Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alvar Aalto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alvar Aalto. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 lutego 2026

Maja Mozga-Górecka, Figlarnie. Przestrzenie radykalnej prywatności

Trudno o architekturze

Po bardzo ciekawych dla mnie książkach Filipa Springera o architekturze, sięgnęłam po polecaną przez Magazyn Vogue pozycję Mai Mozgi-Góreckiej Figlarnie. Przestrzenie radykalnej prywatności. Książka jest dla mnie na tyle istotna, że zawiera rozdział o Alvarze Aalto, jednym z najważniejszych fińskich architektów, więc chciałam się z nim zapoznać przed wyjazdem do Finlandii. W sześciu rozdziałach autorka pokazuje różne koncepcje architektury, a o większości tych projektów nie miałam pojęcia.

Prywatność do odpoczynku

Rozdział pierwszy poświęcony jest Białemu Domowi na warszawskich Łazienkach wedle projektu Dominika Merliniego za czasów Stanisława Augusta Poniatowskiego. Jednak oprócz samej koncepcji współistnienia człowieka i natury w tej części autorka poświęca sporo przestrzeni samej idei prywatności w architekturze, podkreślając raczej jej wcześniejszy brak. Od pałaców królewskich po chłopskie zagrody, ludzie mieszkali wspólnie, często w dużych grupach, przeżywając sytuacje dla nas całkowicie prywatne – współżycie, poród, śmierć – wspólnie. Następnie Mozga-Górecka przygląda się buduarowi jako przestrzeni kobiecej, niedostępnej męskiemu oku. Wchodzimy z wizytą na Bergstrasse 19 w Wiedniu, gdzie swój pierwszy gabinet miał przez 47 lat Zygmunt Freud. Musiał go w pośpiechu opuścić w 1938 roku, ale autorce udaje się odtworzyć tą mocno przytłaczającą przestrzeń, pełną kolekcjonerskich bibelotów i figurek, gdzie pacjenci, bez natykania się na siebie, mogli zagłębiać się w pogmatwane ścieżki własnej psychiki.

Prywatność do ukrywania

Następnie dziennikarka odwiedza prywatne domy zaprojektowane przez dwóch architektów – Willę Müllerów austriackiego architekta Adolfa Loosa w Pradze w dzielnicy Ořechovka, oraz dom Carlo Mollino w Turynie przy via Napione 2. Surowy i masywny dom praski skrywa niezwykle skomplikowane i ciekawe wnętrze zbudowane zgodnie z założeniami Raumplanu, gdzie pokoje są na różnych poziomach w domu, mają różną wysokość i kubaturę, odpowiadającą ich funkcji. Choć formalnie dom ma 4 piętra, to dociekliwi badacze naliczyli aż jedenaście różnych poziomów w reprezentacyjnej rezydencji zamożnego właściciela firmy budowlanej. Cieniem na budowli kładzie się fatalna reputacja jego projektanta, sądownie skazanego za molestowanie dzieci. Również drugi budynek, tym razem prywatna rezydencja samego architekta, Carlo Mollino, w środku starannie zaprojektowana, z bogactwem symboliki, był miejscem wątpliwych praktyk właściciela – mężczyzna zapraszał różne kobiety i fotografował ich akty. Jeszcze ciekawsza wydaje się interpretacja samego wnętrza: „Zdaniem Fulvia mieszkanie przy via Napione ucieleśnia funeralne wierzenia starożytnych Egipcjan i pomyślane zostało jako grób własny artysty, do którego na podobieństwo piramid niepowołani nie mieli wstępu” (s. 217). Tutaj prywatność przechodzi na drugą stronę i ma ukrywać skłonności właściciela lokalu. „Przypadek enigmatycznego Mollina najlepiej ilustruje, jak kłopotliwe, a właściwie niemożliwe, jest badanie prywatności. Im bliżej chcemy się jej przyjrzeć, tym bardziej nam umyka (s. 226), pisze Autorka.

Czy w ogóle prywatność?

Mam dwa problemy z książką Mozgi-Góreckiej. Wydaje mi się ona zbiorem dość przypadkowych esejów, zebranych pod tytułem prywatności, ale niekoniecznie faktycznie jej poświęconym. Dlatego mam kłopot z doczepieniem ostatniego rozdziału książki, poświęconego Alvarowi Aalto i jego drugiej żonie, Elissie. Rozdział ten pokazuje bowiem nie tylko prywatny dom pary, wybudowany na wyspie, ale również przekrój twórczości architekta z różnych etapów twórczości. Drugi problem jest taki, że książka napisana jest bardzo naukowym językiem, z wieloma przypisami, wydała mi się w wielu momentach nadmiernie trudna i nieprzystępna. Po przeczytaniu rozdziału miałam kłopot, z podsumowaniem, o czym on w zasadzie traktuje.

Co dalej?

Na pewno zostaną ze mną wzmiankowane przez Autorkę budynki i projekty twórców z całego świata, które oznaczyłam sobie na mapach Googla w poszczególnych krajach – może kiedyś uda mi się je zobaczyć. Sprawdzę wtedy, ile z treści książki we mnie jeszcze rezonuje i czy zgadzam się ze spostrzeżeniami zawartymi w tej publikacji. Schodzę z tej czytelniczej areny pokonana.

Moja ocena: 5/10.


Maja Mozga-Górecka, Figlarnie. Przestrzenie radykalnej prywatności
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2026
Liczba stron: 288
ISBN: 978-83-68059-94-6

******************************************************************************

A Difficult Read on Architecture

After Filip Springer's books on architecture, which I found very interesting, I picked up Maja Mozga-Górecka's Playful: Spaces of Radical Privacy, recommended by Vogue Magazine. The book was interesting to me as it includes a chapter on Alvaro Aalto, one of the most important Finnish architects, so I wanted to read it before my trip to Finland. In six chapters, the author presents various concepts of architecture and privacy, most of which I was unaware of.

Privacy for Rest

The first chapter is devoted to the White House in Warsaw's Łazienki Park, designed by Dominik Merlini during the reign of Stanisław August Poniatowski. However, in addition to the concept of the coexistence of humans and nature, in this section the author devotes considerable space to the very idea of ​​privacy in architecture, rather emphasizing its previous lack of existence. From royal palaces to peasant farms, people lived together, often in large groups, experiencing situations that are entirely private to uscohabitation, childbirth, death—together. Mozga-Górecka then examines the boudoir as a feminine space, inaccessible to the male eye. We visit Bergstrasse 19 in Vienna, where Sigmund Freud had his first office for 47 years. He had to leave in a hurry in 1938, but the author manages to recreate this overwhelming space, filled with collectibles and figurines, where patients, without encountering each other, could delve into the tangled paths of their own psyches.

Privacy to Hide

Next, the journalist visits private homes designed by two architects – the Müller Villa by Austrian architect Adolf Loos in Prague's Ořechovka district, and the Carlo Mollino house in Turin at Via Napione 2. The austere and massive Prague house conceals an incredibly complex and interesting interior, built according to Raumplan principles, where rooms are located on different levels within the house, varying in height and volume, reflecting their function. Although the house formally has four floors, inquisitive researchers have counted as many as eleven different levels in the representative residence of a wealthy construction company owner. The building is overshadowed by the disastrous reputation of its designer, who was convicted of child molestation. The second building, this time the private residence of the architect Carlo Mollino himself, also boasts a carefully designed interior rich in symbolism, and was the site of questionable practices by its owner – he invited various women and photographed their nudes. The interpretation of the interior itself seems even more interesting: "According to Fulvio, the apartment on Via Napione embodies the funerary beliefs of the ancient Egyptians and was conceived as the artist's own tomb, to which, like the pyramids, unauthorized persons were barred" (p. 217). Here, privacy takes a backseat and is intended to conceal the owner's inclinations. "The case of the enigmatic Mollino best illustrates how troublesome, or rather impossible, the study of privacy is. The closer we try to look at it, the more it eludes us (p. 226)," writes the author.

Is there any privacy at all?

I have two problems with Mozga-Górecka's book. It seems to me to be a collection of rather random essays, grouped under the title of privacy, but not necessarily actually devoted to it. That's why I have trouble attaching the last chapter of the book, devoted to Alvar Aalto and his second wife, Elissa. This chapter shows not only the couple's private house, built on an island, but also a cross-section of the architect's work from various stages of his career. The second problem is that the book is written in a very scholarly language, with many footnotes, and at many points it seemed excessively difficult and inaccessible. After reading the chapter, I had trouble summarizing what it was actually about.

What next?

The author had mentioned the buildings and projects by artists from around the world, and I have marked tchem on Google Maps in individual countries – maybe someday I'll be able to see them. Then I'll see how much of the book's content still resonates with me and whether I agree with the observations contained in this publication. I leave this reading arena defeated.

My rating: 5/10.

Author: Maja Mozga-Górecka
Title: Playful. Spaces of Radical Privacy (book not translated to English as of Feb 2026)
Publishing House: Karakter, Kraków 2026
Number of pages: 288
ISBN: 978-83-68059-94-6

piątek, 13 lutego 2026

Finlandia (31.12.2025-6.01.2026)

Zima w Dolinie Muminków

Ostatni, a jednocześnie pierwszy długi weekend w Polsce – biorąc zaledwie trzy dni urlopu można odpoczywać tydzień (a można i było  kosztem kolejnych dwóch dni odpoczywać znacznie dłużej, ale nie ogarnęłam się na tyle dobrze). Dlatego świadomość, że miałabym siedzieć w domu, była dla mnie nie do zniesienia. Jednocześnie, po książce Zimowanie Katherine May, miałam w sobie dużą ciekawość prawdziwej, śnieżnej, ciemnej zimy, a jednocześnie lekką fascynację kulturą saunowania. Dlatego też kiedy zobaczyłam tanie bilety do Finlandii, nie zastanawiałam się długo. Jestem zadowolona z tego wyjazdu, a kraj wydaje mi się nieodkrytą perłą Północy.

31.12.2025, środa

Podróż rozpoczynamy 3:50 rano z Wrocławia – przed nami długa droga samochodem do Gdańska, a w tle obawy o przechodzące przez Polskę śnieżyce. Na szczęście na linii Wrocław – Poznań – Bydgoszcz jedzie się naprawdę dobrze i dopiero pod samym Gdańskiem musimy trochę zwolnić ze względu na opady. Dojeżdżamy z dużym zapasem czasu i dopiero widząc, jak wyglądają warunki pogodowe i stopniowo przekonując się, że samolot wyleci, zamawiamy kolejne noclegi. Do tej pory mieliśmy tylko pierwszy nocleg w Turku. Samolot wylatuje z ponad godzinnym opóźnieniem – najpierw przymarzł luk bagażowy, potem trzeba było odladzać skrzydła. Na miejscu jesteśmy więc chwilę po 15, ale auto odbieramy bez najmniejszego problemu. Zaczynamy od marketu, zakupów na kolację i śniadanie, oraz wizyty w katedrze. Oprócz tego, że luterańska katedra, wybudowana częściowo w XIII wieku, robi spore wrażenie swoją wielkością i surowością wystroju, to dodatkowo jest w niej ciepło! Przy -14°C ma to dla mnie duże znaczenie, dlatego świątynię zwiedzam bardzo dokładnie. Udaje nam się zobaczyć grób królowej Szwecji Katarzyny Mansdotter, żony Eryka XIV. W katedrze przy ołtarzu, jak i przed wejściem głównym do świątyni, stoją piękne wielkie choinki. W mieście słychać wystrzały fajerwerków, chociaż nieszczególnie je widać. Ruszamy na nocleg, oddalony trochę od centrum, ale oferujący darmowy, bezproblemowy parking, co w Finlandii jest miłym wyjątkiem. Kiedy udaje nam się już trochę odmarznąć, wyruszamy z powrotem na miasto – pospacerować wzdłuż rzeki Aurajoki, zobaczyć Rynek i pobliskie uliczki. Muzea są już niestety pozamykane. Jednak jest tak zimno, wieje tak silny wiatr, że nie zostajemy w centrum do północy i pokonani wracamy na nocleg.

1.01.2026, czwartek

Nowy Rok wita nas pochmurnie. Dzisiaj mam w planach trasę do Helsinek, ale po drodze chcemy zobaczyć Sanatorium przeciwgruźlicze w Paimio projektu Alvara Aalto, jednego z najważniejszych fińskich architektów XX wieku. Chociaż budynek jest zamknięty na przerwę świąteczną, szybki spacer dookoła niego pozwala nam docenić obiekt. Szkoda, że nie możemy wejść do środka – Aalto wraz z zespołem projektował również detale wystroju – wygodne krzesła dla pacjentów, umywalki, które nie hałasowały podczas mycia rąk, by nie przeszkadzać współlokatorom w pokoju, przestronne balkony do zażywania kąpieli słonecznych. Cóż… Kąpiele słoneczne z pewnością nie dzisiaj. Po drodze zajeżdżamy również do sklepu-składu z wszystkim w miejscowości Ravitola, ale szybko gnamy dalej. Po drodze zjadamy obiad na stacji benzynowej, gdzie udaje mi się również kupić produkt, który uratował mi życie w zimowej Finlandii, a więc grube skarpety z wełny merynosa. To był zakup tej wycieczki, life-saver! 

Po szybkim i byle-jakim obiedzie decydujemy, że zdążymy zajechać do Nuuksio, gdze znajduje się piękny park narodowy. Udaje nam się przespacerować w ostatnich promieniach zachodzącego słońca (czyli koło 15:30), ale złota godzina już dawno za nami – słońce daje najlepsze światło koło godziny 13. Wracamy do auta i zdążamy do Helsinek, zahaczając po drodze o muzeum fińskiego artysty Aksela Gallen-Kalleli, autora mojego ulubionego obrazu Jezioro Kaitele, 1904 (https://gallen-kallela.fi/en/). Ja zwiedzam wystawę, Małżonek raczy się kawą i ciastem na terenie Muzeum. Zajeżdzamy jeszcze na teren kampusu uniwersyteckiego, również zaprojektowanego przez Aalto, i po krótkim spacerze i zakupach ruszamy na nocleg w dzielnicy Pohjois-Haga, który leży jakieś 300 metrów od stacji kolejowej. Miejsce jest ciepłe, przestronne, czyste, i znów oferuje rzadki benefit – miejsce parkingowe w garażu podziemnym. Zważywszy na ceny parkingów w centrum i ich obostrzenia (dozwolony stosunkowo krótki czas parkowania) miasto będziemy zwiedzać pieszo i komunikacją miejską. Wieczór wykorzystujemy również na sprawdzenie najkorzystniejszej opcji zwiedzania jak największej liczby muzeów – okazuje się, że warto kupić Museot – roczną kartę uprawniającą do wstępów do ponad 360 muzeów  kraju, wielokrotnie. Koszt – 86 EUR, niemało, ale karta zwróciła nam się w całości już następnego dnia.

2.01.2026, piątek

Dzień zaczynamy wcześniej niż zwykle, przed wschodem słońca (co wcale nie znaczy, że wcześnie – słońce wschodzi dopiero ok. 9:30), a dodatkowo jest pochmurno, więc dzień idealny na rajd po muzeach. Okazało się jednak, że niestety nie idealny na zwiedzanie twierdzy Suomenlinna, wpisanej na listę Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. Twierdza Finlandii (bo to oznacza nazwa) jest jedną z największych fortec morskich na świecie i jest położona na kilku wysepkach. Dotrzeć tam można promem z Kauppatori, a bilet dzienny na komunikację miejską (10.60 EUR) pokrywa tę podróż. Budowę twierdzy rozpoczęli Szwedzi w 1748 roku i prowadzili prace przez blisko 40 lat. Miejsce nazywało się wtedy Sveaborg i było drugim największym ośrodkiem miejskim po Turku, większym, niż same Helsinki! W 1809 roku Szwecja utraciła tereny Finlandii na rzecz Rosjan i twierdza, przemianowana na Viapori, trafiła w rosyjskie ręce. Rosjanie w 1812 roku przenieśli stolicę z Turku do Helsinek (nic dziwnego, mieli tam bliżej). Findlandia odzyskała niepodległość 6 grudnia 1917 roku, ale twierdzę odzyskała dopiero rok później, kiedy to z wysepek wyniósł się rosyjski garnizon. Wstęp na wyspę jest bezpłatny, ale poszczególne Muzea na wyspie już nie. My zwiedziliśmy jedyne otwarte muzeum – Muzeum Suomenlinny (10 EUR) z ciekawym filmem dotyczącym historii twierdzy (pokazy zaczynają się co pół godziny – zimą od godziny 11:00 i są w języku angielskim), a wystawa pokazuje makiety fortu, jego rozwój i życie codzienne mieszkańców. Na dole jest też rozległy sklep i kawiarnia. My popłynęliśmy pierwszym promem o godzinie 9:40, obeszliśmy całą wyspę wraz z Królewską Bramą (King’s Gate), skąd latem również odpływają promy, i poszliśmy na 11 rozgrzać się do Muzeum. Prom powrotny mieliśmy 12:20, latem na pewno przyjemniej spędzić na wyspie więcej czasu, ale zimą… Wiało tak, że palce odmarzały przy robieniu zdjęć.










Z przystani promowej mieliśmy bardzo blisko do Soboru Uspieńskiego, wzniesionego w 1868 roku wg. projektu A. M. Gornostajewa. Świątynia ma 13 złoconych kopuł, symbolizujących Jezusa i 12 Apostołów, a w środku zwraca uwagę piękny ikonostas, bogate malowidła ścienne i siedem dzwonów, z których jeden jest darem od mieszkańców Moskwy. Wstęp kosztuje przykre 5 EUR i nie jest na karcie muzeów.


Wracając z Soboru widzieliśmy Pałac Prezydencki z XIX wieku w rosyjskim stylu, zamknięty dla zwiedzających, potem Targ Rybny Kauppatori ze stojącymi tam straganami oraz górującym nad placem obelisk ze złotym orłem na szczycie, zwanym Kamieniem Carowej. To najstarszy pomnik w Helsinkach, odsłonięty w 1835 roku dla uczczenia wizyty carskiej pary, Mikołaja I i Aleksandry. Kawałek dalej stoi fontanna z posągiem syreny Havis Amanda dłuta Villego Vallgrena, przeniesiona z Paryża do Hesinek w 1908 roku. Rokrocznie 1 maja studenci rozpoczynają pod nią celebrację swojego święta. Nas rozbawiły cztery figury fok patrzące na syrenkę z memicznym Wow! Dalej piękna aleja otoczona drzewami prowadzi najpierw do najstarszej kawiarni w Helsinkacch, Kappeli, a potem do pomnika Jana Ludwika Runeberga, autora słów hymnu narodowego, poety. Niewiele dalej skręcaliśmy do Muzeum Architektury i Designu, gdzie trafiliśmy na rozległą wystawę poświęconą twórczości Tove Jansson, z opisem jej życia podzielonego na zimy w Helsinkach i lata na wyspie Klovharu (https://admuseo.fi/en/exhibition/escape-to-moominvalley/). Wystawa pokazywała również świat Muminków, projekty domu Muminka, komin zamieszkiwany przez Przodka i fantastyczne streszczenia poszczególnych tomów. Dolne piętro, pokazujące najważniejsze sylwetki architektów i projektantów, było rozczarowująco skromne, choć przyniosło nam kilka inspiracji na trasie. Gdyby nie karta muzealna, wstęp byłby chyba trochę zaporowy – łączony bilet na wystawę czasową i stałą to bagatela 22 EUR.

Z jednego muzeum mieliśmy naprawdę niedaleko do następnego – Muzeum Sztuki Sinebrychoff (https://sinebrychoffintaidemuseo.fi/en/opening-hours-tickets-and-getting-here/ ), które zawiera bogatą kolekcję malarstwa europejskiego. Bilety – u nas na karcie muzeów – byłyby znów za szokujące 21 EUR. Kolekcja rozciągała się w sumie na trzech poziomach i tylko dzięki spostrzegawczości Męża dotarliśmy do wystawy prezentowanej w piwnicy, niedaleko szatni, gdzie były chyba najładniejsze obrazy. Wewnątrz można było znaleźć Rembrandta, Cranacha czy Tiepolo.


Stamtąd udaliśmy się do dość oddalonego kościoła w skale Temppeliaukio, który został zaprojektowany przez Timo i Tuomo Suomalainenów i powstawał w latach 1968-1969. Miejsce jest otoczone przez kwartał kamienic, tworząc dla nich ciekawy i rozległy dziedziniec. Świątynia faktycznie została wykuta w skale, a koliste drewniane sklepienie kościoła otoczone oknami wpuszcza do środka dużo światła. Zimą kościół jest otwarty stosunkowo krótko (12-16) i dlatego musieliśmy do niego dopasować resztę trasy. Wstęp – zawarty w karcie muzeów – to skromne 8 EUR.

Dalej potwornie rozczarowujące Kunsthalle Helsinki, 20EUR (na karcie muzealnej), z zaledwie jednym poziomem z obrazami i sztuką współczesną, do obejrzenia w 10 minut. Gdyby nie karta muzealna, byłabym jeszcze bardziej rozczarowana. Dalej Helsinki Art Muzeum (HAM), 20 EUR (na karcie, karta właśnie nam się zwróciła), gdzie mogliśmy oglądać dwie wystawy czasowe poświęcone – częściowo przynajmniej – Tove Jansson – Vapaa 90, gdzie artystka studiowała w Szkole Sztuk Pięknych Vapaa w latach 1937–1944, oraz wystawę Tove Janssen: Freski i kapelusz magika (https://www.hamhelsinki.fi/exhibitions/tove-jansson-freskot-ja-taikurinhattu/) , gdzie pokazywany był trzyczęściowy obraz „Lato, wiosna, jesień” z 1984 roku z przedszkola w Taikurinhattu w Pori. Na wystawie stałej można zobaczyć „Uroczystości w mieście” (1947) i „Uroczystości na wsi” (1947), freski namalowane dla restauracji Kaupunginkellari w helsińskim ratuszu miejskim. Wystawy czasowe już się zakończyły, więc naprawdę cieszę się, że mogłam je zobaczyć, sztukę współczesną pominę milczeniem.


Po szybkim posiłku w okolicach Dworca Głównego, projektu Eliena Saarinena z 1919 roku, który robi niesamowite wrażenie i jest naprawdę piękny, zwłaszcza w zimowej, mrocznej scenerii. Niedaleko dworca mieści się muzealna perełka Helsinek, czyli Ateneum. Muzeum zawiera fantastyczną kolekcję fińskiej sztuki od 1750 roku do lat 60-tych XX wieku oraz zbiory XIX-wiecznej sztuki europejskiej. My znów mieliśmy wielkie szczęście, bo trafiliśmy na wystawę Gallen-Kalleli, Klimta i Wiedeńczyków (https://ateneum.fi/en/exhibitions/gallen-kallela-klimt-wien/). Zabrakło nam może z pół godziny, żeby na spokojnie ponapawać się całą kolekcją, ale była ona naprawdę wyjątkowa i zachwycająca! Kilkadziesiąt obrazów Gallen-Kalleli, sporo dzieł Klimta, Oskara Kokoschki, Egona Schiele, Edwarda Muncha, Carla Molla i wielu wielu innych. Wspaniała sprawa! Wstęp 23 EUR, na karcie muzeów.

