sobota, 7 marca 2026

Armenia 28.02-2.03

Geghard
28.02, sobota

Trafiły nam się tanie bilety do Armenii z Berlina linią Wizzair. Połączenie teoretycznie przyjemne, bo 19:30 w piątek wylot z Pragi, ale dolot do Armenii koło godziny 2:30, bo różnica czasu wynosi +3 godziny. Do hotelu dotarliśmy sporo po 4 rano, bo odprawa paszportowa, wyjęcie gotówki z bankomatu i wynajęcie auta trwały stosunkowo długo.

Rano udało mi się ruszyć krótko po 9, miałam przed sobą dobre 40 minut spaceru do centrum z naszego oddalonego hotelu. Erywań mnie nie zachwycił, ale coraz to lepsze widoki wywoływały uśmiech na mojej twarzy. Miasto jest tak brzydkie, że aż trudno w to uwierzyć i co krok zaskakuje jakieś nowe obrzydlistwo. Bez zieleni ukrywającej wszelkie miejskie mankamenty i z późnozimową szarością, która bezlitośnie odsłania wszelkie niedoskonałości, stolica Armenii robi fatalne wrażenie. 

Katedra św. Grzegorza, Erywań
Szłam z dzielnicy Sari Tagh przez City Market i katedrę Grzegorza Oświeciela na Targowisko Vernissage. Market jak to market, choć pięknie wystawione warzywa i zwłaszcza suszone owoce przyciągały oko. Katedra robiła wrażenie dość surowej. Została postawiona w 2001 roku na 1700-lecie chrześcijaństwa w Armenii, może pomieścić 1700 wiernych, a sam obiekt ma ponad 3500 metrów kwadratowych. W środku jest chłodny i oszczędny.

Targowisko Vernissage to długie stoiska w kilku rzędach, głównie ze starociami, biżuterią i pamiątkami, wszystko oczywiście droższe, niż być powinno, ale klimacik ma. Można znaleźć sporo pięknie wykonanego rękodzieła i kupić unikatowe pamiątki.




Garni




Dalej ruszamy do Garni, gdzie w dość spektakularnej scenerii znajduje się bazaltowa świątynia z I w. n. e. poświęcona Bogu Słońca Mitrze. Z miejsca, gdzie znajduje się obiekt w kompleksie zabudowań późniejszej twierdzy Garni rozpościera się rozległy widok na wąwóz nad rzeką Azat. Mieliśmy szczęście, bo mimo śniegu słońce przygrzewało, a roztapiające się czapy śniegu spadały nam i lokalnym kotom na głowy. Oprócz świątyni w tym miejscu znajdują się również ruiny łaźni i pałacu z III w., ślady po okrągłym kościele z VII wieku oraz fragmenty pałacu Katholikosa z IX w. Co ciekawe, świątynia została zniszczona w 1679 roku przez trzęsienie ziemi, ale zrekonstruowano ją w latach 1969-75. Budowla wspiera się na 24 kolumnach z jońskimi kapitalikami i attycką podstawą. Wstęp kosztuje 1500 AD, parking tuż przy samym wejściu 200ADN.

Geghard
Kolejny na naszej liście jest monastyr Geghard, wpisany na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO w 2000 roku. Chociaż główny budynek pochodzi z 1215 roku, to w tym miejscu pierwsze założenia klasztorne pojawiły się już w IV w. za sprawą Grzegorza Oświeciciela. W środku znajduje się święte źródło, powód dla którego założenie klasztorne powstało właśnie w tym miejscu. Nazwa miejsca oznacza klasztor włóczni, od relikwii, która została tam przywieziona. Jednym z najbardziej imponujących miejsc jest gavit – prostokątna lub kwadratowa sala, której dach opierał się na kolumnach, która pełniła funkcję wejścia, miejsca pochówku dostojników i miejsca spotkań przed nabożeństwem. Obecnie stoja w nim ławy dla wiernych, a przy ścianach znajdują się wotywne świeczniki na świece. Cały kompleks jest malowniczo położony i otoczony murem. Za murami znajduje się kilka kościołów, częściowo wykutych w skale. Wstęp jest bezpłatny, a parking kosztuje 200AMD. Ze wszystkich klasztorów, które widziałam w Armenii, ten podobał mi się najbardziej. Ma wspaniale zdobiony, mroczny środek i szereg połączonych ze sobą ciemnych pomieszczeń. Zachwycają wyryte na ścianach krzyże i czaczkary – ormiańskie kamienne stele lub płyty wotywne, bogato zdobione.  

Norawank
Po krótkiej przerwie obiadowej w bardzo zimnym lokalu przy drodze niedaleko klasztoru, gdzie można było zobaczyć jak powstaje lawasz, czyli cienki, sporych rozmiarów podpłomyk, ruszyliśmy do ostatniego punktu na naszej trasie, a mianowicie klasztoru Norawank. Kompleks położony jest na zboczach kanionu Gnishik, a datowany już na IX wiek. Pierwszy z kościołów, z imponującym, bogato zdobionym tympanonem, to Kościół Matki Boskiej, ukończony w 1339 roku. Bogate rzeźbienie nad wejściem na pierwszym poziomie przedstawia Matkę Boską siedzącą na tronie z malutkim Jezusem na rękach i dwoma archaniołami po obu jej stronach – Gabrielem i Michałem. Przy drugim poziomie rzeźba przedstawia popiersie Jezusa z apostołami Piotrem i Pawłem. Druga budowla w kompleksie to kościół św. Jana Chrzciciela z IX lub X wieku, więc nieco straszy. Z najstarszego kościoła pozostała ruina po trzęsieniu ziemi z 1840 roku. Przylegający do niego kościół pod tym samym wezwaniem powstawał w latach 1221-27, a przyłączony do niego kościół świętego Grzegorza w 1275 roku, gdzie pochowanych jest wielu członków rodu Orbelianów, która rozbudowywała kompleks, w tym grób Elikuma, syna księcia Tarsaicha Orbeliana z 1300 roku (na płycie nagrobnej wyrzeźbiona figura lwa spoczywającego na łapie). Z przodu kompleksu znajduje się znany nam już z klasztoru Geghard gavit, nad którego drzwiami znajdują się niezwykłe rzeźby – dwa tympanony przedzielone oknem. Na górnym przedstawiony jest Bóg, który trzyma prawicę nad sceną ukrzyżowania, a lewej ręce trzyma głowę, przypuszczalnie Jana Chrzciciela. Po prawej stronie patrzącego znajduje się również gołąb, symbol Ducha Świętego. Dolna rzeźba przedstawia Matkę Boską z prorokiem Izajaszem i Janem Chrzcicielem. Trafiliśmy na miejscu na przesympatycznego przewodnika, który za drobną opłatą z wielkim zaangażowaniem pokazał nam wszystkie ważne detale kompleksu, a na koniec zapraszał do siebie do domu (jeśli dobrze zrozumieliśmy). 

1.03, niedziela

Niedzielę ogłosiliśmy dniem zabytków listy UNESCO - w Armenii są wpisane na nią trzy pozycje - widziany przez nas wcześniej Monastyr Geghard wraz z Doliną Górnego Azatu, zespół archeologiczny w Zvartnoc oraz katedra i kościoły w Eczmiadzynie, i wreszcie zespoły klasztorne Hachpat i Sanahin w regionie Tumanian.

Ruiny katedry w Zwartnoc
Zaczęliśmy więc od Zwartnoc, gdzie znajdują się ruiny trzypoziomowej katedry św. Grzegorza, której budowę rozpoczęto w 643 roku, a zakończono w 652. W X w. świątynię zniszczyło trzęsienie ziemi, a pył przysypał ruiny i z czasem pamięć o budowli zatarła się. Prace archeologiczne zaczęły się dopiero na początku XX wieku i były prowadzone do lat 90-tych. Rekonstrukcja wskazuję, że budowla miała trzy piętra, około 49 metrów wysokości i 37.5 metra średnicy (zbudowana była na planie okręgu). Do świątyni prowadziło 5 wejść, a kolejne piętra były coraz węższe. Świątynia ma pięknie zdobione kolumny, a wyższe piętra były rzeźbione w liście winorośli i krzewy granatu. Duże wrażenie robią zwieńczenie kolumn w kształcie orłów. Katedra została wpisana na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO w 2000 roku z otaczającym ją obszarem 14 hektarów. 

Eczmiadzyn







Następnie ruszyliśmy do Eczmiadzyna, gdzie stoi wspaniała bazaltowa katedra. Pierwsza budowla powstała w IV wieku i została znacząco przebudowana wiek później. W XVII wieku przeprowadzono szeroko zakrojone prace renowacyjne. Nie udało nam się wejść do środka, bo trwało właśnie nabożeństwo, ale zewnętrze i cały teren dookoła katedry wyglądały imponująco. 

Sanahin
Potem pojechaliśmy zwiedzać kościoły w Sanahinie i Hachpacie. Pierwszy jest malowniczo położony w ciekawej skądinąd miejscowości Sanahin, niedaleko której znajduje się nieczynna kopalnia miedzi, a pracownicy mogli dojeżdżać do pracy kolejką linową, której wagonik wciąż wiszą nad miastem. Urbex jak nic. Klasztor powstał około X w. za czasów panowania ormiańskiej dynastii Bagradytów, był ważnym ośrodkiem kulturalnym i naukowym. W centrum kompleksu znajduje się kościół Matki Bożej z lat 928-944, bazylika kopułowa na planie krzyża. Największą świątynią jest kościół Odkupiciela z 966 roku. Na wschodniej fasadzie znajduje się płaskorzeźba przedstawiająca królów Lorri Gurgena I i Symbata, synów fundatorki kościoła, królowej Chosrowanusz, żony króla Aszota III z rodu Bagradytów.  To pierwsza w historii płaskorzeźba, ma ogromne znaczenie dla sztuki ormiańskiej. W 1811 roku do świątyni dodano gavit i jest to najwcześniejszy znany przykład takiej konstrukcji, wzorowanej zresztą na ormiańskich domach chłopskich, gdzie 4 słupy podtrzymywały dach, który miał otwór na środku, przez który mógł uciekać dym. W kompleksie znajduje się również seminarium Akademii z końca X wieku i biblioteka z 1063 roku, dzwonnica z lat 1211-1235 zwieńczona rotundą, również jeden z pierwszych takich obiektów w Armenii, wzorzec dla kolejnych podobnych konstrukcji.

Hachpat
Dosłownie 15 minut dalej leży klasztor w Hachpacie, drugi najciekawszy ze wszystkich przeze mnie zobaczonych. Chociaż jest ciut młodszy od sąsiada, jako pierwszy został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO (w 1996 roku).  Zespół klasztorny otoczony jest średniowiecznymi murami i składa się m.in. z czterech kościołów, dwóch narteksów, biblioteki, grobowca, wieży dzwonniczej oraz licznych płaskorzeźbionych płyt kamiennych zwanych chaczkarami. Podobnie jak w przypadku Sanahina, fundatorką była królowa Chosrowanusz. W latach 976-991 powstał największy kościół w kompleksie – Świętego Krzyża. Do świątyni dobudowano ogromny gavit (21 x18 metrów, ma on większą powierzchnię niż cała świątynia). Oprócz tego w kompleksie znajduje się jeszcze kościół św. Grzegorza z 1005 roku oraz kościół Matki Bożej z lat 1208-1220. W 1257 roku dodano największy obiekt w kompleksie, gavit Hamazaspa, od nazwiska przełożonego klasztoru, największy w całej Armenii, ze znakomitą akustyką. Z roku 1245 pochodzi wieża dzwonnicza.

Achpat


Zrobiliśmy jeszcze niepotrzebny wypad do kościoła w Achpacie, ale niestety był on zamknięty, a Google w ogóle nie podawało godzin otwarcia. O 18:15 kościół był już zamknięty, więc nie udało. Nam się zobaczyć zdobiących go pięknych fresków. 

Powrót do Erywania koło 23, co uważam za błąd, trzeba było zostać w okolicach Goszawanku i nocować. Klasztoru tam położonego nie udało nam się już następnego dnia zobaczyć. 

2.03, poniedzialek

Plac Republiki
Rano szybki wypad na Erywań - dojazd metrem do centrum i przyspieszony spacer - od Parku Khachkar z licznymi kamiennymi rzeźbami - kamiennymi krzyżami z różnych rejonów i okresów, ważnymi inskrypcjami w kamieniu, przez monumentalny plac Republiki, przy którym mieści się m.in. Ministerstwo Finansów i Muzeum Narodowe (w poniedziałki zamknięte), spacer koło pomnika starego sprzedawcy kwiatów (KARA-BALA) i dalej Północną Aleją ze sklepami największych i najbardziej luksusowych domów handlowych do placu Wolności i znajdującego się tam budynku Opery. Stamtąd rzut beretem na Erywańskie Esplanady, czyli monumentalne schody prowadzące do pomnika Xxx. Schody zostały wybudowane na 50-lecie istnienia Związku Radzieckiego, ale budowla nie została wtedy ukończona. W środku mieści się muzeum sztuki nowoczesnej Fundacji Rodziny Cafesijan i ruchome schody wiodące niemal na sam szczyt. Zarówno w środku budowli, jak i przed nią i na różnych jej poziomach znajdują się - bardzo dobre moim zdaniem - rzeźby. W ogóle Erywań jest miastem różnego rodzaju pomników, ale robi to w zdecydowanie lepszym stylu niż choćby Skopje, stolica Macedonii. I chociaż miasto nie rzuca na kolana, to jednak sądzę, że latem i wiosną, kiedy zazielenia się drzewa i przykryją trochę post-sowiecką rzeczywistość, stolica Armenii może mieć swój urok. 

Keczaris





Udało nam się jeszcze wyskoczyć do klasztoru Keczaris, około godzinę drogi od Erywania właśnie w stronę jeziora Sewan i dalej Goszawanku. Kompleks położony jest w zimowym kurorcie Tsaghkadzor, chociaż nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia. Głowny kościół, oczywiście poświęcony św. Grzegorzowi, został wzniesiony w 1003 roku, część kościoła uległa zniszczeniu podczas trzęsienia ziemi w 1927 roku, ale została odbudowana w 1997 i 2000 roku. W XII wieku dobudowano duży gavit i niedaleko położoną katedrę (1214 r.). Jednak inne zabytki Armenii nieco przyćmiewają ten Kecharis, chociaż sami miasto robi przyjemne wrażenie.

Sevanavank
Około 30 minut dalej w stonę jeziora, na cypelku Sewan, do którego trzeba się było nieźle (i szybko) wspinać, mieści się klasztor Sevanavank. Kompleks składa się z kościoła Świętych Apostołow ufundowanego w 874 roku przez królewnę Miriam, żonę księcia Vasaka, córkę króla Ashota I. Drugi, nieco większy obiekt to kościół Matki Bożej z niewielkimi kaplicami. W jedne z nich znajduje się piękny XIII-wieczny khaczkar z wizerunkiem Boga Ojca i scenami biblijnymi. Ze względu na swoje położenie kompleks oferuje spektakularne widoki na pobliskie jezioro.

Tyle udało nam się zobaczyć w Armenii, więc całkiem sporo.

Drogi

Drogi w Armenii są w złym stanie, zaskakują dziurami, często rozpływającym się asfaltem, oraz znaczną ilością działających fotoradarów. Co prawda każdy z nich poprzedzony jest znakiem ostrzegającym, ale są one umieszczone nie tylko po prawej stronie drogi i często w miejscach z dodatkowym miejscowym ograniczeniem prędkości. Należy zwłaszcza uważać na trasie Erywań – Sewan. Paliwo jest tańsze nić w Polsce, litr benzyny kosztował ok. 4.60PLN.

Jedzenie

Jedzenie  Armenii jest smaczne i niedrogie. Warto zwłaszcza spróbować lokalnych serów, znacznie bardziej słonych od naszych i o nieco innej konsystencji. Popularnością cieszy się lawasz i różnego rodzaju mięsa z grilla. Warto też popróbować pożywnych zup, jak choćby charczo. Jest znacznie taniej niż w Polsce, herbata czy kawa kosztują ok. 2PLN, obiad bardzo różnie – 15-50PLN, w zależności od zamówienia.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz