Pokazywanie postów oznaczonych etykietą American literature. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą American literature. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 lipca 2026

Ben Lerner, Topeka (The Topeka School)

Nie każdy bestseller będzie hitem dla każdego

Po głośną powieść Bena Lernera Topeka sięgnęłam z polecenia, Autor ma być jednym z gości festiwalu literatury w Berlinie we wrześniu tego roku (https://literaturfestival.com/en/events/ben-lerner-transkription/).  Rekomendacja okazała się jednak nietrafiona, książka nie przypadła mi do gustu.

Ben Lerner

Amerykański pisarz i poeta urodził się w mieście Topeka w stanie Kansas. Co ciekawe, oboje rodziców jest psychologami, a sam Lerner uczestniczył w debatach szkolnych, w 1997 roku wygrywając jeden z ważniejszych konkursów w tej dziedzinie. Informacje, które znalazłam na angielskojęzycznej stronie Wikipedii rzucają dodatkowe światło na książkę, czyniąc ją mocno autobiograficzną. Ponadto Lerner to również stypendysta Fundacji Fullbrighta, Guggenheima i MacArthura, autor pięciu tomików poezji oraz czterech powieści, w tym najnowszej Transcription, wydanej w tym roku (2026), która będzie promowana w Berlinie, oraz monografii The Hatred Poetry. Finalista National Book Award in Poetry, laureat szeregu nagród literackich. Obecnie pracuje jako profesor języka angielskiego w Brooklyn College. Topeka to pierwszy utwór Lernera, z którym mogłam się zapoznać.

Ameryka na przełomie wieków

Bohaterów jest w sumie czwórka, z postaciami pobocznymi. Główną postacią jest Adam Gordon, kończący amerykańskie liceum (high school), uczestniczący w publicznych debatach i szykujący się do ostatniego wystąpienia, wieńczącego jego karierę. Taki wynalazek jest w Polsce całkowicie nieznany, więc ciekawy był mechanizm jego działania, i obowiązujące zasady, jak choćby rozsmarowywanie, a więc wygłaszanie swojego wystąpienia w tak karkołomnym tempie, żeby przeciwnik nie mógł się ustosunkować do wszystkich użytych argumentów. Adam, nerwowy, często używający podobnej techniki podczas rozmów z rodzicami, mimo swoich sukcesów, wydaje się wyobcowany i samotny wśród swoich rówieśników. Jego matka Jane jest wziętym psychologiem, publikującym książki popularnonaukowe, poświęcone wsparciu kobiet doświadczających różnych rodzajów przemocy. Ojciec Jonathan jest psychoterapeutą, oboje rodzice podchodzą do swojego syna jak do jajka, i być może paradoksalnie jest mu ciężej z nimi porozmawiać, niż gdyby mieli jakieś inne profesje. Matka wydaje się uzależniona od leków, które zresztą w momencie kryzysu daje swojemu dziecku.

Komplikacje narracyjne

W tle dzieją się inne historie – mamy całkiem dobrze nakreśloną sylwetkę Darrena, opóźnionego chłopaka, który znosi upokorzenia od swoich rówieśników, aż w końcu wybucha sprowokowany. Jest też nienormalna relacja matki z Simą, terapeutką z pracy, gdzie relacje pacjent-lekarz zostają błyskawicznie zaburzone. Koleżanka żony jest dla męża Jane atrakcyjna fizycznie, zresztą – jeśli dobrze zrozumiałam – mąż dopuszcza się zdrady. Obserwowanie tego wszystkiego było jak oglądanie filmu, w którym człowiek nie do końca się odnajduje. Jest ciekawy, bo przedstawia trochę obcą rzeczywistość, ale to nie mój świat. Narracja, prowadzona z trzech różnych perspektyw pierwszoosobowych – Adama, Jane i Jonathana, była dla mnie ciężka do śledzenia. Niektóre historie bardziej mnie poruszały (Jane), przy innych gubiłam wątek (Jonathan). W to wszystko wpleciona jest trzecioosobowa narracja o Darrenie, która też wybijała mnie z rytmu. Dla mnie książka była przeintelektualizowana, trochę obca, tak jak proza Paula Austera. Zostałam na zewnątrz, popatrzyłam przez szybę, z dystansu, i poszłam dalej.

Moja ocena: 5/10.

Ben Lerner, Topeka
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021
Tłumaczenie: Robert Sudół
Liczba stron: 416
ISBN: 978-83-08-07062-8

**********************************************************************************

A book that is overhyped

I picked up Ben Lerner's acclaimed novel, The Topeka School, on a recommendation. The author is scheduled to be one of the guests at the Berlin Literature Festival this September (https://literaturfestival.com/en/events/ben-lerner-transcription/). However, the recommendation turned out to be a misplaced one; I didn't like the book.

Ben Lerner

This American writer and poet was born in Topeka, Kansas. Interestingly, both parents are psychologists, and Lerner himself participated in school debates, winning one of the most important competitions in the field in 1997. Information I found on the English-language Wikipedia page sheds additional light on the book, making it strongly autobiographical. Lerner is also a Fulbright, Guggenheim, and MacArthur Foundation fellow, and the author of five poetry collections and four novels, including his latest, Transcription, published this year (2026), which will be presented in Berlin, and the monograph The Hatred Poetry. He is a finalist for the National Book Award in Poetry and has won numerous literary awards. He currently works as an English professor at Brooklyn College. Topeka is the first work I have read by Lerner.

America at the Turn of the Century

There are four protagonists in total, along with supporting characters. The main character is Adam Gordon, graduating from American high school, participating in public debates, and preparing for his final speech, the crowning achievement of his career. This invention is completely unknown in Poland, so I was curious about how it works and the rules, such as "smearing," meaning delivering one's speech at such a breakneck pace that the opponent cannot respond to all the arguments used. Adam, a nervous young man who often uses a similar technique when talking to his parents, despite his successes, seems alienated and lonely among his peers. His mother, Jane, is a successful psychologist who publishes popular science books dedicated to supporting women experiencing various types of violence. His father, Jonathan, is a psychotherapist; both parents handle their son with kid gloves, and perhaps paradoxically, it's harder for him to talk to them than if they had other professions. The mother seems addicted to medication, which she even gives to her child in times of crisis.

Narrative Complications

Other stories unfold in the background – we have a well-defined profile of Darren, a retarded boy who endures humiliation from his peers until he finally explodes when provoked. There's also the mother's abnormal relationship with Sima, a therapist at work, where the patient-doctor relationship is quickly disrupted. Jane's husband finds his wife's friend physically attractive, and if I understand correctly, he's also cheating on her. Watching all this was like watching a movie you can't quite place. It's interesting because it presents a somewhat alien reality, but it's not my world. The narrative, told from three different first-person perspectives – Adam, Jane, and Jonathan, was difficult for me to follow. Some stories moved me more (Jane), while others made me lose track (Jonathan). Woven into all this is the third-person narrative about Darren, which also threw me off track. For me, the book was overly intellectual, a bit alien, like Paul Auster's prose. I stayed outside, looked through the glass, from a distance, and moved on.

My rating: 5/10.


Ben Lerner, The Topeka School
Publishing House: Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021
Translation: Robert Sudół
Number of pages: 416
ISBN: 978-83-08-07062-8

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

Philip K. Dick, Blade Runner: Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? (Do Androids Dream of Electric Sheep?)

Odkrywanie klasyki na nowo

Po książce Kazuo Ishiguro Klara i słońce nie mogłam sięgnąć po nic innego jak klasykę gatunku – Blade Runnera Philipa K. Dicka. Chociaż film oglądałam kilka razy (zarówno w reżyserii Ridley’a Scotta z 1982 roku, jak i nowy z 2017 roku w reżyserii Dennisa Villeneuve), to mam wrażenie, że klasyki gatunku nie czytałam, albo czytałam bardzo dawno. Warto więc było po nią sięgnąć, bo książka inaczej rozkłada akcenty niż obie ekranizacje.

Postapokaliptyczne życie na ziemi

Powieść Dicka mam w pięknym wydaniu Wydawnictwa Rebis z ilustracjami Wojciecha Siudmaka. Książka, licząca sobie niecałe 300 stron ze wstępem, to dość szybka lektura w 22 rozdziałach. Rick Deckard, żyjący w post-apokaliptycznym San Francisco, dostaje niespodziewany przydział na odłowienie sześciu zbiegłych androidów nowej generacji Nexus-6, gdyż jego bardziej doświadczony kolega zostaje poważnie zraniony przez jednego ze zbiegów. Łowca ma przed sobą bardzo trudne zadanie – wytropienie i zlikwidowanie aż sześciu sprytnych, łudząco podobnych do człowieka robotów, które odróżnia się od ludzi testem na empatię. Androidy nie mają w sobie współczucia, potrafią je tylko udawać, i taki test jest podstawą do rozróżnienia człowieka od maszyny. Chociaż androidy, które poznajemy, chcą wieść w miarę normalne życie (jedna z uciekinierek z Marsa śpiewa np. w operze), to jednak by dostać się z powrotem na Ziemię dopuściły się zbrodni na czerwonej planecie.

Mężczyzna w kryzysie

Deckarda obserwujemy w sytuacji kryzysowej – mężczyzna marzy o prawdziwym zwierzęciu, którym mógłby się opiekować zamiast swojej elektrycznej owcy. Żywy organizm świadczy o statusie, choć produkowane po zagładzie elektryczne zwierzęta w zasadzie trudno rozróżnić od oryginałów. Na Ziemi wyginęły niemal wszystkie ptaki i większość ssaków, więc pojedyncze pozostałe egzemplarze są na wagę złota. Po wykonaniu połowy swojej misji, którą łowca niemal przypłacił życiem, mężczyzna kupuje sobie szalenie drogą, żywą, czarną kozę nubijską, która jest powodem jego dumy.

Niewidoczna granica

Niepokojącym aspektem książki Dicka jest zacieranie się granic pomiędzy robotami a człowiekiem. Coraz nowsze systemy operacyjne coraz lepiej  naśladują ludzi, a wgrywana im pamięć utrzymuje maszyny w przekonaniu, że są żywymi organizmami. Androidy mają rosnącą potrzebę niezależności i prowadzenia samodzielnego życia, niepoświęconego służbie człowiekowi. Deckhard ma spore problemy z rozróżnieniem najnowszych generacji maszyn od ludzi, a można się domyślać, że w przyszłości ten problem będzie się jeszcze pogłębiał. Jednak w codziennym życiu łatwo to zauważyć – kiedy J.R. Isidore, jedyny mieszkaniec bloku, do którego wprowadzają się zbiegowie, znajduje żywego pająka, androidy zaczynają odrywać mu nogi, znęcając się nad stworzeniem bez szczególnej refleksji. To empatia staję się czynnikiem odróżniającym człowieka od maszyny, ale – paradoskalnie – ludzie w powieści Dicka są często odrętwiali, samotni, wyizolowani, nie widzący sensu w swoim istnieniu. Muszą używać specjalnej maszyny, by łączyć się w empatii z innymi ludźmi. Roboty z kolei nawiązują między sobą relacje i budują małe społeczności, co zwiększa ich szanse przeżycia.

Nowa religia

Ostatnim aspektem książki, na który chciałabym zwrócić uwagę, jest łącząca ludzi religia – Merceryzm. Ludzie mogą się połączyć przez specjalny aparat ze swoim cierpiącym guru, Wilburem Mercerem, i dzielić emocjami, wysyłając potrzebującym dumę i radość, a zabierając ich smutek i cierpienie. Wartością nadrzędną jest więc współodczuwanie, wspólnota, której jednak na co dzień w książce nie widać. Co ciekawe, Deckhard ma kilka razy wizje Mercera, który ostrzega go przed niebezpieczeństwem, ale pozwala również dostrzec ropuchę na pustyni. Chociaż w oglądanej przez wszystkich stacji telewizyjnej następuje próba obalenia merceryzmu jako fikcji, łowca jest przekonany o jej wadze i autentyczności.

Absolutna klasyka

Zawsze z dużą ciekawością sięgam do ważnych pozycji w kulturze – po pierwsze, żeby zobaczyć, czy je faktycznie znam i na ile różnią się one od swoich późniejszych interpretacji. Powieść przesuwa ciężar w stronę zagłady ekologicznej, wymierania gatunków i poczucia odpowiedzialności za tę katastrofę. Podkreślony jest cynizm wielkich korporacji, które produkują roboty wpierające ludzi podczas życia na innych planetach, ich próby podważenia metodologii rozróżniania robotów i ludzi, ich ostentacyjne bogactwo. Android Rachel Rosen, przy której testowaniu Deckhard niemal poległ, jest cynicznie zaprojektowany na uwodzenie łowców i uniemożliwianie im dalszej pracy. Misja robota jest jednak tylko połowicznie udana i pozostaje pytanie, kto kogo wykorzystał.

Chociaż książka została opublikowana w 1968 roku, pozostaje dalej boleśnie aktualna. Napisana w estetyce noir i przypominająca nieco kryminały Raymonda Chandlera (detektyw ścigający bezwzględnych przestępców) w ogóle się nie zestarzała, choć niektóre skoki myślowe Dicka i szybkie zmiany tematu czy optyki wymagają od czytelnika czujności. Dla mnie pozycja absolutnie obowiązkowa i być może coraz bardziej aktualna.

Moja ocena: 8/10.


Philip K. Dick, Blade Runner: Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?
Ilustracje: Wojciech Siudmak
Wydawnictwo Rebis, Poznań 2018
Tłumaczenie: Sławomir Kedzierski
Liczba stron: 272
ISBN: 978-83-7519-131-7

**********************************************************************************

Redescovering the classic

Afer Kazuo Ishiguro's book Klara and the Sun, I couldn't find anything else but the classic of the genre – Philip K. Dick's Do Androids Dream of Electric Sheep?. Although I've seen the film Blade Runner several times (both Ridley Scott's 1982 film and the new 2017 film directed by Dennis Villeneuve), I feel like I haven't read this genre classic, or maybe I did a long time ago. It was worth picking it up, as the book has a different focus than the two film adaptations.

Post-apocalypse Life on Earth

I read Dick's novel in a beautiful edition from Rebis Publishing House, illustrated by Wojciech Siudmak. The book, with just under 300 pages including the introduction, is a fairly quick read with 22 chapters. Rick Deckard, living in post-apocalyptic San Francisco, is unexpectedly assigned to capture six escaped, next-generation Nexus-6 androids after his more experienced colleague is seriously wounded by one of the escapees. The hunter faces a daunting task: tracking down and eliminating six clever, deceptively human-like robots, distinguished from humans by an empathy test. Androids lack compassion; they can only fake it, and this test is the basis for distinguishing humans from machines. Although the androids we meet want to lead relatively normal lives (one of the Martian escapees sings opera, for example), they have committed crimes on the red planet to return to Earth.

Man in Crisis

We observe Deckard in a crisis situation: he dreams of a real animal to care for instead of his electric sheep. A living organism signifies status, although the electric animals produced after the Holocaust are essentially indistinguishable from the real thing. Almost all birds and most mammals have become extinct on Earth, so the few remaining specimens are worth their weight in gold. After completing half of his mission, which nearly cost the hunter his life, the man buys himself a wildly expensive, live, black Nubian goat, a source of pride for him.

Invisible Difference

A disturbing aspect of Dick's book is the blurring of the lines between robots and humans. Newer operating systems increasingly mimic humans, and the memory they're loaded with keeps the machines convinced they're living organisms. Androids have a growing need for independence and to lead independent lives, not dedicated to serving humans. Deckhard has significant difficulty distinguishing the latest generations of machines from humans, and one can surmise that this problem will only worsen in the future. However, this is easily noticeable in everyday life – when J.R. Isidore, the sole resident of the apartment building the fugitives move into, finds a live spider, the androids begin ripping off its legs, tormenting the creature without much thought. Empathy becomes the factor that distinguishes man from machine, but paradoxically, the people in Dick's novel are often numb, lonely, isolated, and see no meaning in their existence. They must use a special machine to connect empathetically with other humans. The robots, in turn, establish relationships with each other and build small communities, which increases their chances of survival.

New Religion

The final aspect of the book I'd like to highlight is the religion that unites people – Mercerism. People can connect through a special device with their suffering guru, Wilbur Mercer, and share emotions, sending pride and joy to those in need and taking away their sadness and suffering. Compassion and community are paramount, however, and these are not generally visible in the book. Interestingly, Deckhard has several visions of Mercer, who warns him of danger but also allows him to see a toad in the desert. Although a widely watched television station attempts to debunk Mercerism as fiction, the hunter remains convinced of its importance and authenticity.

An Absolute Classic

I always delve into important cultural works with great curiosity – firstly, to see if I actually know them and how they differ from later interpretations. The novel shifts the focus towards ecological destruction, species extinction, and the sense of responsibility for this catastrophe. It highlights the cynicism of large corporations that produce robots to support humans on other planets, their attempts to undermine the methodology of distinguishing between robots and humans, and their ostentatious wealth. Rachel Rosen's android, whose testing nearly failed, is cynically designed to seduce the hunters and prevent them from continuing their work. However, the robot's mission is only partially successful, and the question remains who exploited whom.

Although the book was published in 1968, it remains painfully relevant. Written in a noir aesthetic and somewhat reminiscent of Raymond Chandler's crime novels (a detective pursuing ruthless criminals), it hasn't aged at all, although some of Dick's thought-provoking leaps and quick changes of subject or perspective require the reader to be alert. For me, it's an absolute must-read and perhaps growing increasingly relevant.

My rating: 8/10.


Author: Philip K. Dick
Title: Do Androids Dream of Electric Sheep?
Illustrations: Wojciech Siudmak
Rebis Publishing House, Poznań 2018
Translation: Sławomir Kedzierski
Number of pages: 272
ISBN: 978-83-7519-131-7

niedziela, 5 października 2025

Rebecca Makkai, Nie ma przed czym uciekać (The Borrower)

Książki mogą uratować

Sięgnęłam po powieść Rebekki Maccai z kilku względów. Po pierwsze, znam jej obsypane nagrodami Wierzyliśmy jak nikt, i zawsze z ciekawością sięgam po kolejną książkę autorki czy autora (chociaż to jest akurat debiut z 2011 roku). Po drugie, temat wydał mi się bardzo atrakcyjny dla takiego pożeracza książek jak ja – bibliotekarka ucieka z dzieckiem, więc będzie dużo o książkach i czytaniu. No i po trzecie – książka jest pięknie wydana, okładka jest w punkt, z pastelowym labiryntem książek. Mimo, że wypożyczyłam równe dziesięć książek przy ostatniej wizycie w bibliotece, po tą sięgnęłam jako trzecią i uporałam się z nią w trzy dni. Ale niestety, myślę, że nie było warto.

Dwójka uciekinierów i ich podróż po Stanach

Lucy Hull jest dwudziestosześcioletnią bibliotekarką. Podejmuje pracę w lokalnej filii w dziale dziecięcym w miasteczku Hannibal. Jej stałym czytelnikiem jest dziesięcioletni Ian Drake, który dosłownie połyka podsuwane mu lektury. Okazuje się jednak, że jego czytelnicze wybory są ściśle kontrolowane przez anorektyczną matkę. Kobieta chce, żeby chłopiec czytał głównie literaturę chrześcijańską, by kształtować jego morale. Matka i najbliższe środowisko podejrzewają, że Ian może mieć skłonności homoseksualne (powtarzam, dziesięciolatek). Chłopiec należy również do grupy pastora Boba, która ma na celu sprowadzenie zagubionej młodzieży na właściwą ścieżkę (była to zresztą droga rzeczonego pastora). Lucy, przychodząc rano do pracy, odkrywa, że Ian spędził noc w bibliotece i absolutnie nie chce wracać do domu. W związku z czym… para wyrusza na ponadtygodniową przejażdżkę po Stanach Zjednoczonych. Wydaje się, że chłopca nie szuka policja, ani jego rodzice. Całej prawdy domyśla się jedynie przenikliwy ojciec Lucy, Rosjanin Jurik Hulkinow, który w kluczowym momencie wyciąga do córki pomocną dłoń rosyjskiej mafii.

Co powinienem przeczytać?

Przekaz książki jest ważny i piękny – książki potrafią ocalić życie, przynieść nadzieję w momentach rozpaczy, udzielić niezbędnych wskazówek w momentach zwątpienia. To dlatego Lucy na pożegnanie przekazuje Ianowi listę lektur na kolejne lata – dy dać mu wsparcie, którego od rodziny raczej nie dostanie. Zwłaszcza, kiedy chłopiec będzie chciał zdefiniować swoją seksualność i zrozumieć siebie. Lista lektur była drugą wartością książki – nieco sentymentalna podróż przez lektury dzieciństwa (dla Amerykanów), a dla mnie przez studia, ze względu na wybraną specjalizację. Nieoczywiste to miejsce do szukania inspiracji na lektury dla dzieci i nastolatków, ale jeśli ktoś się uprze, to znajdzie tu Lois Lowry (Dawca), Salmana Rushdiego (Harun i morze opowieści), Edith Nesbit (Pięcioro dzieci i coś), Elen Raskin (The Westing Game), Madeleine L’Engle (Pułapka czasu), Roalda Dahla (Matylda, BFG, Danny mistrz świata), J. K. Rowling (wiadomo co), Williama Pène du Bois (The 21 Baloons), L. Franka Bauma (cykl o krainie Oz), Philipa Pullmana (Złoty kompas), Williama Goldinga (Władca much), Wilsona Rawlesa (Tam gdzie rośnie czerwona paproć) i znacznie więcej (zwłaszcza w Nocie od tłumacza). Ale na tym pozytywy się kończą.

Niewiarygodna fabuła

Znika dziesięciolatek. I nikt go nie szuka. W Stanach Zjednoczonych. Nikogo nie zastanawia, że kobieta podróżująca z dzieckiem bierze dwa osobne pokoje w hotelach. No nie wierzę w to. Wydaje mi się również, że Lucy wzięła Iana ze sobą w podróż, żeby pomóc mu odnaleźć siebie, porozmawiać o jego doświadczeniach z kościoła, wesprzeć. Tymczasem jej nieudolne próby nie przynoszą efektu i nie dowiaduje się o chłopcu wiele więcej, niż wiedziała na początku. Mało tego – jej zdroworozsądkowe zdziwienie dywagacjami innych o seksualności chłopca (przecież on ma dopiero dziesięć lat) znikaja, a Lucy trochę traci rozum.

[…] większość chrześcijan nie wiesza takich transparentów. Większość uważa, że ludzie powinni być szczęśliwi tacy, jacy są. Ci tutaj są nienawistni. Jak naziści. Naziści nie lubili gejów i posyłali och do obozów koncentracyjnych razem z Żydami. (s. 245)

Mimo wszystko, zestawienie nawet skrajnie prawicowych chrześcijan z nazistami wydaje mi się mocno przesadzone.

Wątki poboczne ważniejsze niż wątek główny?

Podróż przynosi benefit jedynie Lucy, która odkrywa prawdę o swoim ojcu, uciekinierze z ZSRR, i ciężarze, jaki ten musi na co dzień nosić. Może mężczyźnie będzie łatwiej, kiedy ktoś zna prawdę. Niestety, postaci poboczne nie są dobrze rozwinięte – ani przyjaciel Rocky, który teoretycznie podkochuje się w młodej bibliotekarce, nie zdradza jej, jak to się stało, że jeździ na wózku inwalidzkim, ani pianista Glenn, pretendujący do roli chłopaka Lucy, nie jest pogłębiony. Dziewczyna wydaje się bardzo samotna. Czy dlatego zabiera ze sobą chłopca, chociaż powinna go od razu odwieźć do domu?

Wypożyczenie

Zaskakuje wybór tytułu. Angielski oryginał brzmi The Borrower, co dałby się zrozumieć albo jako wypożyczający (z biblioteki), ale też cała wycieczka Lucy i chłopca była swojego rodzaju pożyczką – chłopiec musi przecież zostać bezpiecznie zwrócony do rodziny. Nie ma przed czym uciekać, trzeba się zmierzyć ze swoimi problemami, stawić im czoła. Szkoda, bo tytuł często wyznacza linię interpretacyjną utworu, a tutaj sugeruje pewną banalizację poruszanych tematów, które przecież błahe nie są – budowanie tożsamości u nastolatka, czy rozliczenie z przeszłością u ojca Lucy. Wypożyczenie może lepiej wpisywałoby się w lekko żartobliwy, absurdalny ton powieści. Podsumowując, dla mnie trochę strata czasu.

Moja ocena: 5/10.


Rebecca Makkai, Nie ma przed czym uciekać
Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2025
Tłumaczenie: Rafał Lisowski
Liczba stron: 368
ISBN: 978-83-68370-21-8

*********************************************************************************

I do still believe that books can save you

I picked up Rebecca Maccai's novel for several reasons. First, I'm familiar with her award-winning We Believed Like Nobody, and I'm always curious about another book by the same author (even though this is a debut from 2011). Second, the subject matter seemed very appealing to a bookworm like me – a librarian runs away with a child, so there will be a lot about books and reading. And third, the book is beautifully published, the cover is spot on, with a pastel maze of books. Although I checked out exactly ten books on my last visit to the library, this one was my third and I finished it in three days. But unfortunately, I don't think it was worth it.

Two Runaways and Their Journey Across the States

Lucy Hull is a twenty-six-year-old librarian. She takes a job at the local branch in the children's section in the town of Hannibal. Her regular reader is ten-year-old Ian Drake, who literally devours the books he's given. However, it turns out his reading choices are strictly controlled by his anorexic mother. She wants the boy to read mainly Christian literature to shape his morals. His mother and his closest circle suspect Ian may have homosexual tendencies (I repeat, a ten-year-old). The boy also belongs to Pastor Bob's group, which aims to guide lost youth back to the right path (which, incidentally, was the pastor's own path). Lucy, arriving at work one morning, discovers that Ian has spent the night in the library and absolutely refuses to return home. Consequently, the couple embarks on a week-long road trip across the United States. It seems neither the police nor his parents are looking for the boy. Only Lucy's astute father, Yuri Hulkinov, a Russian, suspects the truth, and at a crucial moment, he offers his daughter a helping hand from the Russian mafia.

What Should I Read?

The book's message is important and beautiful – books can save lives, bring hope in moments of despair, and offer essential guidance in moments of doubt. That's why, as a parting gift, Lucy gives Ian a reading list for the coming years – to give him the support he's unlikely to receive from his family, especially as he seeks to define his sexuality and understand himself. The reading list was the book's second value – a somewhat sentimental journey through childhood reading (for Americans), and for me, through my academic years due to the chosen field of study. It's not an obvious place to look for inspiration for children's and teen books, but if you're determined, you'll find Lois Lowry (The Giver), Salman Rushdie (Haroun and the Sea of ​​Stories), Edith Nesbit (Five Children and Something), Elen Raskin (The Westing Game), Madeleine L'Engle (A Wrinkle in Time), Roald Dahl (Matilda, The BFG, Danny the Champion of the World), J. K. Rowling (You know what), William Pène du Bois (The 21 Balloons), L. Frank Baum (the Oz series), Philip Pullman (The Golden Compass), William Golding (Lord of the Flies), Wilson Rawles (Where the Red Fern Grows), and much more (especially in the Translator's Note). But that's where the positives end.

Unbelievable Plot

A ten-year-old boy disappears. And no one is looking for him. In the United States. No one wonders that a woman traveling with a child would take two separate hotel rooms. I don't believe it. I also think Lucy took Ian with her on the trip to help him find himself, to talk about his experiences at church, to offer support. Meanwhile, her clumsy attempts are ineffective, and she doesn't learn much more about the boy than she initially knew. Moreover, her common-sense surprise at others' speculations about the boy's sexuality (after all, he's only ten years old) vanishes, and Lucy loses her mind a bit.

[…] most Christians don't hang up banners like that. Most believe people should be happy just the way they are. These people here are hateful. Like the Nazis. The Nazis didn't like gays and sent them to concentration camps along with the Jews. (p. 245)

Well, that escalated quickly.

Are side plots more important than the main plot?

The journey benefits only Lucy, who discovers the truth about her father, a refugee from the USSR, and the burden he must carry every day. Perhaps it will be easier for the man if his daughter also knows the truth. Unfortunately, the secondary characters are not well developed – nor Lisa’s parents, neither friend Rocky, who theoretically has a crush on the young librarian, ever reveals to her how he ended up using a wheelchair, nor pianist Glenn, Lucy's aspiring boyfriend, is given any depth. The girl seems very lonely. Is that why she takes the boy with her, even though she should have taken him home immediately?

The Borrower

The choice of title is surprising. The Polish title is "There’s Nothing to Run From," which suggests you have to face your problems, confront them. It's a shame, because the title often defines the interpretation of the work, and here it suggests a certain trivialization of the topics discussed, which are, after all, not trivial – building an identity for a teenager, or Lucy's father coming to terms with the past. Staying closer to the original title would perhaps have fit better with the novel's slightly humorous, absurd tone. To sum up, for me it was a bit of a waste of time. I wouldn’t borrow it from the library for a second time. 

My rating: 5/10.


Author: Rebecca Makkai
Title: The Borrower
Publishing House: Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2025
Translation: Rafał Lisowski
Number of pages: 368
ISBN: 978-83-68370-21-8

niedziela, 28 września 2025

Elif Shafak, Tam na niebie są rzeki (There Are Rivers in the Sky)

Palące tematy w powieści o wodzie

Elif Shafak naprawdę potrafi opowiadać. Wciągnąć czytelnika od pierwszej strony, zaczarować, przykuć do opowiadanej historii. Ale jednak... Nie mam przekonania do tej powieści – mam wrażenie, że została napisana trochę pod publiczkę, trochę pod aktualną modę, a polityczna poprawność jest na poziomie Netfliksa.

Trójka bohaterów

Najnowsza powieść tureckiej pisarki Tam na niebie są rzeki, klasycznie dla Shafak, ma wiele poziomów. Po pierwsze, to trzy przeplatające się historie, dziejące się w różnym czasie – Arthura, Władcy Ścieków i Slumsów, żyjącego w latach 1840 - 1876, przez całe życie związanego z rzekami – Tamizą i Tygrysem, fascynata Mezopotamii, badacza, który rozszyfrował pismo klinowe (wzorowanego na rzeczywistej postaci Georga Smitha). Oprócz tego przyglądamy się życiu Zaleekhah, która przechodzi właśnie trudny czas w życiu – rozwodzi się z mężem i wyprowadza ze wspólnego mieszkania na barkę, należącą do właścicielki salonu tatuaży, Nen. Młoda badaczka wody, pracująca w startupie, ma z badanym żywiołem skomplikowaną relację – jej rodzice utopili się w błyskawicznej powodzi, kiedy dziewczynka miała siedem lat. Od tego czasu wychowywał ją niezwykle bogaty wuj Malek. Ostatnią bohaterką jest dziewięcioletnia Narin, która z ukochaną Babcią i ojcem wyjeżdża przyjąć chrzest w świętej dolinie Lalisz w Iranie, gdzie właśnie rozpoczęły się niepokoje społeczne, a ISIS morduje innowierców, jazydów. Dziewczynka, pochodząca z jazydzkiego rodu wróżbitów, nie zostaje oszczędzona – jej rodzina ginie, a ona sama zostaje służącą w domu komendanta terrorystycznej organizacji, a dalej zostaje sprzedana kolejnemu mężczyźnie. Z rąk oprawców wykupują ją Zaleekhah i Nen, które chronią ją od losu dawczyni organów.

Pamięć wody

Drugim ważnym tematem w książce jest woda – w każdej postaci. Zarówno jako rzeki, często poukrywane pod miastami, przysypane, rozlane w tamy, wyciągnięte ze swoich koryt. Woda pokazana jest zarówno jako dobrodziejstwo – trzymająca ludzi przy życiu w pustynnych terenach, ale również jako zagrożenie – nieokiełznany żywioł, który może odebrać życie, czy jako powódź, czy jako źródło zatrutej wody. Shafak pisze otwarcie o problemach z dostępem do wody, o postępujących zmianach klimatycznych, o niedoborach cennej substancji. Tutaj książka przypominała najnowsze publikacje Wydawnictwa Poznańskiego, zwłaszcza Żywe istoty Iidy Turpeinen czy nagrodzoną Bookerem Liściowieść Richarda Powersa. Świadomość konieczności ochrony naturalnych zasobów staje się ważnym literackim – i życiowym – tematem.

Jazydzi

Kolejnym ważnym elementem powieści są prześladowania na tle religijnym czy narodowościowym. Mniejszość jazydzka, nienależąca do ludów księgi jak chrześcijanie czy Żydzi, jest prześladowana przez Muzułmanów jako czciciele Szatana (faktycznie wierzą w istotę boską zwaną Shaytan). Shafak ukazuje ludobójstwo z Sindżaru z 3 sierpnia 2014 roku, kiedy sunniccy ekstremiści z Państwa Islamskiego zaatakowali i wymordowali ponad dziesięć tysięcy jazydów, a część ludności po ucieczce w góry zdołała korytarzem humanitarnym uciec do Syrii i Iraku. Rodzina Narin nie miała tego szczęścia – prawdopodobnie zarówno ojciec, jak i Babka, zginęli straszną śmiercią. Sama dziewczynka, uprowadzona przez siły ISIS, musiała służyć muzułmańskim panom i prawdopodobnie nie uniknęła przemocy seksualnej. Litościwie dla czytelnika Shafak oszczędza nam drastycznych szczegółów.

Epos o Gilgameszu

Wreszcie literackim bohaterem jest rozszyfrowywany przez Arthura Epos o Gilgameszu, odnajdywany przez naukowca na glinianych tabliczkach na terenie wykopalisk. Ten akadyjski poemat, który powstał między XIII a XI wiekiem p.n.e., choć spisany został dużo później, jest mi w zasadzie nieznany, więc cieszę się, że Shafak przybliżyła mi niejednoznacznego bohatera, który przechodzi przemianę z okrutnego i bezwzględnego tyrana na mądrego władcę. Tekst, który odkrywa Arthur, pochodzi z biblioteki pałacowej asyryjskiego króla Aszurbanipala w Niniwie.

Powieść pod tezę

Powieść Shafak jest wciągająca i ciekawa, dobrze skomponowana. Każda część poświęcona Narin ma oznaczenie H-, Arturowi -O-, a Zaleekah -H, co daje nam H2O. Końcowy rozdział, łączący losy całej trójki, tak się właśnie nazywa. Niemniej jednak mam wrażenie, że książka została napisana pod pewną tezę, określony, „modny” temat. Zainteresowanie Zaleekah właścicielką swojej łodzi było dla mnie gwoździem do trumny, wciśnięciem pewnego motywu na siłę, zwłaszcza, że nic w fabule nie wskazywało, żeby młoda badaczka miała homoseksualne skłonności. Ten wątek w ogóle mnie nie przekonał. Książka, choć na początku wciągająca i zachwycająca, z biegiem traciła dla mnie swój urok. W mojej ocenie to jedna z gorszych publikacji utalentowanej tureckiej autorki, jakby napisana pod konkretną tezę i zamówienie. Szkoda.

Moja ocena: 6/10.


Elif Shafak, Tam na niebie są rzeki
Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2025
Tłumaczenie: Natalia Wiśniewska
Liczba stron: 528
ISBN: 978-83-68479-02-7

***********************************************************************************

Burning Themes in a Novel About Water

Elif Shafak truly knows how to tell a story. She captivates the reader from the very first page, enchanting them, riveting them to the story. But still... I'm not convinced by this very novel – I feel it was written partly to appeal to the audience, partly to current fashion, and the political correctness is on par with Netflix.

Three Characters

The Turkish writer's latest novel, There Are Rivers in the Sky, is a classic Shafak book, with many layers. Firstly, it features three interwoven stories, set in different time periods – Arthur, the Lord of the Sewers and Slums, who lived from 1840 to 1876, with a lifelong connection to rivers – the Thames and Tigris, a Mesopotamian enthusiast, and a researcher who deciphered cuneiform writing (based on the real-life figure of George Smith). We also follow Zaleekhah, who is going through a difficult time in her life – she's divorcing her husband and moving out of their shared apartment onto a barge belonging to Nen, the owner of a tattoo parlor. A young water researcher who is working at a startup has a complicated relationship with the element she studies – her parents drowned in a flash flood when she was seven. Since then, she has been raised by her incredibly wealthy uncle, Malek. The final protagonist is nine-year-old Narin, who, with her beloved Grandma and father, travels to be baptized in the holy Lalesh Valley in Iran, where civil unrest has just erupted and ISIS is murdering Yazidis, non-Jews. The girl, from a Yazidi family of fortune tellers, is not spared – her family is killed, and she becomes a servant in the household of the commander of the terrorist organization, only to be sold to another man. Zaleekhah and Nen redeem her from her captors and save her from the fate of an organ donor.

The Memory of Water

The second major theme in the book is water – in all its forms. Whether it's rivers, often hidden beneath cities, buried, flooded, or pulled from their beds. Water is presented both as a blessing – keeping people alive in desert areas – but also as a threat – an untamed element that can take lives, whether as a flood or a source of poisoned water. Shafak writes openly about problems with access to water, ongoing climate change, and the shortage of this precious substance. Here, the book recalls recent publications by Wydawnictwo Poznańskie, particularly Iida Turpeinen's Beasts of the Sea and Richard Powers' Booker Prize-winning The Overstory. Awareness of the need to protect natural resources becomes a significant literary – and real-life – theme.

The Yazidis

Another important element of the novel is persecution based on religion or nationality. The Yazidi minority, not belonging to the People of the Book like Christians or Jews, is persecuted by Muslims as Satan worshippers (they actually believe in a divine being called Shaytan). Shafak depicts the Sinjar genocide of August 3, 2014, when Sunni extremists from the Islamic State attacked and murdered over ten thousand Yazidis. Some of the population, after fleeing to the mountains, managed to escape to Syria and Iraq through a humanitarian corridor. Narin's family was not so fortunate – it is likely that both her father and grandmother died horrific deaths. The girl herself, abducted by ISIS forces, was forced to serve Muslim masters and likely suffered sexual violence. Mercifully for the reader, Shafak spares us the gory details.

The Epic of Gilgamesh

Finally, the literary hero is the Epic of Gilgamesh, deciphered by Arthur, discovered by a scholar on clay tablets at an excavation site. This Akkadian poem, written between the 13th and 11th centuries BC, is largely unfamiliar to me, though written much later. I'm glad Shafak has introduced me to an ambiguous protagonist who undergoes a transformation from a cruel and ruthless tyrant to a wise ruler. The text Arthur discovers comes from the palace library of the Assyrian king Ashurbanipal in Nineveh.

A Novel for a Thesis

Shafak's novel is engaging, interesting, and well-composed. Each section devoted to Narin is designated with H- letter, Arthur -O-, and Zaleekah -H, giving us H2O. The final chapter, which ties together the fates of all three, is precisely titled this way. Nevertheless, I have the impression that the book was written with a specific thesis, a specific, “fashionable” theme in mind. Zaleekah’s interest in the owner of her boat was the final nail in the coffin for me, a forced introduction, especially since nothing in the plot suggested the young researcher had homosexual tendencies. This thread didn’t convince me at all. The book, though initially engaging and delightful, gradually lost its charm for me. In my opinion, it’s one of the lesser publications by this talented Turkish author, as if written for a specific thesis and commission. It’s a shame.

My rating: 6/10.


Author: Elif Shafak
Title: There Are Rivers in the Sky
Publishing House: Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2025
Translation: Natalia Wiśniewska
Number of pages: 528
ISBN: 978-83-68

poniedziałek, 15 września 2025

Stanley Tucci, Co zjadłem przez rok (i o czym wtedy myślałem) (What I Ate in One Year and related thoughts)

Zupa to życie w garnku

Z książką Stanleya Tucci zetknęłam się podczas Europejskiej Nocy Literatury, gdzie we fragmentach czytał ją Jarosław Boberek. Startowałam z pułapu osoby całkowicie niezainteresowanej literaturą aktora, skończyłam jako zachwycony czytelnik, kupujący książkę w prezencie na prawo i lewo.

Wielostronnie utalentowany autor

Stanley Tucci to urodzony w 1960 roku amerykański aktor, producent, scenarzysta i jak widać – również pisarz. Jakim cudem tak zabiegany człowiek, jeżdżący po całym świecie i starający się znaleźć w codziennej bieganinie czas dla swojej drugiej żony Felicity, i ich dwójki dzieci, znalazł czas na napisanie kulinarnych wspomnień, pozostaje dla mnie zagadką. Jest to jednak widoczne w długości (a raczej krótkości) niektórych rozdziałów. Z tego też względu spożywcze rozważania aktora czyta się naprawdę szybko, jest to też literatura lekka, pełna ciepła, choć może trochę kiczowata.

Miłość do żarcia i życia

Głównym tematem książki jest jedzenie i miłość do niego. Ale też niezgoda na bylejakość tego jedzenia, nastawienie na domowe, jakościowe posiłki, na dobre restauracje z prawdziwą, znakomitą kuchnią. To jeden z plusów książki – można wynotować sobie polecane przez aktora miejsca, i liczyć, że a) uda się kiedyś do nic dotrzeć (miejscówki ciągną się od Wielkiej Brytanii, przez Włochy, Stany Zjednoczone, po… Mołdawię) i b) będzie nas na nie stać. Jednak Tucci pisze też o swoich smakach z dzieciństwa i załącza garść przepisów na proste, smaczne potrawy. Osobiście nie przepadam za gotowaniem (to mało powiedziane), ale dzięki tej książce popełniłam kilka posiłków, i nawet dwa ciasta. Autor pokazuje, że życie może być smaczne na każdym kroku, i uczy – by nie marnować okazji do zjedzenia czegoś wartościowego. Posiłki w rodzinie Tuccich wydają się celebracją bliskości, bycia razem, a przy okazji smacznej kuchni.

Comfort book

Drugą zaletą książki jest płynące z niej ciepło i pewna niefrasobliwość. Wszystko jest ładne, przytulne, w większości smaczne, a życie – po prostu piękne. Tak jak jest kategoria comfort food, jedzenia, które daje nam poczucie bezpieczeństwa i ukojenie, tak ta książka należy do kategorii comfort book. Dzięki niej rzeczywistość wydaje się lżejsza, smaczniejsza, bardziej kolorowa. Dzięki tej książce chce się człowiekowi postarać, nawet w kuchni. Zresztą trudno, żeby było inaczej – książka oddziałuje na różne zmysły, może służyć jako zabawna książka kucharska, ale jest też w niej garść porad dotyczących życia.

Łyżka dziegciu

Chociaż przez tłumaczenie przebija amerykańskość tego tekstu („Wszystko było pyszne, zwłaszcza opiekane ostrygi Aureliena. Jezu Chryste. WTF?! Quelle révélation!” s. 89), która momentami jest irytująca i płytka, to jednak Tucci przemyca też w tekście głębsze wnioski. Pisze o utracie swojej pierwszej żony, która zmarła na raka („Czas stoi w miejscu tylko wtedy, kiedy cierpisz” s. 378), o trudach swojej walki z chorobą – nowotworem języka („Wygląda na to, że czasem trzeba przeżyć słabość absolutną, żeby odkryć w sobie siłę, o której nie miało się pojęcia” s. 94), o dojrzałości i odchodzeniu. To sprawia, że całość książki jest mniej lukrowata i słodka.

Książka z potencjałem

Dlatego uważam, że Tucci napisał potencjalny bestseller – lekka tematyka, niosąca pocieszenie i ciepło, inspirująca do doceniania codzienności i małych, pięknych chwil, do wnoszenia piękna do codzienności. Nie ma tu co szukać wielkiej literatury, to raczej budyń waniliowy, który sprawia, że życie od razu staje się po prostu lepsze.


Moja ocena: 8/10


Stanley Tucci, Co zjadłem przez rok (i o czym wtedy myślałem)
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2025
Tłumaczenie: Piotr Królak
Liczba stron: 416
ISBN: 978-83-68367-32-4

********************************************************************************

Soup is Life in a Pot

I encountered Stanley Tucci's book during the European Literature Night, where Jarosław Boberek read excerpts. I started out completely uninterested in the actor's writing, but ended up a delighted reader, buying the book as a gift left and right.

A Multi-Talented Author

Stanley Tucci, born in 1960, is an American actor, producer, screenwriter, and, as you can see, also a writer. How such a busy man, traveling all over the world and trying to find time for his second wife, Felicity, and their two children, found time to write a culinary memoir remains a mystery to me. However, this is evident in the length (or rather, shortness) of some of the chapters. This also makes the actor's food reflections a very quick read; it's light, warm, if perhaps a bit kitschy.

A Love for Food and Life

The book's main theme is food and the love for it. But there's also a rejection of the mediocrity of the food, a focus on home-cooked, high-quality meals, and good restaurants with authentic, exquisite cuisine. This is one of the book's strengths – you can jot down the places the actor recommends and hope that a) you'll be able to get there someday (the spots stretch from Great Britain, through Italy, the United States, to... Moldova) and b) you'll be able to afford them. However, Tucci also writes about the tastes of his childhood and includes a handful of recipes for simple, delicious dishes. Personally, I'm not a fan of cooking (that's an understatement), but thanks to this book, I made several meals, and even two cakes. The author shows that life can be delicious at every turn and teaches us not to waste opportunities to eat something nutritious. Meals in the Tucci family seem to be a celebration of closeness, togetherness, and, incidentally, delicious food.

Comfort book

The book's second strength is the warmth and a certain lightheartedness that flows from it. Everything is beautiful, cozy, mostly delicious, and life – simply beautiful. Just as there's a category for comfort food, food that gives us a sense of security and solace, this book belongs to the comfort book category. It makes reality seem lighter, tastier, more colorful. This book makes you want to put in the effort, even in the kitchen. It couldn't be otherwise – the book appeals to various senses, can serve as a humorous cookbook, but it also offers a handful of life advice.

A Fly in the Tar

Although the Americanism of this text shines through the translation ("Everything was delicious, especially Aurelien's broiled oysters. Jesus Christ. WTF?! Quelle révélation!" p. 89), which is at times irritating and shallow, Tucci also manages to convey deeper insights. He writes about the loss of his first wife, who died of cancer ("Time only stands still when you're suffering," p. 378), about the hardships of his battle with tongue cancer ("It seems that sometimes you have to experience absolute weakness to discover strength you never knew you had," p. 94), and about maturity and letting go. This makes the entire book less sugary and shallow.

A Book with Potential

That's why I believe Tucci has written a potential bestseller – a lighthearted story, bringing comfort and warmth, inspiring appreciation for everyday life and small, beautiful moments, and bringing beauty to everyday life. There's no need to look for great literature here; it's more of a vanilla pudding that instantly makes life simply better.

My rating: 8/10


Author: Stanley Tucci
Title: What I Ate in One Year (and related thoughts)
Publishing House: Marginesy, Warsaw 2025
Translation: Piotr Królak
Number of pages: 416
ISBN: 978-83-68367-32-4

środa, 23 lipca 2025

Richard Lourie, Wstręt do tulipanów (A Hatred for Tulips)

Literacka odpowiedź na Dzienniki Anne Frank

Powieść Richarda Lourie Wstręt do tulipanów jest powodem, dla którego sięgnęłam po Dziennik Anne Frank. Nie chciałam czytać odpowiedzi na wojenny pamiętnik dziewczynki, zanim nie przeczytam oryginału. Z twórczością Richarda Lourie miałam już do czynienia, zapoznałam się z Autobiografią Stalina (recenzja tutaj), ale nowsza pozycja podobała mi się bardziej.

Rodzinna tajemnica wychodzi na jaw

Wstręt do tulipanów wciąga od pierwszej strony. Powieść opowiada o spotkaniu braci po latach – starszy Joop po II wojnie światowej pozostał z ojcem w Holandii, a matka wyjechała z młodszym bratem, Willemem, do Stanów Zjednoczonych. Rodzeństwo nie miało z sobą przez te kilkadziesiąt lat kontaktu i Joop wykorzystuje okazję, by podzielić się swoim rodzinnym sekretem. Okazuje się, że jest on częściowo odpowiedzialny za ujawnienie kryjówki rodziny Frank (co niestety wydawca ogłasza wszem i wobec na okładce, niszcząc jedno z narracyjnych zaskoczeń. A z drugiej strony, drugi (!) angielski tytuł brzmi: Joop: A Novel of Anne Frank, wszystko co ma Anne Frank w tytle dobrze się sprzeda). Jednocześnie Lourie tak prowadzi narrację, że trudno jest jednoznacznie uznać chłopca za winnego.

Kiedy dziecko staje się żywicielem rodziny

Pisarz starannie odrobił zadanie domowe i ze szczegółami pokazuje realia życia w Holandii za czasów wojny. Wielu ludzi traci pracę, w tym głowa rodziny, ojciec. Matka nie pracuje, zajmuje się wychowaniem trójki dzieci – najstarszego syna Joopa, narratora książki, i jego dwóch młodszych braci bliźniaków, Willema i Jana. Gdyby nie pomoc brata matki, wuja Fransa, często rodzina nie miałaby co do garnka włożyć. Idą za tym jednak pewne moralne kompromisy, ponieważ wuj jest w NSB, holenderskich pronazistowskich bojówkach, i nie kryje się ze swoimi antysemickimi poglądami. Wiodą go one aż na wschodni front, pod Stalingrad, gdzie mężczyzna traci obie nogi i wraca na garnuszek siostry, co jeszcze pogarsza sytuację. Utrzymanie domu jest teraz na barkach nastoletniego Joopa, który dzięki swojemu sprytowi i pracowitości codziennie przynosi coś do jedzenia, choć Eldorado wkrótce się kończy i chłopiec, ze względu na wojenną przeszłość wuja, traci pracę. Tak zaczynają poszukiwać ukrywających się Żydów – za donos można zgarnąć majątek, czyli nakarmić głodne rodzeństwo i ciężko chorego ojca.

Zawieszenie oceny moralnej

Czy w takim razie postawa dziecka, obarczonego zbyt dużą jak na swój wiek odpowiedzialnością, zasługuje na potępienie? Donos na rodzinę Franków był tylko kolejnym sposobem utrzymania się przy życiu, ale też próbą zbliżenia z surowym i wymagającym ojcem. Joop dostał od niego potworne lanie za próbę sabotażu niemieckich maszyn wojennych, co mogło całą rodzinę postawić w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Od tamtej pory czuł, że ojciec się do niego nie przyznaje, nie uznaje go za syna. Zatem czy czytelnik ma prawo oceniać dziecko?  Jedocześnie Lourie sprytnie zestawia dwie nieletnie postaci, chociaż oczywiście narracja Joopa jest literacko znacznie lepsza. Tym samym zamyka krytykom usta – posłużenie się postacią dziecka może wydawać się trochę ciosem poniżej pasa albo pójściem na łatwiznę (dzieci ocenia się moralnie trochę trudniej), a z drugiej strony mamy zestawionych bohaterów mniej więcej w tym samym wieku (Anne jest delikatnie starsza).

Obraz dziecka na wojnie

Książka przysuwa na myśl dwa inne literackie majstersztyki – Łaskawe Jonathana Littela z bulwersującym wstępem zbrodniarza wojennego Maximiliana Aue, oraz obraz wojny widziany oczami dziecka w Malowanym ptaku Jerzego Kosińskiego. Joop szczęśliwie nie doświadcza aż takich okrucieństw wojny, jakie miały miejsce na kresach wschodnich, ale jego obraz rzeczywistości jest trochę naiwny i skupiony na innych priorytetach. Chłopiec staje się mężczyzną, dumnie przynosi jedzenie na stół, ale jednocześnie zabiega o szacunek i uwagę ojca i rywalizuje z bliźniakami o uwagę matki. Świat dziecka pozostaje światem dziecka, z inną skalą problemów i innym ich postrzeganiem.

Ciekawy literacki dialog

Podobał mi się też język książki. Lourie pisze krótkimi, zgrabnymi zdaniami, często z trafną puentą. Rozdziały też są krótkie, obrazowe, nieprzegadane. Cała książka ma wydźwięk riposty na publikację Dzienników Frank. Nie podważa jej, ale nie pozwala jednoznacznie oceniać. Nie wszystko zło co złem się tak jednoznacznie wydaje. Warto.

Moja ocena: 8/10.

 

Richard Lourie, Wstręt do tulipanów
Wydawnictwo Znak, Kraków 2013
Tłumaczenie: Mieczysław Godyń
Liczna stron: 206
ISBN: 978-83-240-2112-3

*******************************************************************************

A Literary Response to The Diaries of Anne Frank

Richard Lourie's novel, A Hatred for Tulips, is the reason I picked up The Diary of Anne Frank. I didn't want to read the response to the girl's wartime diary before reading the original. I was already familiar with Richard Lourie's work, having read The Autobiography of Stalin (review here), but I liked this newer work more.

A Family Secret Reveals

A Hatred for Tulips captivates the reader from the very first page. The novel tells the story of the brothers' reunion after many years – the elder Joop stayed with his father in the Netherlands after World War II, while his mother emigrated with his younger brother, Willem, to the United States. The siblings haven't had contact for several decades, and Joop seizes the opportunity to share his family secret. It turns out he is partially responsible for revealing the Frank family's hideout (which, unfortunately, the publisher announces publicly on the cover, ruining one of the narrative surprises. But the book needs to sell). At the same time, Lourie's narrative style makes it difficult to definitively blame the boy.

When a Child Becomes the Breadwinner

The writer has done his homework meticulously and details the realities of life in wartime Netherlands. Many people lose their jobs, including the head of the family, the father. The mother doesn't work, raising three children – the eldest son, Joop, the book's narrator, and his two younger twin brothers, Willem and Jan. Without the help of the mother's brother, Uncle Frans, the family would often have nothing to eat. However, this involves certain moral compromises, as the uncle is in the NSB, the Dutch pro-Nazi militia, and doesn't hide his anti-Semitic views. These views lead him to the Eastern Front, near Stalingrad, where he loses both legs and returns to his sister's household, which makes the situation even worse. The family's upkeep now falls to teenage Joop, who, thanks to his cleverness and diligence, brings home something to eat every day, though Eldorado soon ends and the boy, due to his uncle's wartime past, loses his job. Thus, they begin searching for hiding Jews – informing on them can bring them a fortune, meaning Joop can feed his hungry siblings and their seriously ill father.

Suspending Moral Judgment

So, does the attitude of a child, burdened with too much responsibility for his age, deserve condemnation? Reporting on the Frank family was just another way to stay alive, but also an attempt to build relation with his strict and demanding father. Joop received a terrible beating from him for attempting to sabotage German war machines, which could have put the entire family in mortal danger. From then on, he felt his father didn't acknowledge him, didn't recognize him as a son. So, does the reader have the right to judge the child? At the same time, Lourie cleverly juxtaposes two juvenile characters – Joop and Anne, although boy’s narrative is, of course, much better literary. This silences the critics – using a child as a character may seem a bit of a low blow or an easy way out (children are a bit more difficult to judge morally), and on the other hand, we have characters of more or less the same age (Anne is slightly older).

The Image of a Child at War

The book brings to mind two other literary masterpieces – Jonathan Littel's The Kindly Ones, with its shocking introduction by war criminal Maximilian Aue, and the image of war seen through the eyes of a child in Jerzy Kosiński's The Painted Bird. Joop fortunately doesn't experience the same atrocities of war as those experienced in the eastern borderlands, but his view of reality is somewhat naive and focused on different priorities. The boy becomes a man, proudly bringing food to the table, but at the same time strives for his father's respect and attention and competes with his twins for his mother's attention. A child's world remains a child's world, with a different scale of problems and a different perception of them.

Interesting literary dialogue

I also enjoyed the book's language. Lourie writes in short, crisp sentences, often with a punch line. The chapters are also short, vivid, and uncluttered. The entire book feels like a riposte to the publication of Frank's Diary. It doesn't question it, but it doesn't allow for a definitive judgment. Not all evil seems so clear-cut. It's worth to give it a go.

My rating: 8/10.


Author: Richard Lourie
Title: A Hatred for Tulips (also: Joop: A Novel of Anne Frank)
Publishing House: Znak, Kraków 2013
Translation: Mieczysław Godyń
Pages: 206
ISBN: 978-83-240-2112-3