Literatura może być dziejową zemstą
Głośno jest o pisarzu Percivalu
Everett’cie ze względu na jego powieść James, która zdobyła Nagrodę
Pulitzera w 2025. Ja jednak sięgnęłam po Drzewa, wydane w tym roku
(2026) przez wydawnictwo Marginesy (i nieszczególnie ładnie, dodam). Zapowiedź
śledztwa i mordów na tyle okładki zachęciła mnie, latem lubię przeczytać coś na
kształt kryminału, szukając nieco lżejszej może lektury. Ależ mnie czekała
niespodzianka!
Percival Everett
Urodzony w 1956 roku Everett to
amerykański pisarz, wykładowca akademicki (Uniwersytet Południowej Kalifornii),
zrobił licencjat z filozofii i magistra z literatury na Brown University, więc
wydaje się, że do pisania jest przygotowany idealnie. Wikipedia podaje obszerną
listę utworów jego autorstwa – dwadzieścia pięć (!) powieści, siedem tomików
poezji czy książkę dla dzieci (na sierpień 2026). Everett znany jest z
żonglowania gatunkami literackimi i ironicznego poczucia humoru. W Drzewach
dostajemy jedno i drugie.
Schemat morderstwa
Zaczyna się niewinnie – w
niewielkim miasteczku Money w stanie Missisipi dochodzi do morderstwa – ginie
biały mężczyzna, a jego potencjalny, czarnoskóry morderca siedzi obok,
trzymając odcięte jądra swojej ofiary w ręce. Wszystko byłoby jasne, gdyby napastnik
sam nie był martwy, i nie wyglądał, jakby był martwy znacznie dłużej niż jego
ofiara. Co gorsza, ciało czarnoskórego mężczyzny znika z kostnicy, by znaleźć
się w miejscu kolejnego mordu i również trzymać jądra swojej kolejnej białej
ofiary w ręce. Schemat wychodzi poza stan i powtarza się w każdym miejscu
według tego samego wzorca. Początkowo wydaje się, że pierwsze morderstwa łączy
sprawa Emmetta Tilla, 14-latka zlinczowanego w Money, Missisipi, w 1955 roku po
fałszywym oskarżeniu przez Carolyn Bryant. Kobieta pomówiła chłopca o
nieprzyzwoite komentarze, przez co jej krewni brutalnie go zamordowali. Obecne
białe ofiary są powiązane ze sprawą. Okazuje się jednak, że wkrótce morderstwa
obejmują cały kraj i wydają się być zemstą za lincze dokonywane na
czarnoskórych mieszkańcach Stanów Zjednoczonych przez ostatnie 100 lat.
Kluczową postacią okazuje się ponad stuletnia Mama Z, która pieczołowicie
dokumentuje je wszystkie, zbierając ponad 7000 udokumentowanych spraw.
Ocalić od zapomnienia i pomścić
Tak trafiamy na pierwszą znaczącą
scenę w książce – Damon Thruff, pracownik naukowy, który trafia do prywatnego archiwum
Mamy Z, zapisuje nazwiska ofiar linczów jedno po drugim. Zapytany, czemu to
robi, odpowiada: „- Kiedy zapisuję imiona i nazwiska, oni stają się
rzeczywistością, a nie tylko statystyką. Kiedy zapisuję imiona i nazwiska, oni
znów są prawdziwi. To niemal tak, jakby dostali tu jeszcze kilka sekund.” (s.
232). To próba ocalenia ich od zapomnienia, zachowania ich egzystencji na
dłużej. Zresztą nieco dalej najlepsza przyjaciółka Thruffa, Gertuda, mówi:
- Wszyscy mówią o ludobójstwach na całym świecie, ale kiedy ludzie są zabijani powoli przez sto lat, nikt tego nie zauważa. Tam, gdzie nie ma masowych grobów, nikt nie widzi ludobójstwa. Amerykańskie oburzenie jest zawsze na pokaz. Ma datę ważności. (s. 350)
Dlatego, kiedy miejsca kolejnych
mordów zaczynają przypominać listę zamordowanych w samosądach, książka zatacza
ironiczną woltę. Każde nowe nazwisko pociąga za sobą nowe morderstwo w nowym
miejscu, a armia martwych ofiar dawnych przestępstw rasowych niepowstrzymanie
mści się na swoich oprawcach. Drzewa są słodką zemstą Everetta za lata
prześladowań czarnoskórych (i nie tylko).
Donald Trump jako bohater literacki
Dodatkowo Autor użył sobie na prezydencie
Stanów Zjednoczonych Donaldzie Trumpie. Przedstawia go jako rozpieszczonego i
przestraszonego bachora, przyzwyczajonego do spełniania jego żądań, schowanego
ze strachu pod swoim prezydenckim biurkiem (a do jego bujnej grzywy przykleja
się schowana tam guma do żucia). Prezydent przyłapany jest na kłamstwie i
obrażaniu swoich wyborców, a jego przemówienie jest naprawdę przykre do
słuchania. Dawno nie widziałam, żeby ktoś wplótł postać obecnie sprawującego
władzę polityka i tak się na niej wyżył. Zawsze też, niezależnie od
preferowanej opcji politycznej, bezpośrednie nawiązania do polityki po
którejkolwiek stronie mnie rażą i sprawiają, że książka szybciej się
dezaktualizuje. Może jednak o swoich poglądach trzeba pisać wprost i bez
ogródek.
Słodycz odwetu
Znam jeszcze jeden tylko równie
słodki przykład zemsty literackiej, a mianowicie Mistrza i Małgorzatę, w
którym Bułhakow puszcza subtelne oczko do czytelnika i wyśmiewa socjalistyczny
system. Tak, jak sądzę, że Bułhakow świetnie się bawił, pisząc swoje ikoniczne
dzieło, tak sądzę, że sporą dawkę mściwej satysfakcji miał również Percival
Everett, pisząc Drzewa. Nawet dla mnie, białej Polki w jakimś
przypadkowym mieście, słodycz tej zemsty kapie ze stron tej jakże dobrze
napisanej książki. Powieść jest odważna, nie bierze zakładników, ma znakomitą
budowę i zostawia czytelnika z zdumieniu i z pełnym niedowierzania uśmieszkiem
na twarzy. Czy Apokalipsa naprawdę nadchodzi?
Moja ocena: 8/10.
Percival Everett, Drzewa
Wydawnictwo Marginesy, Warszwa 2026
Tłumaczenie: Tomasz Macios
Liczba stron: 368
ISBN: 978-83-68549-62-1
**********************************************************************************
Literature Can Be Historical Revenge
The writer Percival Everett has become quite a
name for his novel James, which won the Pulitzer Prize in 2025. However,
I picked up The Trees, published this year (2026) by Marginesy
(and not particularly pretty, I might add). The announcement of an
investigation and murders on the back cover enticed me; in the summer, I like
to read something resembling a crime novel, perhaps looking for something a
little lighter. What a surprise I was in for!
Percival Everett
Born in 1956, Everett is an American writer and academic (University of Southern California). He holds a BA in Philosophy and an MA in Literature from Brown University, so it seems he is ideally suited to writing. Wikipedia lists an extensive list of his works – twenty-five (!) novels, seven volumes of poetry, and a children's book (as of August 2026). Everett is known for his genre-bending and wry sense of humor. In The Trees, we get both.
Murder Pattern
It begins innocently enough – a murder occurs
in the small town of Money, Mississippi. A white man is murdered, and his
potential black killer sits nearby, holding his victim's severed testicles.
Everything would be clear if the assailant wasn't already dead and appeared to
have been dead much longer than his victim. Worse still, the black man's body
disappears from the morgue, only to turn up at the site of another murder, also
holding the testicles of his next white victim. The model extends beyond the
state and repeats itself in every location, following the same pattern.
Initially, the first murders appear to be connected to the case of Emmett Till,
a 14-year-old lynched in Money, Mississippi, in 1955 after being falsely
accused by Carolyn Bryant. The woman blamed the boy of making indecent
comments, prompting her relatives to brutally murder him. The current white
victims are linked to the case. It soon turns out, however, that the murders
spread across the country and appear to be revenge for the lynchings committed
against Black people in the United States over the past 100 years. The key
figure seems to be the over-100-year-old
Mama Z, who meticulously documents all murders, collecting over 7,000
documented cases.
Save from Oblivion and Avenge
This is how we arrive at the first significant
scene in the book – Damon Thruff, a researcher who stumbles upon Mama Z's
private archive, records the names of lynching victims one by one. When asked
why he does this, he replies: " When I write their names they become real,
not just statistics. When I write the names they become real again. It’s almost
like they get a few more seconds here " (p. 232). It's an attempt to save
them from oblivion, to preserve their existence for a longer time. A little
further on, Thruff's best friend, Gertuda, says:
Everybody talks about genocides around the world, but when the killing is slow and spread over a hundred years, no one notices. Where there are no mass graves, no one notices. American outrage is always for show. It has a shelf life. (p. 350)
Therefore, when the locations of subsequent
murders begin to resemble a list of those murdered in lynchings, the book takes
an ironic turn. Each new name brings with it a new murder in a new place, and
the army of dead victims of past racial crimes relentlessly takes revenge on
their tormentors. The Trees are Everett's sweet revenge for years of
persecution of black people (and others).
Donald Trump as a Literary Hero
Furthermore, the author paid some special
attention to the President of the United States, Donald Trump. He portrays him
as a spoiled and frightened brat, accustomed to have his demands immediately
fulfilled, hiding in fear under his presidential desk (with chewing gum stuck
to his lush mane). The president is caught lying and insulting his
constituents, and his speech is truly painful to listen to. It's been a long
time since I've seen anyone embody a politician currently in power and take it
out on them so vehemently. Regardless of one's political leanings, direct
references to politics on either side always worry me and make the book
outdated more quickly. Anyhow, maybe one should be direct and straightforward
about one's views, it’s called the freedom of speech.
The Sweetness of Revenge
I know of only one other equally sweet example
of literary revenge: The Master and Margarita, in which Bulgakov winks
subtly at the reader and ridicules the socialist system. Just as I think
Bulgakov had a great time writing his iconic work, I think Percival Everett
also had a healthy dose of vengeful satisfaction in writing The Trees.
Even for me, a white Pole in some random town, the sweetness of that revenge
drips from the pages of this oh-so-well-written book. The novel is bold, takes
no hostages, is superbly constructed, and leaves the reader astonished and with
a disbelieving smile on their face. Is the Apocalypse truly coming?
My rating: 8/10.
Author: Percival EverettTitle: The Trees
Publishing House: Marginesy, Warsaw 2026
Translation: Tomasz Macios
Number of pages: 368
ISBN: 978-83-68549-62-1








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz