niedziela, 14 czerwca 2026

Michał Tabaczyński, Kieszonkowa metropolia. W rok dookoła Bydgoszczy

Miasto stracone dla literatury

Uczę się ufać sobie. Kiedy sięgnęłam po „reportaż” Michała Tabaczyńskiego Kieszonkowa metropolia. W rok dookoła Bydgoszczy, ucieszyłam się. Odkąd Filip Springer tak ciekawie opisywał bydgoskie zabytki w Księdze zachwytów, mam w planach wybrać się do tego miasta i na spokojnie je pozwiedzać. W naiwności swojej pomyślałam więc, że może opis „małej ojczyzny”, bo Autor urodził się, wychował i mieszka w mieście wojewódzkim województwa kujawsko-pomorskiego, przyniesie mi wiedzę o tym miejscu i jego historii. Niedoczekanie. Trzeba był odłożyć książkę po 20 stronach, kiedy raziło mnie jej przegadanie i brak konkretów. Stwierdziłam jednak, że może się mylę, może nie mam wyczucia, może powinnam dać szansę. Teraz, kiedy całkowicie na siłę i z prawdziwym poczuciem bezsensu doczytuję ostatnie strony wiem już, że miałam rację – nie warto.

12 miesięcy dokoła Bydgoszczy plus bonusy

Koncept jest taki – 12 miesięcy, każdy poświęcony innemu zagadnieniu związanemu z Bydgoszczą lub okolicami, plus wstęp, epilog, bibliografia, a wcześniej bonusowy rozdział o kolejnym styczniu. Tego autora o bisy nie trzeba prosić, daje je nieproszony. Początkowo miałam nadzieję – Tabaczyński pięknie i ciepło pisze o swojej Babci, mamie swojej mamy, nazywając ją „wcieloną Bydgoszczą” (s. 14). Wstęp Miasto rodzinne zapowiadał książkę piękną, osobistą, może nawet intymną. Obietnicę pokazania swojego miasta, swoich wspomnień, może historii rodziny, umiejscowionej w mieście, na jego ulicach, w jego budynkach. Niestety, już od kolejnego rozdziału było coraz gorzej.

Jest lepsze słowo na barokowy

Styl tej książki jest przeraźliwy. Kiedy powiedziałam Mężowi, że uważam, że Tabaczyński pisze bardzo barokowo, powiedział, że jestem wobec niego bardzo łagodna i powinnam użyć właściwego określenia. Ma rację, bydgoski pisarz jest grafomanem w najgorszym wydaniu. Chcecie próbki? Proszę bardzo:

Nie znaczy to wcale, że owo zmaltretowane oblicze nie miało swoich amatorów, tych archiwistów zniszczenia, koneserów dewastacji, bałwochwalców widowiskowego upadku – zarówno przyjezdnych, jak i miejscowych panegirystów niepowstrzymanej entropii (s. 21).

Drugi przykład, równie ulubiony:

I wtedy wsiadła ona. Żołnierka przebrana dla niepoznaki w cywilne ubranie, które ledwo zasługiwało na miano ubrania. Na co dzień musiała chyba mieszkać w okopach, ale to były przedziwne okopy – takie wywrócone na nice, nawet nie tyle odsłonięte, ile dużo, dużo więcej: wystawione na ostrzał. To była tarcza strzelnicza przebrana dla niepoznaki za okopy. (s. 99-100).

Autor naprawdę bardzo lubi dźwięk swojego głosu. Cała książka utrzymana jest w podobnym stylu, w związku z czym jest naprawdę trudna do zdzierżenia i wywołuje w czytelniku chęć rzucenia nią o ścianę. Dobrze, że mam egzemplarz biblioteczny, bo książek z biblioteki niszczyć nie wolno.

Tematyka bydgoska

Niewiele się z tej książki można dowiedzieć o samej historii miasta, trzeba te informacje wyłuskiwać spośród samozachwyconego słowotoku. Więcej dowiemy się o tym nieco ponad trzystutysięcznym mieście z Wikipedii, niż z książki Tabaczyńskiego. A przecież w zamyśle autora mamy rok na jej poznanie. Największy rozwój miasto przeszło pod zaborem pruskim, w 1851 roku otworzono linię kolejową do Królewca, wybudowano Kanał Bydgoski, będący wtedy cudem techniki, dzięki któremu miasto nabrało jeszcze większego znaczenia w handlu. Projektowali w nim tacy architekci jak Gropius (budynek dyrekcji Kolei przy Dworcowej 63), Carl Meyer (obecna siedziba Polskiego Radia, ale również gazownia, siedziba wodociągów, wieża ciśnień i wiele innych), a samo miasto miało być miastem idealnym o doskonałym planie urbanistycznym. Oprócz tego jeden z największych objętościowo rozdziałów poświęcony jest polskim obozom pracy (Zimne Wody, Lęgnów i Potulice), które działały w Bydgoszczy i okolicach od zakończenia wojny do 1950 roku. Z jednej strony, autor przywraca je pamięci, w moim przypadku – w ogóle wprowadza do świadomości, nie zgadza się z panującymi w nich okrucieństwem i bestialstwem. Z drugiej strony – jestem w stanie zrozumieć skąd ono się wzięło. Tak, każde zamęczenie drugiego człowieka to zbrodnia bez usprawiedliwienia, zwłaszcza, jeśli jest dokonywane na ludności cywilnej (a tutaj tak było, ginęły kobiety, dzieci i osoby starsze). A jednak mam wrażenie, że z dystansu czasu i ciepełka łatwo jest ferować wyroki i mieć poczucie moralnej wyższości. W tym też rozdziale autor pisze:

To bardzo ciekawy dokument – także dlatego, że wbrew ówczesnemu zwyczajowi zapisuje „Niemcy” wielką literą, co było do roku 1947 rzeczą niezwykle rzadką, Polacy bowiem znęcali się nad własną ortografią, mszcząc się na „Niemcach” (tak ich właśnie zapisywali w niemal wszystkich dokumentach oficjalnych). Ktoś, kto z ołówkiem w ręku czytał ten zbiór dokumentów przede mną, najpierw zaznaczał tych „Niemców”, a nawet gdzieś tam na marginesie zakrzyknął: „Niemcy małą literą!”, ale szybko przestał, bo w każdym dokumencie pojawia się ten gwałt na polskiej ortografii po wielokroć. (s. 92)

Gwałt na polskiej ortografii… Może jakby nam nie wyrżnęli całej inteligencji, to byśmy wiedzieli jak korzystać ze słowników.

Tendencyjne tematy

O czym jeszcze warto napisać w przewodniku po Bydgoszczy? Ano o antysemickiej gazecie Szabes-Kurjer wydawanej w latach 20-stych, wiadomo (rozdział Miasto nienawistne. Sierpień), obśmiać astrologów i wróżbitów z dwudziestolecia międzywojennego i czasów wojny z poczuciem miażdżącej przewagi moralnej (zwłaszcza że obaj opisywanie panowie już nie żyją – o ironio nie byli w stanie przewidzieć własnej śmierci, więc też – o ironio – zarzutów odeprzeć nie mogą), pomnik postawiony ofiarom mordu na Polakach to „moszczenie się w cierpiętnictwie” (s. 252), ale już o mordach na Niemcach w polskich obozach przejściowych, antysemityzmie i oburzeniu wywołanym usunięciem poniemieckich cmentarzy pisze autor w nieco innym tonie.

Fatalizm grafomanii

Komentując komunistyczny pomnik upamiętniający ofiary II wojny światowej i dospawanie do jednej postaci krzyża, autor pisze ironicznie „Bydgoszcz rzadko dostarcza aż tak wystrzałowych point do swoich historii” (s. 263). Już stronę dalej jednak to zdanie mści się na Tabaczyńskim. Obśmiewając twórczość bydgoskiego poety i pisarza Juliana Walentego Prejsa, pisze: „Pierwszy polski pisarz Bydgoszczy naznaczył moje miasto (i jego literaturę) fatalizmem grafomanii, z którego trudno się mu (i jej) do dzisiaj otrząsnąć” (s. 265). Samozaoranie level master, dziękuję. Omijać szerokim łukiem.

Moja ocena: 3/10.


Michał Tabaczyński, Kieszonkowa metropolia. W rok dookoła Bydgoszczy
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025
Liczba stron: 284
ISBN: 978-83-8396-075-3

*********************************************************************************

A City Lost to Literature

I'm learning to trust myself. When I picked up Michał Tabaczyński's "reportage," Pocket Metropolis: A Year Around Bydgoszcz, I was delighted. Ever since Filip Springer so captivatingly described Bydgoszcz's interesting architecture in The Book of Delights (book not translated into English as of June 2026), I've been planning to go to this city and explore it at my leisure. Naively, I thought that perhaps the description of this "small homeland," because the author was born, raised, and lives in the voivodeship capital of the Kuyavian-Pomeranian Voivodeship, would provide me with insight into this place and its history. It didn't. I wanted to put the book down after 20 pages, as I was irritated by its overwrought nature and lack of specifics. However, I decided that maybe I was wrong, maybe I lacked the necessary intuition, maybe I should give it a chance. Now, as I force myself to read the final pages with a genuine sense of futility, I know I was right – it's not worth it.

12 Months Around Bydgoszcz Plus Bonuses

The concept is this – 12 months, each devoted to a different topic related to Bydgoszcz or the surrounding area, plus an introduction, epilogue, bibliography, and before that a bonus chapter about the following January. This author doesn't need to be asked for encores; he gives them unbidden. Initially, I had hope – Tabaczyński writes beautifully and warmly about his grandmother, his mother's mother, calling her "Bydgoszcz incarnate" (p. 14). The introduction to The home city promised a beautiful, personal, perhaps even intimate book. A promise to show his city, his memories, perhaps the history of his family, embedded in the city, on its streets, in its buildings. Unfortunately, from the very next chapter on, things went from bad to worse.

