Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cormac McCarthy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cormac McCarthy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 listopada 2023

Cormac McCarthy, Pasażer (The Passenger)

Dziesięć procent lektury i dziewięćdziesiąt procent koszmaru

Wieszczem był, wieszczył – mam wrażenie czytając niektóre recenzje Pasażera Cormaca McCarthy’ego. Wydana w dyptyku wraz ze Stellą Maris powieść zdecydowanie nie rozpieszcza swoich czytelników przystępnością ani fabułą i stanowi jedno z większych wyzwań czytelniczych tego roku. Pytanie pozostaje otwarte, czy to wyzwanie warto podejmować.

Opus magnum już było

Cormaca McCarthy’ego nikomu przedstawiać nie trzeba – doceniony amerykański pisarz z takimi dziełami w dorobku, jak Droga, To nie jest kraj dla starych ludzi czy Krwawy południk. Dlatego bardzo czekałam na najnowsze powieści po latach milczenia i przyznam, że mocno się rozczarowałam pierwszą z nich, a więc Pasażerem. Akcja toczy się w latach 80-tych w Missisipi. Bobby Western jest nurkiem głębinowym, podejmującym się najtrudniejszych zleceń. Podczas jednego z nich natrafia na zatopiony wrak luksusowego samolotu, w którym brakuje czarnej skrzynki i ciała jednego z pasażerów. Co ciekawe, żadne media się o zaginionych nie dopominają, za to zarówno agencje federalne, jak i osoby prywatne zaczynają wykazywać nadmierne zainteresowanie Westernem. W ramach zaległości podatkowych jego konto zostaje zajęte, auto zarekwirowane, a paszport nie ułatwia mu już podróżowania. Jednocześnie mężczyznę ścigają jego prywatne koszmary – siostra Bobbiego Alicia popełniła samobójstwo, a on boi się czytać ostatnie listy od niej, gdyż darzył ją zdecydowanie nie braterską miłością. W zasadzie na tym kończy się tradycyjnie pojmowana fabuła, a zaczyna jazda bez trzymanki przez amerykańskie bary, odległe platformy wiertnicze, schizofreniczne umysły i fizykę kwantową.

Wyzwanie formalne

Już w samym aspekcie formalnym książka stanowi nie lada wyzwanie. Rozdziały z Bobbym narratorem, gdzie za tradycyjną fabułą da się jeszcze z trudem nadążać, przeplatają rozdziały pisane kursywą, gdzie narratorką jest Alicia, a czytelnik może obserwować jej walkę z demonami. Przyznam szczerze, że nie nadają się one do czytania i bardzo szybko przestałam szukać w nich jakiejkolwiek fabuły i sensu. Potencjał thrillera – Bobby ścigany za swoje prowadzone na własną rękę śledztwo – również rozmywa się w barowych rozmowach, bolesnych wspomnieniach, czy wreszcie filozoficznych rozważaniach. McCarthy serwuje nam niestrawny patchwork różnych gatunków, stylów literackich, z których przebija apokaliptyczna jak w Krwawym południku nuta. W tym aspekcie pisarz nigdy nie zawodzi, a jego opis Nagasaki po wybuchu bomby atomowej (s. 157-158)  jest przejmujący do szpiku kości.

Świat zmierza ku zagładzie

Proza amerykańskiego pisarza nigdy nie była przesadnie prosta ani optymistyczna, a jego biblijny styl jest jego cechą charakterystyczną. Świat nie zmierza w dobrym kierunku, a jego upadek widać na każdym kroku. Zakończę więc moją recenzję cytatem:

No więc jak bardzo zły jest świat?

Jak bardzo zły. Prawda o świecie zawiera tak przerażającą wizję, że nie umywają się do niej przepowiednie najbardziej posępnego proroka, jaki kiedykolwiek stąpał po tej ziemi. Kiedy już to zaakceptujesz, wtedy myśl, że wszystko to pewnego dnia zostanie starte na proch i zdmuchnięte w pustkę, przestaje być proroctwem, a staje się obietnicą. (s. 515)

Czy warto przeczytać Pasażera? Nie wiem. Nie postrzegam tej powieści jako najlepszej ani najdojrzalszej w dorobku autora, tu niedościgniony pozostaje dla mnie Krwawy południk. Powiedziałabym, że tę książkę czyta się dla chaotycznych spostrzeżeń autora, pojawiających się często bon motów czy potężnych, potwornych opisów. Jednak czy wyłania się z tego fabularna całość? Niekoniecznie. Przynajmniej nie dla mnie.

Moja ocena: 5/10


Cormac McCarthy, Pasażer
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023
Tłumaczenie: Robert Sudół
Liczba stron: 528
ISBN: 978-83-08-08132-7

*****************************************************************************

Ten percent of reading and ninety percent of nightmare

He was a prophet, he was propheting - I have the impression when reading some reviews of Cormac McCarthy's The Passenger. Published in a diptych with Stella Maris, the novel definitely does not spoil its readers with its accessibility or plot and is one of the biggest reading challenges of this year. The question remains open whether this challenge is worth taking up.