Ponieważ dalej nam było mało wystaw, na koniec zostawiliśmy sobie Kiasmę, Muzeum Sztuki Współczesnej (https://kiasma.fi/en/). Stąd zdjęć dzieł nie mam żadnych, natomiast sam budynek jest niesamowicie ciekawy i fantastycznie wchodzi w dialog z otaczającą przestrzenią miejską, otwierając się na widoki dookoła. Akurat w dniu, kiedy tam byliśmy, do Kiasmy był darmowy wstęp, stąd kręciły się tam prawdziwe tłumy, ale normalnie galeria kosztuje 23 EUR (jest na karcie muzealnej).




Na zupełny koniec zostawiliśmy Oodi – Bibliotekę Centalną w Helsinkach (https://oodihelsinki.fi/) projektu ALA architects. Wstęp tu jest za darmo, a zapoznanie się z możliwościami, jakie daje Finom biblioteka, wpędza w depresję – dostępne maszyny do druku, druku 3D, różnego rodzaju warsztaty, maszyny do szycia, możliwość rezerwacji pokoi do pracy i na spotkania, możliwość wypożyczenia instrumentów muzycznych i rezerwacji studia… W dodatku miejsce zachwyca architektonicznie, a zbiory książek przyprawiają o zawrót głowy.

Ten dzień był naprawdę wyczerpujący, choć akurat pogoda sprzyjała zwiedzaniu muzeów.



3.01.2026, sobota

Dzień zaczynamy od podjechania pod muzeum i sklep firmy Arabia, gdzie można podziwiać niewielką wystawę ceramiki oraz odwiedzić sklep fabryczny (https://www.iittala.com/en-gb/universe/destinations/arabia-museum). Tuż pod muzeum są darmowe miejsca parkingowe, ale należy pamiętać o zabraniu bileciku z maszyny parkingowej albo zgłoszeniu parkowania w aplikacji. Wielkość muzeum równa się powierzchniowo wielkości sklepu, więc naprawdę można wyjść z niemałymi zakupami. Firma Arabia odpowiada za hitową serię kolekcjonerskich kubków z Muminkami, i co roku wypuszcza nowy jubileuszowy kubek oprócz kolekcji standardowej. Kubki Arabii to jeden z najlepszych prezentów z Finlandii.









Dalej ruszyliśmy na północ w stronę Tampere, po drodze odwiedzając Muzeum Kolei w Hyvinkää (https://rautatiemuseo.fi/en/). W tym niewielkim miasteczku w latach 40-stych XX wieku wybudowano zakład naprawy pociągów, a obecnie mieści się w nim naprawdę spora wystawa parowozów i wagonów z rożnych okresów, choćby 150-letni skład carski, który nawet w obecnych czasach może wyznaczać standardy luksusu. Ciekawe, choć zimą dość chłodne miejsce.












W Hyvinkää znajduje się również bardzo ciekawy kościół, zaprojektowany przez Aarno Ruusuvuori i konsekrowany 19 stycznia 1961 roku. Jego trójkątny kształt nawiązuje do Trójcy Świętej (https://en.wikipedia.org/wiki/Hyvink%C3%A4%C3%A4_Church). Wzmiankę o kościele znaleźliśmy w Muzeum Designu i Architektury w Helsinkach  dlatego do niego przyjechaliśmy.








Dalej na naszej trasie leżał zamek Häme w Hämeenlinna nad jeziorem Vanajavesi, przypuszczalnie z połowy XIII wieku. Obecny kształ zamek uzyskał w 1520 roku. Ciekawa wystawa w środku pokazuje różne funkcje, jakie pełniła twierdza od momentu powstania – m.in. mieściło się tu kobiece więzienie w latach 1837-1972. Od 1979 roku udostępniony dla zwiedzających (https://www.kansallismuseo.fi/en/haemeenlinna/info).




Niestety za dnia nie zdążyliśmy dotrzeć do wieży obserwacyjnej w Aulanko. Nie odważyliśmy się też podjechać pod nią samochodem, chociaż po czasie myślę, że spokojnie mogliśmy to zrobić. Zaliczyliśmy za to ponad godzinny spacer do tego punktu widokowego, który z pewnością latem zapiera dech w piersiach. Zimą było tam ciemno i ponuro, a widok na jezioro Aulangonjärvi nie robił odpowiedniego wrażenia. Udało nam się po drodze zobaczyć stado saren, więc trekking uważam za udany.

Późnym wieczorem dotarliśmy na nocleg w Tampere, pierwsze mieszkanie z sauną, które udało nam się wynająć, więc wieczór upłynął nam na wygrzewaniu kości.


