niedziela, 15 września 2024

Marcelina Szumer-Brysz, Turcja Na wschód od Zachodu

Książka jako profesjonalne wyznanie miłosne

Książkę Marceliny Szumer-Brysz zobaczyłam na targach książki Vivelo w Warszawie. Sceptycznie podchodzę do zakupu przewodników, bo w moich laickich oczach tym właśnie była książka Turcja Na wschód od Zachodu. Tymczasem przeżyłam wielkie pozytywne zaskoczenie, a książka polskiej dziennikarki i reporterki porwała mnie, zafascynowała i w wielu aspektach otworzyła oczy.

Możliwie pełny obraz Turcji

Ponad 400-stronicowa pozycja stara się dostarczyć maksymalnej ilości informacji o kraju, który Autorka od pierwszej wizyty pokochała miłością głęboką i prawdziwą. Przez to stara się podejść do tematu możliwie kompleksowo i przedstawić zarówno obyczajowość, kuchnię, historię (i to w serialowym wydaniu!), jak i najlepsze turystyczne miejscówki. Chociaż pokazywanie historii przez pryzmat popularnych seriali historycznych może wydawać się podejściem kontrowersyjnym, wyszło bardzo sprawnie, ciekawie, a dla rzeszy fanów tureckich sag rzuci światło krytycznego spojrzenia na wydarzenia prezentowane w telewizyjnym tasiemcu. Plus może zwiększyć popularność książki. Ja znalazłam interesujące mnie po lekturze książki Elif Şhafak Bękart ze Stambułu informacje dotyczące konfliktu ormiańsko-tureckiego z lat 20-tych XX wieku, jak i szczegółowy opis relacji z Kurdami. Bardzo wartościowa lektura. Dodatkowo, można dowiedzieć się o ogromnie pracy wykonanym przez Mustafę Kemala Atatürka, jak i przyjrzeć się nieco bliżej karierze i zapatrywaniom obecnego prezydenta Recepa Erdoğana.

Subiektywny przewodnik po Turcji

Ostatnia część, niespełna 60-stronicowa, to subiektywny przewodnik po Turcji, i do tej części mam największe zastrzeżenia. Najdokładniej opisane są rejony Alanyi i Antalii (a więc rejon Morza Egejskiego), w których Autorka spędziła najwięcej czasu, sporo miejsc opisanych jest w regionie południowo-wschodniej Anatolii, a więc przy nieszczególnie bezpiecznej granicy z Syrią. Natomiast region Morza Czerwonego czy Morza Marmara pominięty jest milczeniem. Stambuł zajmuje może 3 strony z wymienionymi największymi turystycznymi hitami, ale Szumer-Bryś zauważa, że nie miała na zwiedzanie miasta zbyt wiele czasu i nie darzy go szczególną sympatią. Woli Izmir, o którym zresztą napisała osobną książkę. Mimo wszystko, zwłaszcza dzięki starannemu podawaniu tureckich nazw zabytków, prawie 50 pozycji udało mi się zaznaczyć na mapie pod przyszłe zwiedzanie, a reszta książki dała mi wgląd w turecką kulturę i obyczajowość. Książka ma również aż cztery wklejki zdjęciowe, i chociaż wifdać, że Autorka profesjonalnym fotografem nie jest, materiał dodaje kolorytu publikacji zgodnie z zasadą, że obrazy mogą powiedzieć więcej niż tysiąc słów.

Znakomity wstęp do serii turystycznej

Tak znakomita publikacja w nowej serii Sport i Turystyka Wydawnictwa MUZA ustawia poprzeczkę wysoko. W serii znajdziemy książki o Hiszpanii (Hiszpania. Fiesta dobra na wszystko Maciej Bernatowicz), Korei Południowej (Korea Południowa. Republika żywiołów Marcin Jagoda), słonecznej Italii  (Włosi. Życie to teatr Maciej A. Brzozowski, Państwie Środka (Chiny bez makijażu Marcin Jocoby), Stolicy Niemiec (Taki jest Berlin. O miescie kontrastów i ciągłych zmian Justyna Burzynski), Izraelu (Izrael oswojony Ela Sidi) czy naszych zachodnio-południowyc sąsiadach (Czesi. To nevymyslïš Aleksander Kaczorowski). Na stronie wydawnictwa można znaleźć jeszcze więcej ciekawych pozycji. Ja z pewnością sięgnę po kilka następnych.

Moja ocena: 9/10.


Marcelina Szumer-Bryś, Turcja. Na wschód od Zachodu
Wydawnictwo MUZA, seria Spectrum, Warszawa 2024
Liczba stron: 416
ISBN: 978-83-287-2740-3

******************************************************************************

The book as a professional declaration of love

I saw Marcelina Szumer-Brysz's book at the Vivelo Book Fair in Warsaw. I am skeptical about buying guidebooks, because in my layman's eyes that's what the book Turkey East of the West was. Meanwhile, I experienced a great positive surprise, and the book by a Polish journalist and reporter captivated me, fascinated me and opened my eyes in many ways.

The most complete picture of Turkey possible

The over 400-page book tries to provide the maximum amount of information about the country that the Author fell in love with from her first visit with a deep and true love. In this way, she tries to approach the subject as comprehensively as possible and present both customs, cuisine, history (and in a TV series version!), as well as the best tourist spots. Although showing history through the prism of popular historical series may seem a controversial approach, it came out very efficiently, interestingly, and for the crowd of fans of Turkish sagas it will shed light on the critical perspective of the events presented in the TV series. Plus, it may increase the popularity of the book. I found interesting information about the Armenian-Turkish conflict of the 1920s, as well as a detailed description of relations with the Kurds, I was particularly interested in after reading Elif Şhafak's book The Bastard of Istanbul. A very valuable read. Additionally, you can learn about the enormous work done by Mustafa Kemal Atatürk, as well as take a closer look at the career and views of the current president, Recep Erdoğan.

A subjective guide to Turkey

The last part, less than 60 pages long, is a subjective guide to Turkey, and I have the greatest reservations about this part. The most detailed descriptions are of the regions of Alanya and Antalya (i.e. the Aegean Sea region), where the Author spent the most time, many places are described in the region of southeastern Anatolia, i.e. near the not particularly safe border with Syria. On the other hand, the region of the Red Sea or the Sea of ​​Marmara is omitted in silence. Istanbul takes up maybe 3 pages with the biggest tourist hits listed, but Szumer-Bryś notes that she didn't have much time to visit the city and doesn't particularly like it. She prefers Izmir, about which she wrote a separate book. Despite everything, especially thanks to the careful provision of Turkish names of monuments, I managed to mark almost 50 places on the map for future sightseeing, and the rest of the book gave me insight into Turkish culture and customs. The book also has four photo inserts, and although it is obvious that the Author is not a professional photographer, the material adds color to the publication in accordance with the principle that pictures can say more than a thousand words.

A great introduction to the tourist series

Such a great publication in the new Sport and Tourism series of MUZA Publishing House sets the bar high. The series includes books about Spain (Spain. Fiesta Good for Everything by Maciej Bernatowicz), South Korea (South Korea. Republic of the Elements by Marcin Jagoda), sunny Italy (Italians. Life is a Theater by Maciej A. Brzozowski), the Middle Kingdom (China Without Makeup by Marcin Jocoby), the capital of Germany (Such is Berlin. About the City of Contrasts and Constant Changes by Justyna Burzynski), Israel (Israel Tamed by Ela Sidi) or our western-southern neighbors (Czechs. To nevymyslïš by Aleksander Kaczorowski). You can find even more interesting titles on the publisher's website. I will definitely reach for a few more. I strongly recommend the book on Turkey!

My rating: 9/10.

 

Author: Marcelina Szumer-Bryś
Title: Turkey. East of the West
Publishing House: MUZA, Spectrum series, Warsaw 2024
Number of pages: 416
ISBN: 978-83-287-2740-3

Marilynne Robinson, Gilead

List miłosny ojca do syna

Powieść Marilynne Robinson jest ze wszech miar niezwykła. Trafiłam na wzmiankę o niej podczas uważnego studiowania listy stu najlepszych książek XXI wieku magazynu The New York Times Book Review (https://lubimyczytac.pl/100-najlepszych-ksiazek-xxi-wieku-wedlug-timesa-polacy-beda-zdziwieni). W bibliotece nie zwróciłabym na nią uwagi, ponieważ polskie pierwsze wydanie (Wydawnictwo Sonia Draga, 2006) jest naprawdę paskudne i nie zachęca do sięgnięcia po książkę, która została uhonorowana Nagrodą Pulitzera w 2004 roku. Jest to lektura specyficzna i nie każdemu się spodoba.

Refleksyjna proza

80-letnia obecnie Marilynne Robinson nie jest pisarką szczególnie płodną. Pierwszą książkę, Housekeeping, wydała w 1980 roku, a tytułowe Gilead 24 lata później. Drugą część „Sagi Gilead”, Dom, czytelnicy dostali w 2008 roku. Niespełna 300-stronicowa zwyciężczyni Pulitzera jest listem ojca, 76-letniego pastora Johna Amesa, do jego 7-letniego synka. Mężczyzna zdaje sobie sprawę, że odchodzi i nie będzie mu dane opowiedzieć chłopcu wszystkiego, co uznaje za ważne. Dlatego spisuje swoistego rodzaju dziennik, który po śmierci rodzica ma pomóc dziecku lepiej go poznać i zrozumieć. Jak łatwo się domyślić, taki zarys sytuacji nadaje powieści pewien pełen smutku i melancholii ton, a gadulstwo pastora może przytłaczać i najzwyczajniej w świecie nudzić. Ja sama zasypiałam nad książką wielokrotne. Mimo to uważam, że powieść jest wyjątkowa i nie czytałam nic choćby zbliżonego do tego pięknego i mądrego listu miłosnego ojca do syna. W swoim tonie Gilead delikatnie przypominało mi Drogę Cormaca MacCarthy’ego, która również traktuje o wzruszającej i silnej relacji ojca i syna, i również pobrzmiewa w niej biblijny ton.

O Bogu bez zadęcia

Rozważań o Bogu i religii jest u Robinson naprawdę dużo, i to również nadaje książce trudnego, intelektualnego, zawiłego charakteru. Ze względu na swoją profesję pastor zagłębia się w rozważania natury teologicznej, które dla uważnego czytelnika mogą przynieść wiele do myślenia. Nawet dla osób niewierzących jest w tej książce wartość poznawcza, tłumacząca niektóre doktryny czy tajemnice. Przytoczone są liczne kazania, a znajomość Pisma Świętego robi wrażenie. Jednocześnie to właśnie jest największym wyzwaniem powieści, czyniąc ją ciężkostrawną i wymagającą wzmożonej uwagi. Ja sama czytałam ją w małych, usypiających dawkach około dwóch miesięcy.

Spokojny rytm małego miasteczka

W tle toczy się życie w podupadającym miasteczku Gilead, gdzie ojciec Johna Amesa również był pastorem, dopóki nie wyprowadził się i nie zostawił synowi swojej parafii. Mieścina jest świadkiem wielu dramatów (śmierć pierwszej żony pastora i ich dziecka, podpalenia kościołów odmiennych wyznań, pożary, klęska głodu), miejsce rozwoju wieloletnich przyjaźni czy w końcu miejscem spokojnej starości duchownego, otoczonego niespodziewaną w późnym wieku miłością znacznie młodszej żony i żwawego dziecka. Jest w tej historii pewien niezwykły, udzielający się spokój, jakby niezależnie od rzeczywistości czytelnik siedział i czytał powieść Robinson pod otulającym, ciepłym kocem z kubkiem gorącej herbaty w ręku. Ta retrospektywa daje duże poczucie bezpieczeństwa i stanowi podsumowanie dorobku całego życia małomiasteczkowego pastora, który doświadczył wielu sytuacji i stara się tą mądrością życiową podzielić z synem, który nie jest jeszcze na nią gotowy. Proza Robinson tchnie ciepłem i ogromną dojrzałością, ale w zamian wymaga pełnego skupienia. Dla mnie lektura na tyle ciekawa, że z chęcią do niej wrócę za kilka lat, zobaczyć co zrozumiałam i zapamiętałam, a w ilu momentach po prostu odpłynęłam, ukołysana spokojnym głosem pastora Amesa.

Moja ocena: 8/10.

Marilynne Robinson, Gilead
Wydawnictwo Sonia Draga, Warszawa 2006
Tłumaczenie: Witold Kurylak
Liczba stron: 280
ISBN: 978-83-89779-61-8

******************************************************************************

A love letter from a father to his son

Marilynne Robinson's novel is extraordinary in every way. I came across it while carefully studying The New York Times Book Review list of the hundred best books of the 21st century (https://lubimyczytac.pl/100-najlepszych-ksiazek-xxi-wieku-wedlug-timesa-polacy-beda-zdziwieni). I wouldn't have paid attention to this publication in the library, because the Polish first edition (Wydawnictwo Sonia Draga, 2006) is really awful and doesn't encourage one to reach for a book that was awarded the Pulitzer Prize in 2004. It is a specific reading and not everyone will like it.

Reflective prose

Marilynne Robinson, now 80, is not a particularly prolific writer. She published her first book, Housekeeping, in 1980, and the reviewed Gilead 24 years later. The second part of the Gilead Saga, Home, was released in 2008. The less than 300-page Pulitzer Prize winner is a letter from a father, 76-year-old pastor John Ames, to his 7-year-old son. The man realizes that he is dying and will not be able to tell the boy everything he considers important. That is why he writes a kind of diary, which after the death of his parent is to help the child get to know and understand him better. As you can easily guess, such an outline of the situation gives the novel a certain tone full of sadness and melancholy, and the pastor's talkativeness can be overwhelming and simply boring at times. I myself fell asleep over the book many times. Despite this, I think the novel is exceptional and I have not read anything even close to this beautiful and wise love letter from a father to his son. In its tone, Gilead reminded me slightly of Cormac MacCarthy's The Road, which also deals with a moving and strong relationship between father and son, and also has a biblical tone.

About God Without Pretense

Robinson really has a lot of reflections on God and religion, and this also gives the book a difficult, intellectual, intricate character. Due to his profession, the pastor delves into theological reflections, which for an attentive reader can bring a lot to think about. Even for non-believers, there is cognitive value in this book, explaining some doctrines or mysteries. Numerous sermons are cited, and the knowledge of the Holy Scripture is impressive. At the same time, this is the greatest challenge of the novel, making it hard to digest and requiring increased attention. I read it in small, soporific doses for about two months.

The Calm Rhythm of a Small Town

In the background, life goes on in the decaying town of Gilead, where John Ames' father was also a pastor until he moved out and left his parish to his son. The town is a witness to many dramas (the death of the pastor's first wife and their child, arson attacks on churches of different religions, fires, famine), a place where long-standing friendships develop, and finally a place of peaceful old age for the clergyman, surrounded by the unexpected love of a much younger wife and a lively child at an advanced age. There is a certain unusual, contagious peace in this story, as if, regardless of reality, the reader was sitting and reading the novel under a warm blanket with a cup of hot tea in hand. This retrospective gives a great sense of security and is a summary of the life achievements of a small-town pastor who has experienced many situations and tries to share this life wisdom with his son, who is not yet ready for it. Robinson's prose exudes warmth and great maturity, but in return requires full concentration. For me, the reading is so interesting that I will gladly return to it in a few years, to see what I understood and remembered, and in how many moments I simply drifted away, lulled by the calm voice of Pastor Ames.

My rating: 8/10.

Author: Marilynne Robinson
Title: Gilead
Publishing House: Sonia Draga, Warsaw 2006
Translation: Witold Kurylak
Number of pages: 280
ISBN: 978-83-89779-61-8

sobota, 14 września 2024

Richard Powers, Listowieść (The Overstory)

Epos o ekologii

Powieść Richarda Powersa, uznanego amerykańskiego pisarza, została w Polsce wydana w 2021 roku przez wydawnictwo WAB. Przyznam szczerze, że kiedy zobaczyłam okładkę i staranność wydania, po prostu nie mogłam się oprzeć. Zielona kropka na okładce z tekstem Zdobywca Nagrody Pulitzera (rok 2019) oczywiście pomogła mi rozwiać wszelkie wątpliwości. Tak więc jakieś dwa tygodnie temu zasiadłam wygodnie na kanapie i rozpoczęłam dość długą, po liczącą ponad 600 stron, lekturę. Znów, uczucia mam mieszane.

Starannie zaplanowana kompozycja

Książka Powersa podzielona jest na cztery części – Korzenie, Pień, Korona, Nasiona. W pierwszej części wyszczególnieni są bohaterowie  - Nicholas Hoel, członek rodu Hoelów, na których farmie rośnie wspaniały kasztan, Mimi Ma, córka chińskiego imigranta, czuje szczególny związek z morwą zasadzoną przez jej ojca, który w ten sposób chciał uhonorować swojego ojca i swoje kulturowe dziedzictwo, Adam Appich, jeden z czwórki rodzeństwa, na cześć którego ojciec zasadził na podwórku klon, Ray Brinkman i Dorothy Cazaly, którzy co roku sadzą w swoim ogrodzie jakąś roślinę, Douglas Pavlicek, któremu podczas wojny w Wietnamie ogromny figowiec ratuje życie po zestrzeleniu jego samolotu, Nelay Meehta, młody chłopiec  hinduskich korzeniach, podczas zabawy spada z dębu i łamie kręgosłup, ale jego ojciec zapewnia mu rozrywkę sprowadzając i składając w domu coraz to potężniejsze komputery, dzięki czemu chłopak w przyszłości będzie programował gry komputerowe; Patricia Westerford, młoda doktorantka, która prowadzi przełomowe badania o komunikacji drzew i szeregu wysyłanych przez nie sygnałów, która po początkowym uznaniu przez naukowy świat musi zmierzyć się z odrzuceniem jej osiągnięć i utratą naukowej pozycji; wreszcie – Olivia Vandergriff, studentka ekonomii, która życie spędza na zabawach, przygodnym seksie i miękkich narkotykach, zostaje porażona prądem w swoim mieszkaniu, gdzie nieprzytomną znajduje ją jej chłopak. W kolejnych częściach książki losy bohaterów zaczną się ze sobą przeplatać, a ich wspólną pasją będzie ratowanie środowiska naturalnego i zapobieganie rabunkowej wycince lasów.

Książka napisana pod tezę

Moje streszczenie oddaje dobrze moje postrzeganie książki – w pierwszej części podobały mi się osobiste, intymne relacje z przyrodą, wrażliwość na nią, podkreślanie związków pomiędzy bohaterami a naturą. Natomiast dalsze rozdziały mnie irytowały i wydawały się napisane pod konkretną tezę (skądinąd słuszną). Czy pokazywanie ekstremalnej formy walki o przyrodę, przykuwanie się do drzew by zapobiec ich wycince, obrażenia odnoszone przez protestantów, akcje dywersyjne, podpalenia jest naprawdę konieczne? Może inne formy protestów zawiodły, a świat obrócił obojętne oko na losy drzewostanów, a jednak mam wrażenie, że książka Petera Wohllebena Sekretne życie drzew dała więcej ruchowi pro-ekologicznemu niż Listowieść. Ona fascynowała opisami świata roślin, zachęcała czytelnika do uważnej obserwacji natury i lepszego jej poznania. Tutaj dalsze części wydawały mi się zbyt sztuczne i efekciarskie. Jednocześnie mam świadomość, że książka porusza jeden z najbardziej naglących współczesnych problemów i bezkompromisowo stara się zwrócić na niego uwagę. A jednak nie przekonuje mnie to.

Polityczna nagroda

Mimo wszystko starannie skomponowany utwór Powersa czytało mi się dobrze, choć ze wzrastającym zniecierpliwieniem. Pierwsza część Korzenie mnie wciągnęła i zachwyciła, kolejne niemiło zaskoczyły i wyłuskiwałam z nich przyrodnicze ciekawostki, dystansując się nieco od losów bohaterów i nie śledząc ich z nadmiernym napięciem. Mam wrażenie, że w Korzeniach drzewa i ludzie współpracowali, żyli w symbiozie, a w kolejnych częściach bohaterowie zajęli centralne miejsce i ten balans został zaburzony. Mam mieszane uczucia, czy warto, a samą nagrodę Pulitzera odbieram jako docenienie podjęcia ważnego tematu i ukłon w stronę sprawnego pióra autora, ale mocno podszyty polityczna agendą.

Moja ocena: 6/10.

Richard Powers, Listowieść
Wydawnictwo WAB, Warszawa 2021
Tłumaczenie: Michał Kłobukowski
Liczba stron: 620
ISBN: 978-83-280-7538-2

********************************************************************************

Ecological epic

The novel The Overstory by Richard Powers, a renowned American writer, was published in Poland in 2021 by WAB. I must admit that when I saw the cover and the care taken in the publication, I simply could not resist. The green dot on the cover with the text Pulitzer Prize Winner (2019) of course helped me dispel all doubts. So about two weeks ago I sat comfortably on the couch and began a rather long, over 600-page reading. Again, I have mixed feelings.

Carefully planned composition

Powers' book is divided into four parts - Roots, Trunk, Crown, Seeds. The first part details all main characters - Nicholas Hoel, a member of the Hoel family, on whose farm grows a magnificent chestnut tree; Mimi Ma, the daughter of a Chinese immigrant, feels a special connection to the mulberry tree planted by her father, who in this way wanted to honor his father and his cultural heritage; Adam Appich, one of four siblings, in whose honor his father planted a maple tree in the yard; Ray Brinkman and Dorothy Cazaly, who plant a plant in their garden every year; Douglas Pavlicek, whose life is saved by a huge fig tree during the Vietnam War after his plane is shot down; Nelay Meehta, a young boy of Indian origin, falls from an oak tree while playing and breaks his spine, but his father provides him with entertainment by bringing and assembling increasingly powerful computers at home, thanks to which the boy will program computer games in the future; Patricia Westerford, a young PhD student who conducts groundbreaking research on the communication of trees and the series of signals they send, who after initial recognition by the scientific world has to face the rejection of her achievements and the loss of her scientific position; finally – Olivia Vandergriff, an economics student who spends her life on fun, casual sex and soft drugs, is electrocuted in her apartment, where her boyfriend finds her unconscious. In the next parts of the book, the fates of the characters will begin to intertwine, and their common passion will be saving the natural environment and preventing predatory deforestation.

Book written to prove a known thesis

My summary reflects my perception of the book well – I liked the first part with the personal, intimate relationships with nature, the sensitivity to it, the emphasis on the connections between the characters and natural world. However, the later parts irritated me and seemed to be written for a specific thesis (which in itself is correct, by the way). Whether showing an extreme form of fighting for nature, chaining oneself to trees to prevent their cutting down, injuries sustained by protesters, sabotage, arson was really necessary remains a quiestion. Perhaps other forms of protest have failed, and the world has turned an indifferent eye on the fate of tree stands, and yet I have the impression that Peter Wohlleben's book The Secret Life of Trees has given more to the pro-ecological movement than The Overstory. German foreste’r work fascinated with its descriptions of the world of plants, encouraged the reader to carefully observe nature and get to know it better. Here, the later parts seemed too artificial and showy to me. At the same time, I am aware that the book addresses one of the most pressing contemporary problems and uncompromisingly tries to draw attention to it. And yet, I am not convinced.

Political appraisal

Despite everything, I read Powers' carefully composed work well, although with growing impatience. The first part Roots drew me in and delighted me, the next ones unpleasantly surprised me and I extracted nature curiosities from them, distancing myself a bit from the fate of the characters and not following them with excessive tension. It seems that in Roots trees and people cooperated, lived in symbiosis, and in the next parts the characters took the central place and the balance was disturbed. I have mixed feelings about whether it was worth it, and I see the Pulitzer Prize itself as appreciation for taking on an important topic and a nod to the author's skillful pen, but with a strong political agenda.

My rating: 6/10.

Author: Richard Powers
Title: The Overstory
Publishing House: WAB, Warsaw 2021
Translation: Michał Kłobukowski
Number of pages: 620
ISBN: 978-83-280-7538-2

   

Tomasz Karamon, Co widziała Matka B. Opowieści z Barda

Miłość do Małej Ojczyzny

Na wzmiankę o tej książce trafiłam w zestawieniu lektur na lato Gazety Wrocławskiej. Zaciekawił mnie nietuzinkowy tytuł i przepiękna okładka z rentgenowskim zdjęciem figurki Matki Boskiej z Bazyliki w Bardzie. Ponieważ wakacje spędzaliśmy jeżdżąc weekendami po Polsce, stwierdziłam, że to doskonała wymówka, by po powieść sięgnąć i przeczytać przed zbliżającym się spływem kajakowym, który ruszał z Barda i się w nim kończył. Jak często z reportażem, uczucia mam mieszane.

Wielogłosowość zapisu

Powieść Tomasza Karamona jest nie tylko wielogłosowa, ale wielopłaszczyznowa i wielowątkowa. Autor stosuje wiele form literackich – dialog, list, wywiad, opis, pierwszoosobową narrację, szczegółowy opis badania figurki Matki Boskiej, historię miasteczka i jego losy. Pisarzowi udało się pokazać skomplikowane losy Dolnego Śląska, przechodzące przez te tereny armie i administracje, a w tle – losy związanych z tą ziemią mieszkańców. Dla mnie najciekawsze było odnajdywanie opisywanych miejsc i zastanawianie się: „a czy to na pewno tutaj?”. Taki mam jednak kłopot z reportażami, że jest to dla mnie zawsze czyjeś spojrzenie i czyjaś perspektywa, która nakłada się – i niekoniecznie pokrywa – z moją. Zwłaszcza przy opisach miast czy terenów – moja wyobraźnia nieco inaczej je sobie kształtuje i odkrywanie prawdziwych miejsc jest niczym zdrapywanie palimpsestu. Co kryje się pod warstwą literacką?

Odnajdywanie miejsc z książki w rzeczywistości

Nie znając dokładnie topografii miasta, nie śledziłam niemieckich nazw ulic ani nie szukałam opisywanych zakładów czy sklepików, a w zasadzie budynków, w których istniały. Ale podekscytowało mnie odnalezienie wzgórza, na którym w 1966 roku ks. arcybiskup Bolesław Kominek odprawiał mszę z okazji tysiąclecia chrztu Polski i koronował figurkę Matki Boskiej. Niestety, komunistyczny plan na zagospodarowanie wzgórza i uniemożliwienie takich masowych imprez w przyszłości powiódł się – jedną połowę wzgórza zajmują ogródki działkowe, druga została podzielona na działki pod luksusowe rezydencje. Środkiem biegnie wąska droga różańcowa, prowadząca od jednej unikatowej kaplicy do drugiej. Na szczycie stoi pomnik ze sceną z ukrzyżowania – po obu bokach Chrystusa wiszą mocarne figury łotrów, a u jego stóp klęczy Matka Boska z towarzyszącymi jej kobietami. Naprzeciwko znajduje się kamień upamiętniający wielotysięczną mszę.

Jedna bohaterka

Nie udało nam się zobaczyć tytułowej figurki – w Sanktuarium trwała właśnie msza. Żałuję, bo Karamon przedstawia artefakt jak żywą osobę, opisuje czynione przez nią cuda i wagę dla wiernych. Bardzka Matka Boska jawi się jako prawdziwa opiekunka i dobrodziejka dolnośląskich stron, która dbała o swoich wiernych i wysłuchiwała ich modlitw. W drugą stronę – pokazana jest również niezłomna wiara ludności w jej sprawczą moc.

Lokalna duma

Myślę, że to ważna i potrzebna książka – pełne zachwytu spojrzenie pasjonata lokalnej historii i mieszkańca Barda, zapis wieloletnich badań i fascynacji, próba przekazania ogromu wiedzy szerzej publiczności. Chociaż przez swoją wielogłosowość i wielość form książka może sprawiać wrażenie nieco chaotycznej, warto po nią sięgnąć, by samemu porównywać literacki opis z tym, co uda nam się z niego wyłuskać „w terenie”. Cieszy również lokalna duma z książki – plakaty ją reklamujące wiszą w Bardzie w małych sklepikach. Może więc pielgrzymki wrócą do Miasta Cudów, nawet jeśli nie w celach religijnych, to by lepiej poznać Bardo i jego ciekawą historię. Serdecznie polecam.


Moja ocena: 7/10


Tomasz Karamon, Co widziała Matka B. Opowieści z Barda
Wydawnictwo Dowody, Warszawa 2024
Liczba stron: 224
ISBN: 978-83-66778-53-5

**********************************************************************************

Love for local homeland

I came across this book in the Gazeta Wrocławska summer reading list. I was intrigued by the unusual title and beautiful cover with an X-ray photo of the figurine of the Virgin Mary from the Basilica in Bardo. Since we spent our holidays traveling around Poland during weekends, I decided that it was a great excuse to reach for the novel and read it before the upcoming kayaking trip, which started and ended in Bardo. As is often the case with reportage, I have mixed feelings.

Polyphonic writing

Tomasz Karamon's novel is not only polyphonic, but multi-layered and multi-threaded. The author uses many literary forms - dialogue, letter, interview, first-person narration, detailed description of the examination of the figurine of the Virgin Mary, the past accounts of the town. The writer managed to show the complicated history of Lower Silesia, the armies and administrations passing through these areas, and in the background - the fates of the inhabitants connected with this land. For me, the most interesting element was finding the places described and wondering: "is this really here?". However, I have such a problem with reportage that for me it is always someone else's account and perspective that overlaps - and does not necessarily coincide - with mine. Especially when describing cities or areas - my imagination shapes them slightly differently and discovering real places is like scratching off a palimpsest. What is hidden beneath the literary layer?

Finding places from the book in real life

Not knowing the topography of the city in detail, I did not follow the German street names or look for the described establishments or shops, or rather the buildings in which they existed. But I was excited to find the hill where in 1966 priest archbishop Bolesław Kominek  celebrated mass on the occasion of the millennium of the baptism of Poland and crowned the figure of the Virgin Mary. Unfortunately, the communist plan concerning hill on preventing such mass events in the future succeeded - one half of the hill is currently occupied by allotment gardens, the other has been divided into plots for luxury residences. In the middle runs a narrow rosary path, leading from one unique chapel to another. At the top stands a monument with a scene from the crucifixion – on both sides of Christ hang mighty figures of thieves, and at his feet kneels the Mother of God with women accompanying her. Opposite is a stone commemorating a mass that was attended by thousands.

The heroine of the book

We did not manage to see the titular figure – a mass was taking place in the Sanctuary. I regret it, because Karamon presents the artifact as a living person, describes the miracles it performed and its importance to the faithful. The Mother of God of Bardo appears as a true protector and benefactress of the Lower Silesian region, who cared for her believers and listened to their prayers. On the other hand, the unwavering faith of the population in her causative power is also shown.

Local pride

I think this is an important and necessary book – a view full of admiration from a local history enthusiast and a resident of Bardo, a record of many years of research and fascination, an attempt to convey the vast amount of knowledge to a wider audience. Although the book may seem a bit chaotic due to its multi-voiced nature and multiplicity of forms, it is worth reaching for to compare the literary description with what we can extract from it "in the field". The local pride in the book is also pleasing - posters advertising it hang in Bardo in local shops. That’s quite something! Maybe the pilgrimages will return to the City of Miracles, even if not for literary purposes, then to get to know Bardo and its interesting history better. I highly recommend it.

My rating: 7/10

Author: Tomasz Karamon
Title: What Did Mother of G. See. Stories from Bardo
Wydawnictwo Dowody, Warsaw 2024
Number of pages: 224
ISBN: 978-83-66778-53-5

czwartek, 22 sierpnia 2024

John Treherne, Zbrodnia w raju W poszukiwaniu utopii na Galapagos (The Galapagos Affair)

Lekko przestarzały reportaż

Zamieszczony na stronce Wroclaw.pl artykuł Co poczytać latem? Najciekawsze książki na wakacje 2024 (https://www.wroclaw.pl/kultura/co-czytac-latem-ksiazki-na-wakacje-2024-polecamy) to clickbajt, w który na pewno wejdę. Tak też trafiłam na książkę Johna Treherne Zbrodnia w raju W poszukiwaniu utopii na Galapagos i udało mi się ją zaskakująco szybko dopaść w bibliotece i jeszcze szybciej przeczytać. 250 stron to lektura akurat na dwa wieczory.

XX-wieczni podróżnicy idealiści

Książka przyniosła mi parę zaskoczeń. Po pierwsze, została napisana w 1983 roku, a więc czterdzieści lat temu. Da się to wyczuć w stylu, w jakim książka jest napisana – trochę trąci myszką. Dodatkowo autor nie był zawodowym pisarzem, a entomologiem, badaczem owadów w różnych zakątkach świata. Podczas jednej ze swoich podróży, na Galapagos, usłyszał ciekawą historię grupy ludzi, którzy w różnej kolejności osiedli na ekwadorskiej wyspie Floreana w latach 20-tych i 30-tych XX wieku. Najpierw na wyspę trafiła dziwna para – doktor medycyny Friedrich Ritter i jego kochanka Dore Strauch, następnie rodzina Wittmerów – Margrete w piątym miesiąc ciąży, jej mąż Heinz i syn Henry, a następnie baronowa Eloise Wagner de Bosquet wraz ze swoimi towarzyszami i jednocześnie najprawdopodobniej rywalizującymi kochankami. Książka opisuje zagadkowe zniknięcie ekstrawaganckiej arystokratki wraz z jednym z jej partnerów, poprzedzające je niesnaski i następujące po nim dramatyczne wydarzenia. Jednak jeśli czytelnik liczy na rozwiązanie zagadki, srodze się rozczaruje. Treherne nie idzie dalej niż reporterzy z lat 30-stych i nie udaje mu się podać definitywnego przebiegu wydarzeń. Udaje mu się za to w ciekawy sposób zbudować postaci, przytacza ciekawy i obszerny materiał źródłowy, chociaż wiele fragmentów czy listów się powtarza. Książka stanowi głównie uporządkowanie przebiegu wydarzeń na podstawie listów i wspomnień, i chronologiczne ich przedstawienie.

Kiedy entomolog pisze książkę

Irytował mnie trochę styl powieści, nieustanne wzmianki autora o zbliżającej się tragedii, która – gdy w końcu następuje – przechodzi w powieści w pewien sposób niezauważona. Punkt kulminacyjny rozmywa się, a wraz z nim sens reportażu. Niepotrzebny dramatyzm nie znalazł potwierdzenia w fabule. Natomiast to, co się Therne’owi udało, to opis spartańskich warunków życia na wulkanicznej wyspie, relacja z trudów jej zagospodarowania i ogromu włożonej w to pracy, surowości i nieubłagalności natury. Przyroda na Floreanie nie sprzyja człowiekowi, bywa kapryśna i groźna. Zaskakuje nieugiętość dawnych pionierów i podróżników, ich zacięcie i warunki, w których chcieli żyć. Przez dokładne ukazanie charakterów mieszkańców powieść staje się w pewien sposób odpychająca – oprócz rodziny Wittmerów pozostali osadnicy byli mieszanką co najmniej zaskakującą, barwną i trudną w odbiorze.

Ani zbrodni, ani raju

Dla mnie reportaż Johna Treberne mocno się zestarzał i jest napisany w przebrzmiałym stylu. Fabuła jest ciekawa i przypominała mi niektóre relacje podróżniczek z powieści Mii Kankimaki Kobiety, o których myślę nocą. Jednak tam bohaterki inspirowały do zagryzienia zębów i działania, tak tu bohaterowie zębów nie mają (Dore i Friedrich) i ma się ochotę uciec od nich jak najdalej. Ciekawa lektura, która jak dla mnie mogła być obszerniejszym artykułem w gazecie. Można sobie odpuścić.

Moja ocena: 6/10.

John Treherne, Zbrodnia w raju
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2024
Tłumaczenie: Adam Czech
Liczba stron: 256
ISBN: 978-83-8191-887-9

*********************************************************************************

Slightly outdated reportage

The article on the Wroclaw.pl website What to read during the summer? The most interesting books for the 2024 holidays (https://www.wroclaw.pl/kultura/co-czytac-latem-ksiazki-na-wakacje-2024-polecamy) is a clickbait that I have visited. That is how I came across John Treherne's book The Galapagos Affair and I managed to get it surprisingly quickly in the library and read it even faster. 250 pages is just a reading for two evenings.

20th-century idealistic travelers

The book brought me a few surprises. Firstly, it was written in 1983, so forty years ago. You can feel it in the style in which the book is written - it is a bit outdated. In addition, the author was not a professional writer, but an entomologist, a researcher of insects in various corners of the world. During one of his journeys, to the Galapagos, he heard an interesting story of a group of people who settled on the Ecuadorian island of Floreana in the 1920s and 1930s in different order. First, a strange couple arrived on the island – doctor of medicine Friedrich Ritter and his lover Dore Strauch, then the Wittmer family – Margrete in the fifth month of pregnancy, her husband Heinz and son Henry, and then Baroness Eloise Wagner de Bosquet with her companions and most likely rival lovers. The book describes the mysterious disappearance of an extravagant aristocrat and one of her partners, the preceding quarrels and the dramatic events that followed. However, if the reader expects the solution of this mystery, they will be sorely disappointed. Treherne goes no further than the reporters of the 1930s and fails to provide a definitive course of events. He manages to build characters in an interesting way, cites interesting and extensive source material, although many fragments or letters are repeated. The book is mainly an ordering of the course of events based on letters and memories, and their chronological presentation.

When an entomologist writes a book

I was a bit irritated by the style of the novel, the author's constant mentions of the approaching tragedy, which - when it finally happens - passes unnoticed. The climax fades away, and with it the sense of the reportage. Unnecessary drama was not confirmed in the plot. However, what Therne managed to do is describe the Spartan living conditions on the volcanic island, an account of the difficulties of its development and the enormous work put into it, the severity and inexorability of nature. It is particularly infriendly to humans on Floreana, it can be capricious and dangerous. The stubborness of the old pioneers and travelers, their determination and the conditions in which they wanted to live are surprising. The detailed portrayal of the inhabitants' characters makes the novel somewhat repulsive - apart from the Wittmer family, the other settlers were a mixture that was at least surprising, colourful and difficult to like.

Neither crime nor paradise

For me, John Treberne's report has aged badly and is written in a worn-out style. The plot is interesting and reminded me of some of the traveller accounts in Mia Kankimaki's novel Women I Think About at Night. However, the heroines there inspired us to grit our teeth and take action, while here the heroes literally have no teeth (Dore and Friedrich) and you want to run away from them as far as possible. An interesting read, which for me could have been a longer newspaper article. You can skip it.

My rating: 6/10.


Author: John Treherne
Title: The Galapagos Affair
Publishing House: Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2024
Translation: Adam Czech
Number of pages: 256
ISBN: 978-83-8191-887-9

niedziela, 11 sierpnia 2024

Elif Şafak, Bękart ze Stambułu (The Bastard of Istanbul)

Ormiańsko-turecka książka kucharska

Nadrabiam książki Elif Şafak, zachwycona przypadkową pierwszą lekturą. Bękart ze Stambułu napisany jest wartko, ale do 10 minut i 38 sekund na tym dziwnym świecie mu jednak daleko. Jest to jednak dobra książka, poruszająca ciekawą i ważną tematykę i warto po nią sięgnąć.

Poprzeplatane losy armeńsko-tureckich rodzin

Niespełna 19-letnia Zeliha Kazancı zachodzi w ciążę i postanawia ją usunąć. Jednak na fotelu niemożebnie się wydziera mimo znieczulenia, więc do zabiegu nie dochodzi, a nastolatka postanawia urodzić dziecko. Asyę poznajemy zatem, kiedy jest mniej więcej w wieku swojej matki, mieszka z nią, dwoma jej siostrami i ich Mateńką w Stambule i nie wie nic o swoim ojcu. Do tej szalonej rodzinki postanawia zjechać Armanusz Czachmaczian, która z kolei szuka swoich korzeni. Jej przodkowie, Ormianie, uciekli ze Stambułu w wyniku prześladowań ze strony Turków. Amy, jak nazywa ją jej matka Rose, Amerykanka, pragnie dowiedzieć się, jak wyglądało życie jej przodków, dlatego jedzie do rodziny swojego ojca przyrodniego, Mustafy Kazancı, by przekonać się, czy Turcy są naprawdę tak źle, jak ich malują. Koło się więc zamyka.

Smaki i zapachy orientalnej kuchni

Chwilę mi zajęło, by przekonać się, że bękart ze Stambułu jest książką o tureckiej kuchni, gotowaniu i comfort food. Poszczególne rozdziały mają tytuły po najważniejszych składnikach tureckiej kuchni, oczywiście oprócz ostatniego. Wszystkie co do jednego złożą się na ulubioną potrawę Mustafy, aşure – jedyny przepis pięknie podany czytelnikowi. Şafak wspaniale pisze o jedzeniu, jego kulturowej wadze i znaczeniu, więc odradzam czytanie tej książki na głodniaka. Można całiem nieźle zapoznać się z kuchnią turecką i ormiańską.

Konflikt ormiańsko-turecki z 1920 roku

Pisarka dość odważnie pisze również o konflikcie ormiańsko-tureckim z 1920 roku, w wyniku którego Armenia straciła sporą część terytorium, a miliony ludzi uciekły  ogarniętego konfliktem kraju, również za morze, jak rodzina Czachmaczianów. Przedstawienie żywej nienawiści, jaką znajomi Armanusz żywią wobec Turków, to odważny ruch autorki – przywołanych jest wiele argumentów i postaw, a konflikt pokazano zarówno od strony prywatnego dramatu, jak i w szerszym, historycznym kontekście (choć bez zbędnych szczegółów).

Koronkowa fabuła nieco zbyt koronkowa

Jedyne, co przeszkadzało mi w tej doskonale zarysowanej fabule była właśnie jej zbytnia doskonałość. Zbyt wiele rzeczy się pięknie składa – poprzez postać Armanusz rodzina Kazancı może się wreszcie po latach spotkać (Mustafa uciekł do Stanów Zjednoczonych przed fatum ciążącym na męskich członkach rodu Kazancı, którzy umierali przed czterdziestką), a jednocześnie wyjaśnić dramatyczne sytuacje z przeszłości. Chociaż zrobione jest to zgrabnie, to jednak takie wygodne połączenie bohaterów wydaje mi się nieco zbyt nachalne, a przyczyny rodzinnej tragedii mimo wszystko zbyt oczywiste. Şafak lubi efektowne, niemal koronkowe fabuły, opierające się na ciekawym koncepcie, ale mnie on tutaj nie przekonał.

Na razie nie trafiłam na słabą książkę autorki – wszystkie napisane są wciągająco i zawsze mają szerszy kontekst, przybliżający jakiś element kultury czy historii Turcji. Za to bardzo cenię jej twórczość. Tutaj fabuła szyta jest jednak na mój gust zbyt grubymi, ckliwymi nićmi. Ale przeczytać zdecydowanie warto.

Moja ocena: 7/10.

Elif Şafak, Bękart ze Stambułu
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2010
Tłumaczenie: Michał Kłobukowski
Liczba stron: 456
ISBN: 978-83-08-04417-9

**********************************************************************************

Armenian-Turkish Cookbook

I am catching up on Elif Şafak's books, delighted with my accidental first reading. The Bastard of Istanbul is written briskly, but it is far from 10 Minutes and 38 Seconds in this Strange World. However, it is a good book, touching on an interesting and important subject, and it is worth reaching for.

Intertwined fates of Turkish and Armenian families

Zeliha Kazancı, who is not yet 19, gets pregnant and decides to have an abortion. However, she screams in the chair despite the anaesthesia, so the procedure does not take place, and the teenager decides to give birth to the child. We meet Asya when she is about the same age as her mother, lives with her, two of her sisters and their Mother in Istanbul and knows nothing about her father. Armanusz Czakhmaczian decides to visit this crazy family, who in turn is looking for her roots. Her ancestors, Armenians, fled Istanbul because of persecution by the Turks. Amy, as her American mother Rose calls her, wants to know what life was like for her ancestors, so she goes to the family of her stepfather, Mustafa Kazancı, to see if the Turks are really as bad as they are painted. And so the circle closes.

The flavors and scents of oriental cuisine

It took me a moment to realize that The Bastard of Istanbul is a book about Turkish cuisine, cooking, and comfort food. Each chapter is titled after the most important ingredients of Turkish cuisine, except for the last one, of course. Every single one of them will make up Mustafa's favorite dish, aşure - a single recipe beautifully presented to the reader. Şafak writes wonderfully about food, its cultural significance, and meaning, so I advise against reading this book on an empty stomach. You can get a good introduction to Turkish and Armenian cuisine.

The Armenian-Turkish conflict of 1920

The writer also writes quite boldly about the Armenian-Turkish conflict of 1920, as a result of which Armenia lost a large part of its territory and millions of people fled the conflict-ridden country, also overseas, like the Chakhmaczian family. The author's bold move is to present the lively hatred that Armanusz's friends have towards the Turks - many arguments and attitudes are cited, and the conflict is shown both from the perspective of a private drama and in a broader, historical context (although without unnecessary details).

The lace plot is a bit too lacey

The only thing that bothered me about this perfectly outlined plot was its excessive perfection. Many things come together beautifully - through the character of Armanusz, the Kazancı family can finally meet after many years (Mustafa fled to the United States from the fate weighing on male members of the Kazancı family, who died before the age of forty), and at the same time explain dramatic situations from the past. Although it is done skillfully, such a convenient combination of characters seems a bit too intrusive to me, and the reasons for the family tragedy are still too obvious. Şafak likes spectacular, almost lacy plots based on an interesting concept, but it did not convince me here.

So far, I have not come across a weak book by the author - all of them are written in an engaging way and always have a broader context, bringing closer some element of Turkish culture or history. For this, I value her work very much. Here, however, the plot is sewn with too thick, sentimental threads for my taste. But it is definitely worth reading.

My rating: 7/10.


Author: Elif Şafak
Title: The Bastard of Istanbul
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2010
Translated by: Michał Kłobukowski
Number of pages: 456
ISBN: 978-83-08-04417-9

Mia Kankimäki , Kobiety, o których myślę nocą (Naiset joita ajattelen öisin)

Dekalog czterdziestolatki

Zdarzyło Wam się kiedyś przeczytać książkę do ostatniej literki, z pietyzmem traktując bibliografię i doczytując niemal do ostatniego znaku, z żalem, że już się skończyła? Ja takie miałam właśnie uczucia podczas lektury Kobiet, o których myślę nocą fińskiej autorki Mii Kankimäki. Książkę wypożyczałam jakoś bez przekonania, opis na tylnej okładce mnie nie przekonywał i w zasadzie sięgnęłam po nią tyko dlatego, że należy do serii dzieł pisarzy skandynawskich Wydawnictwa Poznańskiego. Sięgnęłam – i przepadłam!

Bądź pioruńsko dzielna

Przepadłam, bo książka Kankimäki ma wszystko – niesamowite, charyzmatyczne bohaterki, kobiety, o których myśli się nocami (dniami zresztą też) z podziwem, wspaniałe opisy przyrody i nietuzinkowe, wymagające odwagi podróże. Dodatkowo, autorka podkreśla swój średni wiek (43 lata) i pokazuje, idąc za nocnymi kobietami, że nigdy nie jest za późno na zmiany. Jednocześnie jednak bohaterki powieści są boleśnie zwyczajne – też się boją, mają kryzysy, muszą zrezygnować tuż przed metą, a jednocześnie ich hart ducha, niesamowita pracowitość, upór i siła (duchowa i fizyczna) sprawiają, że wzbudzają one niekłamany podziw i inspirują do dalszych działań. Same zmieniły znacząco świat dookoła – pomagały w wymazywaniu pustych obszarów na mapie, dokumentowały otaczający świat, jego faunę i florę, jak i wierzenia i obyczaje ludów, które poznawały. Na podstawie ich doświadczeń Kakimäki tworzy swoisty przewodnik współczesnej kobiety w średnim wieku:

1. Bądź odważna. To nic, że się boisz.
2. Graj tymi kartami, które otrzymasz.
3. Choćbyś była chora, możesz żyć pełnią życia.
4. Jeśli stracisz wszystko, zacznij pisać.
5. Bądź pioruńsko dzielna.
6. Bądź uparta.
7. Bądź pracowita.
8. Skąp.
9. Nie przejmuj się opiniami innych.
10. Brak rodziny nie jest zagrożeniem, jest możliwością.

I tak dalej… Brzmi to może jak porady w stylu jedz, módl się i kochaj, ale gdy czytane są jako podsumowanie dokonań kobiet nietuzinkowych, robią znacznie lepsze wrażenie. To trochę poradnik – jeśli chcesz pójść w stronę pisarki i plantatorki kawy Karen Blixen, podróżniczek Isabelli Bird, Idy Pfeiffer, Mary Kingsley, Alexandry David-Neel, Nellie Bly, czy w końcu artystek Sofonisby Anguissoli, Lavinii Fontany, Artemisii Gentileschi czy Yayoi Kusamy, oto co musisz zrobić. Zachwyca nie tylko wybór postaci, ale również staranne podejście do badanego materiału, wielość przeczytanej dokumentacji i umiejętność Kankimäki do przedstawiania pokazywanych kobiet w sposób żywiołowy, ciepły, ludzki. Wszystkie te pionierki są fascynujące i inspirujące, a od książki nie można się oderwać, a jednocześnie chciałoby się spowolnić czytanie, by móc się nią nacieszyć jeszcze chwilę dłużej.

Jeśli cierpisz na depresję, frustrację lub ból głowy, wyrusz w podróż

Sądzę, że książka przemawia do mnie tak silnie, bo jestem bezdzietną kobietą po czterdziestce, która uwielbia podróżować i obserwować świat, ale również targają mną rozmaite lęki i obawy. Mocno się identyfikowała z bohaterką, i chociaż nie zamierzam, za jej przykładem, porzucać ciepłej posadki i diametralnie zmieniać swojego życia, książka przyniosła mi naprawdę ogrom motywacji i inspiracji do dalszych działań. Choćby:

Wydaje mi się, że cały sens podróżowania zawiera się właśnie w tym: widzeniu, a potem oznaczaniu w pamięci tego, co się widziało. Jakimś dziwnym sposobem świat staje się bardziej niezwykły i znaczący, kiedy się o nim napisze. Dopiero podczas pisania następuje rozumienie.
Wskazówki nocnych kobiet: pisz co wieczór.
Wiem, wiem. Zmuś się. (s. 320)

Albo: Odpowiedź na wszystkie pytania niezamężnej czterdziestodwuletniej kobiety brzmi: podróżować. PODRÓŻOWAĆ! (s. 183).

Podróżując po Afryce, śmiej się przez cały czas

Powieść jest napisana wartko i chociaż sama autorka skarży się na jej łamach na czasowy odpływ weny, to zachwyca humorem i zaciekawia. Kiedy czytelnik uświadomi sobie, w jakich warunkach dawniej podróżowano, na jakie niebezpieczeństwa wystawione były dawne kobiety, jaka była przypisana im rola i jak musiały dopasować się do oczekiwań społeczeństwa, to niejednokrotnie przeciera oczy ze zdumienia. A jednak dzielne prekursorki parły naprzód, niosąc swoje pragnienia i ciekawość świata z niezwykłym uporem. Zakończę słowami autorki:

Dziękuję nocnym kobietom – tym wszystkim świetlnym punktom błyszczącym jak gwiazdy na nocnym niebie, dzięki którym zwykła, pogrążona w strachu ja może podczas bezsennych nocy odnaleźć orientację. (s. 546)

Moja ocena: 10/10.

Mia Kankimäki, Kobiety, o których myślę nocą
Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2024
Tłumaczenie: Iwona Kiuru
Liczba stron: 560
ISBN: 978-83-68045-95-6

**********************************************************************************

The Decalogue of a Forty-Year-Old Woman

Have you ever read a book to the very last letter, treating the bibliography with reverence and reading almost to the last character, with regret that it was over? That's exactly how I felt when reading The Women I Think About at Night by a Finnish author Mia Kankimäki. I borrowed the book without much conviction, the description on the back cover didn't convince me, and in fact I only reached for it because it belongs to a series of works by Scandinavian writers from Wydawnictwo Poznańskie. I reached for it - and I was hooked!

Be lightning brave

I was hooked, because Kankimäki's book has everything - amazing, charismatic heroines, women you think about at night (and during the days, too) with admiration, wonderful descriptions of nature, and extraordinary journeys that require courage. In addition, the author emphasizes her age (43) and shows, following the women of the night, that it is never too late for change. At the same time, however, the heroines of the novel are painfully ordinary - they are also afraid, have crises, have to give up just before the finish line, and at the same time their fortitude, incredible diligence, persistence and strength (spiritual and physical) make them arouse genuine admiration and inspires further action. They themselves have significantly changed the world around them - they helped to erase empty areas on the map, documented the surrounding world, its fauna and flora, as well as the beliefs and customs of the peoples they got to know. Based on their experiences, Kakimäki creates a kind of guide for the modern middle-aged woman:

1. Be brave. It doesn't matter that you are afraid.
2. Play the cards you are dealt.
3. Even if you are sick, you can live life to the fullest.
4. If you lose everything, start writing.
5. Be fiercely brave.
6. Be stubborn.
7. Be hard-working.
8. Be stingy.
9. Don't worry about what others think.
10. Having no family is not a threat, it's an opportunity.

And so on... It may sound like advice in the style of eat, pray and love, but when read as a summary of the achievements of extraordinary women, it makes a much better impression. It's a bit of a guidebook - if you want to follow the writer and coffee planter Karen Blixen, travelers Isabella Bird, Ida Pfeiffer, Mary Kingsley, Alexandra David-Neel, Nellie Bly, or finally artists Sofonisba Anguissola, Lavinia Fontana, Artemisia Gentileschi or Yayoi Kusama, this is what you have to do. It's not only the choice of characters that is impressive, but also the careful approach to the researched material, the multitude of documents read, and Kankimäki's ability to present the women shown in a lively, warm, human way. All of these pioneering women are fascinating and inspiring, and you can't put the book down, but at the same time you'd like to slow down and enjoy it a little longer.

If you're suffering from depression, frustration, or a headache, set off on a journey

I think the book speaks to me so strongly because I'm a childless woman in her forties who loves to travel and observe the world, but who also has various fears and concerns. I identified strongly with the narrator, and although I don't intend to follow her example of leaving my cushy job and changing my life completely, the book really gave me a lot of motivation and inspiration for further action. For example:

I think the whole point of traveling is in this: seeing, and then marking in memory what you've seen. In some strange way, the world becomes more extraordinary and meaningful when you write about it. It's only when you write that you understand.
Night Women's Advice: Write every night.
I know, I know. Force yourself. (p. 320)

Or: The answer to all questions of an unmarried forty-two-year-old woman is: travel. TRAVEL! (p. 183).

When traveling in Africa, laugh all the time

The novel is written briskly, and although the author herself complains in its pages about a temporary ebb of inspiration, it delights with humor and intrigues. When the reader realizes the conditions in which people used to travel, the dangers that our predecessors faced, what role they were assigned in society, and how they had to adapt to its expectations, they often rub their eyes in amazement. And yet the brave forerunners pushed forward, carrying their desires and curiosity about the world with extraordinary persistence. I will end with the author's words:

I thank the women of the night – all those points of light shining like stars in the night sky, thanks to which the ordinary, fear-stricken me can find my bearings during sleepless nights. (p. 546)

My rating: 10/10.


Author: Mia Kankimäki
Title: The Women I Think About at Night
Publishing House: Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2024
Translation: Iwona Kiuru
Number of pages: 560
ISBN: 978-83-68045-95-6