Pokazywanie postów oznaczonych etykietą apocalipse. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą apocalipse. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

Philip K. Dick, Blade Runner: Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? (Do Androids Dream of Electric Sheep?)

Odkrywanie klasyki na nowo

Po książce Kazuo Ishiguro Klara i słońce nie mogłam sięgnąć po nic innego jak klasykę gatunku – Blade Runnera Philipa K. Dicka. Chociaż film oglądałam kilka razy (zarówno w reżyserii Ridley’a Scotta z 1982 roku, jak i nowy z 2017 roku w reżyserii Dennisa Villeneuve), to mam wrażenie, że klasyki gatunku nie czytałam, albo czytałam bardzo dawno. Warto więc było po nią sięgnąć, bo książka inaczej rozkłada akcenty niż obie ekranizacje.

Postapokaliptyczne życie na ziemi

Powieść Dicka mam w pięknym wydaniu Wydawnictwa Rebis z ilustracjami Wojciecha Siudmaka. Książka, licząca sobie niecałe 300 stron ze wstępem, to dość szybka lektura w 22 rozdziałach. Rick Deckard, żyjący w post-apokaliptycznym San Francisco, dostaje niespodziewany przydział na odłowienie sześciu zbiegłych androidów nowej generacji Nexus-6, gdyż jego bardziej doświadczony kolega zostaje poważnie zraniony przez jednego ze zbiegów. Łowca ma przed sobą bardzo trudne zadanie – wytropienie i zlikwidowanie aż sześciu sprytnych, łudząco podobnych do człowieka robotów, które odróżnia się od ludzi testem na empatię. Androidy nie mają w sobie współczucia, potrafią je tylko udawać, i taki test jest podstawą do rozróżnienia człowieka od maszyny. Chociaż androidy, które poznajemy, chcą wieść w miarę normalne życie (jedna z uciekinierek z Marsa śpiewa np. w operze), to jednak by dostać się z powrotem na Ziemię dopuściły się zbrodni na czerwonej planecie.

Mężczyzna w kryzysie

Deckarda obserwujemy w sytuacji kryzysowej – mężczyzna marzy o prawdziwym zwierzęciu, którym mógłby się opiekować zamiast swojej elektrycznej owcy. Żywy organizm świadczy o statusie, choć produkowane po zagładzie elektryczne zwierzęta w zasadzie trudno rozróżnić od oryginałów. Na Ziemi wyginęły niemal wszystkie ptaki i większość ssaków, więc pojedyncze pozostałe egzemplarze są na wagę złota. Po wykonaniu połowy swojej misji, którą łowca niemal przypłacił życiem, mężczyzna kupuje sobie szalenie drogą, żywą, czarną kozę nubijską, która jest powodem jego dumy.

Niewidoczna granica

Niepokojącym aspektem książki Dicka jest zacieranie się granic pomiędzy robotami a człowiekiem. Coraz nowsze systemy operacyjne coraz lepiej  naśladują ludzi, a wgrywana im pamięć utrzymuje maszyny w przekonaniu, że są żywymi organizmami. Androidy mają rosnącą potrzebę niezależności i prowadzenia samodzielnego życia, niepoświęconego służbie człowiekowi. Deckhard ma spore problemy z rozróżnieniem najnowszych generacji maszyn od ludzi, a można się domyślać, że w przyszłości ten problem będzie się jeszcze pogłębiał. Jednak w codziennym życiu łatwo to zauważyć – kiedy J.R. Isidore, jedyny mieszkaniec bloku, do którego wprowadzają się zbiegowie, znajduje żywego pająka, androidy zaczynają odrywać mu nogi, znęcając się nad stworzeniem bez szczególnej refleksji. To empatia staję się czynnikiem odróżniającym człowieka od maszyny, ale – paradoskalnie – ludzie w powieści Dicka są często odrętwiali, samotni, wyizolowani, nie widzący sensu w swoim istnieniu. Muszą używać specjalnej maszyny, by łączyć się w empatii z innymi ludźmi. Roboty z kolei nawiązują między sobą relacje i budują małe społeczności, co zwiększa ich szanse przeżycia.

Nowa religia

Ostatnim aspektem książki, na który chciałabym zwrócić uwagę, jest łącząca ludzi religia – Merceryzm. Ludzie mogą się połączyć przez specjalny aparat ze swoim cierpiącym guru, Wilburem Mercerem, i dzielić emocjami, wysyłając potrzebującym dumę i radość, a zabierając ich smutek i cierpienie. Wartością nadrzędną jest więc współodczuwanie, wspólnota, której jednak na co dzień w książce nie widać. Co ciekawe, Deckhard ma kilka razy wizje Mercera, który ostrzega go przed niebezpieczeństwem, ale pozwala również dostrzec ropuchę na pustyni. Chociaż w oglądanej przez wszystkich stacji telewizyjnej następuje próba obalenia merceryzmu jako fikcji, łowca jest przekonany o jej wadze i autentyczności.

Absolutna klasyka

Zawsze z dużą ciekawością sięgam do ważnych pozycji w kulturze – po pierwsze, żeby zobaczyć, czy je faktycznie znam i na ile różnią się one od swoich późniejszych interpretacji. Powieść przesuwa ciężar w stronę zagłady ekologicznej, wymierania gatunków i poczucia odpowiedzialności za tę katastrofę. Podkreślony jest cynizm wielkich korporacji, które produkują roboty wpierające ludzi podczas życia na innych planetach, ich próby podważenia metodologii rozróżniania robotów i ludzi, ich ostentacyjne bogactwo. Android Rachel Rosen, przy której testowaniu Deckhard niemal poległ, jest cynicznie zaprojektowany na uwodzenie łowców i uniemożliwianie im dalszej pracy. Misja robota jest jednak tylko połowicznie udana i pozostaje pytanie, kto kogo wykorzystał.

Chociaż książka została opublikowana w 1968 roku, pozostaje dalej boleśnie aktualna. Napisana w estetyce noir i przypominająca nieco kryminały Raymonda Chandlera (detektyw ścigający bezwzględnych przestępców) w ogóle się nie zestarzała, choć niektóre skoki myślowe Dicka i szybkie zmiany tematu czy optyki wymagają od czytelnika czujności. Dla mnie pozycja absolutnie obowiązkowa i być może coraz bardziej aktualna.

Moja ocena: 8/10.


Philip K. Dick, Blade Runner: Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?
Ilustracje: Wojciech Siudmak
Wydawnictwo Rebis, Poznań 2018
Tłumaczenie: Sławomir Kedzierski
Liczba stron: 272
ISBN: 978-83-7519-131-7

**********************************************************************************

Redescovering the classic

Afer Kazuo Ishiguro's book Klara and the Sun, I couldn't find anything else but the classic of the genre – Philip K. Dick's Do Androids Dream of Electric Sheep?. Although I've seen the film Blade Runner several times (both Ridley Scott's 1982 film and the new 2017 film directed by Dennis Villeneuve), I feel like I haven't read this genre classic, or maybe I did a long time ago. It was worth picking it up, as the book has a different focus than the two film adaptations.

Post-apocalypse Life on Earth

I read Dick's novel in a beautiful edition from Rebis Publishing House, illustrated by Wojciech Siudmak. The book, with just under 300 pages including the introduction, is a fairly quick read with 22 chapters. Rick Deckard, living in post-apocalyptic San Francisco, is unexpectedly assigned to capture six escaped, next-generation Nexus-6 androids after his more experienced colleague is seriously wounded by one of the escapees. The hunter faces a daunting task: tracking down and eliminating six clever, deceptively human-like robots, distinguished from humans by an empathy test. Androids lack compassion; they can only fake it, and this test is the basis for distinguishing humans from machines. Although the androids we meet want to lead relatively normal lives (one of the Martian escapees sings opera, for example), they have committed crimes on the red planet to return to Earth.

Man in Crisis

We observe Deckard in a crisis situation: he dreams of a real animal to care for instead of his electric sheep. A living organism signifies status, although the electric animals produced after the Holocaust are essentially indistinguishable from the real thing. Almost all birds and most mammals have become extinct on Earth, so the few remaining specimens are worth their weight in gold. After completing half of his mission, which nearly cost the hunter his life, the man buys himself a wildly expensive, live, black Nubian goat, a source of pride for him.

Invisible Difference

A disturbing aspect of Dick's book is the blurring of the lines between robots and humans. Newer operating systems increasingly mimic humans, and the memory they're loaded with keeps the machines convinced they're living organisms. Androids have a growing need for independence and to lead independent lives, not dedicated to serving humans. Deckhard has significant difficulty distinguishing the latest generations of machines from humans, and one can surmise that this problem will only worsen in the future. However, this is easily noticeable in everyday life – when J.R. Isidore, the sole resident of the apartment building the fugitives move into, finds a live spider, the androids begin ripping off its legs, tormenting the creature without much thought. Empathy becomes the factor that distinguishes man from machine, but paradoxically, the people in Dick's novel are often numb, lonely, isolated, and see no meaning in their existence. They must use a special machine to connect empathetically with other humans. The robots, in turn, establish relationships with each other and build small communities, which increases their chances of survival.

New Religion

The final aspect of the book I'd like to highlight is the religion that unites people – Mercerism. People can connect through a special device with their suffering guru, Wilbur Mercer, and share emotions, sending pride and joy to those in need and taking away their sadness and suffering. Compassion and community are paramount, however, and these are not generally visible in the book. Interestingly, Deckhard has several visions of Mercer, who warns him of danger but also allows him to see a toad in the desert. Although a widely watched television station attempts to debunk Mercerism as fiction, the hunter remains convinced of its importance and authenticity.

An Absolute Classic

I always delve into important cultural works with great curiosity – firstly, to see if I actually know them and how they differ from later interpretations. The novel shifts the focus towards ecological destruction, species extinction, and the sense of responsibility for this catastrophe. It highlights the cynicism of large corporations that produce robots to support humans on other planets, their attempts to undermine the methodology of distinguishing between robots and humans, and their ostentatious wealth. Rachel Rosen's android, whose testing nearly failed, is cynically designed to seduce the hunters and prevent them from continuing their work. However, the robot's mission is only partially successful, and the question remains who exploited whom.

Although the book was published in 1968, it remains painfully relevant. Written in a noir aesthetic and somewhat reminiscent of Raymond Chandler's crime novels (a detective pursuing ruthless criminals), it hasn't aged at all, although some of Dick's thought-provoking leaps and quick changes of subject or perspective require the reader to be alert. For me, it's an absolute must-read and perhaps growing increasingly relevant.

My rating: 8/10.


Author: Philip K. Dick
Title: Do Androids Dream of Electric Sheep?
Illustrations: Wojciech Siudmak
Rebis Publishing House, Poznań 2018
Translation: Sławomir Kedzierski
Number of pages: 272
ISBN: 978-83-7519-131-7

środa, 3 sierpnia 2022

Cormac McCarthy, Droga (The Road)

Kiedyś w górskich dolinach żyły pstrągi źródlane

Lubię czytać książki niespodzianki, pozycje, które mnie zaskakują, zastają nieprzygotowaną na ich treść. Droga McCarthy’ego była właśnie takim zaskoczeniem. Kompletnie nie wiedziałam, czego się spodziewać, czy będą tu jakieś nawiązania do Kerouaca i jego słynnej powieści? Dlatego zupełnie nie byłam gotowa na to, co czekało w środku.

Od tego zimna pękały kamienie

McCarthy przedstawia świat po zagładzie, zniszczony jakąś apokaliptyczną katastofą – nie ma zwierząt, ptaków, ryb, niebo zasnute jest chmurą toksycznego dymu, szare, wyprane z kolorów. Z miast i osad ludzkich zostały już tylko ruiny, wszędzie stoją niesprawne wraki samochodów, asfalt potopił się lub spękał. Ludzie, którzy się ostali, przypominają karaluchy i lepiej ich na swojej drodze nie spotykać. W większości bowiem to nie ludzie, a potwory – wykorzystujący słabszych, zmuszający ich do pracy, zniewalający innych czy w końcu... zjadający się nawzajem. W tym zniszczonym świecie pada popiół i śnieg na przemian, jest zimno, brakuje znanych nam, żywych kolorów. Na każdym kroku można znaleźć ludzkie zwłoki w różnych stopniach rozkładu, i trzeba przyznać, że autor opisuje je z obrzydliwą dokładnością. Od pierwszej strony czytelnik poznaje starannie zarysowany, zniszczony świat, a książka swoją immersyjnością przypomina grę komputerową – może trochę Dying Light albo swoim klimatem Death Stranding. Świat przedstawiony jest niesamowicie wiarygodnie, a czytelnik wraz z bohaterami szuka puszek z jedzeniem, resztek wody, czegoś, co pozwoliłoby przeżyć.

A my cały czas jesteśmy dobrymi ludźmi?

Przez ten opustoszały, nieludzki świat wędruje ojciec z synem. Zmierzają na południe, w stronę Zatoki Meksykańskiej, gdzie mają nadzieję, że będzie cieplej i uda im się przeżyć kolejny rok. Muszą uciekać przed postępującym zimnem i głodem, choć nie mają pewności, że cel ich wędrówki spełni jakiekolwiek oczekiwania. Kilkukrotnie spotykają na swojej drodze „złych ludzi”, kanibali, a ojciec zabija mężczyznę, który rzucił się na jego syna. Raz trafiają do piwnicy, gdzie ludzie są trzymani jako żywe mięso i zjadani po kawałku. W takich warunkach ojciec cały czas zastanawia się, „czy będzie go na to stać? Gdy nadejdzie czas. (...) A jeżeli nie wystrzeli?(...) Czy stać cię na to, zeby roztrzaskać tę ukochaną głowę kamieniem?” (s. 108). Cierpią z synem nieustanny głód i naprawdę rzadko mają okazję najeść się do syta. Żyją na resztkach i niejednokrotnie ocierają się o śmierć.

„Wyszedł na szary dzień, stanął i przez ułamek sekundy zobaczył absolutna prawdę o świecie. Zimne nieprzejednanie krążące po ziemi pozbawionej jutra. Nieubłagana ciemność. Spuszczone ze smyczy ślepe psy słońca. Miażdżąca czarna pustka wszechświata. I gdzieś tam dwa zaszczute zwierzątka dygoczące jak lisy w kryjówce. Czas dany na kredyt i świat na kredyt, i oczy na kredyt, by go nimi opłakiwać.” (S. 123)

Niesiemy ogień

Chłopiec jest naprawdę niesamowitą istotą. Z potrzeby serca chce pomagać napotkanym, dotkniętym przez los ludziom (mężczyzna trafiony przez piorun, chłopczyk w jego wieku, śmierdzący wychudły dziad) czy zwierzętom (zabrania ojcu zabić psa). Cały czas widzi w świecie możliwości i okazje do czynienia dobra, chociaż podzielenie się własnym posiłkiem oznacza dla niego późniejszy głód. Chłopiec potrafi wyrażać wdzięczność i cały czas usiłuje trzymać się mocno wyznaczonych zasad moralnych, upewniając się, czy jego postępowanie jest dobre. Jakby był jedyną czystą istotą w tym zdeprawowanym świecie.

Książka jest też o miłości ojca do syna, o próbie przekazania mu miłości do życia, poszukiwaniu jego zaginionego piękna. Podtrzymywaniu nadziei nawet w obliczu apokalipsy. Jak na McCarthy’ego to całkiem pozytywne przesłanie, przekazane w jego surowym, biblijnym stylu. Może to też swoistego rodzaju apel, by doceniać świat, który zas otacza, zanim przepadnie?

Dla mnie książka jest naprawdę znakomita, z niesamowitymi, dokładnymi opisami. Bałam się w tym samym czasie, co chłopiec wzywający swojego tatusia i przeczuwający niebezpieczeństwo. Całą atmosferę książki zepsuło mi jednak samo zakończenie, które jest trochę mało wiarygodnie deus ex machina. Dlatego nie dam książce maksimum punktów.

 

Moja ocena: 8/10

 

Cormac McCarthy, Droga
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014
Tłumaczenie: Robert Sudół
Liczba stron: 268
ISBN: 978-83-08-04839-9

 

Once there were brook trout in the streams in the mountains

I like reading surprise books, items that find me unprepared for their content. McCarthy's The Road was just such a surprise. I didn't know what to expect, will there be any references to Kerouac and his famous novel? Therefore I was completely unprepared for what was waiting inside.

Stones cracked from this cold

McCarthy presents a God-forsaken world, destroyed by some apocalyptic catastrophe - there are no animals, birds, fish, the sky is covered with a cloud of toxic smoke, gray, washed out of color. From the cities and human settlements there are only ruins left, there are broken car wrecks everywhere, the asphalt has been flooded or cracked. People who linger look like cockroaches and it's better not to meet them on your way. For the most part, they are not people, but monsters - taking advantage of the weaker ones, forcing them to work, enslaving others or finally ... eating each other. In this ravaged world, alternately ash or snow fall, it is cold, and there is a lack of the vivid colors we know. At every step you can find human corpses in varying degrees of decomposition, and it must be admitted that the author describes them with disgusting accuracy. From the first page, the reader gets to know a carefully drawn, destroyed world, and the book resembles a computer game with its immersion - maybe a bit of Dying Light or the atmosphere of Death Stranding. The world is presented incredibly reliably, and the reader and the characters look together for cans of food, leftover water, something to survive on.

We are the good guys?

Father and son wander through this deserted, inhuman world. They head south to the Gulf Coast, where they hope it will be warmer and they will be able to survive another year. They had to run away from the progressive cold and hunger, although they are not sure that their destination will meet any expectations. Several times they meet "bad people", cannibals, and the father kills the man who pounced on his son. Once they step into a basement where people are kept as live meat and eaten piece by piece. In such conditions, the father constantly wonders “will he be able to afford it? When the time is right. (...) And if it does not fire? (...) Can you afford to smash this beloved head with a stone? " (p. 108). They suffer from constant hunger and rarely have the opportunity to eat properly. They live on the scraps and often brush against death.

He walked out in the gray light and stood and he saw for a brief moment the absolute truth of the world. The cold relentless circling of the intestate world. Darkness implacable. The blind dogs of the sun in their running. The crushing black vacuum of the universe. And somewhere two hunted animals trembling like ground-foxes in their cover. Borrowed time and borrowed world and borrowed eyes with which to sorrow it.  (p. 123)

We’re carrying the fire

The boy is a truly amazing creature. Out of the need of his heart, she wants to help people he meets, stroke by fate (a man hit by a lightning bolt, a boy his age, a smelly, emaciated beggar) or animals (forbidding his father to kill a dog). He constantly sees opportunities in the world to do good, although sharing his own meal means hunger for him later on. The boy is able to express gratitude and constantly tries to stick to firm morals, making sure that his actions are right. As if he was the only pure being in this depraved world.

The book is also about a father's love for his son, about an attempt to pass on his love for life to him, and a search for its lost beauty. Keeping hope even in the face of an apocalypse. For McCarthy it's quite a positive message, delivered in his strict, biblical style. Maybe it is also a kind of appeal to appreciate the world that surrounds it before it disappears?

For me, the book is really brilliant, with amazing, accurate descriptions. I was scared at the same time as the boy calling for his daddy and feeling the danger. However, the whole atmosphere of the book was spoiled for me by the very ending, which is a bit unreliable deus ex machina solution. Therefore, I will not give the book maximum points. Definitely worth reading, though!

My rating: 8/10

 

Author: Cormac McCarthy
Title: The Road
Publishing House: Wydawnictwo Literackie, Krakow 2014
Translation: Robert Sudół
Number of pages: 268
ISBN: 978-83-08-04839-9

niedziela, 25 sierpnia 2019

Stephen King, Sklepik z marzeniami (Needful things)

Niebezpieczeństwa handlu

672 strony lżejszej nieco rozrywki. Do niewielkiego miasteczka Castle Rock przybywa handlarz Leland Gaunt. Otwarcie Sklepiku z marzeniami szybko staje się sensacją, a lokalni mieszkańcy błyskawicznie odkrywają, że mogą w sklepie spełnić swoje najskrytsze marzenia i kupić przedmioty, o których śnili od dawna, za naprawdę niewygórowaną cenę. Zazwyczaj to symboliczne parę dolarów i spłatanie psikusa wyznaczonej osobie. Nikt jednak nie wie, że nakierowanie tych psikusów wywoła lawinę, która doprowadzi do apokaliptycznej wręcz zagłady miasteczka.


Raz - dwa - trzy

Przejdę od razu do rzeczy - cały czas szukam u Kinga tego mrowienia w plecach, które towarzyszyło mi podczas lektury Miasteczka Salem. Tych spokojnie rzucanych uwag, które sprawiały, że nagle miałam ciarki i myślałam sobie - "ależ oczywiście!" Tutaj tego nie doświadczyłam.
Dwa - nie lubię inwestować czasu - dużych ilości czasu - na poznawanie bohaterów, którzy potem masowo giną. King bardzo starannie buduje całą fabułę, drobiazgowo maluje postaci, by potem szybko z nimi skończyć. Od pewnego momentu przestałam się w ogóle zastanawiać, kto jest kim i kogo zabił, bo przestało mieć to dla mnie jakiekolwiek znaczenie. Tu King ze swoją lekkością rozstawiana się ze swoimi bohaterami trochę mi przypomina George R. R. Martina.
Trzy - nie lubię spektakularnych zakończeń, w których wszystko wybucha, płonie, ulega zniszczeniu. King zdecydowanie lubi - to trzecia książka, po Miasteczku Salem i Carrie, która tak się właśnie kończy. Może jednak - mimo kilu podjętych prób - pisarstwo amerykańskiego króla horroru jest jednak nie dla mnie?

Nieznośna niepewność ciągu dalszego


Muszę jednak przyznać, że kiedy swoim zgubnym zwyczajem podczytywałam kilka stron do śniadania, w ciągu dnia kilkakrotnie nachodziła mnie ochota, by po książkę sięgnąć jak najszybciej i dowiedzieć się, co będzie dalej. Bardzo dobrze zarysowana jest postać Allana Pangborna, szeryfa, który dba o porządek w miasteczku, oraz jego ukochanej Polly Chalmers, cierpiącej na artretyzm. Oboje mają za sobą "trudne historie" i z nadzieją starają się zbudować na ruinach dawnego życia coś nowego. Wzajemnie się uzupełniają i wspierają - kiedy jedno upada, drugie stoi mocno na nogach, i odwrotnie. Dzięki zjednoczeniu sił przeciwko złu są w stanie odnieść zwycięstwo. Częściowe, co prawda, i opłacone wysoką ceną, ale jednak zwycięstwo. Na końcu jednak King zadaje przewrotne pytanie - po co ono było, skoro miasto jest praktycznie zrównane z ziemią, a para głównych bohaterów marzy tylko o tym, by się z niego wynieść. Sam Leland Gaunt właśnie otwiera swój sklepik w innym małym miasteczku...




Moja ocena: 5.5/10

Stephen King, Sklepik z marzeniami
Wydawnictwo Albatros
Warszawa 2010
Tłumaczył: Krzysztof Sokołowski
ISBN: 978-83-7659-021-9

____________________________________________________________________________

The Dangers of Trade

672 pages of light entertainment. Merchant Leland Gaunt arrives in the small town of Castle Rock to open a shop with all sorts of things. The place quickly becomes a sensation, and local residents soon discover that they can fulfill their innermost dreams and buy items they've dreamed of for a long time at a really affordable price. Usually it is symbolic few dollars plus playing a trick on a designated person. However, no one knows that targeting these pranks will trigger an avalanche that will lead to the town's apocalyptic destruction.

Firstly, secondly, thirdly

I'll get straight to the point - I'm still looking for that tingling sensation in my back, which accompanied me while reading Salem's Lot. Those quiet sentences that made me suddenly shiver and think - "but of course!" I haven't experienced it here.
Two - I do not like to invest time - large amounts of time - to meet the heroes who then die in large numbers. King builds the whole story very carefully, depicting the characters meticulously, and then quickly kills them. After a while I've stopped wondering who was who and who he killed whom as it had ceased to matter to me. Here King with his lightness of getting rid of his heroes reminds me a bit of George R. R. Martin.
Three - I don't like spectacular endings in which everything explodes, burns, or is destroyed. King definitely likes it - this is the third book, after the Salem's Lot and Carrie, which ends this way. Perhaps, however - despite several attempts - the writing of the American king of horror is not for me?

The unbearable uncertainty of what comes next

However, I have to admit that when I've given up to my pernicious habit and read several pages while eating breakfast, I was tempted to reach for the book as soon as possible and find out what would happen next. The character of Allan Pangborn, the sheriff who takes care of order in the town, and his beloved Polly Chalmers, suffering from arthritis, is very well outlined. They both have 'difficult stories' behind them and hopefully try to build something new on the ruins of the old life.
They complement and support each other - when one falls, the other stands firmly on their feet, and vice versa. By uniting forces against evil, they are able to win. At an incredibly high cost, but still a victory. At the end, however, King asks a perverse question - what was it for, since the city is practically razed to the ground, and the pair of main characters only dreams of getting out of it. At the same time Leland Gaunt is opening his shop in another small town ...




My rating: 5.5/10



Author: Stephen King
Title: Needful Things
Publishing House: Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz
Warsaw 2010
Translation: Krzysztof Sokołowski
ISBN: 978-83-7659-021-9