini księdza z parafii. Dla niej mężczyzna jest zbyt surowy i nie daje rozgrzeszenia błądzącym, w konfesjonale osądza ich, zamiast wybaczać. Dlatego Lida daje mu nauczkę i podtapia go w rzece, w której lubi pływać.

Za dużo uproszczeń

Dla mnie sytuacja z księdzem i antyklerykalizm tej książki, taki prosty i naturalny, to chyba było za dużo. Dlaczego właśnie ksiądz, dlaczego brak rozgrzeszenia przy spowiedzi miałyby popychać ludzi do samobójstwa. Dla mnie było to niewiarygodne i irytujące zagranie fabularne. Mimo więc charakterystycznego, skrzącego się języka, krótkich zdań jak seria z karabinu maszynowego, charakterystycznego dla Rudzkiej niechodzenia na kompromisy językowe, ta książka mi nie podeszła. Miałam wrażenie, że czytam o patologii, o alkoholikach mieszkających w melinie, z wrażliwością na świat i naturę marnujących swoje życie. Nie dla mnie.

Moja ocena: 5/10.


Zyta Rudzka, Tylko durnie żyją do końca
Wydawnictwo WAB, Warszawa 2025
Liczba stron: 208
ISBN: 978-83-8425-298-7

*********************************************************************************

Only Fools Read to the End?

How I tormented myself with this book! Although I really enjoyed He Who Has Teeth, Laughs, perhaps because I heard an excerpt during the 2023 European Literature Night, performed brilliantly by Pola Błasik, and that's how I heard the book in my head as I read it. Only Fools Live to the End took me a week to finish, and despite being captivated by the first few sentences, it dragged on terribly.

A Controversial Heroine

The protagonist and narrator, Lida, is a physical education teacher at a rural school. She also has a house there, where she lives with two men, Roch and Ziut, several dogs, and a pig named Elvis. Her father, a renowned lawyer, visits her from time to time, clearly disappointed that his daughter chose a simple life in the countryside over a career in the city. Lida, on the other hand, seems content with this state of affairs – the opening sentence of the novel speaks for itself: "I have a good life, as generous as a pig's breast" (p. 7). She is beautiful, attractive and takes good care of herself. In her youth, she practiced rhythmic gymnastics, but her excessively large breasts prevented her from pursuing a career in the discipline. She still swims passionately in the local river and teaches swimming to those who desire it. She produces her own moonshine from a planted quince orchard (and she and her partners don't skimp on this aspect). So the image of Lida in my mind is a bit pathological.

Easier Choice

The author herself says on the back cover: "In my heroine's hedonism, I recognize wisdom and courage not for show." Only I don't feel that Lida is brave; instead, I have the impression that she's more escaping "adult" life and its confrontation, choosing an existence that requires no effort. Which takes place somewhere off-limits, in miserable conditions (from the descriptions, I understand the house is neglected and the mattresses reek of damp), without even having to choose a partner. Perhaps it's freedom, but I don't particularly see the value in such a life. Lida is only roused from her stagnation by dramatic events – the suicides of schoolgirls, for which she blames the parish priest. She finds the man too harsh as he doesn't grant absolution to those who err, judging them in the confessional instead of blessing them with forgiveness. So Lida teaches him a lesson by keeing him underwater in the river where he likes to swim, until he starts to choke.

Oversimplification

For me, the situation with the priest and the anti-clericalism of the book, so simple and natural, were perhaps too much. Why should a priest or the lack of absolution in confession push people to suicide as the sole reason? For me, it was an unbelievable and irritating plot device. So despite the distinctive, sparkling language, the short sentences like machine-gun bursts, and Rudzka's characteristic refusal to compromise on language, this book didn't appeal to me. I felt like I was reading about pathology, about alcoholics living in a den, wasting their lives with sensitivity to the world and nature. Not for me.

My rating: 5/10.


Author: Zyta Rudzka
Title: Only Fools Live to the End (book not translated to English as of June 2026)
Publishing House: WAB, Warsaw 2025
Number of pages: 208
ISBN: 978-83-8425-298-7