There's a better word for baroque

The style of this book is terrifying. When I told my husband I thought Tabaczyński's writing was very baroque, he said I was being very gentle with him and should have used the proper term. He's right, the Bydgoszcz writer is a graphomaniac at his worst. Want a sample? Here you go:

This doesn't mean at all that this battered face didn't have its admirers, those archivists of destruction, connoisseurs of devastation, idolaters of spectacular decline – both visitors and local panegyrists of unstoppable entropy (p. 21).

A second example, equally favourite:

And then she got in. A soldier, dressed in civilian clothes to disguise herself, barely worthy of being called clothes. She must have lived in trenches every day, but these were strange trenches – upside down, not so much exposed but open to fire. It was a target disguised as trenches to disguise itself. (pp. 99-100).

The author truly loves the sound of his own voice. The entire book is written in a similar style, making it truly difficult to continue and making the reader want to throw it against the wall. It's a good thing I have a library copy, because library books are not to be destroyed.

The Bydgoszcz Theme

You can't learn much about the city's history from this book; you have to glean this information from the self-indulgent verbiage. You'll learn more about this city of just over 300,000 inhabitants from Wikipedia than from Tabaczyński's book. And yet, the author intended us to have a year to explore it. The city experienced its greatest development under the Prussian partition. In 1851, a railway line to Königsberg was opened, and the Bydgoszcz Canal was built, a technological marvel at the time, thanks to which the city gained even greater commercial importance. Architects such as Gropius (the Railway Management Building at Dworcowa 63) and Carl Meyer (the current headquarters of Polish Radio, as well as the gasworks, waterworks, water tower, and many others) designed city’s buildings, and the city itself was intended to be an ideal city with a perfect urban plan. Furthermore, one of the largest chapters in terms of volume is devoted to Polish labor camps (Zimne Wody, Lęgnów, and Potulice), which operated in Bydgoszcz and the surrounding area from the end of the war until 1950. On the one hand, the author revives their memory; in my case, he even brings them into my consciousness, stressing the cruelty and inhumanity that prevailed there. On the other hand, I can understand where this came from. Yes, any torture of another human being is an unjustifiable crime, especially if it is committed against civilians (and here it was; women, children, and the elderly perished). And yet, I have the impression that, with the distance of time and from the cosiness of our times, it's easy to pass judgment and feel a sense of moral superiority. In this chapter, the author also writes:

This is a very interesting document – ​​also because, contrary to the custom of the time, it spells "Germany" with a capital letter, which was extremely rare until 1947, as Poles abused their own spelling, taking revenge on "germans" (that's how they spelled them in almost all official documents). Someone who read this collection of documents before me, pencil in hand, first marked these "germans" and even shouted somewhere in the margin: "Germany in lowercase!" but quickly stopped, because in every document this abuse of Polish orthography appears repeatedly. (p. 92)

An abuse of Polish orthography... Maybe if they hadn't slaughtered all our intelligentsia, we'd know how to use dictionaries.

Biased Topics

What else is worth writing about in a guide to Bydgoszcz? Well, the anti-Semitic newspaper Szabes-Kurjer published in the 1920s obviously (chapter "The Hateful City. August"), next: a chapter which ridicules astrologers and fortune tellers from the interwar period and the war with a sense of overwhelming moral superiority (especially since both gentlemen described are now dead – ironically, they were unable to predict their own deaths, so – ironically – they cannot refute the accusations), the monument erected to the victims of the murder of Poles is "a dwelling in suffering" (p. 252), but the author writes in a slightly different tone about the murder of Germans in Polish transit camps, anti-Semitism, and the outrage caused by the removal of former German cemeteries.

The Fatalism of Graphomania

Commenting on the communist monument commemorating the victims of World War II and the welding of a cross onto one of its figures, the author writes ironically, "Bydgoszcz rarely provides such explosive punchlines to its stories" (p. 263). A page later, however, this sentence backfires on Tabaczyński. Mocking the work of Bydgoszcz poet and writer Julian Walenty Prejs, he writes: "The first Polish writer from Bydgoszcz marked my city (and its literature) with the fatalism of graphomania, from which he (and it) still finds it difficult to shake off" (p. 265). Self-damage level master, thank you. Avoid at all cost.

My rating: 3/10.

Author: Michał Tabaczyński
Title: Pocket Metropolis. Around Bydgoszcz in a Year (book not translated into English as of June 2026)
Publishing House: Czarne, Wołowiec 2025
Number of pages: 284
ISBN: 978-83-8396-075-3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz