piątek, 30 kwietnia 2021

Cormac McCarthy, Krwawy południk albo wieczorna łuna na zachodzie (Blood Meridian or the Evening Redness in the West)

Zastanawiam się czasami, czy książki mają swoją aurę. Z jakiegoś powodu zastanawiałam się, czy sięgać po powieść McCarthy’ego i moje obawy okazały się słuszne. Krwawy południk okazał się naprawdę okrutny i trochę przypominał mi Malowanego ptaka Kosińskiego. To nieklasyczna powieść drogi, ponieważ bohaterowie się nie rozwijają, a ich czyny do niczego nie prowadzą. Na końcu powieści mają po prostu trochę więcej istnień na swoim sumieniu – nie tylko ludzkich, ale również zwierzęcych.

Okrucieństwo ponad wszystko

Harold Bloom, uznany krytyk literacki, twierdzi w wywiadzie dla AVClub, że to okrucieństwo tworzy tą książkę. Dla Blooma Krwawy południk to nie tylko kwintesencja i szczytowe osiągnięcie Westernu, ale również najlepsze przedstawienie okrucieństwa w literaturze[i]. Trudno się z tym nie zgodzić. Ilość morderstw, masakr, rzezi i zbrodni przedstawionych w książce sprawia, że czytelnik zaczyna reagować na nie obojętnością. Pierwsze brudne bójki wstrząsają, ale ponieważ krew leje się niemal na każdej stronie, szybko pojawia się znużenie. Niezmiennie wstrząsające dla mnie było okrucieństwo wobec zwierząt i obojętność na ich cierpienie. Zwłaszcza trzy sceny mną wstrząsnęły – topienie szczeniąt w wodzie, niedobicie makabrycznie napuchniętego po ukąszeniu jadowitego węża konia (im później zdechnie, tym dłużej będzie można go zjeść) oraz niewyprzęgnięcie czterech koni z powozu widmo, który wiózł już tylko ludzkie, rozkładające się zwłoki.

Zwłaszcza ten ostatni obraz stanowi dobre wprowadzenie do przedstawienia świata w powieści McCarthy’ego. Fabuła opiera się o wędrówkę gangu Glantona na granicy Stanów Zjednoczonych i Meksyku, i zlecone gangowi zadanie – wybijanie rdzennych mieszkańców tych terenów i przywożenie ich skalpów w rozliczeniu, a rzecz dzieje się w okolicach roku 1849. Wktórce gang zaczyna wybijać również Meksykanów i ich skalpować – ciemne włosy i karnacja sprawiają, że krwawe ochłapy nie różnią się niczym od tych indiańskich. Rzezimieszki z gangu nie mają żandnych moralnych obiekcji, a suty zarobek mogą szybko przepuścić na alkohol i kobiety: „Wjechali do miasta wynędzniali, brudni i cuchnący krwią ludności, do której obrony ich wynajęto” (s.246).

Równina, po której włóczy się gang, to nieprzyjazne miejsce. Brakuje wody, dokucza upał, wszędzie jest pełno kurzu i walają się kości pomordowanych ludzi i padłych zwierząt. Tuż po przeczytaniu Krwawego południka obejrzałam po raz kolejny film To nie jest kraj dla starych ludzi – tam świat przedstawiony jest dokładnie w ten sam sposób. Odludne, ciągnące się kilometrami równiny są miejscem nieprzyjaznym ludziom, gdzie trudno jest przeżyć: „Kolebali się dalej, o odcisk ich nieprawdziwego mozołu na tej ziemi przypominał ślady grzechotnika na piasku. Koła zaczynały pękać” (s.65).

Sędzia Holden

Najważniejszą postacią w Krwawym południku jest sędzia Holden, „najpotworniejsza postać w całej amerykańskiej literaturze. Sędzia to okrucieństwo wcielone”, mówi Bloom[ii]. Faktycznie, postać sędziego jest przerażająca. Ogromny mężczyzna, całkowicie pozbawiony włosów (a więc wyglądający trochę jak olbrzymie niemowlę), postawny, silny, a jednocześnie zwinny i pozbawiony skrupułów. Wydaje się być nieśmietrelny – zna wiele języków (m.in. narzecza indiańskie, niemiecki, holenderski), prowadzi rozległe notatki z ciekawostek, które znajduje na swojej trasie, podpuszcza ludzi na siebie, zna zagadki świata (ratuje gang, do którego dołącza w co najmniej dziwnych okolicznościach, pokazując ludziom, jak zrobić proch). Kiedy Sędzia pojawia się w jakimś miasteczku, wkrótce rozpoczynają się poszukiwania zaginionego dziecka, które potem zostaje odnalezione zgwałcone i martwe, najczęściej ze skręconym olbrzymią ręką karkiem.

Sędzia wydaje się przedwieczny – ogrom wiedzy, którą w swoim życiu zgromadził, wskazuje na setki lat doświadczenia. Jednocześnie, obsesyjnie wręcz dokumentuje różne nieznane sobie gatunki zwierząt i roślin, skał, kości w swoim notatniku. „Skoro coś istnieje na tym świecie bez mojej wiedzy, istnieje bez mojej zgody,” mówi (s. 263). „Wszędzie tutaj są zakamarki, w których tętni niezależne życie. Niezależne. Aby ziemia mogła być moja, niczemu nie wolno istnieć bez mojego zezwolenia” (s. 264). Sędzia pragnie niepodzielnej władzy nad światem, a tą władzę ma mu zapewnić wiedza i siła. Nie ma dla niego innego prawa, niż prawo pięści:

„Decyzja w sprawie życia i śmierci, w sprawie tego, co będzie i czego nie będzie, nie uwzględnia kwestii słuszności. Wyrokowi tej rangi muszą się podporządkować wszystkie mniejsze racje: moralne, duchowe, naturalne.” (s. 332)

W związku z tym dla Sędziego najwyższym bogiem jest wojna. „Jeśli wojna nie jest święta, wtedy człowiek to jedynie błazeńska gruda gliny,” mówi (s. 402). Dlatego też postanawia zabić wieloletniego towarzysza podróży, dzieciaka, którego poznał, gdy ten miał lat 16. Początkowo Sędzia uważa, że dzieciak jest tak samo bezlitosnym i obojętnym mordercą, oddanym wojnie, jak on. Jednak z czasem zauważa, że młody chłopak powstrzymuje się od bezmyślnych aktów mordu, a momentami okazuje miłosierdzie. Nie zabija nawet Sędziego, gdy ma taką możliwość. Dla Holdena to zniewaga, dlatego gdy bohaterowie spotykają się ponownie w 1878 roku, na sali może pozostać tylko jeden.

„Tylko ten, kto złożył siebie całego w ofierze na skrwawionym ołtarzu wojny, który zszedł na samo dno piekła i widział potworności w najdrobniejszym szczególe, i poznał wreszcie, że przemawiają do najgłębszych pokładów jego serca, jedynie ten umie tańczyć.” S.435

Otwarte zakończenie

Fantastyczne jest to, ze nie wiadomo, jak bezimienny dzieciak umiera – i czy w ogóle umiera. Panowie spotykają się w knajpie, gdzie Sędzia jasno komunikuje dawnemu towarzyszowi swoje zamiary. Potem mężczyźni się rozchodzą, a dzieciak idzie skorzystać z usług prostytutki. Opuszczając karczmę, zachodzi do wychodka, gdzie czeka na niego nagi sędzia, który wciąga go do środka i zamyka drzwi. W kolejnej scenie przechodnie odradzają sobie zaglądanie do kabiny, ale jeden ciekawski otwiera drzwi i mówi tylko: „O Boże przenajświętszy” (s. 439). Co tam zobaczył? Ciało dzieciaka? Jeśli tak, to czy młody mężczyzna został również zgwałcony? Czego dopuścił się Sędzia, który właśnie w najlepsze tańczy na sali, nago, i mówi, że nigdy nie śpi i nigdy nie umrze. Czy sędzia może być człowiekiem? Czy to diabeł wcielony?

Literackie odwołania

W swoim wykładzie o Krwawym południku profesor Hungerford z Yale pokazuje literackie inspiracje McCarthy’ego. Jest tam Moby Dick Melville’a (zwłaszcza jedna z początkowych scen, gdzie u Melville’a obdarty prorok Eliasz odradza Ismaelowi i Queeguegowi rejs na Pequodzie, a u McCarthy’ego w rozdziale 4 menonita odradza dzieciakowi dołączenie do gangu Glantona), Raj utracony Miltona (zwłaszcza scena ze zdobywania siarki), ale również wiele zapożyczeń i odwołań do Bilbii. Książka napisana jest w biblijnym stylu – wiele zdań połączonych jest spójnikiem „i” (zamiast być podrzędnie złożonymi), zdania są bardzo długie i w pewnien spodób podniosłe. Profesor Hungerford wskazuje, że postać sędziego Holdena została żywcem wzięta ze źródła historycznego, a mianowicie Spowiedzi Samuela Chamberlaina, który walczył dla Stanów Zjednoczonych na granicy z Meksykiem.[iii] Zainteresowanych odsyłam do dwóch ciekawych wykładów pani profesor na YouTube.

Szykując się do napisania tej recenzji pomyślałam sobie, że może jednak przeczytam tę książkę jeszcze raz. Jednak fragmenty, które sobie pozaznaczałam, skutecznie mnie do tego zniechęcają. Indianie zabijający dzieci rozłupaniem czaszki, robaki gnieżdżące się w zaropiałej i opuchniętej ranie, przypalone trupy z językami przybitymi do czoła, powieszone nad wypalonymi ogniskami z zagotowanymi mózgami, przyrodzenia obcięte i włożone do ust... To tylko niewielki fragment masy okrucieństwa, całego morza okrucieństwa, które mieści się w tej książce. To właśnie ono odebrało mi całą radośc z lektury i sprawiło, że nie byłam w stanie dostrzec ani żadnych odwołań literackich, ani filozofii Sędziego, ani przemiany dzieciaka. Dlatego moja ocena jest stosunkowo niska w porównaniu z ocenami uznanych krytyków – Krwawy południk przerósł moje możliwości analityczne i moją wrażliwość.

 

Moja ocena: 6/10.

 

Cormac McCarthy, Krwawy południk albo wieczorna łuna na zachodzie

Wydawnictwo Literackie

Kraków 2010

Tłumaczenie: Robert Sudół

Liczba stron: 444

ISBN: 978-83-08-04476-6

________________________________________________________________________________

Sometimes I wonder if books have an aura. For some reason, I was wondering if I should read McCarthy's novel and my fears turned out to be true. Blood Meridian turned out to be really cruel and reminded me a bit of The Painted Bird by Kosinski. This is a non-classical road novel, because the characters do not develop and their actions lead to nothing. At the end of the novel, they just have a few more lives on their conscience - not only human, but also animal.

Cruelty above all

Harold Bloom, an acclaimed literary critic, claims in an interview with AVClub that this atrocity makes this book. For Bloom, the Blood Meridian is ‘not only the ultimate Western, the book is the ultimate dark dramatization of violence’[i].

It's hard to disagree with this claim. The amount of murders, massacres and crimes presented in the book turns the reader indifferent to them after a while. The first dirty fights are shocking, but as blood spills almost on every page, weariness quickly appears. Invariably shocking to me was the cruelty towards animals and the indifference to their suffering. Three scenes shocked me in particular - the drowning of the puppies in the water, not putting down the macabrely swollen horse after a poisonous snake bite (the later it dies, the longer it can be eaten) and the failure to unhitch the four horses from the ghost carriage, which only carried human decaying corpses.

The latter image in particular is a good introduction to the presentation of the world in McCarthy's novel. The plot is based on the Glanton gang's journey on the border between the United States and Mexico around 1849, and the task assigned to the gang - killing the aggressive indigenous tribes of these areas and bringing their scalps in the nearby settlements. The gang also starts killing Mexicans and scalping them - dark hair and skin make the bloody scraps no different from the Indian ones. The gangsters have no serious moral objection, and their earnings can be quickly passed on to alcohol and women: ‘They entered the city, emaciated, dirty and stinking with blood of people for the defense of which they were hired’ (p. 246).

The plain where the gang roams is a hostile place. There is no water, the heat is unbearable, there is dust everywhere and the bones of murdered people and dead animals are littered all over the place. Right after reading Blood Meridian, I watched the movie No Country for Old Men - the world is presented there in exactly the same way. The desolate plains stretching for miles are a place hostile to humans, difficult to survive on: ‘They kept bobbing, for the imprint of their untrue toil on this land resembled the tracks of a rattlesnake in the sand. The wheels were starting to break’ (p. 65).

Judge Holden


Key figure in Blood Meridian is Judge Holden, ‘the most monstrous apparition in all of American literature. The Judge is violence incarnate. The Judge stands for incessant warfare for its own sake,’ says Bloom[ii].

In fact, the figure of the judge is terrifying. A huge man, completely hairless (and therefore looking a bit like a giant newborn), solid, strong, and at the same time agile and unscrupulous. He seems to be ageless - he knows many languages ​​(including Indian, German and Dutch), keeps extensive notes on interesting facts that he finds on his route, teases people, knows the riddles of the world (he saves the gang, which he joins them in most dubious circumstances, showing them how to make gunpowder). When the judge arrives in town, the search for the missing child soon begins, who is then found raped and dead, most often with neck twisted by some giant hand.

The Judge seems ancient - the enormity of the knowledge he has accumulated in his life points to hundreds of years of experience. At the same time, he obsessively documents various unknown species of animals and plants, rocks and bones in his notebook. ‘Since something exists in this world without my knowledge, it exists without my consent, he says (p. 263). ‘There are nooks and crannies here where independent life is teeming. Independent. For the earth to be mine, nothing must exist without my permission’ (p. 264). The Judge wants complete power over the world, and this power is to be provided to him by knowledge and strength. There is no law for him other than the law of the fist:

‘The decision about life and death, about what will be and what will not be, does not involve the question of equity. All minor reasons must obey the judgment of this rank: moral, spiritual, natural.’ (p. 332)

Consequently, for the Judge, war is the supreme god. ‘If the war is not holy, then a man is just a clown lump of clay,’ he says (p. 402). Therefore, he decides to kill his longtime companion, the kid whom he met when the boy was sixteen. Initially, the Judge thinks the kid is as merciless and indifferent murderer, devoted to war as he is. However, with time, he notices that the young boy refrains from thoughtless acts of murder, and at times shows mercy. He doesn't even kill the Judge when he has the chance. This is an insult to Holden, so when the heroes meet again in 1878, only one can remain.

‘Only the one who sacrificed himself entirely on the bloody altar of war, who descended to the very bottom of hell and saw the monstrosities down to the last detail, and finally realized that they speak to the deepest depths of his heart, can only dance.’ S.435

Open ending

It is absolutely fantastic that one doesn’t know how the nameless kid dies - or whether he dies at all. The men meet in a bar, where the Judge clearly communicates his intentions to his former companion. Then the men leave and the kid goes to a prostitute. Leaving the inn, he goes to the outhouse, where a naked judge waits for him, pulls him inside and closes the door. In the next scene, passersby advise against peeking into the cabin, but a curious one opens the door and says only: ‘O holy God’ (p. 439). What did he see there? Kid's body? If so, was the young man also raped? What did the judge do? The Jusdge who is now dancing naked in the inn and says that he never sleeps and will never die. Is Holden human? Or is he the devil incarnate?

Literary inspirations

In her lecture on Blood Meridian, Professor Hungerford of Yale shows McCarthy's literary inspirations. There is Melville's Moby Dick (especially one of the opening scenes where Melville's ragged prophet Elijah advises Ishmael and Queegueg against the cruise on Pequod, and McCarthy's Chapter 4 where the Mennonite advises the kid not to join Glanton's gang), Milton's Paradise Lost (especially the powder-making scene), but also many borrowings and references to The Bible. The book is written in a biblical style - many sentences are joined by the conjunction "and" (instead of being subordinate), the sentences are very long and perhaps a bit lofty. Professor Hungerford points out that the figure of Judge Holden was taken alive from a historical source, namely My Confession by Samuel Chamberlain, who fought for the United States on the Mexican border. If you are interested, please visit the professor's two interesting lectures on YouTube[iii].

While getting ready to write this review, I thought to myself that maybe I will read this book again. However, the fragments that I marked effectively discouraged me from doing so. Indians killing children with splitting their skulls, worms nesting in a rotten and swollen wound, burnt corpses with tongues pinned to their foreheads, hung over burned fires with their brains boiled, manhood cut off and put in their mouths ... It's just a small fragment of a mass of cruelty, a whole sea of ​​cruelty that is included in this book. It was it that took away all the joy of reading and made me unable to see any literary references, or the philosophy of the Judge, or the transformation of the kid. Therefore, my rating is relatively low compared to the ratings of recognized critics - Blood Meridian has exceeded my analytical abilities and my sensitivity.

 

My grade: 6/10.

 

Cormac McCarthy, Blood Meridian or the Evening Redness in the West

Literary Publishing House

Krakow 2010

Translation: Robert Sudół

Number of pages: 444

ISBN: 978-83-08-04476-6

czwartek, 29 kwietnia 2021

Miloš Urban, Lord Mord

XIX-wieczna Praga, wąskie uliczki starej żydowskiej dzielnicy, absynt, prostytutki, narkotyki i tajemniczy morderca – zapowiada się wybuchowo i arcyciekawie. Dodatkowo tło stanowią ruchy niepodległościowe Czech i niepokoje związane z modernizacją starej Pragi. Wydawałoby się, że taki materiał to murowany sukces. Tymczasem wynudziłam się jak mops.

Asenizacja Josefova i praski Golem

Pod koniec XIX wieku magistrat praski postanowił poprawić warunki mieszkaniowe ludności – oraz pozyskać atrakcyjne działki w centrum miasta – i wprowadził akcję asenizacyjną. Polegała ona na wysiedlaniu ubogiej miejscowej, najczęściej żydowskiej ludności, wyburzaniu starych, ciasnych budynków i stawianiu na ich miejscu wysokich i nowoczesnych kamienic czynszowych. Niechęć lokatorów starano się rozproszyć licznymi zebraniami i odczytami, a ich decyzję miał przyspieszyć grasujący bezwzględny morderca z krwawym ochłapem zamiast twarzy, praska wersja żydowskiego Golema, „Mięsko” (czy można bać się przestępcy o tak apetycznym przezwisku?).

Anty-bohater

Do ogarniętej asenizacyjnym szaleństwem dzielnicy Jozefov sprowadza się zubożały hrabia Arco, gruźlik i narkoman, uzależniony od hydrochloru, który pozwala mu opanować duszący kaszel. Dzięki pomocy przyjaciela udaje mu się zakupić od przejezdnego lekarza cały zapas specyfiku, ze sprzedaży którego będzie się niedługo utrzymywał. Co więcej, Hrabia uzależnia też od tej substancji swoje nałożnice, Berenikę i Gitę, które utrzymuje.

Dziewczęta, które hrabiemu towarzyszą, są wiadomej profesji. Nawet oszałamiającej urody Berenika, szesnastoletnia piękność, którą hrabia wykupił z „opieki” starszego mężczyzny, sama pragnie zbliżenia z „wybawicielem”, który wciąga ją również w swój hydrochlorowy nałóg. Postaci kobiet są niepodłębione, kierują nimi głównie przesłanki materialne.

W jakim języku mówi się w Pradze?

Jedyne dwa tematy, które mi się spodobały, to portret samej stolicy Czech, opis przemieniającego się miasta. Praga rozkwita, ale również traci część swojego czaru. Lord Mord to przede wszystkim książka o tych urbanistycznych przemianach, dążeniu do modernizacji i oczyszczenia zatęchłych uliczek, postawienia Pragi w równym rzędzie z bardziej nowoczesnymi europejskimi miastami. Żałowałam, że nie znam lepiej topografii miasta, by móc śledzić zmiany. Dla mnie tytuł to nie tylko nawiązanie do postaci mięska, ale równiez do samej asenizacji, która odebrała Pradze niejeden zabytek, a przy okazji masę uroku.

Drugim tematem było poszukiwanie czeskiej tożsamości i waga języka czeskiego. Ojciec hrabiego Adama Arco, który działa na rzecz ruchów narodowowyzwoleńczych, zdaje sobie sprawę z właśnie zachodzących zmian. Urzędnicy prascy mają nowy obowiązek – znajomość języka czeskiego. „(...) język to wielka sprawa polityczna, (...) to nie tylko narzędzie komunikacji. Uśiwadom to sobie, kiedy będziesz o tym rozmyślać. Ponieważ to narzędzie samego myślenia,” mówi (s. 149). Po czy pyta syna przewrotnie: „W którym języku myślisz: po czesku czy po niemiecku?” Niestety, te dyskusje nie są pogłębione, a ojciec pozostaje niewykorzystanym potencjałem tej książki.

Żałuję, że Urban tak bardzo przywiązał się do konwensji powieści noir, ale nie wykorzystał w pełni potencjału opisywanych czasów. Opisy zbrodni były dość nużące, pościgi i pojedynki mało dynamiczne, w tym wszystkim mało było tajemnicy. Niektóre ważne tematy były tylko zasugerowane i natychmiast zarzucone (opiekun Bereniki zmuszał ją do seksu oralnego, ale nie wykorzystał jej w żaden inny sposób, by zwiększyć jej wartość). Dla mnie pisarz skupił się nia miałkim kryminale, a potencjału czasów, które opisywał, nie wykorzystał zupełnie. Dla mnie wielkie rozczarowanie.

 

Moja ocena: 4/10.

 

Miloš Urban, Lord Mord

Wydanictwo Książkowe Klimaty

Wrocław 2015

Tłumaczenie: Katarzyna Kępka-Falska

Liczba stron: 468

ISBN: 978-83-64887-13-0

_________________________________________________________________________________

19th-century Prague, the narrow streets of the old Jewish district, absinthe, prostitutes, drugs and a mysterious murderer – such mixture promises to be an explosive and extremely interesting reading. In addition, the background is the Czech independence movements and the unrest related to the modernization of old Prague. It would seem that such material is a surefire success. Meanwhile, I was bored to death.

Josefov's sanitation and the Prague’s Golem

At the end of the 19th century, the Prague’s magistrate decided to improve the living conditions of the population – as well as acquire attractive plots of land in the city center - and introduced a sanitation action. The action started with the displacement of the poor local, most often Jewish people, demolishing old, cramped buildings and ended up with erecting high and modern tenement houses in their place. The reluctance of the tenants was dispelled by numerous meetings and lectures, and their decision was to be accelerated by the undertakings of a ruthless murderer with a bloody scrap instead of his face, the Prague version of the Jewish Golem, "the Meat" (can you be afraid of a criminal with such an appetizing nickname?).

Anti-hero

The impoverished Count Arco, suffering from tuberculosis and addicted to drugs such as hydro chlorine, which helps him control his choking cough. Thanks to a friend's help, he manages to buy from a passing doctor a whole supply of the drug, which he will soon be distributing. What's more, the Count also makes his concubines, Berenice and Gita, dependent on this substance.

The girls who accompany the count are of a known profession. Even the stunning beauty Berenice, a sixteen-year-old girl whom the count bought out of the "care" of an older man, wants to have an intercourse with the new "savior" who also draws her into his hydrochloric addiction. The female figures are unfathomable and mainly driven by material reasons.

What language is spoken in Prague?

I only liked two topics in Urban’s book. First is the portrait of the Czech capital itself, the description of the changing city. Prague is flourishing, but also losing some of its charm. Lord Mord is first and foremost a book about these urban transformations, the drive to modernize and clean up musty streets, and put Prague in an equal row with other modern European cities. I wished I knew the topography of the city better to follow the changes. For me, the title is not only a reference to the bloody murderer, but also to the sanitation itself, which took away many monuments from Prague, and at the same time a lot of its charm.

The second topic was the search for Czech identity and the importance of the Czech language. The father of Count Adam Arco, who works for national liberation movements, is aware of the changes that are just taking place. Prague officials have a new obligation - knowledge of the Czech language. '(...) language is a big political issue (...) it is not only a communication tool. Consider that when you think about it. Because it's an instrument of thinking itself,’ he says (p. 149). Then he asks his son perversely: 'Which language are you thinking in: Czech or German?' Unfortunately, these discussions are not in-depth and the father remains the untapped potential of this book.

I regret that Urban became so attached to the novel's noir convention, but did not fully exploit the potential of these times. The descriptions of the crimes were quite boring, the chases and fights were not very dynamic, there was little secret in all of this. Some important topics were only suggested and immediately abandoned (Berenice's guardian forced her to have oral sex with him, but did not use her in any other way to increase her value). For me, the writer focused on light crime stories, and did not fully use the potential of the times he described. A big disappointment for me.

 

My rating: 4/10.

 

Author: Miloš Urban

Title: Lord Mord

Publishing House: Książkowe Klimaty

Wroclaw 2015

Translation: Katarzyna Kępka-Falska

Number of pages: 468

ISBN: 978-83-64887-13-0


niedziela, 3 stycznia 2021

Susan Sontag, O fotografii (On Photography)

Uparcie utknęłam z tą książką na niemal dwa tygodnie. Czy było warto? Nie wiem. To z pewnością bardzo wymagająca lektura, wieloaspektowe filozoficzne rozważania o naturze fotografii, których nie da się czytać wieczorem w łóżku, po męczącym dniu. Bez pełnego skupienia nie da się skorzystać z tej książki w pełni.

Susan Sontag zawsze aktualna

O fotografii to zbiór esejów publikowany w The New York Review w latach 1973-1977, a w formie książkowej wydany właśnie w roku 1977. Dla mnie książka zawierała wiele cennych i skłaniających do namysłu spostrzeżeń i uwag, choć podanych stosunkowo mało przystępnie.

Sontag zwraca uwagę na zwiazek fotografii i turystyki. Nowa przestrzeń, oglądana za pośrednictwem aparatu czy telefonu komórkowego, staje się oswojona i bezpieczna. Co więcej, robienie zdjęć staje się substytutem pracy, a więc czymś znanym, co znamy dobrze. Jednocześnie robienie zdjęcia zaburza ciągłość czasu, a aparat tworzy barierę pomiędzy fotografem, a fotografowanym. Turysta zawsze pozostaje na zewnątrz, z dystansu. "W gruncie rzeczy aparat zamienia każdego człowieka w turystę wędrującego po rzeczywistości innych ludzi, a ostatecznie także po własnej," pisze autorka (s. 66).

Sontag zwraca uwagę na dwoistą naturę fotografii – może jednocześnie dokumentować rzeczywistość, zaświadczać, że coś się wydarzyło, jak i kreować świat. Ale to niejedyny dualizm, w który fotografia jest uwikłana. Sontag postrzega ją jako przeciwieństwo poznania, czyli czyste postrzeganie, ponieważ zdjęcia atomozują, rozbijają przestrzeń, uwidaczniają tylko jej fragment. Fotografia stoi również w opozycji do malarstwa – malarz konstruuje, fotograf odsłania (s.102), nie wspominając o zautomatyzowaniu procesu i powstających setkach podobnych do siebie zdjęć.

Podobnych spostrzeżeń w książce jest bardzo dużo i dobrze, że Wydawnictwo Karakter wydało ją ponownie. To wartościowa pozycja, powiedziałabym, że kanoniczna dla osób zainteresowanych fotografią. Może być zaczynkiem do dyskusji, punktem wyjścia do ciekawych rozmów o tej sztuce, pożywką dla własnych myśli. Skomplikowany styl Sontag trochę mi przeszkadzał (a zapewnie mnie po prostu przerastał i trochę przez to irytował). Koniecznie trzeba też wspomnieć o całym katalogu nazwisk ważnych fotografów – dla mnie źródło niepoliczalnych odkryć pięknych, nowatorskich, profesjonalnych zdjęć. To także niezaprzeczalna wartość tej książki. Dlatego warto ją chociaż przekartkować.

 

Susan Sontag, O fotografii
Wydawnictwo Karakter
Kraków 2009
Tłumaczenie: Sławomir Magala
Liczba stron: 256
ISBN: 978-83-927366-5-3

_____________________________________________________________________

I was stubbornly stuck with this book for almost two weeks. Was it worth it? I don’t know. It is certainly a very demanding reading, multi-faceted philosophical reflections on the nature of photography that cannot be read in the evening in bed, after a busy day. Without full focus, you cannot get the most out of this book.

Susan Sontag always up to date

On Photography is a collection of essays published in The New York Review in 1973-1977, and published in book form in 1977. For me, the book contained many valuable and thought-provoking observations and remarks, although presented relatively inaccessibly.

Sontag highlights the relationship between photography and tourism. When viewed through a camera or a mobile phone, the new space becomes familiar and safe. What's more, taking photos becomes a substitute for work, and therefore something familiar that we know well. At the same time, taking a photo disturbs the continuity of time and the camera creates a barrier between the photographer and the photographed. The tourist always remains outside, at a distance. ‘In fact, the camera turns every person into a tourist wandering around the reality of other people, and ultimately also on his own,’ writes the author (p. 66).

Sontag draws attention to the dual nature of photography - it can simultaneously document reality, testify that something happened, and at the same time create the world. But this is not the only dualism in which photography is entangled. Sontag perceives it as the opposite of cognition, i.e. pure perception, because the photos atomize, break up space, revealing only a fragment of it. Photography is also in opposition to painting - the painter constructs, the photographer reveals (p. 102), not to mention the automation of the process and the resulting hundreds of pictures similar to each other.

There are many similar observations in the book and it is good that the Karakter publishing house has re-issued it. This is a valuable item, I would say canonical for those interested in photography. It can be a starting point for discussions, and a fuel for one’s own thoughts. The complicated style of Sontag disturbed me a bit (and probably just overwhelmed me and irritated me a bit). It is also necessary to mention the entire catalog of names of important photographers - for me, a source of innumerable discoveries of beautiful, innovative, professional photos. This is also the undeniable value of this book. That is why it is worth at least fanning it.


My rating: 7/10. 


Author: Susan Sontag

Title: On Photography

Publishing House: Karakter 

Krakow 2009

Translation: Sławomir Magala

Number of pages: 256

ISBN: 978-83-927366-5-3


Richard Flanagan, Pierwsza osoba (First person)

Wydana w 2019 roku książka Richarda Flanagana Pierwsza osoba to siódma powieść w dorobku artysty, ale pierwsza, którą przeczytałam. Australijski pisarz znany jest przede wszystkim ze Ścieżek północy oraz Księgi ryb Williama Goulda. Jednak to właśnie przepięknie wydana przez Wydawnictwo Literackie przedostatnia jak na razie powieść pisarza pierwsza wpadła mi w ręce i od niej zaczynam moją przygodę z twórczością laureata Nagrody Bookera.

Blaski i cienie bycia pisarzem-widmem

Pierwsza osoba postała na bazie doświadczeń samego pisarza. W 1991 roku współtworzył autobiografię jednego z największych oszustów w historii Australii, Johanna Friedricha Hohenbergera, zatytułowaną Codename lago. Hohenberger, obywatel NRD, uciekł ze swojego kraju, gdy wyszło na jaw, że zdefraudował 200 tysięcy marek z firmy budowlanej, w której pracował. Mężczyzna zniknął podczas wycieczki w góry i udało mu się sfingować swoją śmierć. Schronienie znalazł w Australii, gdzie rozpoczął drugą karierę pod nazwiskiem John Friedrich. Pod koniec swojej kariery pracował w NSCA, Narodowej Radzie Bezpieczeństwa Australii, gdzie pozaciągał pożyczki od wielu banków za zawrotą kwotę prawie 300 tysięcy dolarów. Zginął śmiercią samobójczą w 1991 roku.

Po przeczytaniu książki widać, jak wiele wątków biograficznych użył Flanagan do napisania swojej powieści. Kief Kielman, początkujący młody pisarz, autor kilku opowiadań i książki o tasmańskim modernizmie dostaje intratną propozycję spisania autobiografii z Siegfriedem Heidlem, oszustem czekającym na swój proces za kradzież 700 milionów dolarów z różnych banków. Oferta jest nie do odrzucenia – początkujący artysta ma dostać 10 tysięcy dolarów za wykonanie swojej pracy w rekordowym tempie 6 tygodni. Ponieważ Kielman żyje ze swoją żoną Suzy oraz ich córeczką w niewielkim mieszkaniu, gdzie ciągle coś się psuje i wciąż brakuje im pieniędzy,a w dodatku Suzy jest w bliźniaczej ciąży, szybko podejmuje decyzję o podjęciu współpracy. Tu zaczynają się schody.

Dlaczego przestępca takiej klasy zatrudnia początkowego pisarza do przedstawienia swojego życia? A potem nie chce z nim współpracować i zostawia go na lodzie z goniącymi terminami? Na ile wiarygodna jest opowieść doświadczonego oszusta? Wychodzi na to, że wcale. Z czasem wszyscy zaczną miec tego świadomość. Przyjaciel Kiefa, Ray, mówi: „On jest jak pieprzone lustro w wesołym miasteczku [...]. Jak będziesz dość długo patrzył na Heidla, zobaczysz w nim tylko siebie” (s. 161). Ciężarna żona Kiefa, Suzy, dochodzi do wniosku, że literacka przygoda jej męża nigdy się nie skończy. Sam zaś pisarz zaczyna rozumieć rolę, jaką ma do odegrania. „Pamiętałem uśmiech, jakieś oskarżenia, kolejne plotki, ale nic, co mogłoby wzbudzić we mnie oburzenie albo poczucie, że Heidl stał moralnie niżej ode mnie. Czy w końcu nie byłem pisarzem? Niżej moralnie ode mnie nie stał nikt,” rozważa Kief (s. 102). Parę stron dalej jest już bardziej dosadny: „Więc jak mówiłem, autor piszący za kogoś plasuje się gdzieś pomiędzy kurtyzaną a sprzątaczką. Ma dostęp do wielu rzeczy, ale ujawnia tylko to, co wypada” (s. 115). Finał jest taki, jaki był w rzeczywistości – autor musi zmyślić biografię przestępcy. Element biograficzny zanika, a książka przechyla się w stronę powieści.

Ludzi łączą jedynie opowieści

Powieść Flanagana jest autoteliczna – skupia się na powstawaniu literatury, na roli pisarza. To jednocześnie najdłuższa powieść o blokadzie pisarskiej jaką czytałam. Może właśnie z tego względu trochę mi się dłużyła, nie było tu zbyt wiele akcji. To autotematyczne skrzywienie sprawiło, że książka w pewien sposób wkracza na terytorium teorii literatury, niezależności ghostwritera od opisywanej osoby, prawdy i kreacji zawartej w biografii. Jak zauważa pisraz, „Ludzi łączą jedynie opowieści, nic innego nie mamy. Religia, nauka, pieniądze – wszystko to są tylko opowieści” (s. 213). Może dlatego Heidlowi zależy, by była to powieść najlepsza z możliwych, więc fakty nie grają dla niego roli. Jakby mówił młodemu artyście – rozwiń skrzydła i pisz co chcesz. Zgadza się to z jedną z maksym oszusta: „Życie nie tworzy sukcesu. [...] To sukces tworzy życie, którego potrzebuje do wytłumaczenia” (s. 41). Właśnie to wytłumaczenie w jego ‘biografii’ trzeba dopisać. W tym świetle tytuł jest przewrotny – to, co powinien mówić sam Heidl, w pierwszej osobie opowiada w zasadzie przypadkowa osoba.

Ta książka wywołała we mnie mieszane uczucia. Nie będę chciała do niej wracać, ale zachęciła mnie do szukania innych powieści Flanagana i poczytania innej jego prozy. Joanne Carol Oates w swoim przeglądzie twórczości pisarza opublikowanym w The New York Review napisała, że jego książki różnią się od siebie tak diametralnie, jakby były napisane przez różne osoby. To rzadka umiejętność, warto więc to sprawdzić.



Moja ocena: 5/10.


Richard Flanagan, Pierwsza osoba

Wydawnictwo Literackie

Kraków 2019

Tłumaczenie: Maciej Świerkocki

Liczba stron: 452

ISBN: 978-83-08-06826-7

___________________________________________________________________________

The book by Richard Flanagan, First Person, published in Poland in 2019, is the seventh novel in the artist's oeuvre, but the first one I have read. The Australian writer is known primarily for the Paths of The Narrow Road to the Deep North and Gould’ Book of Fish: A Novel in Twelve Fish. However, it was this one but last novel by the writer, beautifully published by Wydawnictwo Literackie, that first fell into my hands, and this is where I begin my adventure with the work of the Booker Prize winner.

The pros and cons of being a ghost writer

First Person was based on the experience of the writer himself. In 1991, he co-wrote the autobiography of one of the greatest frauds in Australian history, Johann Friedrich Hohenberger, entitled Codename lago. Hohenberger, an East German citizen, fled his country after it was discovered that he had embezzled 200,000 marks from a construction company for which he worked. The man disappeared while hiking in the mountains and managed to fake his death. He found refuge in Australia, where he began his second career under the name of John Friedrich. Late in his career, he worked at the NSCA, Australia's National Security Council, where he took out loans from numerous banks for a staggering amount of nearly $ 300,000. He died by suicide in 1991.

After reading the book, you can see how many biographical threads Flanagan used to write his novel. Kief Kielman, an aspiring young writer, author of several short stories and a book on Tasmanian modernism, gets a lucrative offer to ghost-write a biography of Siegfried Heidl, a fraudster waiting to be tried for stealing $ 700 million from various banks. The offer is irresistible - a novice artist is to get 10,000 dollars for the performance of his work at a record pace of 6 weeks. Since Kielman lives with his wife Suzy and their daughter in a small apartment, where something is constantly breaking down and they continually lack money, and in addition Suzy is pregnant, he quickly decides to cooperate. This is where the difficulties begin.

Why does a criminal of such rank hire a starting writer to present his life? And then he doesn't really want to cooperate and leaves him out in the dark with all the upcoming deadlines? How credible is the story of an experienced fraud? It turns out it is not credible at all. Everyone will become aware of this with time. Kief's friend Ray says, ‘He's like a fucking mirror in an amusement park [...]. If you look at Heidl for a long time, you will only see yourself in him’ (p. 161). Kief's pregnant wife, Suzy, concludes that her husband's literary adventure will never end. The writer himself begins to understand the role he has to play. ‘I remembered a smile, some accusations, more rumors, but nothing that would make me indignant or feel that Heidl was morally lower than me. Wasn't I a writer after all? Nobody was morally below me’, contemplates Kief (p. 102). A few pages later he is more forthcoming: ‘So, as I said, an author writing for someone is somewhere between a courtesan and a cleaner. He has access to many things, but reveals only what is appropriate’ (p. 115). The finale resembles what has actually happened in reality - the author has to make up the criminal's biography. Therefore the biographical element fades away and the book tilts towards the novel.

People are only connected by stories

Flanagan's novel is autotelic - it focuses on the formation of literature, on the role of a writer. It is also the longest novel about a writer’s block that I have ever read. Maybe that's why it took me a little longer, there wasn't much of an action here. This self-thematic bias made the book somehow enter the territory of literary theory, the independence of the ghostwriter from the described person, the truth and creation contained in the biography. As the writer notes, ‘People are connected only by stories, we have nothing else. Religion, science, money - they are all just stories’ (p. 213). Maybe that's why Heidl wants it to be the most compelling and exciting one, so the facts don't really matter. As if he was telling the young artist - spread your wings and write what you want. This agrees with one of the trickster's maxims: ‘Life doesn't create success. [...] It is success that creates life and it needs to be explained’ (p. 41). It is precisely this explanation in his 'biography' that needs to be added. In this light the title becomes ironic, the first person that should tell a trustworthy and reliable version of Heidl’s life turns out to be fake.

This book had raised mixed feelings in me. I won't want to come back to it, but it has encouraged me to look for other Flanagan novels and read them. Joanne Carol Oates, in her review of the writer's work published in The New York Review, wrote that ‘each of Flanagan’s seven novels is distinct from the others, as if they are by different authors’. This is a rare skill, and worth checking out.

 

My rating: 5/10.

 

Author: Richard Flanagan

Title: First Person

Literary Publishing House

Krakow 2019

Translation: Maciej Świerkocki

Number of pages: 452

ISBN: 978-83-08-06826-7


piątek, 1 stycznia 2021

Mariusz Szczygieł, Gottland

Przeczytałam niedługi i naprawdę ciekawy Gottland chyba jeszcze w marcu, ale utknęłam z recenzją. Zawiesiłam się na poziomie szczegółu, podczas gdy o Gottlandzie trzeba pisać bardziej ogólnie. Plus – to książka piekielnie inteligentna, skrząca ironią i dowcipem. Ciężko się pisze o czymś tak znakomitym z podrzędnej pozycji.

Od szczegółu...

Gottland to 17 różnej długości reportaży o naszych południowych sąsiadach, dotyczących ważnych osób w historii Czech i Czechosłowacji, z różnych okresów. Książka zaczyna się od rozdziału o Tomášu Bacie i powstaniu koncernu obuwniczego Bata. Samą firmę znam, ale o jej charyzmatycznych właścicielach nie miałam zielonego pojęcia. Jak również o mieście Zlín, wybudowanym przez Batę w stylu modernizmu funkcjonalistycznego. Znakomicie widać to na mapach google – symetria i numerowane nazwy ulic. Potem następują rozdziały o Lídzie Baarovej, aktorce i kochance Goebbelsa (gdzie niemal każde zdanie jest anegdotą), o największym na świecie pomniku na cześć Stalina, w którym każdy architekt miał obowiązek wystartować, a którego nikt nie chciał wygrać (zaprojektowany przez Otakara Šveca i wybudowany, zostaje zniszczony w 1962 roku), o siostrzenicy Kafki, Věrze S., do której pisarz dobija się bezskutecznie; o pisarzu Janie Procházce, zniszczonym przez komunistyczny system; o piosenkarkach Helenie Vondráčkovej (mniej) i Marcie Kubišovej (więcej); o lekarce i działaczce opozycji Jaroslavie Moserowej. Przewija się również nazwisko Karela Gotta, legendarnego czeskiego tenora.

Do ogółu

Można powiedzieć, że większość tych historii pokazuje rownież walkę człowieka z systemem totalitarnym, a często jego bezradność w tej walce. Jednak historie przedstawiane przez Szczygła pisane są z taką swadą i w tak ciekawy i ironiczny sposób, jest w nich tyle absurdu, że czasami aż trudno w nie uwierzyć. Szczygieł naprawdę pisze niesamowicie anegdotycznie i ciekawie, nic więc dziwnego, że książka została niemal obsypana nagrodami. Opublikowana przez wydawnictwo Czarne w 2006 roku, rok później była w finale Nagrody Nike i została wyborem czytelników. Dostała również Nagrodę Krajowego Klubu Reportażu, Nagrodę im. Beaty Pawlak, i była w finale Nagrody Literackiej Europy Środkowej „Angelus” (przegrała z książką Martina Pollacka Śmierć w bunkrze). Piękne jest w niej to, że zawiera tyle wiedzy, szczegółów, jest napisana w tak erudycyjny i uszczypliwy sposób, że z pewnością będę do niej wracać z dużą przyjemnością.

 

 

Moja ocena: 8/10.

 

Mariusz Szczygieł, Gottland

Wydawnictwo Czarne

Wołowiec 2010

Liczba stron: 248

ISBN: 978-83-7536-167-4

 

____________________________________________________________________________ 

I read the short and really interesting Gottland back in March, but got stuck with the review. I clung to the detail, while Gottland needs to be reviewed more generally. Plus - it's a devilishly intelligent book, sparkling with irony and wit. It's hard to write about something so great from a subordinate position.

From detail ...

Gottland consists of 17 reportages of various lengths about our southern neighbors, about important people in the history of the Czech Republic and Czechoslovakia, from different periods. The book begins with a chapter on Tomáš Bata and the founding of the Bata shoe corporation. I know the company itself, but I had no idea about its first charismatic owners. As well as about the city of Zlín, built by Bata in the style of Functionalist Modernism. It is perfectly visible on google maps - symmetry and numbered street names. Then come chapters about Lida Baarova, actress and Goebbels' lover (where almost every sentence is an anecdote); about the world's largest monument in honor of Stalin to be built in Prague, for which every architect was obliged to prepare a design and for which nobody wanted to be chosen (finally the statue had been designed by Otakar Švec and built in 1954, only to be destroyed in 1962); about Kafka's niece, Věra S., whom the writer tries to contact without success; about the writer Jan Procházka, destroyed by the communist system; about the singers Helena Vondráčková (less) and Marta Kubišová (more); about the doctor and opposition activist Jaroslava Moserova. The name of Karel Gott, the legendary Czech tenor, also appears.

…to general

It can be said that most of these stories also show man's struggle against the totalitarian system, and often his helplessness in this struggle. However, the stories presented by Szczygieł are written with such eloquence and in such an interesting and ironic way, there is so much absurdity in them that sometimes it is hard to believe in them. Szczygieł really writes incredibly anecdotal and interestingly, so it's no wonder that the book was almost showered with awards. Published by the Czarne publishing house in 2006, a year later it was in the finals of the Nike Literary Award and became the choice of the readers. It also received the National Reportage Club Award, the Beata Pawlak Award, and was in the final of the Central European Literary Award ‘Angelus’ (lost to Martin Pollack's book The Dead Man in the Bunker). What is beautiful about Gottland is that it contains so much knowledge and details, it is written in such an erudite and harsh way that I will certainly come back to it with great pleasure.

 

 

My rating: 8/10.

 

Author: Mariusz Szczygieł

Title: Gottland

Publishing House: Wydawnictwo Czarne

Wołowiec 2010, 2nd Edition

Number of pages: 248

ISBN: 978-83-7536-167-4

Julian Barnes, Poczucie kresu (The Sense of an Ending)

Pomyślałam sobie, że zaledwie 150-stronicowa powieść Juliana Barnesa Poczucie kresu nie powinna mi zabrać więcej niż dwa wieczory. Jakże się myliłam! Po pierwsze, jednak dużo wolnej czytam po angielsku niż po polsku, a po drugie, ta niewielkiej objętości książka niesie w sobie znacznie więcej treści niż niejedno 600-stronicowe dzieło.

So for instance, if Tony

Prawie siedemdziesięcioletni Tony Webster prowadzi spokojne życie na emeryturze, jednak jego spokój zostaje zaburzony przez niespodziewany spadek. Matka jego pierwszej dziewczyny zostawia mu 500 funtów oraz pamiętnik jego przyjaciela z dzieciństwa, Adriana Finna, który popełnił samobójstwo. Spadek go zaskakuje, tym bardziej, że zapisanego mu pamiętnika nie może odzyskać, bo posiada go jego dawna dziewczyna, Veronica Ford. Tony zaczyna przypominać sobie swoją młodość, początki znajomości z Adrianem w latach szkolnych, swój związek z Veroniką. Z czasem czytelnik ma wyrywkowe pojęcie o całym życiu Tony’ego, podjętych przez niego wyborach, małżeństwach, dzieciach.

Mistrzowsko zbudowana fabuła

W tej znakomicie zaplanowanej książce nie ma przypadkowych wątków. Początkowo Tony wspomina, jak poznał Adriana, i jak dołączył on do szkolnej paczki. Potem wspomina samobójstwo szkolnego kolegi, którego dziewczyna zaszła w ciążę, oraz reakcje na nie. Przypomina sobie swój związek z Veronicą, wizytę w jej rodzinnym domu i spotkane z rodzicami i bratem. Para się jednak rozstaje, a Tony wyjeżdża do USA. Wiadomość o samobójczej śmierci Adriana zastała Tony’ego w domu, tuż po powrocie z podróży do Stanów Zjednoczonych. Rozważania o samobójstwie, przyjaźni, tajemnicy, grzebanie w pamięci Tony’ego – to wszystko płynnie się przeplata, wiodąc do odkrycia tajemnicy z przeszłości.

Subtelność fabuły

Już od pierwszej strony książka zachwyca swoją subtelną fabułą, delikatnością i poetyckością języka. Wydarzenia toczą się niby powoli i sennie, a jednak czytelnik przeżyje wstrząs. Jednocześnie jest to książka niesamowicie gęsta, pięknie napisana, poetycka, nieuchwytna. Naprawdę mistrzowska proza. Nagroda Bookera z 2011 roku trafiła we właściwe ręce.

Moja ocena: 7/10. 

Julian Barnes, The Sense of an Ending
Wydawnictwo: Vintage Books, Londyn 2012
Liczba stron: 150
ISBN: 978-0-099-57033-2

______________________________________________________________________________ 


I thought to myself that a 150-page novel by Julian Barnes The Sense of an Ending should take me no more than two evenings. How wrong I was! First of all, I read a lot slower in English than in Polish, and secondly, this small book carries much more content than many 600-pages works.

So for instance, if Tony

Almost seventy-year-old Tony Webster leads a quiet life in retirement, but his peace of mind is disturbed by an unexpected inheritance. His first girlfriend's mother leaves him £ 500 and the diary of his childhood friend Adrian Finn, who committed suicide. The inheritance surprises Tony, especially so that he cannot recover the diary as his old girlfriend, Veronica Ford, has it. Tony begins to remember his youth, his relationship with Adrian during his school years, his relationship with Veronica. Over time, the reader has a random idea of ​​Tony's entire life, his choices, marriages, and children.

A masterfully built story

There are no random threads in this wonderfully planned book. Initially, Tony recalls how he met Adrian and how he joined the school pack. Then he remembers the suicide of a school friend, whose girlfriend became pregnant, and the reactions to it. He remembers his relationship with Veronica, visiting her family home, and meeting with her parents and brother. However, the couple break up, and Tony leaves for the USA. The news of Adrian's suicide found Tony at home shortly after returning from his trip to the United States. Meditating on suicide, friendship, secrecy, digging into Tony's memory - all this is seamlessly intertwined, leading to the discovery of a secret from the past.

The subtlety of the plot

From the very first page, the book delights with its subtle plot, delicacy and poetic language. The events unfold slowly and drowsily, and yet the reader will experience a shock. At the same time, it is an incredibly dense, beautifully written, poetic and elusive book. Really masterful prose. The 2011 Booker Award is in the right hands. 

My rating: 7/10. 

Author: Julian Barnes
Title: The Sense of an Ending
Publishing House: Vintage Books, London 2012
Number of pages: 150
ISBN: 978-0-099-57033-2

Andrzej Stasiuk, Fado

Fado czytałam na raty. Od początku mnie urzekło, a potem jeden z moich autorytetów literackich powiedział, że Stasiuk to grafoman. I odłożyłam na bok. Teraz, przy końcu roku, żeby było uczciwie, doczytałam do końca i zawdzięczam pisarzowi jednego z najpiękniejszych Sylwestrów w życiu. Spokojnego, refleksyjnego, pełnego zachwytów.

Czas się zatrzymał

Fado (z portugalskiego los, przeznaczenie) to niewielki zbiór krótkich esejów, niepowiązanych ze sobą fabularnie, stanowiących odłamki pamięci, przemyślenia, wspomnienia autora. W dużej mierze to zapiski z jego podróży na wschód – głównie południowy. Albania, Rumunia, Macedonia, Słowacja, Węgry, Bałkany, Karpaty, Galicja i oczywiście Polska.  Stasiuk pisze bowiem, że „Podróżować znaczy żyć. A w każdym razie żyć podwójnie, potrójnie, wielokrotnie” (s. 39). Sami odtworzyliśmy kawałek jego wędrówek nawiązujący do wcześniejszej książki Jadąc do Babadag. Paradoksalnie, o taki podróżach autor pisze w Fado tak: „Czy jest szlachetniejszy rodzaj podróży niż podróż śladami pisarza, którego książki się podziwia? Tak, to pielgrzymka. Przecież pielgrzymki to nic innego jak starsze siostry podróży jako takich” (s. 39).

Stasiuk jest wrażliwy na piękno odwiedzanych krajów w spokojny, refleksyjny sposób. Zachwycił mnie zwłaszcza opis jesieni z eseju Połowa października, powrót, gdzie pisarz zauważa, że „nie ma piekniejszego światła niż światło jesieni” (s. 108), a cały utwór jest opisem październikowego dnia. „Powoli robilo się popołudnie i światło gęstniało, zamieniało się w płynny miód, w blask, jaki można zobaczyć na starych ikonach” (s. 110). To zdecydowanie mój ulubiony fragment całego zbioru.

Pisarz pięknie i przejmująco pisze zarówno o szczególnych momentach w przeciągu roku (Zaduszki), jak i ważnych momentach w historii (pontyfikat i śmierć Jana Pawła II). Właśnie w Zaduszkach Stasiuk pisze, że udając się co roku na groby „Odwiedzamy własną przeszłość zakopaną półtora metra pod ziemią” (s. 113). Widok zaś morza światła o zmierzchu „To jeden z najbardziej przejmujących widoków, jakie mozna zobaczyć w Polsce. Ten obraz mówi o nas więcej, niż sami jesteśmy w stanie wypowiedzieć i pojąć” (s. 114). Pontyfikat papieża-Polaka opisuje mądrze i zwięźle. Przy pierwszej wizycie tłum zamienia się w społeczeństwo, i jest to efekt trwały. Natomiast śmierć papieża to zdarzenie łączące ludzi ponad narodowościami. Papież miał bowiem „odwagę pokazać całemu światu, jak umiera człowiek” (s. 150). Co więcej, niósł swój krzyż do samego końca.

Bardzo podobał mi się również esej Nasza gra w Bildung, gdzie Stasiuk pisze o swojej dorastającej córce. Zauważa podobieństwa, ale równiez proces dorastania i dojrzewania swojej latorośli. „Lubię w nocy przechadzać się po domu i obserwować, jak powiększa się jej życie” (s. 136). „W jakimś sensie jej zysk jest moja straytą,” pisze (137).

Przypadek? Nie sądzę

A skąd tytuł? Od portugalskiego gatunku muzycznego fado, śpiewanego przez wokalistę lub wokalistę z akompaniamentem dwóch gitar. Podróżując przez Albanię, pisarz usłyszał utwór fado w taksówce. „Z radia dobiegał kobiecy głos. Gdy wjeżdżaliśmy do miasta, raptem pojąłem, że ten śpiew to portugalskie fado. Są takie zbiegi okoliczności, które przypominają wyrafinowany plan,” pisze Stasiuk (s.49). Podobnego zbiegu okoliczności dopatruję się w mojej lekturze tej prozy w ostatnim dniu 2020 roku. Piękny, wyciszony, refleksyjny Sylwester. Piękne dzięki, Panie Andrzeju!



Moja ocena: 7/10.

 

Andrzej Stasiuk, Fado

Wydawnictwo Czarne

Wołowiec 2006

Liczba stron: 174

ISBN: 078-83-89755-75-0

 


___________________________________________________________________________________

I read Fado in installments. I was captivated by it from the beginning, and then one of my literary authorities said that Stasiuk is a scribbler. And I put it aside. Now, at the end of the year, I have read to the end and I owe the writer one of the most beautiful New Years Eve in my life. Calm, reflective, full of admiration.

The time has stopped

Fado (from Portuguese, meaning fate, destiny) is a concise collection of short essays, unrelated to each other in their storylines, being fragments of memory, reflections, memories of the author. These are largely records from his travels to the east - mainly south-eats. Albania, Romania, Macedonia, Slovakia, Hungary, the Balkans, the Carpathians, Galicia and of course Poland. Stasiuk writes that ‘To travel means to live. And at least to live twice, three times, numerous times’ (p. 39). We recreated a piece of his travels by ourselves, referring to the earlier book Going to Babadag. Paradoxically, the author writes about such journeys in Fado: ‘Is there a nobler kind of journey than a journey in the footsteps of a writer whose books are admired? Yes, it's a pilgrimage. After all, pilgrimages are nothing more than the older sisters of the journey as such’(p. 39).

Stasiuk is sensitive to the beauty of the visited countries in a calm, reflective way. I was especially delighted with the description of autumn in the essay Mid-October, Return, where the writer notes that ‘there is no more beautiful light than the light of autumn’ (p. 108), and the entire work is a description of an October day. ‘The afternoon was slowly approaching and the light thickened, it turned into liquid honey, into a glow that can be seen on old icons’ (p. 110). This is definitely my favorite part of the entire collection.

The writer writes beautifully and poignantly about both special moments during the year (All Souls’ Day) and important moments in history (the pontificate and death of John Paul II). It is in All Souls’ Day that Stasiuk writes that when we go to the graves every year, ‘We visit our own past, buried a meter and a half underground’ (p. 113). And the view of the sea of ​​light at dusk ‘[…] is one of the most poignant views that can be seen in Poland. This image says more about us than we are able to express and comprehend’ (p. 114). He describes the pontificate of the Polish Pope wisely and succinctly. On the first visit, the ‘crowd turns into society’, and this is a lasting effect. On the other hand, the death of the Pope is an event that unites people beyond nationalities. The Pope had ‘the courage to show the whole world how a man dies’ (p. 150). Moreover, the Pope also carried his cross to the very end.

I also really liked the essay Our game in Bildung, where Stasiuk writes about his adolescent daughter. She notices the similarities, but also the process of growing up and maturing of his offspring. ‘I like to wander around the house at night and watch her life expand’ (p. 136). ‘In a sense, her profit is my loss,’ he writes (137).

Coincidence? I don’t think so

Where does the title come from? From the Portuguese musical genre fado, sung by a singer with the accompaniment of two guitars. While traveling through Albania, the writer heard a fado song in a taxi. ‘A woman's voice came from the radio. As we drove into town, I suddenly realized the singing was Portuguese fado. There are coincidences that resemble a sophisticated plan,’ writes Stasiuk (p. 49). I see a similar coincidence in my reading of this prose on the last day of 2020. Beautiful, quiet, reflective New Year's Eve. Thanks a lot, Mr. Stasiuk!

 


My rating: 7/10.

 

Author: Andrzej Stasiuk

Title: Fado

Publishing House: Wydawnictwo Czarne

Wołowiec 2006

Number of pages: 174

ISBN: 078-83-89755-75-0