We already had an opus magnum

Cormac McCarthy needs no introduction - an appreciated American writer with such works as The Road, No Country for Old Men and Blood Meridian. That's why I was really waiting for the latest novels after years of silence, and I must admit that I was very disappointed with the first one, The Passenger. The action takes place in the 1980s in Mississippi. Bobby Western is a deep-sea diver who takes on the most difficult assignments. During one of them, he comes across the sunken wreck of a luxury plane, missing the black box and the body of one of the passengers. Interestingly, no media reports about the missing people, but both federal agencies and private individuals are beginning to show excessive interest in Western. Due to tax arrears, his account is seized, his car is confiscated, and his passport no longer makes it easier for him to travel. At the same time, the man is haunted by his private nightmares - Bobbie's sister Alicia committed suicide, and he is afraid to read her last letters because his love for her is definitely not brotherly. Basically, this is where the traditionally understood plot ends, and a reckless ride through American bars, distant oil platforms, schizophrenic minds and quantum physics begins.

Formal challenge

Even in its formal aspect, the book is quite a challenge. Chapters with Bobby as the narrator, where the traditional plot is still difficult to follow, are interspersed with chapters written in italics, where the narrator is Alicia and the reader can observe her fight with her demons. I honestly admit that they are not suitable for reading and I quickly stopped looking for any plot or meaning in them. The potential of a thriller - Bobby being hunted for his own investigation - is also blurred in bar conversations, painful memories, and finally philosophical reflections. McCarthy serves us an indigestible patchwork of various genres and literary styles, with an apocalyptic note, as in Blood Meridian. In this aspect, the writer never disappoints, and his description of Nagasaki after the atomic bomb explosion (pp. 157-158) is bone-chilling.

The world is heading towards destruction

The American writer's prose has never been overly simple or optimistic, and his biblical style is his hallmark. The world is not heading in the right direction, and its decline is visible at every step. So I'll end my review with a quote:

So how bad is the world?

How very angry. The truth about the world contains a vision so terrifying that it cannot be compared to the predictions of the most somber prophet who ever walked this earth. Once you accept this, then the idea that all this will one day be ground to dust and blown into the void ceases to be a prophecy and becomes a promise. (p. 515)


Is it worth reading The Passenger? I don't know. I do not perceive this novel as the best or the most mature in the author's oeuvre, for me Blood Meridian remains unsurpassed. I would say that this book is read for the author's chaotic observations, frequent bon mots and powerful, monstrous descriptions. But does a narrative as a whole emerge from it? Not necessarily. At least not for me.

My rating: 5/10


Author: Cormac McCarthy
Title: The Passenger
Publishing House: Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023
Translation: Robert Sudół
Number of pages: 528
ISBN: 978-83-08-08132-7

środa, 3 sierpnia 2022

Cormac McCarthy, Droga (The Road)

Kiedyś w górskich dolinach żyły pstrągi źródlane

Lubię czytać książki niespodzianki, pozycje, które mnie zaskakują, zastają nieprzygotowaną na ich treść. Droga McCarthy’ego była właśnie takim zaskoczeniem. Kompletnie nie wiedziałam, czego się spodziewać, czy będą tu jakieś nawiązania do Kerouaca i jego słynnej powieści? Dlatego zupełnie nie byłam gotowa na to, co czekało w środku.

Od tego zimna pękały kamienie

McCarthy przedstawia świat po zagładzie, zniszczony jakąś apokaliptyczną katastofą – nie ma zwierząt, ptaków, ryb, niebo zasnute jest chmurą toksycznego dymu, szare, wyprane z kolorów. Z miast i osad ludzkich zostały już tylko ruiny, wszędzie stoją niesprawne wraki samochodów, asfalt potopił się lub spękał. Ludzie, którzy się ostali, przypominają karaluchy i lepiej ich na swojej drodze nie spotykać. W większości bowiem to nie ludzie, a potwory – wykorzystujący słabszych, zmuszający ich do pracy, zniewalający innych czy w końcu... zjadający się nawzajem. W tym zniszczonym świecie pada popiół i śnieg na przemian, jest zimno, brakuje znanych nam, żywych kolorów. Na każdym kroku można znaleźć ludzkie zwłoki w różnych stopniach rozkładu, i trzeba przyznać, że autor opisuje je z obrzydliwą dokładnością. Od pierwszej strony czytelnik poznaje starannie zarysowany, zniszczony świat, a książka swoją immersyjnością przypomina grę komputerową – może trochę Dying Light albo swoim klimatem Death Stranding. Świat przedstawiony jest niesamowicie wiarygodnie, a czytelnik wraz z bohaterami szuka puszek z jedzeniem, resztek wody, czegoś, co pozwoliłoby przeżyć.

A my cały czas jesteśmy dobrymi ludźmi?

Przez ten opustoszały, nieludzki świat wędruje ojciec z synem. Zmierzają na południe, w stronę Zatoki Meksykańskiej, gdzie mają nadzieję, że będzie cieplej i uda im się przeżyć kolejny rok. Muszą uciekać przed postępującym zimnem i głodem, choć nie mają pewności, że cel ich wędrówki spełni jakiekolwiek oczekiwania. Kilkukrotnie spotykają na swojej drodze „złych ludzi”, kanibali, a ojciec zabija mężczyznę, który rzucił się na jego syna. Raz trafiają do piwnicy, gdzie ludzie są trzymani jako żywe mięso i zjadani po kawałku. W takich warunkach ojciec cały czas zastanawia się, „czy będzie go na to stać? Gdy nadejdzie czas. (...) A jeżeli nie wystrzeli?(...) Czy stać cię na to, zeby roztrzaskać tę ukochaną głowę kamieniem?” (s. 108). Cierpią z synem nieustanny głód i naprawdę rzadko mają okazję najeść się do syta. Żyją na resztkach i niejednokrotnie ocierają się o śmierć.

„Wyszedł na szary dzień, stanął i przez ułamek sekundy zobaczył absolutna prawdę o świecie. Zimne nieprzejednanie krążące po ziemi pozbawionej jutra. Nieubłagana ciemność. Spuszczone ze smyczy ślepe psy słońca. Miażdżąca czarna pustka wszechświata. I gdzieś tam dwa zaszczute zwierzątka dygoczące jak lisy w kryjówce. Czas dany na kredyt i świat na kredyt, i oczy na kredyt, by go nimi opłakiwać.” (S. 123)

Niesiemy ogień

Chłopiec jest naprawdę niesamowitą istotą. Z potrzeby serca chce pomagać napotkanym, dotkniętym przez los ludziom (mężczyzna trafiony przez piorun, chłopczyk w jego wieku, śmierdzący wychudły dziad) czy zwierzętom (zabrania ojcu zabić psa). Cały czas widzi w świecie możliwości i okazje do czynienia dobra, chociaż podzielenie się własnym posiłkiem oznacza dla niego późniejszy głód. Chłopiec potrafi wyrażać wdzięczność i cały czas usiłuje trzymać się mocno wyznaczonych zasad moralnych, upewniając się, czy jego postępowanie jest dobre. Jakby był jedyną czystą istotą w tym zdeprawowanym świecie.

Książka jest też o miłości ojca do syna, o próbie przekazania mu miłości do życia, poszukiwaniu jego zaginionego piękna. Podtrzymywaniu nadziei nawet w obliczu apokalipsy. Jak na McCarthy’ego to całkiem pozytywne przesłanie, przekazane w jego surowym, biblijnym stylu. Może to też swoistego rodzaju apel, by doceniać świat, który zas otacza, zanim przepadnie?

Dla mnie książka jest naprawdę znakomita, z niesamowitymi, dokładnymi opisami. Bałam się w tym samym czasie, co chłopiec wzywający swojego tatusia i przeczuwający niebezpieczeństwo. Całą atmosferę książki zepsuło mi jednak samo zakończenie, które jest trochę mało wiarygodnie deus ex machina. Dlatego nie dam książce maksimum punktów.

 

Moja ocena: 8/10

 

Cormac McCarthy, Droga
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014
Tłumaczenie: Robert Sudół
Liczba stron: 268
ISBN: 978-83-08-04839-9

 

Once there were brook trout in the streams in the mountains

I like reading surprise books, items that find me unprepared for their content. McCarthy's The Road was just such a surprise. I didn't know what to expect, will there be any references to Kerouac and his famous novel? Therefore I was completely unprepared for what was waiting inside.

Stones cracked from this cold

McCarthy presents a God-forsaken world, destroyed by some apocalyptic catastrophe - there are no animals, birds, fish, the sky is covered with a cloud of toxic smoke, gray, washed out of color. From the cities and human settlements there are only ruins left, there are broken car wrecks everywhere, the asphalt has been flooded or cracked. People who linger look like cockroaches and it's better not to meet them on your way. For the most part, they are not people, but monsters - taking advantage of the weaker ones, forcing them to work, enslaving others or finally ... eating each other. In this ravaged world, alternately ash or snow fall, it is cold, and there is a lack of the vivid colors we know. At every step you can find human corpses in varying degrees of decomposition, and it must be admitted that the author describes them with disgusting accuracy. From the first page, the reader gets to know a carefully drawn, destroyed world, and the book resembles a computer game with its immersion - maybe a bit of Dying Light or the atmosphere of Death Stranding. The world is presented incredibly reliably, and the reader and the characters look together for cans of food, leftover water, something to survive on.

We are the good guys?

Father and son wander through this deserted, inhuman world. They head south to the Gulf Coast, where they hope it will be warmer and they will be able to survive another year. They had to run away from the progressive cold and hunger, although they are not sure that their destination will meet any expectations. Several times they meet "bad people", cannibals, and the father kills the man who pounced on his son. Once they step into a basement where people are kept as live meat and eaten piece by piece. In such conditions, the father constantly wonders “will he be able to afford it? When the time is right. (...) And if it does not fire? (...) Can you afford to smash this beloved head with a stone? " (p. 108). They suffer from constant hunger and rarely have the opportunity to eat properly. They live on the scraps and often brush against death.

He walked out in the gray light and stood and he saw for a brief moment the absolute truth of the world. The cold relentless circling of the intestate world. Darkness implacable. The blind dogs of the sun in their running. The crushing black vacuum of the universe. And somewhere two hunted animals trembling like ground-foxes in their cover. Borrowed time and borrowed world and borrowed eyes with which to sorrow it.  (p. 123)

We’re carrying the fire

The boy is a truly amazing creature. Out of the need of his heart, she wants to help people he meets, stroke by fate (a man hit by a lightning bolt, a boy his age, a smelly, emaciated beggar) or animals (forbidding his father to kill a dog). He constantly sees opportunities in the world to do good, although sharing his own meal means hunger for him later on. The boy is able to express gratitude and constantly tries to stick to firm morals, making sure that his actions are right. As if he was the only pure being in this depraved world.

The book is also about a father's love for his son, about an attempt to pass on his love for life to him, and a search for its lost beauty. Keeping hope even in the face of an apocalypse. For McCarthy it's quite a positive message, delivered in his strict, biblical style. Maybe it is also a kind of appeal to appreciate the world that surrounds it before it disappears?

For me, the book is really brilliant, with amazing, accurate descriptions. I was scared at the same time as the boy calling for his daddy and feeling the danger. However, the whole atmosphere of the book was spoiled for me by the very ending, which is a bit unreliable deus ex machina solution. Therefore, I will not give the book maximum points. Definitely worth reading, though!

My rating: 8/10

 

Author: Cormac McCarthy
Title: The Road
Publishing House: Wydawnictwo Literackie, Krakow 2014
Translation: Robert Sudół
Number of pages: 268
ISBN: 978-83-08-04839-9

niedziela, 31 lipca 2022

Cormac McCarthy, To nie jest kraj dla starych ludzi (No Country for Old Men)

Przepadłam. Przepadłam od pierwszej strony. Przeczytałam książkę w środku tygodnia w mniej niż 24 godziny i wiedziałam od początku, że mnie zachwyca. Dodać jednak muszę, że moje czytanie nie było czyste – znam film braci Cohen i jestem jego wielką fanką, więc podczas lektury dobrze mi znane sceny z filmu wyświetlały się w mojej głowie. To może być też jeden z tych niewielu przypadków, że ekranizacja jest co najmniej tak dobra, jeśli nie lepsza, niż oryginał.

Historia biegnie dwutorowo, a rozdziały się przeplatają. W części narratorem jest emerytowany szeryf Ed Tom Bell, który z pewnym przerażeniem obserwuje, w jakim kierunku zmierza świat. Dostrzega rosnące okrucieństwo, rywalizację narkotykowych karteli czy niespotykane wcześniej okrucieństwo i bezwzględność przestępców. Jego spokojny monolog jest dla mnie w jakiś sposób biblijny, starotestamentowy. Ed obserwuje świat schodzący na psy i marszczy brwi.

Drugim bohaterem powieści jest Llewelyn Moss, weteran wojny w Wietnamie, a obecnie spawacz i zapalony myśliwy. Podczas samotnej wędrówki po prerii za zwierzyną mężczyzna natyka się na miejsce jatki pomiędzy gangami, a jedna z żywych jeszcze ofiar prosi go o wodę. Llwelyn wody nie ma, podąża za to śladami innego uczestnika masakry. Przy ukrytym w cieniu, martwym ciele mężczyzny znajduje walizkę z pieniędzmi, którą wraz z bronią zabiera do domu. Sumienie nie daje mu spać i myśliwy wraca na miejsce strzelaniny, by dać wody umierającemu mężczyźnie i w ten sposób zainteresowane strony dowiadują się, kto zabrał ich pieniądze. Zaczyna się ucieczka Llwelyna przed psychopatyczym zabójcą Antonem Chigurhiem i pojedynek dwóch mężczyzn.

W książce urzekło mnie to samo, co w filmie – charyzmatyczne, ciekawe, wiarygodne postaci. Na pierwszym planie są zdecydowanie mężczyźni, zarówno ci prawi, jak i ci źli. Nawet postaci jednoznacznie pozytywne, takie, jak stary szeryf, skrywają swoje mroczne tajemnice i motywy działań. Z drugiej strony, psychopatyczny morderca Chigurh ma również swój kodeks, którym się kieruje. Uważa siebie za narzędzie przeznaczenia, wykonawcę jakiejś większej woli:

Nie mam w tej sprawie nic do gadania. Każda chwila w twoim życiu jest rozdrożem, każda jest wyborem. Gdzieś po drodze dokonałaś wyboru. Reszta to konsekwencja. Rachunek jest prowadzony starannie. Kształt został nakreślony. Nie można wymazać choćby najmniejszej kreski. (s. 268)

Co ciekawe, akcja niejako schodzi na drugi plan, a ważniejsze są spostrzeżenia i rozmyślania bohaterów. Najważniejszy fabularnie fragment powieści, przedstawiający śmierć jednego z bohaterów, w ogóle nie jest opisany. Wygrywa bezwzględne, nieodwracalne, niszczące zło, z którym na swój sposób przegrywają wszyscy: starzejący się szeryf, żona Mossa Carla Jean, sam Moss, szereg handlarzy narkotyków, rzesze narkomanów. McCarthy zdaje się sugerować, że świat zmierza ku apokalipsie.

Trzeba przyznać, że robi to w naprawdę atrakcyjnej formie. Mimo swoich 320 stron książkę czyta się jednym tchem, akcja toczy się wartko i łatwo nadążyć za kilkoma jej bohaterami. Jest w tym utworze pewien minimalizm, brak zbędnych szczegółów, brak zbędnych słów. Prostota. Z drugiej strony – nie potrafiłam rozłączyć narracji z filmem, który widziałam już kilkukrotnie i który jest naprawdę znakomity. Może dlatego łatwo mi było podążyć za akcją, zrozumieć niezaznaczone w tekście dialogi, słyszeć teksaski akcent i charakterystyczne zaciąganie. Dla mnie te dwa dzieła są ze sobą nierozerwalnie związane i nie mogę niestety odwrócić czasu i przeczytać książki najpierw, by przekonać się o słuszności swojego odbioru książki. Wygląda jednak na to, że McCarthy staje się jednym z moich ulubionych pisarzy.

Moja ocena: 10/10

Cormac McCarthy, To nie jest kraj dla starych ludzi
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014
Tłumaczenie: Robert Sudół
Liczba stron: 324
ISBN: 978-83-08-05306-5

__________________________________________________________________________

I loved it. I loved it from the very first page. I read the book in the middle of the week in less than 24 hours and knew from the beginning that it amazed me. I must add, however, that my reading was not pure - I know the Cohen brothers' film and I am a huge fan of it, so while reading the book well-known scenes from the movie appeared in my head. It may also be one of the few times that the adaptation is at least as good, if not better, than the original.

The story runs in two directions and the chapters are intertwined. In one part of the narrator is Sheriff Ed Tom Bell, who watches with some horror the direction the world is headed. He notices growing cruelty, rivalry between drug cartels and unprecedented cruelty and ruthlessness of criminals. His quiet monologue is somehow biblical, has the sound of Old Testament to me. Ed watches the world go down to the dogs and frowns in disbelief.

The novel's second protagonist is Llewelyn Moss, a Vietnam veteran and now a welder and avid hunter. While wandering the prairie alone, a man stumbles upon a slaughterhouse among gangs, and one of the survivors asks him for water. Llwelyn has no water, but follows in the footsteps of another participant in the massacre. With the dead body of a man hidden in the shadows, he finds a suitcase with money, which he takes home with a gun. His conscience does not let him sleep at night, and the hunter returns to the shooting site to give water to the dying man, and thus the interested parties find out who took their money. Llwelyn's escape from the psychopathic killer Anton Chigurh begins and the two men duel.

In the book, I was captivated by the same things as in the film - charismatic, interesting and reliable characters. Men are definitely in the foreground, both the righteous and the bad ones. Even unequivocally positive characters, such as the old sheriff, hide their dark secrets and motives. On the other hand, the psychopathic killer Chigurh also has his own code which he follows. He considers himself an instrument of destiny, the doer of a greater will:

I had no say in the matter. Every moment in your life is a turning and every one a choosing. Somewhere you made a choice. All followed to this. The accounting is scrupulous. The shape is drawn. No line can be erased. (p. 268)

Interestingly, the action seems to be relegated to the background, and the observations and thoughts of the characters are more important. The most important fictional fragment of the novel, depicting the death of one of the heroes, is not described at all. The ruthless, irreversible, destructive evil wins against everyone and they all lose in their own way: the aging sheriff, Carla Jean, her husband Moss, a number of drug dealers, and multitudes of drug addicts. McCarthy seems to imply that the world is headed for an apocalypse.

And I must admit that he does it in a really attractive form. Despite its 320 pages, the book is read in one breath, the action is fast-paced and it is easy to keep up with several of its characters. There is a certain minimalism in this piece, no unnecessary details, no unnecessary words. Simplicity. On the other hand - I couldn't separate the narrative from a movie that I have seen several times and which is really excellent. Maybe that's why it was easy for me to follow the action, understand the dialogues not marked in the text, hear a Texas accent and the characteristic puff. For me, these two works are inextricably linked with each other, and unfortunately I can't turn the time backwards and read the books first to find out about the correctness of my perception. However, it seems McCarthy is becoming one of my favorite writers.

My rating: 10/10



Author: Cormac McCarthy
Title: No Country for Old Men
Publishing House: Wydawnictwo Literackie, Krakow 2014
Translation: Robert Sudół
Number of pages: 324
ISBN: 978-83-08-05306-5

piątek, 30 kwietnia 2021

Cormac McCarthy, Krwawy południk albo wieczorna łuna na zachodzie (Blood Meridian or the Evening Redness in the West)

Zastanawiam się czasami, czy książki mają swoją aurę. Z jakiegoś powodu zastanawiałam się, czy sięgać po powieść McCarthy’ego i moje obawy okazały się słuszne. Krwawy południk okazał się naprawdę okrutny i trochę przypominał mi Malowanego ptaka Kosińskiego. To nieklasyczna powieść drogi, ponieważ bohaterowie się nie rozwijają, a ich czyny do niczego nie prowadzą. Na końcu powieści mają po prostu trochę więcej istnień na swoim sumieniu – nie tylko ludzkich, ale również zwierzęcych.

Okrucieństwo ponad wszystko

Harold Bloom, uznany krytyk literacki, twierdzi w wywiadzie dla AVClub, że to okrucieństwo tworzy tą książkę. Dla Blooma Krwawy południk to nie tylko kwintesencja i szczytowe osiągnięcie Westernu, ale również najlepsze przedstawienie okrucieństwa w literaturze[i]. Trudno się z tym nie zgodzić. Ilość morderstw, masakr, rzezi i zbrodni przedstawionych w książce sprawia, że czytelnik zaczyna reagować na nie obojętnością. Pierwsze brudne bójki wstrząsają, ale ponieważ krew leje się niemal na każdej stronie, szybko pojawia się znużenie. Niezmiennie wstrząsające dla mnie było okrucieństwo wobec zwierząt i obojętność na ich cierpienie. Zwłaszcza trzy sceny mną wstrząsnęły – topienie szczeniąt w wodzie, niedobicie makabrycznie napuchniętego po ukąszeniu jadowitego węża konia (im później zdechnie, tym dłużej będzie można go zjeść) oraz niewyprzęgnięcie czterech koni z powozu widmo, który wiózł już tylko ludzkie, rozkładające się zwłoki.

Zwłaszcza ten ostatni obraz stanowi dobre wprowadzenie do przedstawienia świata w powieści McCarthy’ego. Fabuła opiera się o wędrówkę gangu Glantona na granicy Stanów Zjednoczonych i Meksyku, i zlecone gangowi zadanie – wybijanie rdzennych mieszkańców tych terenów i przywożenie ich skalpów w rozliczeniu, a rzecz dzieje się w okolicach roku 1849. Wktórce gang zaczyna wybijać również Meksykanów i ich skalpować – ciemne włosy i karnacja sprawiają, że krwawe ochłapy nie różnią się niczym od tych indiańskich. Rzezimieszki z gangu nie mają żandnych moralnych obiekcji, a suty zarobek mogą szybko przepuścić na alkohol i kobiety: „Wjechali do miasta wynędzniali, brudni i cuchnący krwią ludności, do której obrony ich wynajęto” (s.246).

Równina, po której włóczy się gang, to nieprzyjazne miejsce. Brakuje wody, dokucza upał, wszędzie jest pełno kurzu i walają się kości pomordowanych ludzi i padłych zwierząt. Tuż po przeczytaniu Krwawego południka obejrzałam po raz kolejny film To nie jest kraj dla starych ludzi – tam świat przedstawiony jest dokładnie w ten sam sposób. Odludne, ciągnące się kilometrami równiny są miejscem nieprzyjaznym ludziom, gdzie trudno jest przeżyć: „Kolebali się dalej, o odcisk ich nieprawdziwego mozołu na tej ziemi przypominał ślady grzechotnika na piasku. Koła zaczynały pękać” (s.65).

Sędzia Holden

Najważniejszą postacią w Krwawym południku jest sędzia Holden, „najpotworniejsza postać w całej amerykańskiej literaturze. Sędzia to okrucieństwo wcielone”, mówi Bloom[ii]. Faktycznie, postać sędziego jest przerażająca. Ogromny mężczyzna, całkowicie pozbawiony włosów (a więc wyglądający trochę jak olbrzymie niemowlę), postawny, silny, a jednocześnie zwinny i pozbawiony skrupułów. Wydaje się być nieśmietrelny – zna wiele języków (m.in. narzecza indiańskie, niemiecki, holenderski), prowadzi rozległe notatki z ciekawostek, które znajduje na swojej trasie, podpuszcza ludzi na siebie, zna zagadki świata (ratuje gang, do którego dołącza w co najmniej dziwnych okolicznościach, pokazując ludziom, jak zrobić proch). Kiedy Sędzia pojawia się w jakimś miasteczku, wkrótce rozpoczynają się poszukiwania zaginionego dziecka, które potem zostaje odnalezione zgwałcone i martwe, najczęściej ze skręconym olbrzymią ręką karkiem.

Sędzia wydaje się przedwieczny – ogrom wiedzy, którą w swoim życiu zgromadził, wskazuje na setki lat doświadczenia. Jednocześnie, obsesyjnie wręcz dokumentuje różne nieznane sobie gatunki zwierząt i roślin, skał, kości w swoim notatniku. „Skoro coś istnieje na tym świecie bez mojej wiedzy, istnieje bez mojej zgody,” mówi (s. 263). „Wszędzie tutaj są zakamarki, w których tętni niezależne życie. Niezależne. Aby ziemia mogła być moja, niczemu nie wolno istnieć bez mojego zezwolenia” (s. 264). Sędzia pragnie niepodzielnej władzy nad światem, a tą władzę ma mu zapewnić wiedza i siła. Nie ma dla niego innego prawa, niż prawo pięści:

„Decyzja w sprawie życia i śmierci, w sprawie tego, co będzie i czego nie będzie, nie uwzględnia kwestii słuszności. Wyrokowi tej rangi muszą się podporządkować wszystkie mniejsze racje: moralne, duchowe, naturalne.” (s. 332)

W związku z tym dla Sędziego najwyższym bogiem jest wojna. „Jeśli wojna nie jest święta, wtedy człowiek to jedynie błazeńska gruda gliny,” mówi (s. 402). Dlatego też postanawia zabić wieloletniego towarzysza podróży, dzieciaka, którego poznał, gdy ten miał lat 16. Początkowo Sędzia uważa, że dzieciak jest tak samo bezlitosnym i obojętnym mordercą, oddanym wojnie, jak on. Jednak z czasem zauważa, że młody chłopak powstrzymuje się od bezmyślnych aktów mordu, a momentami okazuje miłosierdzie. Nie zabija nawet Sędziego, gdy ma taką możliwość. Dla Holdena to zniewaga, dlatego gdy bohaterowie spotykają się ponownie w 1878 roku, na sali może pozostać tylko jeden.

„Tylko ten, kto złożył siebie całego w ofierze na skrwawionym ołtarzu wojny, który zszedł na samo dno piekła i widział potworności w najdrobniejszym szczególe, i poznał wreszcie, że przemawiają do najgłębszych pokładów jego serca, jedynie ten umie tańczyć.” S.435

Otwarte zakończenie

Fantastyczne jest to, ze nie wiadomo, jak bezimienny dzieciak umiera – i czy w ogóle umiera. Panowie spotykają się w knajpie, gdzie Sędzia jasno komunikuje dawnemu towarzyszowi swoje zamiary. Potem mężczyźni się rozchodzą, a dzieciak idzie skorzystać z usług prostytutki. Opuszczając karczmę, zachodzi do wychodka, gdzie czeka na niego nagi sędzia, który wciąga go do środka i zamyka drzwi. W kolejnej scenie przechodnie odradzają sobie zaglądanie do kabiny, ale jeden ciekawski otwiera drzwi i mówi tylko: „O Boże przenajświętszy” (s. 439). Co tam zobaczył? Ciało dzieciaka? Jeśli tak, to czy młody mężczyzna został również zgwałcony? Czego dopuścił się Sędzia, który właśnie w najlepsze tańczy na sali, nago, i mówi, że nigdy nie śpi i nigdy nie umrze. Czy sędzia może być człowiekiem? Czy to diabeł wcielony?

Literackie odwołania

W swoim wykładzie o Krwawym południku profesor Hungerford z Yale pokazuje literackie inspiracje McCarthy’ego. Jest tam Moby Dick Melville’a (zwłaszcza jedna z początkowych scen, gdzie u Melville’a obdarty prorok Eliasz odradza Ismaelowi i Queeguegowi rejs na Pequodzie, a u McCarthy’ego w rozdziale 4 menonita odradza dzieciakowi dołączenie do gangu Glantona), Raj utracony Miltona (zwłaszcza scena ze zdobywania siarki), ale również wiele zapożyczeń i odwołań do Bilbii. Książka napisana jest w biblijnym stylu – wiele zdań połączonych jest spójnikiem „i” (zamiast być podrzędnie złożonymi), zdania są bardzo długie i w pewnien spodób podniosłe. Profesor Hungerford wskazuje, że postać sędziego Holdena została żywcem wzięta ze źródła historycznego, a mianowicie Spowiedzi Samuela Chamberlaina, który walczył dla Stanów Zjednoczonych na granicy z Meksykiem.[iii] Zainteresowanych odsyłam do dwóch ciekawych wykładów pani profesor na YouTube.

Szykując się do napisania tej recenzji pomyślałam sobie, że może jednak przeczytam tę książkę jeszcze raz. Jednak fragmenty, które sobie pozaznaczałam, skutecznie mnie do tego zniechęcają. Indianie zabijający dzieci rozłupaniem czaszki, robaki gnieżdżące się w zaropiałej i opuchniętej ranie, przypalone trupy z językami przybitymi do czoła, powieszone nad wypalonymi ogniskami z zagotowanymi mózgami, przyrodzenia obcięte i włożone do ust... To tylko niewielki fragment masy okrucieństwa, całego morza okrucieństwa, które mieści się w tej książce. To właśnie ono odebrało mi całą radośc z lektury i sprawiło, że nie byłam w stanie dostrzec ani żadnych odwołań literackich, ani filozofii Sędziego, ani przemiany dzieciaka. Dlatego moja ocena jest stosunkowo niska w porównaniu z ocenami uznanych krytyków – Krwawy południk przerósł moje możliwości analityczne i moją wrażliwość.

 

Moja ocena: 6/10.

 

Cormac McCarthy, Krwawy południk albo wieczorna łuna na zachodzie

Wydawnictwo Literackie

Kraków 2010

Tłumaczenie: Robert Sudół

Liczba stron: 444

ISBN: 978-83-08-04476-6

________________________________________________________________________________

Sometimes I wonder if books have an aura. For some reason, I was wondering if I should read McCarthy's novel and my fears turned out to be true. Blood Meridian turned out to be really cruel and reminded me a bit of The Painted Bird by Kosinski. This is a non-classical road novel, because the characters do not develop and their actions lead to nothing. At the end of the novel, they just have a few more lives on their conscience - not only human, but also animal.

Cruelty above all

Harold Bloom, an acclaimed literary critic, claims in an interview with AVClub that this atrocity makes this book. For Bloom, the Blood Meridian is ‘not only the ultimate Western, the book is the ultimate dark dramatization of violence’[i].

It's hard to disagree with this claim. The amount of murders, massacres and crimes presented in the book turns the reader indifferent to them after a while. The first dirty fights are shocking, but as blood spills almost on every page, weariness quickly appears. Invariably shocking to me was the cruelty towards animals and the indifference to their suffering. Three scenes shocked me in particular - the drowning of the puppies in the water, not putting down the macabrely swollen horse after a poisonous snake bite (the later it dies, the longer it can be eaten) and the failure to unhitch the four horses from the ghost carriage, which only carried human decaying corpses.

The latter image in particular is a good introduction to the presentation of the world in McCarthy's novel. The plot is based on the Glanton gang's journey on the border between the United States and Mexico around 1849, and the task assigned to the gang - killing the aggressive indigenous tribes of these areas and bringing their scalps in the nearby settlements. The gang also starts killing Mexicans and scalping them - dark hair and skin make the bloody scraps no different from the Indian ones. The gangsters have no serious moral objection, and their earnings can be quickly passed on to alcohol and women: ‘They entered the city, emaciated, dirty and stinking with blood of people for the defense of which they were hired’ (p. 246).

The plain where the gang roams is a hostile place. There is no water, the heat is unbearable, there is dust everywhere and the bones of murdered people and dead animals are littered all over the place. Right after reading Blood Meridian, I watched the movie No Country for Old Men - the world is presented there in exactly the same way. The desolate plains stretching for miles are a place hostile to humans, difficult to survive on: ‘They kept bobbing, for the imprint of their untrue toil on this land resembled the tracks of a rattlesnake in the sand. The wheels were starting to break’ (p. 65).

Judge Holden


Key figure in Blood Meridian is Judge Holden, ‘the most monstrous apparition in all of American literature. The Judge is violence incarnate. The Judge stands for incessant warfare for its own sake,’ says Bloom[ii].

In fact, the figure of the judge is terrifying. A huge man, completely hairless (and therefore looking a bit like a giant newborn), solid, strong, and at the same time agile and unscrupulous. He seems to be ageless - he knows many languages ​​(including Indian, German and Dutch), keeps extensive notes on interesting facts that he finds on his route, teases people, knows the riddles of the world (he saves the gang, which he joins them in most dubious circumstances, showing them how to make gunpowder). When the judge arrives in town, the search for the missing child soon begins, who is then found raped and dead, most often with neck twisted by some giant hand.

The Judge seems ancient - the enormity of the knowledge he has accumulated in his life points to hundreds of years of experience. At the same time, he obsessively documents various unknown species of animals and plants, rocks and bones in his notebook. ‘Since something exists in this world without my knowledge, it exists without my consent, he says (p. 263). ‘There are nooks and crannies here where independent life is teeming. Independent. For the earth to be mine, nothing must exist without my permission’ (p. 264). The Judge wants complete power over the world, and this power is to be provided to him by knowledge and strength. There is no law for him other than the law of the fist:

‘The decision about life and death, about what will be and what will not be, does not involve the question of equity. All minor reasons must obey the judgment of this rank: moral, spiritual, natural.’ (p. 332)

Consequently, for the Judge, war is the supreme god. ‘If the war is not holy, then a man is just a clown lump of clay,’ he says (p. 402). Therefore, he decides to kill his longtime companion, the kid whom he met when the boy was sixteen. Initially, the Judge thinks the kid is as merciless and indifferent murderer, devoted to war as he is. However, with time, he notices that the young boy refrains from thoughtless acts of murder, and at times shows mercy. He doesn't even kill the Judge when he has the chance. This is an insult to Holden, so when the heroes meet again in 1878, only one can remain.

‘Only the one who sacrificed himself entirely on the bloody altar of war, who descended to the very bottom of hell and saw the monstrosities down to the last detail, and finally realized that they speak to the deepest depths of his heart, can only dance.’ S.435

Open ending

It is absolutely fantastic that one doesn’t know how the nameless kid dies - or whether he dies at all. The men meet in a bar, where the Judge clearly communicates his intentions to his former companion. Then the men leave and the kid goes to a prostitute. Leaving the inn, he goes to the outhouse, where a naked judge waits for him, pulls him inside and closes the door. In the next scene, passersby advise against peeking into the cabin, but a curious one opens the door and says only: ‘O holy God’ (p. 439). What did he see there? Kid's body? If so, was the young man also raped? What did the judge do? The Jusdge who is now dancing naked in the inn and says that he never sleeps and will never die. Is Holden human? Or is he the devil incarnate?

Literary inspirations

In her lecture on Blood Meridian, Professor Hungerford of Yale shows McCarthy's literary inspirations. There is Melville's Moby Dick (especially one of the opening scenes where Melville's ragged prophet Elijah advises Ishmael and Queegueg against the cruise on Pequod, and McCarthy's Chapter 4 where the Mennonite advises the kid not to join Glanton's gang), Milton's Paradise Lost (especially the powder-making scene), but also many borrowings and references to The Bible. The book is written in a biblical style - many sentences are joined by the conjunction "and" (instead of being subordinate), the sentences are very long and perhaps a bit lofty. Professor Hungerford points out that the figure of Judge Holden was taken alive from a historical source, namely My Confession by Samuel Chamberlain, who fought for the United States on the Mexican border. If you are interested, please visit the professor's two interesting lectures on YouTube[iii].

While getting ready to write this review, I thought to myself that maybe I will read this book again. However, the fragments that I marked effectively discouraged me from doing so. Indians killing children with splitting their skulls, worms nesting in a rotten and swollen wound, burnt corpses with tongues pinned to their foreheads, hung over burned fires with their brains boiled, manhood cut off and put in their mouths ... It's just a small fragment of a mass of cruelty, a whole sea of ​​cruelty that is included in this book. It was it that took away all the joy of reading and made me unable to see any literary references, or the philosophy of the Judge, or the transformation of the kid. Therefore, my rating is relatively low compared to the ratings of recognized critics - Blood Meridian has exceeded my analytical abilities and my sensitivity.

 

My grade: 6/10.

 

Cormac McCarthy, Blood Meridian or the Evening Redness in the West

Literary Publishing House

Krakow 2010

Translation: Robert Sudół

Number of pages: 444

ISBN: 978-83-08-04476-6