Pokazywanie postów oznaczonych etykietą American literature. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą American literature. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 sierpnia 2026

Percival Everett, Drzewa (The Trees)

Literatura może być dziejową zemstą

Głośno jest o pisarzu Percivalu Everett’cie ze względu na jego powieść James, która zdobyła Nagrodę Pulitzera w 2025. Ja jednak sięgnęłam po Drzewa, wydane w tym roku (2026) przez wydawnictwo Marginesy (i nieszczególnie ładnie, dodam). Zapowiedź śledztwa i mordów na tyle okładki zachęciła mnie, latem lubię przeczytać coś na kształt kryminału, szukając nieco lżejszej może lektury. Ależ mnie czekała niespodzianka!

Percival Everett

Urodzony w 1956 roku Everett to amerykański pisarz, wykładowca akademicki (Uniwersytet Południowej Kalifornii), zrobił licencjat z filozofii i magistra z literatury na Brown University, więc wydaje się, że do pisania jest przygotowany idealnie. Wikipedia podaje obszerną listę utworów jego autorstwa – dwadzieścia pięć (!) powieści, siedem tomików poezji czy książkę dla dzieci (na sierpień 2026). Everett znany jest z żonglowania gatunkami literackimi i ironicznego poczucia humoru. W Drzewach dostajemy jedno i drugie.

Schemat morderstwa

Zaczyna się niewinnie – w niewielkim miasteczku Money w stanie Missisipi dochodzi do morderstwa – ginie biały mężczyzna, a jego potencjalny, czarnoskóry morderca siedzi obok, trzymając odcięte jądra swojej ofiary w ręce. Wszystko byłoby jasne, gdyby napastnik sam nie był martwy, i nie wyglądał, jakby był martwy znacznie dłużej niż jego ofiara. Co gorsza, ciało czarnoskórego mężczyzny znika z kostnicy, by znaleźć się w miejscu kolejnego mordu i również trzymać jądra swojej kolejnej białej ofiary w ręce. Schemat wychodzi poza stan i powtarza się w każdym miejscu według tego samego wzorca. Początkowo wydaje się, że pierwsze morderstwa łączy sprawa Emmetta Tilla, 14-latka zlinczowanego w Money, Missisipi, w 1955 roku po fałszywym oskarżeniu przez Carolyn Bryant. Kobieta pomówiła chłopca o nieprzyzwoite komentarze, przez co jej krewni brutalnie go zamordowali. Obecne białe ofiary są powiązane ze sprawą. Okazuje się jednak, że wkrótce morderstwa obejmują cały kraj i wydają się być zemstą za lincze dokonywane na czarnoskórych mieszkańcach Stanów Zjednoczonych przez ostatnie 100 lat. Kluczową postacią okazuje się ponad stuletnia Mama Z, która pieczołowicie dokumentuje je wszystkie, zbierając ponad 7000 udokumentowanych spraw.

Ocalić od zapomnienia i pomścić

Tak trafiamy na pierwszą znaczącą scenę w książce – Damon Thruff, pracownik naukowy, który trafia do prywatnego archiwum Mamy Z, zapisuje nazwiska ofiar linczów jedno po drugim. Zapytany, czemu to robi, odpowiada: „- Kiedy zapisuję imiona i nazwiska, oni stają się rzeczywistością, a nie tylko statystyką. Kiedy zapisuję imiona i nazwiska, oni znów są prawdziwi. To niemal tak, jakby dostali tu jeszcze kilka sekund.” (s. 232). To próba ocalenia ich od zapomnienia, zachowania ich egzystencji na dłużej. Zresztą nieco dalej najlepsza przyjaciółka Thruffa, Gertuda, mówi:

- Wszyscy mówią o ludobójstwach na całym świecie, ale kiedy ludzie są zabijani powoli przez sto lat, nikt tego nie zauważa. Tam, gdzie nie ma masowych grobów, nikt nie widzi ludobójstwa. Amerykańskie oburzenie jest zawsze na pokaz. Ma datę ważności. (s. 350)

Dlatego, kiedy miejsca kolejnych mordów zaczynają przypominać listę zamordowanych w samosądach, książka zatacza ironiczną woltę. Każde nowe nazwisko pociąga za sobą nowe morderstwo w nowym miejscu, a armia martwych ofiar dawnych przestępstw rasowych niepowstrzymanie mści się na swoich oprawcach. Drzewa są słodką zemstą Everetta za lata prześladowań czarnoskórych (i nie tylko).

Donald Trump jako bohater literacki

Dodatkowo Autor użył sobie na prezydencie Stanów Zjednoczonych Donaldzie Trumpie. Przedstawia go jako rozpieszczonego i przestraszonego bachora, przyzwyczajonego do spełniania jego żądań, schowanego ze strachu pod swoim prezydenckim biurkiem (a do jego bujnej grzywy przykleja się schowana tam guma do żucia). Prezydent przyłapany jest na kłamstwie i obrażaniu swoich wyborców, a jego przemówienie jest naprawdę przykre do słuchania. Dawno nie widziałam, żeby ktoś wplótł postać obecnie sprawującego władzę polityka i tak się na niej wyżył. Zawsze też, niezależnie od preferowanej opcji politycznej, bezpośrednie nawiązania do polityki po którejkolwiek stronie mnie rażą i sprawiają, że książka szybciej się dezaktualizuje. Może jednak o swoich poglądach trzeba pisać wprost i bez ogródek.

Słodycz odwetu

Znam jeszcze jeden tylko równie słodki przykład zemsty literackiej, a mianowicie Mistrza i Małgorzatę, w którym Bułhakow puszcza subtelne oczko do czytelnika i wyśmiewa socjalistyczny system. Tak, jak sądzę, że Bułhakow świetnie się bawił, pisząc swoje ikoniczne dzieło, tak sądzę, że sporą dawkę mściwej satysfakcji miał również Percival Everett, pisząc Drzewa. Nawet dla mnie, białej Polki w jakimś przypadkowym mieście, słodycz tej zemsty kapie ze stron tej jakże dobrze napisanej książki. Powieść jest odważna, nie bierze zakładników, ma znakomitą budowę i zostawia czytelnika z zdumieniu i z pełnym niedowierzania uśmieszkiem na twarzy. Czy Apokalipsa naprawdę nadchodzi?

Moja ocena: 8/10.


Percival Everett, Drzewa
Wydawnictwo Marginesy, Warszwa 2026
Tłumaczenie: Tomasz Macios
Liczba stron: 368
ISBN: 978-83-68549-62-1

**********************************************************************************

Literature Can Be Historical Revenge

The writer Percival Everett has become quite a name for his novel James, which won the Pulitzer Prize in 2025. However, I picked up The Trees, published this year (2026) by Marginesy (and not particularly pretty, I might add). The announcement of an investigation and murders on the back cover enticed me; in the summer, I like to read something resembling a crime novel, perhaps looking for something a little lighter. What a surprise I was in for!

Percival Everett

Born in 1956, Everett is an American writer and academic (University of Southern California). He holds a BA in Philosophy and an MA in Literature from Brown University, so it seems he is ideally suited to writing. Wikipedia lists an extensive list of his works – twenty-five (!) novels, seven volumes of poetry, and a children's book (as of August 2026). Everett is known for his genre-bending and wry sense of humor. In The Trees, we get both.

Murder Pattern

It begins innocently enough – a murder occurs in the small town of Money, Mississippi. A white man is murdered, and his potential black killer sits nearby, holding his victim's severed testicles. Everything would be clear if the assailant wasn't already dead and appeared to have been dead much longer than his victim. Worse still, the black man's body disappears from the morgue, only to turn up at the site of another murder, also holding the testicles of his next white victim. The model extends beyond the state and repeats itself in every location, following the same pattern. Initially, the first murders appear to be connected to the case of Emmett Till, a 14-year-old lynched in Money, Mississippi, in 1955 after being falsely accused by Carolyn Bryant. The woman blamed the boy of making indecent comments, prompting her relatives to brutally murder him. The current white victims are linked to the case. It soon turns out, however, that the murders spread across the country and appear to be revenge for the lynchings committed against Black people in the United States over the past 100 years. The key figure seems  to be the over-100-year-old Mama Z, who meticulously documents all murders, collecting over 7,000 documented cases.

Save from Oblivion and Avenge

This is how we arrive at the first significant scene in the book – Damon Thruff, a researcher who stumbles upon Mama Z's private archive, records the names of lynching victims one by one. When asked why he does this, he replies: " When I write their names they become real, not just statistics. When I write the names they become real again. It’s almost like they get a few more seconds here " (p. 232). It's an attempt to save them from oblivion, to preserve their existence for a longer time. A little further on, Thruff's best friend, Gertuda, says:

Everybody talks about genocides around the world, but when the killing is slow and spread over a hundred years, no one notices. Where there are no mass graves, no one notices. American outrage is always for show. It has a shelf life. (p. 350)

Therefore, when the locations of subsequent murders begin to resemble a list of those murdered in lynchings, the book takes an ironic turn. Each new name brings with it a new murder in a new place, and the army of dead victims of past racial crimes relentlessly takes revenge on their tormentors. The Trees are Everett's sweet revenge for years of persecution of black people (and others).

Donald Trump as a Literary Hero

Furthermore, the author paid some special attention to the President of the United States, Donald Trump. He portrays him as a spoiled and frightened brat, accustomed to have his demands immediately fulfilled, hiding in fear under his presidential desk (with chewing gum stuck to his lush mane). The president is caught lying and insulting his constituents, and his speech is truly painful to listen to. It's been a long time since I've seen anyone embody a politician currently in power and take it out on them so vehemently. Regardless of one's political leanings, direct references to politics on either side always worry me and make the book outdated more quickly. Anyhow, maybe one should be direct and straightforward about one's views, it’s called the freedom of speech.

The Sweetness of Revenge

I know of only one other equally sweet example of literary revenge: The Master and Margarita, in which Bulgakov winks subtly at the reader and ridicules the socialist system. Just as I think Bulgakov had a great time writing his iconic work, I think Percival Everett also had a healthy dose of vengeful satisfaction in writing The Trees. Even for me, a white Pole in some random town, the sweetness of that revenge drips from the pages of this oh-so-well-written book. The novel is bold, takes no hostages, is superbly constructed, and leaves the reader astonished and with a disbelieving smile on their face. Is the Apocalypse truly coming?

My rating: 8/10.

Author: Percival Everett
Title: The Trees
Publishing House: Marginesy, Warsaw 2026
Translation: Tomasz Macios
Number of pages: 368
ISBN: 978-83-68549-62-1

niedziela, 9 sierpnia 2026

Mary Roach, Sztywniak Osobliwe życie nieboszczyków (Stiff: The Curious Lives of Human Cadavers)

Jak martwi pomagają nam lepiej żyć

O książce Mary Roach Sztywniak przeczytałam w którymś zestawieniu nieodkładalnych książek na lato. Potem dostrzegłam ją na półce nowości w bibliotece i mój los był przesądzony… Ponieważ jednak z rajdu po bibliotekach przyniosłam ponad dziesięć pozycji, szybkie sięgnięcie po tą właśnie nie było przesądzone. Kiedy jednak wzięłam ją do ręki by zobaczyć, jaki jest opis na okładce, a potem spis rozdziałów, a potem zaczęłam czytać, okazało się, że książka naprawdę jest nieodkładalna.

Nazwisko znaczące?

Mary Roach to amerykańska pisarka, i jak definiuje ją angielskojęzyczna Wikipedia, specjalistka od humoru. Ma na swoim koncie dziewięć książek popularnonaukowych, przy czym Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków był pierwszą z nich, wydaną w Stanach Zjednoczonych w 2003 roku, gdzie niemal natychmiast trafił na listy bestsellerów. Takie opóźnienie wydawnicze z jednej strony dziwi (w tekście jest dużo odniesień do badań z tamtego czasu i jednak ma się wrażenie, że nie jest ona najbardziej aktualna), a z drugiej strony może i nie – temat jest ciężki, bo dotyczy ludzkich zwłok i ich życia po śmierci.

Życie po śmierci rozdział po rozdziale

W dwunastu rozdziałach Autorka przygląda się ludzkiemu ciału po śmierci. Szczęśliwie daje nam dwa rozdziały na przyzwyczajenie się do zwłok i ich najczęstszego zastosowania, jeśli zostały przekazane na cele naukowo-badawcze, a więc lekcji anatomii na uniwersytetach i w placówkach medycznych, zanim przejdzie do najtrudniejszej części w książce. Rozdział trzeci, „Życie po śmierci”, pokazuje stadia rozkładu ludzkiego ciała w specjalnej placówce naukowej Kliniki Medycznej Uniwersytetu Tennessee. Zwłokom pozwala się rozkładać w specjalnie do tego przeznaczonym ogrodzie, w różnych warunkach (w ubraniu lub bez, częściowo zakopanym, leżącym w wodzie, etc.), by badać postęp rozkładu i wpływ warunków atmosferycznych, co z kolei pozwala potem ustalić czas zgonu przy ciałach, które odnaleziono po długim czasie, często z podejrzeniem morderstwa. Jako że zaczęłam czytać tą książkę późnym wieczorem, to był rozdział który udało mi się skończyć przed snem, i nie był to dobry pomysł. Jednak poranek zrekompensował mi nocne koszmary – rozdział czwarty, „Trup za kółkiem”, opowiadający o użyciu zwłok w przemyśle motoryzacyjnym do badań nad bezpieczeństwem pojazdu, jest napisany fenomenalnie i z dużym humorem. Zastanawiam się, czy zaśmiewanie się w głos nad książką o trupach to normalna sprawa. Pozwólcie jednak, że dam Wam próbkę: „Wbrew powszechnemu przekonaniu w testach zderzeniowych zwłok nie sadza się na przednich siedzeniach realnie pędzących samochodów, bo prowadzenie auta to jedna z tych rzeczy, których trup nie robi najlepiej” (s. 111). Z tego rozdziału dowiedziałam się też najwięcej (np. że trzonek kierownicy w dawnych automobilach był umiejscowiony tak, że w razie wypadku wbijał się idealnie w serce kierowcy, że współczesne samochody zwijają się z przodu w harmonijkę nawet przy stosunkowo niewielkich stłuczkach, by jak najlepiej ochronić pasażerów, przy współczesnych standardach bezpieczeństwa człowiek jest w stanie przeżyć zderzenie czołowe ze ścianą przy prędkości 95km/h, a maksymalnie wgniecenie klatki piersiowej, które nie powoduje obrażeń, to 7 centymetrów). Nawet przypisy są skonstruowane tak, że w humorystyczny sposób kierują czytelnika do dalszych ciekawych faktów, jak choćby historia pielęgniarki (!) Chante Mallard, która potrąciwszy mężczyznę wróciła z jego żywym jeszcze ciałem do domu i pozwoliła mu umrzeć, a potem pozbyła się zwłok i samochodu i zgubiło ją samochwalstwo (znów, Wikipedia opisuje ten bulwersujący wypadek bardzo szczegółowo). W kolejnym rozdziale, „Poza czarną skrzynką”, czytelnik znajdzie garść porad dotyczącą bezpieczeństwa w samolotach („Siadaj w pobliżu wyjścia bezpieczeństwa. W razie wypadku trzymaj się blisko podłogi, bo tam jest najmniej dymu i gorącego powietrza. Wstrzymuj oddech tak długo, jak potrafisz, to może uda ci się nie ugotować płuc i nie nawdychać trujących oparów” s. 167). W kolejnych rozdziałach Autorka pisze o używaniu zwłok w testach balistycznych („Trup idzie do wojska”), badaniach nad całunek turyńskim („Święty trup”), lękach przed pochowaniem żywcem i jak dawniej upewniano się, że ktoś naprawdę nie żyje („Skąd wiesz, że nie żyjesz?”, niektórzy badacze są naprawdę chorzy!), o transplantacjach („Tylko głowa”) i ich dość ponurych początkach (badania radzieckiego lekarza Władimira Demichowa nad psami czy Roberta White’a nad małpami i przeszczepami mózgu), kanibalizmie („Zjedz mnie”), gdzie pisze o zwyczaju zjadania łożyska, popularnych cukierkach z balsamowanych zwłok i innych ohydach, aż wreszcie w przedostatnim rozdziale „Z pieca do kubła z kompostem” o rozwijających się metodach bardziej ekologicznej utylizacji zwłok. Zwierzęta rozpuszcza się w ługu, natomiast w Szwecji trwają badania nad kompostowaniem zwłok. Idea, że kiedyś wyrośnie z nas drzewo, jest w jakimś stopniu pocieszająca. Na końcu Autorka zastanawia się, co zrobić ze swoimi zwłokami i czy przekazać je na cele naukowe, dochodzi jednak do wniosku, że pozostawia taką decyzję rodzinie, która musi potem żyć z jej konsekwencjami.

Ostrożnie przy czytaniu

Chociaż książka może być momentami naprawdę ciężka do przetrawienia, a większość czytelników nie chce się skonfrontować z rozkładem własnego ciała po śmierci, to jednak ilość poruszanych tematów i wielość informacji, którą można z niej wyciągnąć, jest ogromna. Na pewno sytuację poprawia fakt, że Autorka pisze w lekki, „amerykański” sposób, i choć czasami jej żarty są niesmaczne, to jednak sprawiają, że ta ciężkostrawna skądinąd lektura staje się lżejsza. Dla osób szczególnie wrażliwych albo obdarzonych dobrze rozwiniętą wyobraźnią, która dobrze odda zapachy i obrazy opisane w książce, polecam pominąć rozdział trzeci. Dla fanów motoryzacji zaś – koniecznie przeczytać rozdział czwarty! Ciekawa, choć makabryczna ze swej natury, lektura.

Moja ocena: 7/10.


Mary Roach, Sztywniak Osobliwe życie nieboszczyków
Wydawnictwo Filia, Poznań 2026
Tłumaczenie: Maciej Borys Sekerdej
Liczba stron: 400
ISBN: 978-83-8402-957-2

*********************************************************************************

How the Dead Help Us Live Better

I read about Mary Roach's book Stiff in one of the lists of unputdownable summer books. Then I noticed it on the new releases shelf in the library and my fate was sealed... However, since I brought over ten items from the library raid, it was not certain that I would reach for this one quickly. However, when I picked it up to see the description on the cover, and then the list of chapters, and then I started reading, it turned out that the book was truly impossible to put down.

A Meaningful Surname?

Mary Roach is an American writer and, as the English-language Wikipedia defines her, a specialist in humour. She has written nine popular science books, including Stiff: The Peculiar Lives of Human Cadavor. It was the first of them, published in the United States in 2003, where it almost immediately hit the bestseller lists. The book was published in Poland only this year, and such a publishing delay is surprising on the one had (the text contains many references to research from that time, therefore the Polish reader has the impression that it is not really up-to-date), but on the other hand, perhaps not - the topic is difficult because it concerns human corpses and their “life after death”.

Life After Death Chapter by Chapter

In twelve chapters, the Author looks at the human body after death. Fortunately, she gives us two chapters to get used to cadavers and their most common use if they were donated for scientific and research purposes, i.e. anatomy lessons at universities and medical facilities, before moving on to the most difficult part of the book. Chapter three, " Life After Death:  On human decay and what can be done about it ", shows the stages of decomposition of the human body in a special research facility of the University of Tennessee Medical Clinic. Corpses are allowed to decompose in a garden specially designated for this purpose, in various conditions (with or without clothes, partially buried, lying in water, etc.) to study the progress of decomposition and the influence of weather conditions, which in turn allows the time of death to be determined for bodies that were found after a long time, often victims of murder. Since I started reading this book late in the evening, I managed to finish the chapter before going to bed, and it wasn't a good idea. However, the morning compensated for the nightmares - chapter four, " Dead Man Driving:  Human crash test dummies and the ghastly, necessary science of impact tolerance", about the use of corpses in the automotive industry for vehicle safety research, is written phenomenally and with great humour. I wonder if it's normal to laugh out loud at a book about dead bodies? But let me give you a sample: "Contrary to popular belief, in crash tests, corpses are not placed in the front seats of real, moving cars, because driving is one of those things that a corpse cannot do best" (p. 111). I also learned the most from this chapter (e.g. that the steering shaft in old cars was located in such a way that in the event of an accident it stuck perfectly into the driver's heart, that modern cars fold into an accordion at the front even in the event of relatively minor collisions to best protect the passengers, that with modern safety standards a person can survive a head-on collision with a wall at a speed of 95 km/h, and the maximum dent in the chest that does not cause injury is 7 centimetres). Even the footnotes are constructed in such a way that they humorously direct the reader to further interesting facts, such as the story of nurse (!) Chante Mallard, who, having hit a man, returned home with his still living body and let him die, and then got rid of the body and the car and was lost in self-praise (again, Wikipedia describes this shocking accident in great detail). In the next chapter, " Beyond the Black Box: When the bodies of the passengers must tell the story of a crash", the reader will find a handful of tips regarding safety on airplanes ("Sit near the safety exit. In the event of an accident, stay close to the floor, because there is the least amount of smoke and hot air there. Hold your breath as long as you can, and you may be able to avoid boiling your lungs and inhaling poisonous fumes" p. 167). In the following chapters, the author writes about the use of corpses in ballistics tests ("The Cadaver Who Joined the Army:  The sticky ethics of bullets and bombs"), research on the Shroud of Turin ("Holy Cadaver:  The crucifixion experiments"), fears of being buried alive and how in the past people were made sure that someone was really dead ("How to Know if You're Dead:  Beating-heart cadavers, live burial, and the scientific search for the soul", some researchers are really sick!), about transplantations ("Just a Head: Decapitation, reanimation, and the human head transplant") and their rather grim beginnings (the research of the Soviet doctor Vladimir Demikhov on dogs or Robert White on monkeys and brain transplants), cannibalism ("Eat Me:  Medicinal cannibalism and the case of the human dumplings"), where she writes about the custom of eating the placenta, popular candies made from embalmed corpses and other abominations, and finally in the penultimate chapter " Out of the Fire, into the Compost Bin:  And other  new ways to end up" about the developing methods of more ecological disposal of corpses. Animals are dissolved in lye, while research on composting carcasses is underway in Sweden. The idea that one day we will grow into a tree is somehow comforting. Finally the author ponders what to do with her remains and whether to donate them to science, but concludes that she leaves that decision to her family, who must then live with the consequences.

Read with Caution

Although the book can be difficult to digest at times, and most readers don't want to confront the decomposition of their own bodies after death, the number of topics covered and the wealth of information that can be gleaned from it are enormous. This is certainly improved by the author's light, "American" writing style, and although her jokes are sometimes distasteful, they make this otherwise difficult read lighter. For those who are particularly sensitive or have a well-developed imagination that can capture the smells and images described in the book, I recommend skipping chapter three. For automotive enthusiasts, be sure to read chapter four! An interesting, albeit macabre, read.

My rating: 7/10.


Author: Mary Roach
Title: Stiff: The Curious Lives of Human Cadavers
Publishing House: Filia, Poznań 2026
Translation: Maciej Borys Sekerdej
Pages: 400
ISBN: 978-83-8402-957-2

sobota, 25 lipca 2026

Ben Lerner, Topeka (The Topeka School)

Nie każdy bestseller będzie hitem dla każdego

Po głośną powieść Bena Lernera Topeka sięgnęłam z polecenia, Autor ma być jednym z gości festiwalu literatury w Berlinie we wrześniu tego roku (https://literaturfestival.com/en/events/ben-lerner-transkription/).  Rekomendacja okazała się jednak nietrafiona, książka nie przypadła mi do gustu.

Ben Lerner

Amerykański pisarz i poeta urodził się w mieście Topeka w stanie Kansas. Co ciekawe, oboje rodziców jest psychologami, a sam Lerner uczestniczył w debatach szkolnych, w 1997 roku wygrywając jeden z ważniejszych konkursów w tej dziedzinie. Informacje, które znalazłam na angielskojęzycznej stronie Wikipedii rzucają dodatkowe światło na książkę, czyniąc ją mocno autobiograficzną. Ponadto Lerner to również stypendysta Fundacji Fullbrighta, Guggenheima i MacArthura, autor pięciu tomików poezji oraz czterech powieści, w tym najnowszej Transcription, wydanej w tym roku (2026), która będzie promowana w Berlinie, oraz monografii The Hatred Poetry. Finalista National Book Award in Poetry, laureat szeregu nagród literackich. Obecnie pracuje jako profesor języka angielskiego w Brooklyn College. Topeka to pierwszy utwór Lernera, z którym mogłam się zapoznać.

Ameryka na przełomie wieków

Bohaterów jest w sumie czwórka, z postaciami pobocznymi. Główną postacią jest Adam Gordon, kończący amerykańskie liceum (high school), uczestniczący w publicznych debatach i szykujący się do ostatniego wystąpienia, wieńczącego jego karierę. Taki wynalazek jest w Polsce całkowicie nieznany, więc ciekawy był mechanizm jego działania, i obowiązujące zasady, jak choćby rozsmarowywanie, a więc wygłaszanie swojego wystąpienia w tak karkołomnym tempie, żeby przeciwnik nie mógł się ustosunkować do wszystkich użytych argumentów. Adam, nerwowy, często używający podobnej techniki podczas rozmów z rodzicami, mimo swoich sukcesów, wydaje się wyobcowany i samotny wśród swoich rówieśników. Jego matka Jane jest wziętym psychologiem, publikującym książki popularnonaukowe, poświęcone wsparciu kobiet doświadczających różnych rodzajów przemocy. Ojciec Jonathan jest psychoterapeutą, oboje rodzice podchodzą do swojego syna jak do jajka, i być może paradoksalnie jest mu ciężej z nimi porozmawiać, niż gdyby mieli jakieś inne profesje. Matka wydaje się uzależniona od leków, które zresztą w momencie kryzysu daje swojemu dziecku.

Komplikacje narracyjne

W tle dzieją się inne historie – mamy całkiem dobrze nakreśloną sylwetkę Darrena, opóźnionego chłopaka, który znosi upokorzenia od swoich rówieśników, aż w końcu wybucha sprowokowany. Jest też nienormalna relacja matki z Simą, terapeutką z pracy, gdzie relacje pacjent-lekarz zostają błyskawicznie zaburzone. Koleżanka żony jest dla męża Jane atrakcyjna fizycznie, zresztą – jeśli dobrze zrozumiałam – mąż dopuszcza się zdrady. Obserwowanie tego wszystkiego było jak oglądanie filmu, w którym człowiek nie do końca się odnajduje. Jest ciekawy, bo przedstawia trochę obcą rzeczywistość, ale to nie mój świat. Narracja, prowadzona z trzech różnych perspektyw pierwszoosobowych – Adama, Jane i Jonathana, była dla mnie ciężka do śledzenia. Niektóre historie bardziej mnie poruszały (Jane), przy innych gubiłam wątek (Jonathan). W to wszystko wpleciona jest trzecioosobowa narracja o Darrenie, która też wybijała mnie z rytmu. Dla mnie książka była przeintelektualizowana, trochę obca, tak jak proza Paula Austera. Zostałam na zewnątrz, popatrzyłam przez szybę, z dystansu, i poszłam dalej.

Moja ocena: 5/10.

Ben Lerner, Topeka
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021
Tłumaczenie: Robert Sudół
Liczba stron: 416
ISBN: 978-83-08-07062-8

**********************************************************************************

A book that is overhyped

I picked up Ben Lerner's acclaimed novel, The Topeka School, on a recommendation. The author is scheduled to be one of the guests at the Berlin Literature Festival this September (https://literaturfestival.com/en/events/ben-lerner-transcription/). However, the recommendation turned out to be a misplaced one; I didn't like the book.

Ben Lerner

This American writer and poet was born in Topeka, Kansas. Interestingly, both parents are psychologists, and Lerner himself participated in school debates, winning one of the most important competitions in the field in 1997. Information I found on the English-language Wikipedia page sheds additional light on the book, making it strongly autobiographical. Lerner is also a Fulbright, Guggenheim, and MacArthur Foundation fellow, and the author of five poetry collections and four novels, including his latest, Transcription, published this year (2026), which will be presented in Berlin, and the monograph The Hatred Poetry. He is a finalist for the National Book Award in Poetry and has won numerous literary awards. He currently works as an English professor at Brooklyn College. Topeka is the first work I have read by Lerner.

America at the Turn of the Century

There are four protagonists in total, along with supporting characters. The main character is Adam Gordon, graduating from American high school, participating in public debates, and preparing for his final speech, the crowning achievement of his career. This invention is completely unknown in Poland, so I was curious about how it works and the rules, such as "smearing," meaning delivering one's speech at such a breakneck pace that the opponent cannot respond to all the arguments used. Adam, a nervous young man who often uses a similar technique when talking to his parents, despite his successes, seems alienated and lonely among his peers. His mother, Jane, is a successful psychologist who publishes popular science books dedicated to supporting women experiencing various types of violence. His father, Jonathan, is a psychotherapist; both parents handle their son with kid gloves, and perhaps paradoxically, it's harder for him to talk to them than if they had other professions. The mother seems addicted to medication, which she even gives to her child in times of crisis.

Narrative Complications

Other stories unfold in the background – we have a well-defined profile of Darren, a retarded boy who endures humiliation from his peers until he finally explodes when provoked. There's also the mother's abnormal relationship with Sima, a therapist at work, where the patient-doctor relationship is quickly disrupted. Jane's husband finds his wife's friend physically attractive, and if I understand correctly, he's also cheating on her. Watching all this was like watching a movie you can't quite place. It's interesting because it presents a somewhat alien reality, but it's not my world. The narrative, told from three different first-person perspectives – Adam, Jane, and Jonathan, was difficult for me to follow. Some stories moved me more (Jane), while others made me lose track (Jonathan). Woven into all this is the third-person narrative about Darren, which also threw me off track. For me, the book was overly intellectual, a bit alien, like Paul Auster's prose. I stayed outside, looked through the glass, from a distance, and moved on.

My rating: 5/10.


Ben Lerner, The Topeka School
Publishing House: Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021
Translation: Robert Sudół
Number of pages: 416
ISBN: 978-83-08-07062-8

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

Philip K. Dick, Blade Runner: Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? (Do Androids Dream of Electric Sheep?)

Odkrywanie klasyki na nowo

Po książce Kazuo Ishiguro Klara i słońce nie mogłam sięgnąć po nic innego jak klasykę gatunku – Blade Runnera Philipa K. Dicka. Chociaż film oglądałam kilka razy (zarówno w reżyserii Ridley’a Scotta z 1982 roku, jak i nowy z 2017 roku w reżyserii Dennisa Villeneuve), to mam wrażenie, że klasyki gatunku nie czytałam, albo czytałam bardzo dawno. Warto więc było po nią sięgnąć, bo książka inaczej rozkłada akcenty niż obie ekranizacje.

Postapokaliptyczne życie na ziemi

Powieść Dicka mam w pięknym wydaniu Wydawnictwa Rebis z ilustracjami Wojciecha Siudmaka. Książka, licząca sobie niecałe 300 stron ze wstępem, to dość szybka lektura w 22 rozdziałach. Rick Deckard, żyjący w post-apokaliptycznym San Francisco, dostaje niespodziewany przydział na odłowienie sześciu zbiegłych androidów nowej generacji Nexus-6, gdyż jego bardziej doświadczony kolega zostaje poważnie zraniony przez jednego ze zbiegów. Łowca ma przed sobą bardzo trudne zadanie – wytropienie i zlikwidowanie aż sześciu sprytnych, łudząco podobnych do człowieka robotów, które odróżnia się od ludzi testem na empatię. Androidy nie mają w sobie współczucia, potrafią je tylko udawać, i taki test jest podstawą do rozróżnienia człowieka od maszyny. Chociaż androidy, które poznajemy, chcą wieść w miarę normalne życie (jedna z uciekinierek z Marsa śpiewa np. w operze), to jednak by dostać się z powrotem na Ziemię dopuściły się zbrodni na czerwonej planecie.

Mężczyzna w kryzysie

Deckarda obserwujemy w sytuacji kryzysowej – mężczyzna marzy o prawdziwym zwierzęciu, którym mógłby się opiekować zamiast swojej elektrycznej owcy. Żywy organizm świadczy o statusie, choć produkowane po zagładzie elektryczne zwierzęta w zasadzie trudno rozróżnić od oryginałów. Na Ziemi wyginęły niemal wszystkie ptaki i większość ssaków, więc pojedyncze pozostałe egzemplarze są na wagę złota. Po wykonaniu połowy swojej misji, którą łowca niemal przypłacił życiem, mężczyzna kupuje sobie szalenie drogą, żywą, czarną kozę nubijską, która jest powodem jego dumy.

Niewidoczna granica

Niepokojącym aspektem książki Dicka jest zacieranie się granic pomiędzy robotami a człowiekiem. Coraz nowsze systemy operacyjne coraz lepiej  naśladują ludzi, a wgrywana im pamięć utrzymuje maszyny w przekonaniu, że są żywymi organizmami. Androidy mają rosnącą potrzebę niezależności i prowadzenia samodzielnego życia, niepoświęconego służbie człowiekowi. Deckhard ma spore problemy z rozróżnieniem najnowszych generacji maszyn od ludzi, a można się domyślać, że w przyszłości ten problem będzie się jeszcze pogłębiał. Jednak w codziennym życiu łatwo to zauważyć – kiedy J.R. Isidore, jedyny mieszkaniec bloku, do którego wprowadzają się zbiegowie, znajduje żywego pająka, androidy zaczynają odrywać mu nogi, znęcając się nad stworzeniem bez szczególnej refleksji. To empatia staję się czynnikiem odróżniającym człowieka od maszyny, ale – paradoskalnie – ludzie w powieści Dicka są często odrętwiali, samotni, wyizolowani, nie widzący sensu w swoim istnieniu. Muszą używać specjalnej maszyny, by łączyć się w empatii z innymi ludźmi. Roboty z kolei nawiązują między sobą relacje i budują małe społeczności, co zwiększa ich szanse przeżycia.

Nowa religia

Ostatnim aspektem książki, na który chciałabym zwrócić uwagę, jest łącząca ludzi religia – Merceryzm. Ludzie mogą się połączyć przez specjalny aparat ze swoim cierpiącym guru, Wilburem Mercerem, i dzielić emocjami, wysyłając potrzebującym dumę i radość, a zabierając ich smutek i cierpienie. Wartością nadrzędną jest więc współodczuwanie, wspólnota, której jednak na co dzień w książce nie widać. Co ciekawe, Deckhard ma kilka razy wizje Mercera, który ostrzega go przed niebezpieczeństwem, ale pozwala również dostrzec ropuchę na pustyni. Chociaż w oglądanej przez wszystkich stacji telewizyjnej następuje próba obalenia merceryzmu jako fikcji, łowca jest przekonany o jej wadze i autentyczności.

Absolutna klasyka

Zawsze z dużą ciekawością sięgam do ważnych pozycji w kulturze – po pierwsze, żeby zobaczyć, czy je faktycznie znam i na ile różnią się one od swoich późniejszych interpretacji. Powieść przesuwa ciężar w stronę zagłady ekologicznej, wymierania gatunków i poczucia odpowiedzialności za tę katastrofę. Podkreślony jest cynizm wielkich korporacji, które produkują roboty wpierające ludzi podczas życia na innych planetach, ich próby podważenia metodologii rozróżniania robotów i ludzi, ich ostentacyjne bogactwo. Android Rachel Rosen, przy której testowaniu Deckhard niemal poległ, jest cynicznie zaprojektowany na uwodzenie łowców i uniemożliwianie im dalszej pracy. Misja robota jest jednak tylko połowicznie udana i pozostaje pytanie, kto kogo wykorzystał.

Chociaż książka została opublikowana w 1968 roku, pozostaje dalej boleśnie aktualna. Napisana w estetyce noir i przypominająca nieco kryminały Raymonda Chandlera (detektyw ścigający bezwzględnych przestępców) w ogóle się nie zestarzała, choć niektóre skoki myślowe Dicka i szybkie zmiany tematu czy optyki wymagają od czytelnika czujności. Dla mnie pozycja absolutnie obowiązkowa i być może coraz bardziej aktualna.

Moja ocena: 8/10.


Philip K. Dick, Blade Runner: Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?
Ilustracje: Wojciech Siudmak
Wydawnictwo Rebis, Poznań 2018
Tłumaczenie: Sławomir Kedzierski
Liczba stron: 272
ISBN: 978-83-7519-131-7

**********************************************************************************

Redescovering the classic

Afer Kazuo Ishiguro's book Klara and the Sun, I couldn't find anything else but the classic of the genre – Philip K. Dick's Do Androids Dream of Electric Sheep?. Although I've seen the film Blade Runner several times (both Ridley Scott's 1982 film and the new 2017 film directed by Dennis Villeneuve), I feel like I haven't read this genre classic, or maybe I did a long time ago. It was worth picking it up, as the book has a different focus than the two film adaptations.

Post-apocalypse Life on Earth

I read Dick's novel in a beautiful edition from Rebis Publishing House, illustrated by Wojciech Siudmak. The book, with just under 300 pages including the introduction, is a fairly quick read with 22 chapters. Rick Deckard, living in post-apocalyptic San Francisco, is unexpectedly assigned to capture six escaped, next-generation Nexus-6 androids after his more experienced colleague is seriously wounded by one of the escapees. The hunter faces a daunting task: tracking down and eliminating six clever, deceptively human-like robots, distinguished from humans by an empathy test. Androids lack compassion; they can only fake it, and this test is the basis for distinguishing humans from machines. Although the androids we meet want to lead relatively normal lives (one of the Martian escapees sings opera, for example), they have committed crimes on the red planet to return to Earth.

Man in Crisis

We observe Deckard in a crisis situation: he dreams of a real animal to care for instead of his electric sheep. A living organism signifies status, although the electric animals produced after the Holocaust are essentially indistinguishable from the real thing. Almost all birds and most mammals have become extinct on Earth, so the few remaining specimens are worth their weight in gold. After completing half of his mission, which nearly cost the hunter his life, the man buys himself a wildly expensive, live, black Nubian goat, a source of pride for him.

Invisible Difference

A disturbing aspect of Dick's book is the blurring of the lines between robots and humans. Newer operating systems increasingly mimic humans, and the memory they're loaded with keeps the machines convinced they're living organisms. Androids have a growing need for independence and to lead independent lives, not dedicated to serving humans. Deckhard has significant difficulty distinguishing the latest generations of machines from humans, and one can surmise that this problem will only worsen in the future. However, this is easily noticeable in everyday life – when J.R. Isidore, the sole resident of the apartment building the fugitives move into, finds a live spider, the androids begin ripping off its legs, tormenting the creature without much thought. Empathy becomes the factor that distinguishes man from machine, but paradoxically, the people in Dick's novel are often numb, lonely, isolated, and see no meaning in their existence. They must use a special machine to connect empathetically with other humans. The robots, in turn, establish relationships with each other and build small communities, which increases their chances of survival.

New Religion

The final aspect of the book I'd like to highlight is the religion that unites people – Mercerism. People can connect through a special device with their suffering guru, Wilbur Mercer, and share emotions, sending pride and joy to those in need and taking away their sadness and suffering. Compassion and community are paramount, however, and these are not generally visible in the book. Interestingly, Deckhard has several visions of Mercer, who warns him of danger but also allows him to see a toad in the desert. Although a widely watched television station attempts to debunk Mercerism as fiction, the hunter remains convinced of its importance and authenticity.

An Absolute Classic

I always delve into important cultural works with great curiosity – firstly, to see if I actually know them and how they differ from later interpretations. The novel shifts the focus towards ecological destruction, species extinction, and the sense of responsibility for this catastrophe. It highlights the cynicism of large corporations that produce robots to support humans on other planets, their attempts to undermine the methodology of distinguishing between robots and humans, and their ostentatious wealth. Rachel Rosen's android, whose testing nearly failed, is cynically designed to seduce the hunters and prevent them from continuing their work. However, the robot's mission is only partially successful, and the question remains who exploited whom.

Although the book was published in 1968, it remains painfully relevant. Written in a noir aesthetic and somewhat reminiscent of Raymond Chandler's crime novels (a detective pursuing ruthless criminals), it hasn't aged at all, although some of Dick's thought-provoking leaps and quick changes of subject or perspective require the reader to be alert. For me, it's an absolute must-read and perhaps growing increasingly relevant.

My rating: 8/10.


Author: Philip K. Dick
Title: Do Androids Dream of Electric Sheep?
Illustrations: Wojciech Siudmak
Rebis Publishing House, Poznań 2018
Translation: Sławomir Kedzierski
Number of pages: 272
ISBN: 978-83-7519-131-7

niedziela, 5 października 2025

Rebecca Makkai, Nie ma przed czym uciekać (The Borrower)

Książki mogą uratować

Sięgnęłam po powieść Rebekki Maccai z kilku względów. Po pierwsze, znam jej obsypane nagrodami Wierzyliśmy jak nikt, i zawsze z ciekawością sięgam po kolejną książkę autorki czy autora (chociaż to jest akurat debiut z 2011 roku). Po drugie, temat wydał mi się bardzo atrakcyjny dla takiego pożeracza książek jak ja – bibliotekarka ucieka z dzieckiem, więc będzie dużo o książkach i czytaniu. No i po trzecie – książka jest pięknie wydana, okładka jest w punkt, z pastelowym labiryntem książek. Mimo, że wypożyczyłam równe dziesięć książek przy ostatniej wizycie w bibliotece, po tą sięgnęłam jako trzecią i uporałam się z nią w trzy dni. Ale niestety, myślę, że nie było warto.

Dwójka uciekinierów i ich podróż po Stanach

Lucy Hull jest dwudziestosześcioletnią bibliotekarką. Podejmuje pracę w lokalnej filii w dziale dziecięcym w miasteczku Hannibal. Jej stałym czytelnikiem jest dziesięcioletni Ian Drake, który dosłownie połyka podsuwane mu lektury. Okazuje się jednak, że jego czytelnicze wybory są ściśle kontrolowane przez anorektyczną matkę. Kobieta chce, żeby chłopiec czytał głównie literaturę chrześcijańską, by kształtować jego morale. Matka i najbliższe środowisko podejrzewają, że Ian może mieć skłonności homoseksualne (powtarzam, dziesięciolatek). Chłopiec należy również do grupy pastora Boba, która ma na celu sprowadzenie zagubionej młodzieży na właściwą ścieżkę (była to zresztą droga rzeczonego pastora). Lucy, przychodząc rano do pracy, odkrywa, że Ian spędził noc w bibliotece i absolutnie nie chce wracać do domu. W związku z czym… para wyrusza na ponadtygodniową przejażdżkę po Stanach Zjednoczonych. Wydaje się, że chłopca nie szuka policja, ani jego rodzice. Całej prawdy domyśla się jedynie przenikliwy ojciec Lucy, Rosjanin Jurik Hulkinow, który w kluczowym momencie wyciąga do córki pomocną dłoń rosyjskiej mafii.

Co powinienem przeczytać?

Przekaz książki jest ważny i piękny – książki potrafią ocalić życie, przynieść nadzieję w momentach rozpaczy, udzielić niezbędnych wskazówek w momentach zwątpienia. To dlatego Lucy na pożegnanie przekazuje Ianowi listę lektur na kolejne lata – dy dać mu wsparcie, którego od rodziny raczej nie dostanie. Zwłaszcza, kiedy chłopiec będzie chciał zdefiniować swoją seksualność i zrozumieć siebie. Lista lektur była drugą wartością książki – nieco sentymentalna podróż przez lektury dzieciństwa (dla Amerykanów), a dla mnie przez studia, ze względu na wybraną specjalizację. Nieoczywiste to miejsce do szukania inspiracji na lektury dla dzieci i nastolatków, ale jeśli ktoś się uprze, to znajdzie tu Lois Lowry (Dawca), Salmana Rushdiego (Harun i morze opowieści), Edith Nesbit (Pięcioro dzieci i coś), Elen Raskin (The Westing Game), Madeleine L’Engle (Pułapka czasu), Roalda Dahla (Matylda, BFG, Danny mistrz świata), J. K. Rowling (wiadomo co), Williama Pène du Bois (The 21 Baloons), L. Franka Bauma (cykl o krainie Oz), Philipa Pullmana (Złoty kompas), Williama Goldinga (Władca much), Wilsona Rawlesa (Tam gdzie rośnie czerwona paproć) i znacznie więcej (zwłaszcza w Nocie od tłumacza). Ale na tym pozytywy się kończą.

Niewiarygodna fabuła

Znika dziesięciolatek. I nikt go nie szuka. W Stanach Zjednoczonych. Nikogo nie zastanawia, że kobieta podróżująca z dzieckiem bierze dwa osobne pokoje w hotelach. No nie wierzę w to. Wydaje mi się również, że Lucy wzięła Iana ze sobą w podróż, żeby pomóc mu odnaleźć siebie, porozmawiać o jego doświadczeniach z kościoła, wesprzeć. Tymczasem jej nieudolne próby nie przynoszą efektu i nie dowiaduje się o chłopcu wiele więcej, niż wiedziała na początku. Mało tego – jej zdroworozsądkowe zdziwienie dywagacjami innych o seksualności chłopca (przecież on ma dopiero dziesięć lat) znikaja, a Lucy trochę traci rozum.

[…] większość chrześcijan nie wiesza takich transparentów. Większość uważa, że ludzie powinni być szczęśliwi tacy, jacy są. Ci tutaj są nienawistni. Jak naziści. Naziści nie lubili gejów i posyłali och do obozów koncentracyjnych razem z Żydami. (s. 245)

Mimo wszystko, zestawienie nawet skrajnie prawicowych chrześcijan z nazistami wydaje mi się mocno przesadzone.

Wątki poboczne ważniejsze niż wątek główny?

Podróż przynosi benefit jedynie Lucy, która odkrywa prawdę o swoim ojcu, uciekinierze z ZSRR, i ciężarze, jaki ten musi na co dzień nosić. Może mężczyźnie będzie łatwiej, kiedy ktoś zna prawdę. Niestety, postaci poboczne nie są dobrze rozwinięte – ani przyjaciel Rocky, który teoretycznie podkochuje się w młodej bibliotekarce, nie zdradza jej, jak to się stało, że jeździ na wózku inwalidzkim, ani pianista Glenn, pretendujący do roli chłopaka Lucy, nie jest pogłębiony. Dziewczyna wydaje się bardzo samotna. Czy dlatego zabiera ze sobą chłopca, chociaż powinna go od razu odwieźć do domu?

Wypożyczenie

Zaskakuje wybór tytułu. Angielski oryginał brzmi The Borrower, co dałby się zrozumieć albo jako wypożyczający (z biblioteki), ale też cała wycieczka Lucy i chłopca była swojego rodzaju pożyczką – chłopiec musi przecież zostać bezpiecznie zwrócony do rodziny. Nie ma przed czym uciekać, trzeba się zmierzyć ze swoimi problemami, stawić im czoła. Szkoda, bo tytuł często wyznacza linię interpretacyjną utworu, a tutaj sugeruje pewną banalizację poruszanych tematów, które przecież błahe nie są – budowanie tożsamości u nastolatka, czy rozliczenie z przeszłością u ojca Lucy. Wypożyczenie może lepiej wpisywałoby się w lekko żartobliwy, absurdalny ton powieści. Podsumowując, dla mnie trochę strata czasu.

Moja ocena: 5/10.


Rebecca Makkai, Nie ma przed czym uciekać
Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2025
Tłumaczenie: Rafał Lisowski
Liczba stron: 368
ISBN: 978-83-68370-21-8

*********************************************************************************

I do still believe that books can save you

I picked up Rebecca Maccai's novel for several reasons. First, I'm familiar with her award-winning We Believed Like Nobody, and I'm always curious about another book by the same author (even though this is a debut from 2011). Second, the subject matter seemed very appealing to a bookworm like me – a librarian runs away with a child, so there will be a lot about books and reading. And third, the book is beautifully published, the cover is spot on, with a pastel maze of books. Although I checked out exactly ten books on my last visit to the library, this one was my third and I finished it in three days. But unfortunately, I don't think it was worth it.

Two Runaways and Their Journey Across the States

Lucy Hull is a twenty-six-year-old librarian. She takes a job at the local branch in the children's section in the town of Hannibal. Her regular reader is ten-year-old Ian Drake, who literally devours the books he's given. However, it turns out his reading choices are strictly controlled by his anorexic mother. She wants the boy to read mainly Christian literature to shape his morals. His mother and his closest circle suspect Ian may have homosexual tendencies (I repeat, a ten-year-old). The boy also belongs to Pastor Bob's group, which aims to guide lost youth back to the right path (which, incidentally, was the pastor's own path). Lucy, arriving at work one morning, discovers that Ian has spent the night in the library and absolutely refuses to return home. Consequently, the couple embarks on a week-long road trip across the United States. It seems neither the police nor his parents are looking for the boy. Only Lucy's astute father, Yuri Hulkinov, a Russian, suspects the truth, and at a crucial moment, he offers his daughter a helping hand from the Russian mafia.

What Should I Read?

The book's message is important and beautiful – books can save lives, bring hope in moments of despair, and offer essential guidance in moments of doubt. That's why, as a parting gift, Lucy gives Ian a reading list for the coming years – to give him the support he's unlikely to receive from his family, especially as he seeks to define his sexuality and understand himself. The reading list was the book's second value – a somewhat sentimental journey through childhood reading (for Americans), and for me, through my academic years due to the chosen field of study. It's not an obvious place to look for inspiration for children's and teen books, but if you're determined, you'll find Lois Lowry (The Giver), Salman Rushdie (Haroun and the Sea of ​​Stories), Edith Nesbit (Five Children and Something), Elen Raskin (The Westing Game), Madeleine L'Engle (A Wrinkle in Time), Roald Dahl (Matilda, The BFG, Danny the Champion of the World), J. K. Rowling (You know what), William Pène du Bois (The 21 Balloons), L. Frank Baum (the Oz series), Philip Pullman (The Golden Compass), William Golding (Lord of the Flies), Wilson Rawles (Where the Red Fern Grows), and much more (especially in the Translator's Note). But that's where the positives end.

Unbelievable Plot

A ten-year-old boy disappears. And no one is looking for him. In the United States. No one wonders that a woman traveling with a child would take two separate hotel rooms. I don't believe it. I also think Lucy took Ian with her on the trip to help him find himself, to talk about his experiences at church, to offer support. Meanwhile, her clumsy attempts are ineffective, and she doesn't learn much more about the boy than she initially knew. Moreover, her common-sense surprise at others' speculations about the boy's sexuality (after all, he's only ten years old) vanishes, and Lucy loses her mind a bit.

[…] most Christians don't hang up banners like that. Most believe people should be happy just the way they are. These people here are hateful. Like the Nazis. The Nazis didn't like gays and sent them to concentration camps along with the Jews. (p. 245)

Well, that escalated quickly.

Are side plots more important than the main plot?

The journey benefits only Lucy, who discovers the truth about her father, a refugee from the USSR, and the burden he must carry every day. Perhaps it will be easier for the man if his daughter also knows the truth. Unfortunately, the secondary characters are not well developed – nor Lisa’s parents, neither friend Rocky, who theoretically has a crush on the young librarian, ever reveals to her how he ended up using a wheelchair, nor pianist Glenn, Lucy's aspiring boyfriend, is given any depth. The girl seems very lonely. Is that why she takes the boy with her, even though she should have taken him home immediately?

The Borrower

The choice of title is surprising. The Polish title is "There’s Nothing to Run From," which suggests you have to face your problems, confront them. It's a shame, because the title often defines the interpretation of the work, and here it suggests a certain trivialization of the topics discussed, which are, after all, not trivial – building an identity for a teenager, or Lucy's father coming to terms with the past. Staying closer to the original title would perhaps have fit better with the novel's slightly humorous, absurd tone. To sum up, for me it was a bit of a waste of time. I wouldn’t borrow it from the library for a second time. 

My rating: 5/10.


Author: Rebecca Makkai
Title: The Borrower
Publishing House: Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2025
Translation: Rafał Lisowski
Number of pages: 368
ISBN: 978-83-68370-21-8

niedziela, 28 września 2025

Elif Shafak, Tam na niebie są rzeki (There Are Rivers in the Sky)

Palące tematy w powieści o wodzie

Elif Shafak naprawdę potrafi opowiadać. Wciągnąć czytelnika od pierwszej strony, zaczarować, przykuć do opowiadanej historii. Ale jednak... Nie mam przekonania do tej powieści – mam wrażenie, że została napisana trochę pod publiczkę, trochę pod aktualną modę, a polityczna poprawność jest na poziomie Netfliksa.

Trójka bohaterów

Najnowsza powieść tureckiej pisarki Tam na niebie są rzeki, klasycznie dla Shafak, ma wiele poziomów. Po pierwsze, to trzy przeplatające się historie, dziejące się w różnym czasie – Arthura, Władcy Ścieków i Slumsów, żyjącego w latach 1840 - 1876, przez całe życie związanego z rzekami – Tamizą i Tygrysem, fascynata Mezopotamii, badacza, który rozszyfrował pismo klinowe (wzorowanego na rzeczywistej postaci Georga Smitha). Oprócz tego przyglądamy się życiu Zaleekhah, która przechodzi właśnie trudny czas w życiu – rozwodzi się z mężem i wyprowadza ze wspólnego mieszkania na barkę, należącą do właścicielki salonu tatuaży, Nen. Młoda badaczka wody, pracująca w startupie, ma z badanym żywiołem skomplikowaną relację – jej rodzice utopili się w błyskawicznej powodzi, kiedy dziewczynka miała siedem lat. Od tego czasu wychowywał ją niezwykle bogaty wuj Malek. Ostatnią bohaterką jest dziewięcioletnia Narin, która z ukochaną Babcią i ojcem wyjeżdża przyjąć chrzest w świętej dolinie Lalisz w Iranie, gdzie właśnie rozpoczęły się niepokoje społeczne, a ISIS morduje innowierców, jazydów. Dziewczynka, pochodząca z jazydzkiego rodu wróżbitów, nie zostaje oszczędzona – jej rodzina ginie, a ona sama zostaje służącą w domu komendanta terrorystycznej organizacji, a dalej zostaje sprzedana kolejnemu mężczyźnie. Z rąk oprawców wykupują ją Zaleekhah i Nen, które chronią ją od losu dawczyni organów.

Pamięć wody

Drugim ważnym tematem w książce jest woda – w każdej postaci. Zarówno jako rzeki, często poukrywane pod miastami, przysypane, rozlane w tamy, wyciągnięte ze swoich koryt. Woda pokazana jest zarówno jako dobrodziejstwo – trzymająca ludzi przy życiu w pustynnych terenach, ale również jako zagrożenie – nieokiełznany żywioł, który może odebrać życie, czy jako powódź, czy jako źródło zatrutej wody. Shafak pisze otwarcie o problemach z dostępem do wody, o postępujących zmianach klimatycznych, o niedoborach cennej substancji. Tutaj książka przypominała najnowsze publikacje Wydawnictwa Poznańskiego, zwłaszcza Żywe istoty Iidy Turpeinen czy nagrodzoną Bookerem Liściowieść Richarda Powersa. Świadomość konieczności ochrony naturalnych zasobów staje się ważnym literackim – i życiowym – tematem.

Jazydzi

Kolejnym ważnym elementem powieści są prześladowania na tle religijnym czy narodowościowym. Mniejszość jazydzka, nienależąca do ludów księgi jak chrześcijanie czy Żydzi, jest prześladowana przez Muzułmanów jako czciciele Szatana (faktycznie wierzą w istotę boską zwaną Shaytan). Shafak ukazuje ludobójstwo z Sindżaru z 3 sierpnia 2014 roku, kiedy sunniccy ekstremiści z Państwa Islamskiego zaatakowali i wymordowali ponad dziesięć tysięcy jazydów, a część ludności po ucieczce w góry zdołała korytarzem humanitarnym uciec do Syrii i Iraku. Rodzina Narin nie miała tego szczęścia – prawdopodobnie zarówno ojciec, jak i Babka, zginęli straszną śmiercią. Sama dziewczynka, uprowadzona przez siły ISIS, musiała służyć muzułmańskim panom i prawdopodobnie nie uniknęła przemocy seksualnej. Litościwie dla czytelnika Shafak oszczędza nam drastycznych szczegółów.

Epos o Gilgameszu

Wreszcie literackim bohaterem jest rozszyfrowywany przez Arthura Epos o Gilgameszu, odnajdywany przez naukowca na glinianych tabliczkach na terenie wykopalisk. Ten akadyjski poemat, który powstał między XIII a XI wiekiem p.n.e., choć spisany został dużo później, jest mi w zasadzie nieznany, więc cieszę się, że Shafak przybliżyła mi niejednoznacznego bohatera, który przechodzi przemianę z okrutnego i bezwzględnego tyrana na mądrego władcę. Tekst, który odkrywa Arthur, pochodzi z biblioteki pałacowej asyryjskiego króla Aszurbanipala w Niniwie.

Powieść pod tezę

Powieść Shafak jest wciągająca i ciekawa, dobrze skomponowana. Każda część poświęcona Narin ma oznaczenie H-, Arturowi -O-, a Zaleekah -H, co daje nam H2O. Końcowy rozdział, łączący losy całej trójki, tak się właśnie nazywa. Niemniej jednak mam wrażenie, że książka została napisana pod pewną tezę, określony, „modny” temat. Zainteresowanie Zaleekah właścicielką swojej łodzi było dla mnie gwoździem do trumny, wciśnięciem pewnego motywu na siłę, zwłaszcza, że nic w fabule nie wskazywało, żeby młoda badaczka miała homoseksualne skłonności. Ten wątek w ogóle mnie nie przekonał. Książka, choć na początku wciągająca i zachwycająca, z biegiem traciła dla mnie swój urok. W mojej ocenie to jedna z gorszych publikacji utalentowanej tureckiej autorki, jakby napisana pod konkretną tezę i zamówienie. Szkoda.

Moja ocena: 6/10.


Elif Shafak, Tam na niebie są rzeki
Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2025
Tłumaczenie: Natalia Wiśniewska
Liczba stron: 528
ISBN: 978-83-68479-02-7

***********************************************************************************

Burning Themes in a Novel About Water

Elif Shafak truly knows how to tell a story. She captivates the reader from the very first page, enchanting them, riveting them to the story. But still... I'm not convinced by this very novel – I feel it was written partly to appeal to the audience, partly to current fashion, and the political correctness is on par with Netflix.

Three Characters

The Turkish writer's latest novel, There Are Rivers in the Sky, is a classic Shafak book, with many layers. Firstly, it features three interwoven stories, set in different time periods – Arthur, the Lord of the Sewers and Slums, who lived from 1840 to 1876, with a lifelong connection to rivers – the Thames and Tigris, a Mesopotamian enthusiast, and a researcher who deciphered cuneiform writing (based on the real-life figure of George Smith). We also follow Zaleekhah, who is going through a difficult time in her life – she's divorcing her husband and moving out of their shared apartment onto a barge belonging to Nen, the owner of a tattoo parlor. A young water researcher who is working at a startup has a complicated relationship with the element she studies – her parents drowned in a flash flood when she was seven. Since then, she has been raised by her incredibly wealthy uncle, Malek. The final protagonist is nine-year-old Narin, who, with her beloved Grandma and father, travels to be baptized in the holy Lalesh Valley in Iran, where civil unrest has just erupted and ISIS is murdering Yazidis, non-Jews. The girl, from a Yazidi family of fortune tellers, is not spared – her family is killed, and she becomes a servant in the household of the commander of the terrorist organization, only to be sold to another man. Zaleekhah and Nen redeem her from her captors and save her from the fate of an organ donor.

The Memory of Water

The second major theme in the book is water – in all its forms. Whether it's rivers, often hidden beneath cities, buried, flooded, or pulled from their beds. Water is presented both as a blessing – keeping people alive in desert areas – but also as a threat – an untamed element that can take lives, whether as a flood or a source of poisoned water. Shafak writes openly about problems with access to water, ongoing climate change, and the shortage of this precious substance. Here, the book recalls recent publications by Wydawnictwo Poznańskie, particularly Iida Turpeinen's Beasts of the Sea and Richard Powers' Booker Prize-winning The Overstory. Awareness of the need to protect natural resources becomes a significant literary – and real-life – theme.

The Yazidis

Another important element of the novel is persecution based on religion or nationality. The Yazidi minority, not belonging to the People of the Book like Christians or Jews, is persecuted by Muslims as Satan worshippers (they actually believe in a divine being called Shaytan). Shafak depicts the Sinjar genocide of August 3, 2014, when Sunni extremists from the Islamic State attacked and murdered over ten thousand Yazidis. Some of the population, after fleeing to the mountains, managed to escape to Syria and Iraq through a humanitarian corridor. Narin's family was not so fortunate – it is likely that both her father and grandmother died horrific deaths. The girl herself, abducted by ISIS forces, was forced to serve Muslim masters and likely suffered sexual violence. Mercifully for the reader, Shafak spares us the gory details.

The Epic of Gilgamesh

Finally, the literary hero is the Epic of Gilgamesh, deciphered by Arthur, discovered by a scholar on clay tablets at an excavation site. This Akkadian poem, written between the 13th and 11th centuries BC, is largely unfamiliar to me, though written much later. I'm glad Shafak has introduced me to an ambiguous protagonist who undergoes a transformation from a cruel and ruthless tyrant to a wise ruler. The text Arthur discovers comes from the palace library of the Assyrian king Ashurbanipal in Nineveh.

A Novel for a Thesis

Shafak's novel is engaging, interesting, and well-composed. Each section devoted to Narin is designated with H- letter, Arthur -O-, and Zaleekah -H, giving us H2O. The final chapter, which ties together the fates of all three, is precisely titled this way. Nevertheless, I have the impression that the book was written with a specific thesis, a specific, “fashionable” theme in mind. Zaleekah’s interest in the owner of her boat was the final nail in the coffin for me, a forced introduction, especially since nothing in the plot suggested the young researcher had homosexual tendencies. This thread didn’t convince me at all. The book, though initially engaging and delightful, gradually lost its charm for me. In my opinion, it’s one of the lesser publications by this talented Turkish author, as if written for a specific thesis and commission. It’s a shame.

My rating: 6/10.


Author: Elif Shafak
Title: There Are Rivers in the Sky
Publishing House: Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2025
Translation: Natalia Wiśniewska
Number of pages: 528
ISBN: 978-83-68