Warszawa dla wtajemniczonych
Na wzmiankę o książce Pawła
Sołtysa, traktującej o końcu lata w Warszawie, trafiłam przypadkiem, niewiele
przed wyjazdem na rocznicę wybuchu powstania warszawskiego, która w tym roku
wygodnie wypadała w sobotę. Wypożyczyłam więc książkę jak najszybciej, licząc
na ukryte w niej perełki i obserwacje, które pozwolą mi lepiej nacieszyć się
stolicą. Po niespełna trzech tygodniach niemal nic z tej książki nie pamiętam.
Miasto jako palimpsest
Paweł Sołtys, znany być może
szerszej publiczności jako wokalista Pablopavo, postanowił poświęcić niewielki
tomik swojemu miastu, Warszawie. Snuje się po nim, trochę bez celu,
nieśpiesznie, przyglądając się poszczególnym miejscom i wspominając przeszłość.
Przez to miasto staje się trochę palimpsestem, w którym przenika się czas
teraźniejszy i przeszły. To określenie dla Warszawy wydaje się szczególnie
trafne, patrząc na historię miasta, zwłaszcza wojenne zniszczenia, odbudowę,
ilość pomników i tablic upamiętniających burzliwe losy. Jednocześnie jest to
jednak miasto codzienności, zwyczajnie toczącego się życia, dzieciństwa. To
sprawia, że dla kogoś spoza Warszawy onirycznie opisane miejsca są nieczytelne
i nie niosą tego samego ładunku. Więc to pierwsze spostrzeżenie i może trochę
zarzut – to książka dla warszawiaków, dla przybyszów Warszawa pozostanie tak
samo obca, jak była.
Biblioteka na Okólniku
Często jest jednak tak, że sięga
się po jakąś książkę, żeby dowiedzieć się z niej jednej, konkretnej rzeczy. W
tym przypadku byłaby to dla mnie historia Biblioteki Ordynacji Krasińskich,
zwanej popularnie biblioteką na Okólniku (od nazwy ulicy, przy której się
znajdowała). W Pałacu Rzeczpospolitej, dawnym Pałacu Krasińskich, znajduje się
obecnie urna z prochami książek spalonych w akcji odwetowej po powstaniu warszawskim.
„W szklanej urnie lezą popioły. Ale to „leżą” nie oddaje prawdy. Układają się w
na wpół spopieloną księgę, trochę w twarz bez rysów, oczu i ust. To ślad po
dziesiątkach tysięcy książek spalonych przez Brandkommando po upadku
powstania. Nie z przypadku, nie w wyniku działań wojennych. Niemcy weszli do
biblioteki na Okólniku i miotaczami płomieni rozprawili się z dwudziestoma
sześcioma tysiącami rękopisów, z dwoma i pół tysiącem inkunabułów, ze stu
tysiącami grafik i rysunków, z pięćdziesięcioma tysiącami nut i druków
teatralnych i tak dalej, i tak dalej”, pisze Sołtys (s. 95-96). Więcej można
znaleźć o tym w bardzo dobrym artykule Mikołaja Glińskiego (https://culture.pl/pl/artykul/urna-w-bibliotece-czyli-jak-sie-pala-ksiazki).
Teraz żałuję, że będąc w Warszawie nie zaszłam do Pałacu Rzeczpospolitej,
choćby tylko zobaczyć ten jeden eksponat.
Piękno języka
Ostatnią rzeczą, na którą
chciałabym zwrócić uwagę przy tej pierwszej przeczytanej przeze mnie książce
Sołtysa, to jego piękny, poetycki, niespieszny język, dzięki któremu można
trochę więcej wagi poświęcić codzienności. Mi spodobały się zwłaszcza dwa
fragmenty – jeden o prawdziwej ciszy na mazowieckiej wsi sprzed elektryfikacji
(naprawdę przez chwilę udało mi się ją usłyszeć, i zobaczyć tą ciemność), a
drugi o tym, co czasami uda się zobaczyć kątem oka:
Nad pianą piwa mignął mi Jankowski. Co oczywiście było niemożliwe, nie żył już wtedy od kilku lat, ale wszyscy wiemy, że wąskich kątach spojrzeń jak kurz zbierają się umarli, i bywa, że bierze się kogoś najzwyczajniej żywego za wcielenie cienistej osoby. (s. 65)
Jednak piękny język nie przykrywa
braku fabuły, czy nawet konkretnej ścieżku spaceru, którą czytelnik mógłby
sobie odtworzyć. Chociaż może to tylko ja mam takie oczekiwanie – żeby książka
stała się kluczem do opisywanego miejsca, pozwalała je lepiej zrozumieć.
Okazuje się, że jest to spojrzenie konkretnej osoby na konkretne miejsce, i
nasze doświadczenia i oczekiwania się rozmijają.
Subiektywny obraz pewnego
miejsca
Jestem więc pisarzowi wdzięczna
za chwilę refleksji i zdecydowanie za informację o urnie z prochami książek.
Coraz więcej ścieżek prowadzi mnie do monumentalnej monografii Normana Daviesa Powstanie’44,
na którą patrzę z lękiem (zarówno ze względu na treść, jak i rozmiary). Chyba
czas przestać szukać wymówek i na dłużej zagłębić się w lekturze. Co do Sierpnia
– nie spełnił moich oczekiwań i w sumie dość mocno przypominał mi Kamionek
Piotra Wichy – literatura tylko dla wtajemniczonych, do których ja nie należę.
Moja ocena: 5/10.
Paweł Sołtys, Sierpień
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014
Liczba stron: 120
ISBN: 978-83-8191-975-3
*********************************************************************************
Warsaw for the Insiders
I stumbled upon a mention of Paweł Sołtys's
book about the end of summer in Warsaw by chance, shortly before leaving for
the anniversary of the Warsaw Uprising, which conveniently fell on a Saturday
this year. So I borrowed the book as soon as possible, hoping for hidden gems
and observations that would allow me to better enjoy the capital. After less
than three weeks, I remember almost nothing from it.
The City as a Palimpsest
Paweł Sołtys, perhaps known to a wider audience
as the singer Pablopavo, dedicated a small volume to his city, Warsaw. He
wanders around it, somewhat aimlessly and leisurely, observing individual
places and reminiscing about the past. In this way, the city becomes a kind of
palimpsest, where present and past tenses intertwine. This description for
Warsaw seems particularly apt, considering the city's history, especially the
wartime destruction, reconstruction, and the multitude of monuments and plaques
commemorating its turbulent fate. At the same time, however, it is a city of
everyday life, of simply going on life, of childhood. This makes the dreamlike
descriptions of places incomprehensible to anyone outside Warsaw and lacking
the same meaning. So this is my first observation, and perhaps a bit of a
reproach – this is a book for Warsaw residents; for newcomers, Warsaw will
remain as alien as it was.
The Library on Okólnik Street
However, it's often the case that one reaches
for a book to learn one specific thing. In this case, for me, it would be the
history of the Krasiński Library, popularly known as the Library on Okólnik
Street (after the name of the street on which it was located). The Palace of
the Commonwealth, formerly the Krasiński Palace, currently houses an urn
containing the ashes of books burned in retaliatory action after the Warsaw
Uprising. "Ashes lie in a glass urn. But 'lying' doesn't convey the truth.
They form a half-ashen book, a face without features, eyes, or mouth. This is a
trace of the tens of thousands of books burned by the Brandkommando
after the fall of the uprising. Not by accident, not as a result of warfare.
The Germans entered the library on Okólnik Street and destroyed with
flamethrowers twenty-six thousand manuscripts, two and a half thousand
incunabula, one hundred thousand prints and drawings, fifty thousand musical
scores and theatrical prints, and so on, and so forth,” writes Sołtys (pp.
95-96). You can find more about this in a very good article by Mikołaj Gliński
(https://culture.pl/pl/artykul/urna-w-bibliotece-czyli-jak-sie-pala-ksiazki).
Now I regret that when I was in Warsaw I didn’t stop by the Palace, even if
only to see this one exhibit.
The Beauty of Language
The last thing I would like to draw attention
to in the first book by Sołtys that I read, is his beautiful, poetic, unhurried
language, thanks to which one can devote a little more attention to everyday
life. I particularly liked two fragments – one about the true silence in the
Mazovian countryside before electrification (really, for a moment I managed to
hear it, and see that darkness), and the second about what one can sometimes
see with the corner of one's eye:
I caught a glimpse of Jankowski over the beer foam. Which, of course, was impossible; he had been dead for several years by then, but we all know that in the narrow corners of one's gaze the dead gather like dust, and sometimes someone fully alive is mistaken for the incarnation of a shadowy person. (p. 65)
However, the beautiful language does not cover
up the lack of a plot, or even a specific path the reader could retrace.
Although perhaps it's just me who has this expectation – for a book to become
the key to the place described, to allow for a better understanding of it. It
turns out that this is a specific person's view of a specific place, and our
experiences and expectations diverge.
A Subjective Image of a Certain Place
I am therefore grateful to the writer for a
moment of reflection and definitely for the information about the urn with the
ashes of books. More and more paths lead me to Norman Davies's monumental
monograph, Rising '44 The Battle for Warsaw, which I look at with
apprehension (due to both the content and the size.) I think it's time to stop
looking for excuses and delve deeper into reading. As for August – it
didn't live up to my expectations and actually reminded me quite strongly of
Piotr Wicha's Kamionek – literature for those who already know the place
well. And I am not one of such people.
My rating: 5/10.
Author: Paweł Sołtys
Title: August (book not translated to English as of August 2026)
Publishing House: Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014
Number of pages: 120
ISBN: 978-83-8191-975-3





