4.01.2026, niedziela




W niedzielę udało nam się z bezpłatnym parkingiem w Tampere – podjechaliśmy do centrum miasta pod Muzeum Muminków (https://www.muumimuseo.fi/en/visit-us/tickets-and-opening-hours/). Co za wspaniałe miejsce – przekroczyło moje oczekiwania. Spodziewałam się muzeum typowo dla dzieci, a miałam okazję zobaczyć wiele oryginalnych ilustracji Tove Jansson, zobaczyć makiety tworzone przez Autorkę wraz z jej partnerką Tuulikki Pietilą, oraz ogromny domek rodziny Muminków. Na wystawie można było odtwarzać fragmenty książek, które ilustrowały makiety, zapoznać się z interpretacją poszczególnych tomów, czy też naelektryzować Hatifnaty. Rewelacyjne miejsce nie tylko dla dzieci, ale również dla dorosłych – spędziliśmy tam niemal dwie godziny.


Dalej podjechaliśmy do Biblioteki Miejskiej w Tampere, którą również znaleźliśmy na wystawie w Muzeum Architektury i Designu w Helsinkach (https://www.tampere.fi/kirjastot/kirjastojen-omat-sivut/paakirjasto-metso). Charakterystyczna architektura Biblioteki Głównej w Metso, ukończonej w 1986 roku, jest dziełem pary architektów Raili i Reimy Pietilä, i reprezentuje architekturę organiczną. Z góry budynek przypomina dzięcioła z instrumentem muzycznym, a nam, dolnoślązakom, może nieco projekty Witolda Lipińskiego.





Następnie pośpieszyliśmy do Pori, by zdążyć obejrzeć Mauzoleum Juseliusa (https://www.visitpori.fi/?service-card=juseliuksen-mausoleumi). To poruszające miejsce zostało wybudowane przez potentata handlu drewnem F.A. Juseliusa po śmierci jego 11-letniej córki Sigrid. Freski w kaplicy wykonał Akseli Gallen-Kallela, ale niestety z biegiem lat uległy one zniszczeniu. Obecne obrazy są dziełem syna malarza, Jormy, odwzorowanym z projektów ojca (które widzieliśmy na wystawie w Ateneum). Sklepienie pokrywają freski z ośmioma najpopularniejszymi drzewami Finlandii, na jednym z nich siedzi dzięcioł, symbol śmierci. Miejsce jest naprawdę piękne i poruszające, warto tu przyjechać.





Ostatnim punktem na mapie naszego zwiedzania była Stara Rauma, miejsce wpisane na listę Dziedzictwa UNESCO. Znajduje się tam około 900 starych, drewnianych, pięknie zachowanych i wciąż zamieszkanych domów, wiele klimatycznych knajpek i sklepików. Wieczorny spacer przyprawił nas o dreszcze, więc po około półgodzinnym spacerze uciekliśmy na nocleg, znów z sauną.


5.01.2026, poniedziałek

Okazało się, że dosłownie 300 metrów od naszego noclegu w Raumie znajduje się zagłębie kirpputori, czyli sklepów z rzeczami z drugiej ręki. Działają one jednak nieco inaczej, niż second handy w Polsce. W Finlandii zaradni Finowie mogą wycenić i oddać swoje rzeczy na sprzedaż do dużych kirpputori za opłatą za stolik/stoisko, ale nie muszą tych rzeczy pilnować. Ceny są bardzo różne, od dosłownie kilkudziesięciu centów, po grube euro za przedmioty kolekcjonerskie. Mam wrażenie, że bardzo dużo w tych sklepach rupieci, i skarby jednych są śmieciami drugich.

Korzystając ze słonecznej, choć bardzo mroźnej pogody, pojechaliśmy na ostatnie w naszym zimowym planie miejsce z listy UNESCO, czyli do Sammallahdenmäki (https://maps.app.goo.gl/jFaRkfDJc9kA7Ghm9). Znajduje się tam miejsce pochówku z epoki brązu. Na terenie parku znajduje się trzydzieści sześć kamiennych kopców na długości około 700 metrów. Chociaż miejsce było przysypane śniegiem, udało nam się zlokalizować trzy formacje skalne i odkopać przysypane śniegiem tablice informacyjne. Czuliśmy się jak archeologowie, ale kształty kopców były dobrze widoczne spod śniegu. Plus byliśmy na terenie parku całkowicie sami, co chyba jest rzadkością w sezonie.


Po drodze to Turku zajechaliśmy jeszcze do kościoła św. Henryka z 1232 r., gdzie pochowany był pierwszy hierarcha chrześcijański na ziemiach fińskich, biskup Henryk. W 1300 roku jego zwłoki przeniesiono do katedry w Turku. Kościół został wzniesiony z polnych kamieni, ma grube mury i osobną wieżę z dzwonnicą. Niestety, kiedy zajechaliśmy na miejsce, kościół był zamknięty, ale mogliśmy przejść się po otaczającym go cmentarzu (https://maps.app.goo.gl/YVFNAXjPk7VPReea9).


Nasz dzień zakończył się wyjątkowo nieprzyjemnie, bo mandatem za niewystawienie zegara parkingowego na 60 EUR pod kirrputori w Kaarina pod Turku. Ewidentnie ktoś poluje tam na podekscytowanych turystów i wlepia im mandaty przy najbliższej okazji.

6.01.2026, wtorek

Ostatni dzień w Turku zaczynamy od zwiedzenia rozległego zamku (https://turunlinna.fi/en/opening-times-and-prices/). Twierdzę wzniesiono w 1280 roku u wejścia do Aurajoki, a potem wielokrotnie rozbudowywano, co pokazuje wystawa z makietami w środku. Na zamku w Turku odbyło się wielkie wesle fińskiego księcia Jana i Katarzyny Jagiellonki, a wśród eksponatów można również znaleźć miniaturę kolumny Zygmunta. Dolne piętro pokazuje czasy średniowiecza, renesansowa nadbudówka dalszą historię zamku. Zaskoczyła nas rozbudowana wystawa z XVIII i XIX wieku znajdująca się w baszcie z boku, z kolekcją monet i bogato zdobionych mebli. Na zwiedzanie zamku potrzeba dobre dwie godziny. Bilety 18 EUR (jest na karcie muzeów).

Tuż przed odjazdem na lotnisko podjechaliśmy jeszcze do kaplicy ekumenicznej św. Henryka, zaprojektowanej w 1995 roku przez pracownię Sanaksenaho Architects (Matti Sanaksenaho). Kaplica służy kilku wyznaniom, ale jest też miejscem wystaw sztuki i koncertów. Wstęp 7.5 EUR, nie jest objęty kartą muzealną. Piękna snycerka i ciekawe szkło na końcu tej wąskiej, długiej strutury, piękne, przytulne miejsce, ale opłata za wstęp dość wygórowana (https://www.taidekappeli.fi/in-english/).

Potem bezproblemowe oddanie auta na lotnisku w Turku, drobiazgowa i bezsensowna odprawa bezpieczeństwa z trzykrotnym prześwietlaniem plecaka i pretensjami o niewyjęte krople do oczu, i pół godziny opóźnienie w odlocie samolotu, bo na jednej bramce bezpieczeństwa nie da się w ten sposób odprawić pełnego samolotu na czas. Potem spokojny powrót do domu.

Podsumowanie

Ja wróciłam zachwycona – Finlandia wydała mi się trochę nieodkrytą perłą, przyćmioną przez Norwegię i Szwecję. Latem przyroda musi być tam naprawdę zachwycająca, zimą miasta są rozświetlone setkami lampek, światełek i gwiazd z parapetów mieszkań, balkonów, drzew. Światła brakuje bardzo, ale też zachody słońca są inne, a światło towarzyszy ludziom jeszcze długo po schowaniu się gorącej kuli za horyzont.

Drogi

Drogi w większości są utrzymane w bardzo dobrym stanie, odświeżone, zresztą kolce w oponach pozwalają zachować przyczepność. Jeździliśmy bardzo przepisowo, baliśmy się śliskich dróg, ale też na każdym niemal kroku rozstawione są radary, często nieoznaczone na mapach Googla. Nie chcieliśmy ryzykować (co i tak nas nie uchroniło przed mandatem, chociaż parkingowym). W wielu miejscach trzeba pamiętać o wystawieniu zegara parkingowego z zaznaczonym rozpoczęciem czasu parkowania, w centrum miasta parkowanie potrafi być bardzo drogie (Helsinki 4EUR/1h, ograniczenie parkowania do jednej godziny). Benzyna na początku 2026 – ok. 1.8EUR/litr.

Jedzenie

Nie poszaleliśmy szczególnie spożywczo – jedliśmy głównie w sieciówkach albo kupowaliśmy gotowe posiłki do odgrzania w kuchence mikrofalowej (bardzo zresztą smaczne). Prawie wszystkie takie opcje były pozbawione glutenu i laktozy. Kawa – w kawiarniach/sklepach muzealnych 3EUR, w lokalnych żabkach – od 1 EUR. Finowie lubią kawę z ekspresów przelewowych i zazwyczaj była ona bardzo smaczna. Przy takim klimacie nie ma się co dziwić, że wypijają jej największe ilości na świecie.

Macie jakieś pytania? Potrzebujecie wskazówek? Piszcie!