niedziela, 14 czerwca 2026

Michał Tabaczyński, Kieszonkowa metropolia. W rok dookoła Bydgoszczy

Miasto stracone dla literatury

Uczę się ufać sobie. Kiedy sięgnęłam po „reportaż” Michała Tabaczyńskiego Kieszonkowa metropolia. W rok dookoła Bydgoszczy, ucieszyłam się. Odkąd Filip Springer tak ciekawie opisywał bydgoskie zabytki w Księdze zachwytów, mam w planach wybrać się do tego miasta i na spokojnie je pozwiedzać. W naiwności swojej pomyślałam więc, że może opis „małej ojczyzny”, bo Autor urodził się, wychował i mieszka w mieście wojewódzkim województwa kujawsko-pomorskiego, przyniesie mi wiedzę o tym miejscu i jego historii. Niedoczekanie. Trzeba był odłożyć książkę po 20 stronach, kiedy raziło mnie jej przegadanie i brak konkretów. Stwierdziłam jednak, że może się mylę, może nie mam wyczucia, może powinnam dać szansę. Teraz, kiedy całkowicie na siłę i z prawdziwym poczuciem bezsensu doczytuję ostatnie strony wiem już, że miałam rację – nie warto.

12 miesięcy dokoła Bydgoszczy plus bonusy

Koncept jest taki – 12 miesięcy, każdy poświęcony innemu zagadnieniu związanemu z Bydgoszczą lub okolicami, plus wstęp, epilog, bibliografia, a wcześniej bonusowy rozdział o kolejnym styczniu. Tego autora o bisy nie trzeba prosić, daje je nieproszony. Początkowo miałam nadzieję – Tabaczyński pięknie i ciepło pisze o swojej Babci, mamie swojej mamy, nazywając ją „wcieloną Bydgoszczą” (s. 14). Wstęp Miasto rodzinne zapowiadał książkę piękną, osobistą, może nawet intymną. Obietnicę pokazania swojego miasta, swoich wspomnień, może historii rodziny, umiejscowionej w mieście, na jego ulicach, w jego budynkach. Niestety, już od kolejnego rozdziału było coraz gorzej.

Jest lepsze słowo na barokowy

Styl tej książki jest przeraźliwy. Kiedy powiedziałam Mężowi, że uważam, że Tabaczyński pisze bardzo barokowo, powiedział, że jestem wobec niego bardzo łagodna i powinnam użyć właściwego określenia. Ma rację, bydgoski pisarz jest grafomanem w najgorszym wydaniu. Chcecie próbki? Proszę bardzo:

Nie znaczy to wcale, że owo zmaltretowane oblicze nie miało swoich amatorów, tych archiwistów zniszczenia, koneserów dewastacji, bałwochwalców widowiskowego upadku – zarówno przyjezdnych, jak i miejscowych panegirystów niepowstrzymanej entropii (s. 21).

Drugi przykład, równie ulubiony:

I wtedy wsiadła ona. Żołnierka przebrana dla niepoznaki w cywilne ubranie, które ledwo zasługiwało na miano ubrania. Na co dzień musiała chyba mieszkać w okopach, ale to były przedziwne okopy – takie wywrócone na nice, nawet nie tyle odsłonięte, ile dużo, dużo więcej: wystawione na ostrzał. To była tarcza strzelnicza przebrana dla niepoznaki za okopy. (s. 99-100).

Autor naprawdę bardzo lubi dźwięk swojego głosu. Cała książka utrzymana jest w podobnym stylu, w związku z czym jest naprawdę trudna do zdzierżenia i wywołuje w czytelniku chęć rzucenia nią o ścianę. Dobrze, że mam egzemplarz biblioteczny, bo książek z biblioteki niszczyć nie wolno.

Tematyka bydgoska

Niewiele się z tej książki można dowiedzieć o samej historii miasta, trzeba te informacje wyłuskiwać spośród samozachwyconego słowotoku. Więcej dowiemy się o tym nieco ponad trzystutysięcznym mieście z Wikipedii, niż z książki Tabaczyńskiego. A przecież w zamyśle autora mamy rok na jej poznanie. Największy rozwój miasto przeszło pod zaborem pruskim, w 1851 roku otworzono linię kolejową do Królewca, wybudowano Kanał Bydgoski, będący wtedy cudem techniki, dzięki któremu miasto nabrało jeszcze większego znaczenia w handlu. Projektowali w nim tacy architekci jak Gropius (budynek dyrekcji Kolei przy Dworcowej 63), Carl Meyer (obecna siedziba Polskiego Radia, ale również gazownia, siedziba wodociągów, wieża ciśnień i wiele innych), a samo miasto miało być miastem idealnym o doskonałym planie urbanistycznym. Oprócz tego jeden z największych objętościowo rozdziałów poświęcony jest polskim obozom pracy (Zimne Wody, Lęgnów i Potulice), które działały w Bydgoszczy i okolicach od zakończenia wojny do 1950 roku. Z jednej strony, autor przywraca je pamięci, w moim przypadku – w ogóle wprowadza do świadomości, nie zgadza się z panującymi w nich okrucieństwem i bestialstwem. Z drugiej strony – jestem w stanie zrozumieć skąd ono się wzięło. Tak, każde zamęczenie drugiego człowieka to zbrodnia bez usprawiedliwienia, zwłaszcza, jeśli jest dokonywane na ludności cywilnej (a tutaj tak było, ginęły kobiety, dzieci i osoby starsze). A jednak mam wrażenie, że z dystansu czasu i ciepełka łatwo jest ferować wyroki i mieć poczucie moralnej wyższości. W tym też rozdziale autor pisze:

To bardzo ciekawy dokument – także dlatego, że wbrew ówczesnemu zwyczajowi zapisuje „Niemcy” wielką literą, co było do roku 1947 rzeczą niezwykle rzadką, Polacy bowiem znęcali się nad własną ortografią, mszcząc się na „Niemcach” (tak ich właśnie zapisywali w niemal wszystkich dokumentach oficjalnych). Ktoś, kto z ołówkiem w ręku czytał ten zbiór dokumentów przede mną, najpierw zaznaczał tych „Niemców”, a nawet gdzieś tam na marginesie zakrzyknął: „Niemcy małą literą!”, ale szybko przestał, bo w każdym dokumencie pojawia się ten gwałt na polskiej ortografii po wielokroć. (s. 92)

Gwałt na polskiej ortografii… Może jakby nam nie wyrżnęli całej inteligencji, to byśmy wiedzieli jak korzystać ze słowników.

Tendencyjne tematy

O czym jeszcze warto napisać w przewodniku po Bydgoszczy? Ano o antysemickiej gazecie Szabes-Kurjer wydawanej w latach 20-stych, wiadomo (rozdział Miasto nienawistne. Sierpień), obśmiać astrologów i wróżbitów z dwudziestolecia międzywojennego i czasów wojny z poczuciem miażdżącej przewagi moralnej (zwłaszcza że obaj opisywanie panowie już nie żyją – o ironio nie byli w stanie przewidzieć własnej śmierci, więc też – o ironio – zarzutów odeprzeć nie mogą), pomnik postawiony ofiarom mordu na Polakach to „moszczenie się w cierpiętnictwie” (s. 252), ale już o mordach na Niemcach w polskich obozach przejściowych, antysemityzmie i oburzeniu wywołanym usunięciem poniemieckich cmentarzy pisze autor w nieco innym tonie.

Fatalizm grafomanii

Komentując komunistyczny pomnik upamiętniający ofiary II wojny światowej i dospawanie do jednej postaci krzyża, autor pisze ironicznie „Bydgoszcz rzadko dostarcza aż tak wystrzałowych point do swoich historii” (s. 263). Już stronę dalej jednak to zdanie mści się na Tabaczyńskim. Obśmiewając twórczość bydgoskiego poety i pisarza Juliana Walentego Prejsa, pisze: „Pierwszy polski pisarz Bydgoszczy naznaczył moje miasto (i jego literaturę) fatalizmem grafomanii, z którego trudno się mu (i jej) do dzisiaj otrząsnąć” (s. 265). Samozaoranie level master, dziękuję. Omijać szerokim łukiem.

Moja ocena: 3/10.


Michał Tabaczyński, Kieszonkowa metropolia. W rok dookoła Bydgoszczy
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025
Liczba stron: 284
ISBN: 978-83-8396-075-3

*********************************************************************************

A City Lost to Literature

I'm learning to trust myself. When I picked up Michał Tabaczyński's "reportage," Pocket Metropolis: A Year Around Bydgoszcz, I was delighted. Ever since Filip Springer so captivatingly described Bydgoszcz's interesting architecture in The Book of Delights (book not translated into English as of June 2026), I've been planning to go to this city and explore it at my leisure. Naively, I thought that perhaps the description of this "small homeland," because the author was born, raised, and lives in the voivodeship capital of the Kuyavian-Pomeranian Voivodeship, would provide me with insight into this place and its history. It didn't. I wanted to put the book down after 20 pages, as I was irritated by its overwrought nature and lack of specifics. However, I decided that maybe I was wrong, maybe I lacked the necessary intuition, maybe I should give it a chance. Now, as I force myself to read the final pages with a genuine sense of futility, I know I was right – it's not worth it.

12 Months Around Bydgoszcz Plus Bonuses

The concept is this – 12 months, each devoted to a different topic related to Bydgoszcz or the surrounding area, plus an introduction, epilogue, bibliography, and before that a bonus chapter about the following January. This author doesn't need to be asked for encores; he gives them unbidden. Initially, I had hope – Tabaczyński writes beautifully and warmly about his grandmother, his mother's mother, calling her "Bydgoszcz incarnate" (p. 14). The introduction to The home city promised a beautiful, personal, perhaps even intimate book. A promise to show his city, his memories, perhaps the history of his family, embedded in the city, on its streets, in its buildings. Unfortunately, from the very next chapter on, things went from bad to worse.

There's a better word for baroque

The style of this book is terrifying. When I told my husband I thought Tabaczyński's writing was very baroque, he said I was being very gentle with him and should have used the proper term. He's right, the Bydgoszcz writer is a graphomaniac at his worst. Want a sample? Here you go:

This doesn't mean at all that this battered face didn't have its admirers, those archivists of destruction, connoisseurs of devastation, idolaters of spectacular decline – both visitors and local panegyrists of unstoppable entropy (p. 21).

A second example, equally favourite:

And then she got in. A soldier, dressed in civilian clothes to disguise herself, barely worthy of being called clothes. She must have lived in trenches every day, but these were strange trenches – upside down, not so much exposed but open to fire. It was a target disguised as trenches to disguise itself. (pp. 99-100).

The author truly loves the sound of his own voice. The entire book is written in a similar style, making it truly difficult to continue and making the reader want to throw it against the wall. It's a good thing I have a library copy, because library books are not to be destroyed.

The Bydgoszcz Theme

You can't learn much about the city's history from this book; you have to glean this information from the self-indulgent verbiage. You'll learn more about this city of just over 300,000 inhabitants from Wikipedia than from Tabaczyński's book. And yet, the author intended us to have a year to explore it. The city experienced its greatest development under the Prussian partition. In 1851, a railway line to Königsberg was opened, and the Bydgoszcz Canal was built, a technological marvel at the time, thanks to which the city gained even greater commercial importance. Architects such as Gropius (the Railway Management Building at Dworcowa 63) and Carl Meyer (the current headquarters of Polish Radio, as well as the gasworks, waterworks, water tower, and many others) designed city’s buildings, and the city itself was intended to be an ideal city with a perfect urban plan. Furthermore, one of the largest chapters in terms of volume is devoted to Polish labor camps (Zimne Wody, Lęgnów, and Potulice), which operated in Bydgoszcz and the surrounding area from the end of the war until 1950. On the one hand, the author revives their memory; in my case, he even brings them into my consciousness, stressing the cruelty and inhumanity that prevailed there. On the other hand, I can understand where this came from. Yes, any torture of another human being is an unjustifiable crime, especially if it is committed against civilians (and here it was; women, children, and the elderly perished). And yet, I have the impression that, with the distance of time and from the cosiness of our times, it's easy to pass judgment and feel a sense of moral superiority. In this chapter, the author also writes:

This is a very interesting document – ​​also because, contrary to the custom of the time, it spells "Germany" with a capital letter, which was extremely rare until 1947, as Poles abused their own spelling, taking revenge on "germans" (that's how they spelled them in almost all official documents). Someone who read this collection of documents before me, pencil in hand, first marked these "germans" and even shouted somewhere in the margin: "Germany in lowercase!" but quickly stopped, because in every document this abuse of Polish orthography appears repeatedly. (p. 92)

An abuse of Polish orthography... Maybe if they hadn't slaughtered all our intelligentsia, we'd know how to use dictionaries.

Biased Topics

What else is worth writing about in a guide to Bydgoszcz? Well, the anti-Semitic newspaper Szabes-Kurjer published in the 1920s obviously (chapter "The Hateful City. August"), next: a chapter which ridicules astrologers and fortune tellers from the interwar period and the war with a sense of overwhelming moral superiority (especially since both gentlemen described are now dead – ironically, they were unable to predict their own deaths, so – ironically – they cannot refute the accusations), the monument erected to the victims of the murder of Poles is "a dwelling in suffering" (p. 252), but the author writes in a slightly different tone about the murder of Germans in Polish transit camps, anti-Semitism, and the outrage caused by the removal of former German cemeteries.

The Fatalism of Graphomania

Commenting on the communist monument commemorating the victims of World War II and the welding of a cross onto one of its figures, the author writes ironically, "Bydgoszcz rarely provides such explosive punchlines to its stories" (p. 263). A page later, however, this sentence backfires on Tabaczyński. Mocking the work of Bydgoszcz poet and writer Julian Walenty Prejs, he writes: "The first Polish writer from Bydgoszcz marked my city (and its literature) with the fatalism of graphomania, from which he (and it) still finds it difficult to shake off" (p. 265). Self-damage level master, thank you. Avoid at all cost.

My rating: 3/10.

Author: Michał Tabaczyński
Title: Pocket Metropolis. Around Bydgoszcz in a Year (book not translated into English as of June 2026)
Publishing House: Czarne, Wołowiec 2025
Number of pages: 284
ISBN: 978-83-8396-075-3

piątek, 12 czerwca 2026

Amy Stewart, Zbrodnie robali (Wicked Bugs)

Fascynujący świat pod lupą

Książkę popularną Amy Stewart zbrodnie robali zakupiłam na wyprzedaży bibliotecznej wśród 11 innych z mocnym postanowieniem, że jak kupiłam, to teraz muszę przeczytać, zanim kupię następne pozycje. Chociaż to postanowienie już udało mi się złamać, to jednak konsekwentnie sięgam po najnowsze pozycje w mojej domowej biblioteczce, które wydają mi się bardzo ciekawe.

Co znajdziemy w książce

Zbrodnie robali to napisana z bardzo amerykańskocentrycznego punktu widzenia książka – zgodnie z tytułem – o różnego rodzaju bezkręgowcach. Podtytuł brzmi „Wesz, która pokonała armię Napoleona, i inne diaboliczne insekty” i faktycznie, autorka stara się powyciągać co ciekawsze fakty z życia robali. Pozycja ma dwa podtypy rozdziałów – jednostkowe, poświęcone konkretnym gatunkom (np. Kleszcz, Karaczan prusak, mucha Tse-Tse, Ptasznik goliat, etc.), oraz zbiorowe, w którym omawiana jest grupa jakichś szczególnie interesujących owadów („Mężczyźni pragną bardziej” o partnerkach pożerających ich podczas stosunku, „Trzymam cię pod skórą” o pasożytach, które toczą swój cykl z człowiekiem jako żywicielem czy choćby fascynujący rozdział „Zombie” o insektach, które potrafią przejąć kontrolę nad innymi robakami i wykorzystać je do swoich celów). Książka jest pięknie ilustrowana, a autorką akwatint i rysunków jest Briony Morrow-Cribbs. Są one niezwykle precyzyjne i nakreślone z dużym poczuciem humoru.

Zbiór rzetelnych informacji i ciekawostek

Pozycja Stewart pełna jest niezwykłych ciekawostek. Pozwolę sobie przytoczyć najciekawsze dla mnie:

  •      Samiec czarnej wdowy podsuwa jej swój odwłok do zjedzenia podczas stosunku, więc musi się bardzo spieszyć, by nie zostać zjedzonym w całości; gatunek ten wstrzykuje upolowanym przez siebie owadom soki trawienne, które zamieniają ich ciała w koktajl do wypicia;
  •       Dla osób lubujących się w obrzydliwościach – polecam wyguglać zdjęcia drakunkulozy, gdzie nitkowiec podskórny jest wyciągany z ciała i nakręcany na zapałkę (tutaj minus książki – estetyczne ilustracje nie zastąpią materiały fotograficznego, ale ten wymagałby pewnie innego papieru, wygenerowałby inne koszty i mógł okazać się zbyt dosłowny dla większości czytelników, więc w pewien sposób rozumiem wybór wydawcy)
  •        Komary przenoszą około stu różnych chorób, w tym malarię, dengę czy żółtą febrę, a jedna na pięć chorób przenoszonych przez owady pochodzi właśnie od nich, czyniąc je najskuteczniejszymi zabójcami; przyciąga je dwutlenek węgla, kwas mlekowy i oktenol, jak również wilgoć i ciepło z naszych ciał, lubią ciemne kolory i osoby aktywne fizycznie;
  •           Dżuma Justyniana z VI wieku, przenoszona przez pchłę szczurzą, zabiła ok. 40 milionów ludzi, co stanowiło jednej piątek populacji na świecie;
  •           Szarańcza to „nic innego jak zestresowany konik polny” (s. 177);
  •          Skorpiony świecą w świetle ultrafioletowym;
  •      Muchy plujki wyczuwają trupa z odległości 30 metrów i zjawiają się już po 10 minutach od zgonu, stopień rozwoju ich larw w zwłokach pomaga entomologom sądowym określić czas zgonu.

To tylko garść ciekawostek, które mnie zafrapowały, a z pewnością każdy czytelnik znajdzie coś dla siebie. Zauważyć jednak trzeba, że wszystkie rozdziały napisane są w ten sam sposób, a ich powtarzalność, mimo wielu ciekawostek przytaczanych przez Autorkę, zaczyna z czasem nużyć. Niemniej jednak to naprawdę ciekawa, podana w lekkim i humorystycznym sosie książka, która przybliża nam na co dzień niedostrzegany, frapujący i często nieprzyjemny świat bezkręgowców. Znakomita i edukacyjna rozrywka., polecam!

Moja ocena: 7/10.


Amy Stewart, Zbrodnie robali
Wydawnictwo WAB, Warszawa 2019
Tłumaczenie: Dariusz Wójtowicz
Liczba stron: 258
ISBN: 978-83-280-6447-8

*******************************************************************************

A Fascinating World Under the Microscope

I bought Amy Stewart's popular book, Wicked Bugs, at a library sale, among 11 others, with the firm resolution that, having bought it, I had to read it before buying any more. Although I've already broken that resolution, I consistently reach for the newest titles on my home library, which I find very interesting.

What's in the Book

Written from a very American-centric perspective, Wicked Bugs is a book about various invertebrates – as the title suggests – written from a very American-centric perspective. The subtitle is "The Meanest, Deadliest, Grossest Bugs on Earth," and indeed, the author tries to unearth the most interesting facts about the lives of bugs. The book has two types of sub-chapters: individual chapters devoted to specific species (e.g., ticks, cockroaches, tsetse flies, spiders, etc.), and collective chapters, which discuss a group of particularly interesting insects ("Men Desire More," about partners who devour them during sex; "I’ve Got You Under My Skin," about parasites that cycle with humans as their host; and the fascinating chapter "Zombies," about insects that can take control of other bugs and use them for their own purposes). The book is beautifully illustrated, with aquatints and drawings by Briony Morrow-Cribbs. These are remarkably precise and drawn with a great sense of humour.

A Collection of Reliable Information and Curiosities

Stewart's book is full of extraordinary curiosities. Let me cite the most interesting ones for me:

• The male black widow offers her his abdomen to be eaten during  the intercourse, so he has to hurry to avoid being eaten whole; this species injects the insects it catches with digestive juices, which turns their bodies into a drinkable cocktail;

• For those who enjoy the disgusting, I recommend Googling photos of dracunculiasis, where the hypodermic threadworm is pulled from the body and screwed onto a matchstick (downsize of the book – aesthetic illustrations can't replace photographic materials, but that would probably require different paper, generate different costs, and might be too literal for most readers, so I understand the publisher's choice in some way).

• Mosquitoes transmit about a hundred different diseases, including malaria, dengue fever, and yellow fever, and one in five insect-borne diseases originates from them, making them the most effective killers; they are attracted to carbon dioxide, lactic acid, and octenol, as well as moisture and heat from our bodies. They like dark colors and physically active people.

• The 6th-century Justinian Plague, transmitted by rat fleas, killed approximately 40 million people, representing one-fifth of the world's population.

• Locusts are "nothing more than a stressed-out grasshopper" (p. 177).

• Scorpions glow in ultraviolet light.

• Blowflies can sense a corpse from 30 meters away and appear as soon as 10 minutes after death. The stage of development of their larvae in a corpse helps forensic entomologists determine the time of death.

These are just a few of the interesting facts that intrigued me, and I'm sure every reader will find something interesting. It should be noted, however, that all the chapters are written in the same style, and their repetition, despite the many interesting facts provided by the author, becomes tedious over time. Nevertheless, this is a truly interesting book, presented in a light and humorous tone, that brings us closer to the usually overlooked, intriguing, and often unpleasant world of invertebrates. Excellent and educational entertainment, I recommend it!

My rating: 7/10.


Author: Amy Stewart
Title: Wicked Bugs
WAB Publishing House, Warsaw 2019
Translation: Dariusz Wójtowicz
Number of pages: 258
ISBN: 978-83-280-6447-8

niedziela, 7 czerwca 2026

Patrick Süskind, Historia pana Sommera (Die Geschichte von Herrn Sommer)

Czytelnik wzięty z zaskoczenia

Niewielkich rozmiarów książka Patricka Süskinda z pięknymi ilustracjami Jeana-Jacquesa Sempé zaskakuje. Chociaż historia wydaje się lekka i pogodna, a także potencjalnie bardzo zwyczajna, kryje w sobie niezwykły ciężar.

Dziecięcy narrator

Historia pana Sommera to napisane z perspektywy dorosłego wspomnienia dziecka. Bezimienny narrator opowiada o swoim dzieciństwie – szkole, pierwszej miłości, Karolinie Kückelmann, nauki gry na pianinie u panny Funkel i strasznej historii smarka na klawiszu fis, pierwszym zawodzie miłosnym, aż wreszcie fascynującym człowieku, o którym lokalna społeczność wiedziała stosunkowo niewiele, czyli panu Sommerze. Nie znano jego imienia, można było tylko obserwować, jak mężczyzna bezustannie wędruje po najbliższej okolicy, jakby ktoś go ścigał. Narrator trzykrotnie ma okazję na bezpośrednią styczność z tajemniczym wędrowcem – najpierw podczas poważnego gradobicia, kiedy pan Sommer odmawia schronienia się w samochodzie, potem, kiedy zrozpaczony chłopiec pragnie popełnić samobójstwo skacząc z drzewa, wreszcie – będąc samotnym świadkiem udanego odebrania sobie życia przez pana Sommera. Lekka opowieść nabiera więc znacznie innego ciężaru gatunkowego.

Bildungsroman

Zdecydowanie krótka nowela Süskinda jest opowieścią przejścia, traktującą o dojrzewaniu. Narracja poprowadzona jest w lekko chaotyczny sposób, odzwierciedlając przerywaną logikę dziecka, które co rusz skupia się na innym zajmującym je temacie. W tym aspekcie powieść niemieckiego autora jest naprawdę znakomita, a złudzenie dziecięcego narratora naprawdę udane. Süskind zestawia też dziecięce przerysowane i przewrażliwione podejście z autentycznym cierpieniem dorosłego. Kiedy urażony w swojej dumie narrator wspina się na drzewo pragnąć popełnić samobójstwo, głownie by innym było przykro i docenili jego osobę, chłopiec ma możliwość zaobserwować prawdziwe cierpienie pana Sommera – nieudawane, wyrażone w momencie, kiedy mężczyzna jest przekonany, że nikt go nie widzi. Paradoksalnie, to spotkanie ratuje chłopcu życie i jest początkiem jego dojrzewania.

Dramatyczne i ciche rozwiązanie akcji

Rozwiązaniem akcji jest samobójstwo pana Sommera, a scena sama w sobie jest pełna kontrastów. Przede wszystkim narrator znów jest jej przypadkowym zupełnie świadkiem. Kiedy pędzi na rowerze do domu, by nie spóźnić się na kolację, spada mu łańcuch, więc musi się zatrzymać i naprawić usterkę. Wtedy też widzi, jak pan Sommer spokojnie wchodzi do jeziora, zostawiwszy wcześniej swoją nieodłączną laskę i plecak przy brzegu. Mężczyzna długo i spokojnie idzie po płyciźnie, by w końcu – bez żadnych przerysowanych gestów – zniknąć na głębinie. Najbardziej dramatyczne wydarzenie całej powieści rozgrywa się w całkowitej ciszy. Po drugie – chłopiec nikomu o nim nie mówi, pozostaje to jego tajemnicą przez wiele lat. Zgodnie z prośbą pana Sommera niemo zgadza się „dać mu święty spokój” i pozwala odejść. Wtedy też bezpośrednio styka się ze śmiercią, doświadcza jej. Dodatkowym wątkiem interpretacyjnym jest to, że pan Sommer znika w naturze, która przynosi mu ukojenie; mężczyzna sam zdecydował, w jaki sposób zakończy swoje życie.

Dużo treści na niewielu stronach

Süskind nie doprecyzowuje, co było traumą pana Sommera, co nie pozwalało mu spać po nocach i kazało wciąż chodzić po okolicy. Chociaż akcja dzieje się krótko po II wojnie światowej, a duchowe rany mężczyzny wydają się nieuleczalne, nie wiemy, czy był ofiarą obozów koncentracyjnych (na co mogłaby wskazywać żarłoczność i skrytość, z jaką zjada kromkę chleba z masłem), czy też oprawcą. Może dręczą go zupełnie inne demony?  Dzięki temu nowela pisarza pozostaje otwarta na czytelnicze interpretacje, a bezimienność narratora pozwala mu przemawiać wieloma głosami, w zależności od odczytania, nadając opowieści większy uniwersalizm. Pięknym dopełnieniem noweli są ilustracje Sémpego, które nadają książce lekkości i baśniowości, ale też początkowo każą czytelnikowi skupić się na dziecięcym wymiarze utworu, a dopiero potem pozwalają dostrzec jego gatunkowy ciężar. Myślę, że to bardzo wyważona i przemyślana pozycja, zaskakująca i zmuszająca do myślenia.

Moja ocena: 8/10.


Patrick Süskind, Historia pana Sommera
Ilustracje: Jean-Jacques Sémpe
Wydawnictwo: Świat Książki, Warszawa 2006
Tłumaczenie: Małgorzata Łukasiewicz
Liczba stron: 110
ISBN: 978-83-247-0369-2

**********************************************************************************

A Reader Taken by Surprise

Patrick Süskind's small book, with beautiful illustrations by Jean-Jacques Sempé, is a surprise. Although the story seems light and cheerful, and potentially very ordinary, it conceals an extraordinary weight.

A Child Narrator

The Story of Mister Sommer is a child's memoir written from an adult's perspective. The unnamed narrator recounts his childhood – school, his first love Karolina Kückelmann, piano lessons with Miss Funkel and the terrible story of a snot on the F-sharp key, his first disappointment in love, and finally, a fascinating man about whom the local community knew relatively little: Mr. Sommer. His first name was unknown; one could only observe him constantly wandering the neighbourhood as if someone was chasing him. The narrator has three opportunities to directly encounter the mysterious wanderer – first during a severe hailstorm, when Mr. Sommer refuses to take shelter in his car; then when the distraught boy attempts suicide considering jumping from a tree; and finally, as a solitary witness to Mr. Sommer's successful suicide. This lighthearted tale thus takes on a significantly different weight.

Bildungsroman

Süskind's decidedly short novella is a transitional tale, dealing with adolescence. The narrative is told in a slightly chaotic manner, reflecting the intermittent logic of a child who constantly shifts focus to a different topic. In this respect, the German author's novel is truly excellent, and the illusion of a child narrator is truly successful. Süskind also juxtaposes a child's exaggerated and oversensitive approach with the authentic suffering of an adult. When the narrator, wounded in his pride, climbs a tree, wanting to commit suicide, primarily to make others feel sorry for him and appreciate him, the boy has the opportunity to observe Mr. Sommer's true suffering – unfeigned, expressed at a moment when the man is convinced no one is watching. Paradoxically, this encounter saves the boy's life and marks the beginning of his maturation.

Dramatic and Silent Resolution

The resolution of the plot is Mr. Sommer's suicide, and the scene itself is full of contrasts. Above all, the narrator is once again a completely accidental witness. As he races home on his bike to be on time for dinner, his chain falls off, forcing him to stop and repair the damage. Then he sees Mr. Sommer calmly enter the lake, having previously left his ever-present walking stick and backpack at the shore. The man walks for a long time in the shallows, finally disappearing – without any exaggerated gestures – into the depths. The most dramatic event of the entire novel unfolds in complete silence. Secondly, the boy tells no one about it; it remains his secret for many years. At Mr. Sommer's indirect request, he mutely agrees to "leave him in peace" and lets him go. In this way the narrator directly encounters death, sees it as it happens. An additional interpretive thread is that Mr. Sommer disappears into nature, which brings him solace, as the man himself decided how he would end his life.

A lot of content in a few pages

Süskind doesn't specify what traumatized Mr. Sommer, what kept him awake at night and forced him to constantly wander the countryside. Although the story takes place shortly after World War II, and the man's spiritual wounds seem incurable, we don't know whether he was a victim of concentration camps (as his voracious appetite and the secretiveness with which he eats a slice of bread with butter might suggest) or a torturer. Perhaps he is tormented by entirely different demons? This leaves the writer's novella open to interpretation, and the narrator's namelessness allows him to speak with multiple voices, depending on the reading, lending the story a greater universality. Sémpe's illustrations beautifully complement the novella, lending the book a light and fairytale feel, but also initially compelling the reader to focus on the childlike nature of the work before allowing them to appreciate its genre-specific weight. I think this is a very balanced and well-thought-out work, surprising and thought-provoking.

My rating: 8/10.

Author: Patrick Süskind
Title: The Story of Mister Sommer
Illustrations: Jean-Jacques Sémpe
Publisher: Świat Książki, Warsaw 2006
Translation: Małgorzata Łukasiewicz
Number of pages: 110
ISBN: 978-83-247-0369-2

wtorek, 2 czerwca 2026

Lucy Worsley, Agatha Christie Nieuchwytna kobieta

Po prostu żyć to wspaniała rzecz

Bardzo rzadko sięgam po biografie – nie przepadam za nimi i dokładne zaznajamianie się z życiem jednego człowieka wydaje mi się bezcelowe. Jednak Lucy Worsley udowodniła mi, że dobra biografia może być niczym najlepszy kryminał, dawać szerokie tło społeczne i obyczajowe, ale także obraz przemian historycznych odciskających się na głównym bohaterze. Niby żadne odkrycie, ale może dzięki tej książce zacznę czytać biografie.

Biografia wciągająca niczym najlepszy kryminał

Książka Worsley to dziewięć dekad życia słynnej brytyjskiej powieściopisarki i dramaturga Agaty Christie, podzielona na dziewięć rozdziałów plus podziękowania i szczegółowa bibliografia. Od razu powiem, że powieści brakuje materiału fotograficznego, bo autorka często opisuje konkretne zdjęcia, ale nie są one dołączone do książki. A jak wiadomo, obraz może powiedzieć więcej niż milion słów... Nie zmienia to jednak faktu, że Worsley wykonała ogrom pracy, przekopała się przez setki dokumentów i publikacji, i napisała kilkaset stron o słynnej pisarce w taki sposób, że książkę czyta się równie dobrze i szybko jak kryminały Christie.

Młodość

Wielu rzeczy o pisarce nie wiedziałam. Agatha Miller była trzecim dzieckiem Clarissy (zwanej w rodzinie Clarą) i Fredericka Millerów, urodziła się 15 września 1890 roku w ich domu w Ashfield. Miała szczęśliwe, wypełnione miłością dzieciństwo, należała do wyższej klasy, choć jej rodzina mocno zubożała, głównie ze względu na nieumiejętne zarządzanie majątkiem i rozrzutność. Agatha wyszła za mąż za Archibalda Christie, pilota, jednak zanim to nastąpiło (1914 rok) podczas pierwszej wojny światowej pracowała jako pielęgniarka, a potem pomagała w aptece, dzięki czemu znała się na lekach, ale i na truciznach (które potem wykorzystywała w swoich powieściach). Po pierwszej wojnie światowej zaczęły w społeczeństwie anielskim zachodzić głębokie zmiany, kobiety coraz częściej podejmowały pracę zarobkową, ale też wyższe sfery musiały sobie radzić przy coraz mniejszej pomocy służby. Wkrótce Agatha została marką, bo w 1919 roku na świat przyszła jej jedyna córka Rosalind. W tym samym roku nawiązuje współpracę z wydawcą Johnem Lanem z The Bodley Head i podpisuje mało korzystną umowę na wydanie pięciu kolejnych powieści u niego. W dniu wydania drugiej książki wyrusza z mężem w rejs po brytyjskich dominiach (część pracy Archiego w ramach przygotowania do Wystawy Światowej), zostawiając jednak córkę Rosalind z nianią u swojej starszej siostry Madge. Wyprawa trwała 9 miesięcy, jej córka miała wtedy niewiele ponad dwa lata.

Zniknięcie z 1926 roku

W 1926 roku miało miejsce słynne zaginięcie pisarki – okazuje się, że jej mąż pragnie ją zostawić dla innej kobiety, Nancy Neele, prasa śledzi uważnie niemal każdy jej krok, jest duża presja na pisanie kolejnych książek, które cieszą się wielką popularnością. Dodatkowo zmarła matka pisarki i Agatha pogrążyła się w żałobie. Autorka ppczytnych kryminałów zniknęła 3 grudnia i odnalazła się dopiero 11 dni później, 14 grudnia, w hotelu Hydropathic w Harrogate, gdzie podawała się za Teresę Neele z Kapsztadu. Tymczasem w Surrey, jej rodzinnym hrabstwie, trwały niespotykane dotąd poszukiwania, a Archie był podejrzewany o zamordowanie żony. Oficjalną przyczyną miał być zanik pamięci, wydaje się, że pisarka nie dźwignęła ciężaru wszystkich wydarzeń i po prostu postanowiła się na jakiś czas rozstać ze swoją tożsamością, podejmując przypuszczalnie wcześniej rodzaj próby samobójczej. Później uczestniczyła w terapii po tym wydarzeniu, trudne musiało być też konfrontowanie się z prasą i okrutną opinią publiczną. W 1928 roku dochodzi do rozwodu państwa Christie, a tydzień później Archibald żeni się z Nancy.

Dojrzałość

Agatha Chrisie dużo podróżowała, zwłaszcza na Środkowy Wschód, do Damaszku i Bagdadu, bierze udział w wykopaliskach archeologicznych w Ur, gdzie poznaje swojego przyszłego drugiego męża, 14 lat od niej młodszego Maxa Mallowana. Szczęście w tej relacji przyniosło jej również dobry okres w twórczości, nakłady jej książek rosną, a pisarka sponsoruje prace archeologiczne swojego męża. Podczas drugiej wojny światowej Agatha znów wraca do pracy w szpitalnej aptece, ale dalej pisze i publikuje swoje powieści i zaczyna mieć problemy z amerykańskim urzędem podatkowym, gdzie ma wielotysięczne długi za nieopłacone podatki od swoich wydanych książek. Jej córka wychodzi za mąż i zachodzi w ciążę, na świat przychodzi wnuk Agathy Mathew, ale jej zięć Hubert ginie w 1944 roku. Natomiast mąż pisarki, Max, służy w RAFie i niemal całą wojnę spędza na Bliskim Wschodzie. Agatha tworzy pod pseudonimem Mary Westmacott powieści obyczajowe i częściowo autobiograficzne, gdzie radzi sobie z różnego rodzaju przeżyciami i traumami. Kiedy jej alter ego zostało odkryte, przestała publikować pod tym przybranym nazwiskiem.

Schyłek

Po wojnie Agatha kontynuuje pisanie, ale zaczyna również tworzyć sztuki teatralne. Jej mąż dalej z pasją oddaje się archeologii w terenie i pracy naukowej za biurkiem, a żona nadal go dyskretnie wspiera. Ciągną się problemy z amerykańskimi podatkami, wchodzi w użycie fraza „Christie for Christmas”, a więc książka Christie w prezencie świątecznym. Popularność autorki rośnie i mimo upływającego czasu i spadającej jakości pisanych przez nią powieści, wszystko, co sygnowane jej nazwiskiem sprzedaje się znakomicie. Mimo to stan majątku Agathy nie odzwierciedla jej ogromnej popularności – od ludzi jej stanu społecznego nie oczekiwano, że będą się znali na finansach, nie uczono ich tego i miało to odzwierciedlenie w majątku Agathy. Pisarka zmarła pod koniec lat 70-tych, ale przedtem jej powieści zaczęły być przenoszone na wielki ekran i te adaptacje okazały się wielkim kasowym hitem. Jak trafnie podsumowuje Worsley: „Agatha na dobre i złe doświadczyła wielu potężnych dwudziestowiecznych przemian: pośpieszne wojenne małżeństwo, praca w szpitalu, rodzinny lęk przed „szaleństwem”, rozwód, choroba psychiczna, psychoterapia, żałoba w czasie drugiej wojny światowej i niemający precedensu sukces w przemyśle rozrywkowym na globalną skalę” (s. 496). To naprawdę dużo jak na jedną angielską damę.

Znakomita biografia

Powieść czytało mi się znakomicie i zaskakująco szybko. Worsley wzbogaca biografię komentarzami o twórczości Christe, wskazując na najważniejsze utwory, ich interpretacje i recepcję, co z kolei nie pozostawia czytelnika na lodzie, jeśli chodzi o dalszą lekturę. Teraz będę się mogła przekonać, czy wskazywane przez nią kryminały naprawdę się wyróżniają wśród innych i podążają za pewnymi motywami i chwytami. Myślę, że sięgnę w końcu do spuścizny mojej Babci, która twórczość Agathy Christie absolutnie uwielbiała i z pewnością kupowała co najmniej jedną książkę na każde święta, patrząc po trzech półkach z twórczością Autorki, którą mam w domu. Biografię mogę serdecznie polecić, Worsley udało się nie tylko sportretować Angielkę z dużą dozą sympatii i zrozumienia, ale też pokazać jej życie na tle burzliwych przemian społeczno-historycznych. To właśnie to szerokie tło i wiele miejsca poświęconego pisarstwu Agathy tak mnie w tej książce wciągnęło i urzekło. Polecam.

Moja ocena: 8/10


Lucy Worsley, Agatha Christie Nieuchwytna kobieta
Wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2025
Tłumaczenie: Alina Siewior-Kuś
Liczba stron: 528
ISBN: 978-83-68471-71-7

**********************************************************************************

Simply Living Is a Wonderful Thing

I rarely read biographies – I'm not a fan of them, and delving into the life of one particular person seems pointless. However, Lucy Worsley proved to me that a good biography can be like the best crime novel, providing a broad social and moral background, but also a picture of the historical changes that have affected the main character. It might not seem like a revelation, but maybe this book will make me start reading biographies.

A biography as gripping as the best crime novel

Worsley's book covers nine decades of the life of the famous British novelist and playwright Agatha Christie. The publication is divided into nine chapters, plus acknowledgments and a detailed bibliography. I'll say right away that the novel lacks photographic material, as the author often describes specific photos, but they aren't included in the book. And as we know, a picture can say a million words... However, this doesn't change the fact that Worsley did a tremendous amount of work, delving into hundreds of documents and publications, and writing several hundred pages about the famous writer in such a way that the book reads as well and quickly as Christie's crime novels.

Youth

There was much I didn't know about the writer. Agatha Miller was the third child of Clarissa (known to her family as Clara) and Frederick Miller, born on September 15, 1890, in their home in Ashfield. She had a happy, loving childhood and belonged to the upper class, although her family became significantly impoverished, mainly due to mismanagement of her estate and excessive spending. Agatha married Archibald Christie, a pilot (1914), and worked as a nurse during World War I and later as an apothecary assistant, gaining knowledge of both medicines and poisons (which she later used in her novels). After World War I, profound changes began to take place in English society. Women increasingly took up paid work, but the upper classes also had to cope with diminishing support from servants. Agatha soon became a housewife, as her only daughter, Rosalind, was born in 1919. That same year, she began working with publisher John Lan of The Bodley Head and signed a less-than-stellar contract to publish five more novels with him. On the day of the second book's release, she and her husband set sail on a cruise around the British Dominions (part of Archie's work preparing for the World's Fair), leaving their daughter Rosalind with her older sister Madge to nurse. The trip lasted nine months; her daughter was just over two years old at the time.

The 1926 Disappearance

In 1926, the writer's famous disappearance occurred. It turns out her husband was planning to leave her for another woman, Nancy Neele. The press closely followed almost her every move, and there was intense pressure to write further books, which enjoyed enormous popularity. In addition, the writer's mother died, and Agatha plunged into mourning. The author of popular crime novels disappeared on December 3rd and was only found 11 days later, on December 14th, at the Hydropathic Hotel in Harrogate, where she had been posing as Teresa Neele from Cape Town. Meanwhile, in Surrey, her home county, an unprecedented search was underway, and Archie was suspected of murdering his wife. The official cause was stated as amnesia; it seems that the writer couldn't bear the weight of all the events and simply decided to part with her identity for a while, possibly attempting suicide. She later participated in therapy after this event, and facing the press and harsh public opinion must have been difficult. In 1928, the Christies divorced, and a week later, Archibald married Nancy.

Maturity

Agatha Christie travelled extensively, especially to the Middle East, Damascus and Baghdad. She participated in archaeological excavations in Ur, where she met her future second husband, Max Mallowan, 14 years her junior. The happiness of this relationship also brought her a flourishing period in her writing, with her book sales increasing and her sponsoring her husband's archaeological work. During World War II, Agatha returned to work in the hospital pharmacy, but continued writing and publishing her novels and began having problems with the US Internal Revenue Service, where she was in debt for thousands of dollars in unpaid taxes on her published books. Her daughter married and became pregnant, and Agatha's grandson, Mathew, was born, but her son-in-law, Hubert, was killed in 1944. Meanwhile, Agatha’s husband, Max, served in the RAF and spent almost the entire war in the Middle East. Agatha writes social and semi-autobiographical novels under the pseudonym Mary Westmacott, coping with various experiences and traumas. When her alter ego was discovered, she stopped publishing under this assumed name.

Decline

After the war, Agatha continued writing but also began creating plays. Her husband continued to work in archaeology in the field as well as his academic work behind a desk, and his wife continued to discreetly support him. Problems with American taxes continued, and the phrase "Christie for Christmas" came into use, meaning a Christie book as a Christmas gift. The author's popularity grew, and despite the passage of time and the declining quality of her novels, everything bearing her name sold very well. Despite this, Agatha's wealth did not reflect her immense popularity – people in her social class were not expected to be financially literate, nor were they taught to be, and this was reflected in her fortune. The writer died in the late 1970s, but before that her novels began to be adapted for the big screen and these adaptations turned out to be huge box office hits. As Worsley aptly summarizes: "Agatha, for better or worse, experienced many powerful twentieth-century transformations: a hasty wartime marriage, hospital work, a family fear of 'madness,' divorce, mental illness, psychotherapy, bereavement during World War II, and unprecedented success in the global entertainment industry" (p. 496). That's a lot for one English lady.

Excellent biography

I found the novel a delightful and surprisingly quick read. Worsley enriches the biography with commentary on Christie's work, pointing out the most important works, their interpretations, and reception, which leaves the reader in no doubt about what to read next. Now I'll be able to see if the crime novels she identifies truly stand out from the rest and follow certain themes and literary tricks. I think I'll finally reach out to my grandmother’s collection, as she absolutely adored Agatha Christie's work and certainly bought at least one book every Christmas, judging by the three bookshelves of Christie’s work I have at home. I can highly recommend this biography. Worsley managed not only to portray the famous writer with great sympathy and understanding, but also to portray her life against the backdrop of turbulent socio-historical changes. It was this broad background and the extensive space devoted to Agatha Christie's writing that so captivated and interested me in this book. I recommend it.

My rating: 8/10


Author: Lucy Worsley
Title: Agatha Christie
Publishing House: Świat Ksiązki, Warsaw 2025
Translation: Alina Siewior-Kuś
Number of pages: 528
ISBN: 978-83-68471-71-7

 

niedziela, 31 maja 2026

Angelika Kuźniak, Stryjeńska Diabli nadali

Zawsze samotna, zawsze w postawie żebraczej, zawsze upokorzona

Na fali biografii Agathy Christie sięgnęłam po pożyczoną i czekającą cierpliwie w kolejce książkę Angeliki Kuźniak Stryjeńska Diabli nadali. Chociaż interesuję się malarstwem, lubię chodzić po muzeach i oglądać obrazy i reprodukcje, to przyznam, że postać polskiej artystki z XX wieku znam słabo, a jej twórczość prawie wcale.

Burzliwe życie w burzliwych czasach

Biografia artystki pióra Angeliki Kuźniak pokazuje Stryjeńską jako pełnokrwistą, temperamentną kobietę o naprawdę burzliwym życiu. Urodzona 13 maja 1891 roku w Krakowie, z domu Lubańska, jako mała dziewczynka spędzała wiele godzin w sklepie z galanterią skórzaną swojego ojca, podglądając i rysując jego klientów. Sztuka pociągała ją więc od samego początku, Zofia uczęszczała na wiele kursów, oraz jako Tadeusz Grzymała Lubański została przyjęta na Akademię Sztuk Pięknych w Monachium, gdzie kobiety nie mogły studiować. Uciekła, zanim wybuchł skandal, po około roku. Mieszkała i tworzyła w Krakowie, w 1916 roku wyszła za mąż za Karola Stryjeńskiego, wielką i ognistą miłość swojego życia, z którym miała trójkę dzieci – córkę Magdę i synów bliźniaków Jacka i Jana. Dla męża artystka przeprowadziła się do Zakopanego i dzieliła swoje życie pomiędzy kilka miast – również Kraków i Warszawę. Stryjeńska znała się i przyjaźniła z największymi nazwiskami swojej epoki – Magdaleną Samozwaniec, Marią Pawlikowską-Jasnorzewską, bywała u Tadeusza Boya-Żeleńskiego, Władysława Reymonta, znała Wyspiańskiego, Żeromskiego, Witkacego (z którym jej mąż miał się strzelać, ale w końcu do pojedynku nie doszło). W małżeństwie szybko przestało się układać, małżonkowie dużo czasu spędzali osobno, każde pochłonięte swoją pracą i oboje obdarzeni ogromnym i wybuchowym temperamentem. Rozwód nastąpił w 1927 roku, a mąż przyczynił się do dwukrotnego krótkiego umieszczenia Zofii w szpitalu dla osób psychicznie chorych. Co ciekawe, dziećmi zajmowała się głównie rodzina męża, a Stryjeńska miała dla nich mało czasu, wciąż tworząc i podróżując z miejsca na miejsce. Artystka całe życie prowadziła jako nomadka – nie miała stałego adresu, zresztą po drugiej wojnie światowej wyprowadziła się na stałe z Polski, kiedy jej kariera przygasła w komunistycznej rzeczywistości.

Folklor w centrum

Artystycznie artystka skupiała się na polskim folklorze i słowiańszczyźnie, namalowała kilka cykli – Tańce polskie, Bożki słowiańskie, Pascha, Pory roku, Kolędy, Pastorałka, wykonała projekt poświęcony świątyni słowiańskiej – Witezjon, tworzyła i projektowała zabawki dla dzieci, kilimy, jak również malowała freski i projektowała polichromie, np. kamienice rynku Starego Miasta w Warszawie czy Sali warszawskiej cukierni Wedla. Artystka była również autorką dekoracji i kostiumów do baletu Harnasie, współpracowała w zakresie scenografii z Teatrem Miejskim w Krakowie. Jej prace są kolorowe, dynamiczne, postaci są często przedstawione w ruchu, widać całą, dynamiczną sylwetkę. Fascynowała ją słowiańszczyzna, ludowe wierzenia, życie blisko natury i zgodnie z jej rytmem. Chociaż zgłębiała temat mitologii słowiańskiej, całe życie była głęboko wierząca i trzymała się głownie katolicyzmu. Drugi paradoks – mimo wielowątkowej i bogatej twórczości Stryjeńska cały czas była w długach, ścigai ją wierzyciele, często nie miała za co żyć. Nie umiała zarządzać swoją twórczością i tak naprawdę zaczęła prowadzić spokojniejszą egzystencję, kiedy pomagały jej dorosłe już dzieci.

Głosem Stryjeńskiej

Kuźniak miała dostęp do naprawdę unikatowych dokumentów, między innymi skrupulatnie prowadzonych przez artystkę notatników, do których wklejała listy, bilety, wizytówki (Stryjeńska jako prekursorka scrapbookingu!). Kuźniak przytacza wiele fragmentów, co daje nam wgląd w burzliwe emocje artystki, ale również w jej własne postrzeganie swojej sytuacji, jej unikatowy, barwny język, wyrażenia dla niej charakterystyczne. Daje to wnikliwy, dokładny i przejmujący portret wielkiego talentu i trudnego charakteru malarki, jej chaotycznej natury, ale też obraz trudnych czasów, w których przyszło jej żyć (przetrwała dwie wojny światowe, a jak wiadomo, w czasach tak drastycznego kryzysu twórczość artystyczna nie jest absolutnym priorytetem). Chociaż książka momentami odbija nieuporządkowany charakter bohaterki, nie zawsze wiadomo, o kim Kuźniak właśnie pisze albo gdzie się dana osoba znajduje, warto sięgnąć po tą ciekawą pozycję. Mi dała dwie rzeczy – uświadomienie sobie, jak bogaty kulturalnie i buzujący był świat 20-lecia międzywojennego, ile się tam wtedy działo i jak ludzie byli ze sobą powiązani, a drugi był moment wzruszenia, kiedy Stryjeńska dostaje list z informacją o śmierci swojej matki, Anny Lubańskiej. Stryjeńska wklei go do swoich pamiętników, kopertę obrysuje grubą czarną krechą i napisze grubymi czarnymi literami MAMA. Nawet dla tej jednej strony warto było przeczytać całą książkę. Za to Autorce dziękuję.

Moja ocena: 7/10.


Angelika Kuźniak, Stryjeńska Diabli nadali
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015
Liczba stron: 344
ISBN: 978-83-8049-179-3

**********************************************************************************

Always lonely, always in a begging posture, always humiliated

Following the wave of Agatha Christie's biography, I reached for Angelika Kuźniak's book, Stryjeńska. The Devil’s Lot, which I had been patiently waiting for. Although I'm interested in painting, enjoy visiting museums, and looking at paintings and reproductions, I admit that I'm not very familiar with this 20th-century Polish artist, and I know almost nothing about her work.

A Turbulent Life in Turbulent Times

Angelica Kuźniak's biography of the artist portrays Stryjeńska as a full-blooded, temperamental woman with a truly turbulent life. Born on May 13, 1891, in Kraków, née Lubańska, as a little girl she spent many hours in her father's leather goods shop, observing and drawing his customers. Art captivated her from the very beginning. Zofia attended numerous courses and, as Tadeusz Grzymała Lubański, was accepted into the Academy of Fine Arts in Munich, where women were not allowed to study. She escaped after about a year before the scandal erupted. She lived and worked in Kraków, and in 1916 she married Karol Stryjeński, the great and fiery love of her life, with whom she had three children – a daughter, Magda, and twin sons, Jacek and Jan. For her husband, the artist moved to Zakopane and divided her life between several cities – including Kraków and Warsaw. Stryjeńska knew and was friends with the greatest names of her era – Magdalena Samozwaniec and Maria Pawlikowska-Jasnorzewska; she frequented Tadeusz Boy-Żeleński and Władysław Reymont; she knew Wyspiański, Żeromski, and Witkacy (with whom her husband allegedly engaged in a shooting match, but the duel ultimately never took place). The marriage quickly fell apart, with the couple spending much time apart, each absorbed in their work and both possessing a fierce and explosive temperament. The divorce took place in 1927, and her husband contributed to Zofia's two brief stays in a mental hospital. Interestingly, the children were primarily cared for by her husband's family, and Stryjeńska had little time for them, constantly creating and traveling from place to place. The artist lived her entire life as a nomad – she had no permanent address, and after World War II, she permanently moved out of Poland when her career faded under the communist regime.

Folklore at the Center

Artistically, the artist focused on Polish folklore and Slavic culture. She painted several series – Polish Dances, Slavic Gods, Pesach, Seasons, Carols, and Pastoral. She also completed a project dedicated to the Slavic temple – Witezjon. She created and designed children's toys and kilims, as well as painting frescoes and designing polychromes, for example, for the tenement houses in Warsaw's Old Town Market Square and the hall of the Wedel confectionary in Warsaw. The artist also designed the sets and costumes for the ballet Harnasie and collaborated on the set design with the Municipal Theatre in Krakow. Her works are colorful and dynamic; the figures are often depicted in motion, revealing the full, dynamic silhouette. She was fascinated by Slavic culture, folk beliefs, and living close to nature and in harmony with its rhythms. Although she explored Slavic mythology, she remained deeply religious throughout her life and adhered primarily to Catholicism. The second paradox – despite her multifaceted and prolific oeuvre, Stryjeńska was constantly in debt, pursued by creditors, and often had nothing to live on. She was unable to manage her work and, in fact, began to lead a more peaceful existence when her now-adult children helped her.

In Stryjeńska's Voice

Kuźniak had access to truly unique documents, including the artist's meticulously kept notebooks, into which she pasted letters, tickets, and business cards (Stryjeńska as a pioneer of scrapbooking!). Kuźniak cites numerous excerpts, giving us insight into the artist's turbulent emotions, but also into her own perception of her situation, her unique, vivid language, and her characteristic expressions. This creates an insightful, precise, and moving portrait of the painter's great talent and challenging personality, her chaotic nature, but also a picture of the difficult times in which she lived (she survived two world wars, and as we know, in times of such drastic crisis, artistic creation is not an absolute priority). Although the book at times reflects the protagonist's chaotic nature, and it's not always clear who Kuźniak is writing about or where a particular person is, it's worth picking up this interesting book. It gave me two things: a realization of how culturally rich and vibrant the interwar period was, how much was happening there, and how interconnected people were. Secondly, there was a touching moment when Stryjeńska received a letter informing her of the death of her mother, Anna Lubańska. Stryjeńska would paste it into her diaries, outline the envelope with a thick black line, and write "MOM" in bold black letters. Even for this one page, the entire book was worth reading. For that, I thank the author.

My rating: 7/10.


Author: Angelika Kuźniak
Title: Stryjeńska. The Devil’s Lot (book not translated to English as of May 2026)
Publishing House: Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015
Number of pages: 344
ISBN: 978-83-8049-179-3