Miasto stracone dla literatury
Uczę się ufać sobie. Kiedy
sięgnęłam po „reportaż” Michała Tabaczyńskiego Kieszonkowa metropolia. W rok
dookoła Bydgoszczy, ucieszyłam się. Odkąd Filip Springer tak ciekawie
opisywał bydgoskie zabytki w Księdze zachwytów, mam w planach wybrać się
do tego miasta i na spokojnie je pozwiedzać. W naiwności swojej pomyślałam
więc, że może opis „małej ojczyzny”, bo Autor urodził się, wychował i mieszka w
mieście wojewódzkim województwa kujawsko-pomorskiego, przyniesie mi wiedzę o
tym miejscu i jego historii. Niedoczekanie. Trzeba był odłożyć książkę po 20
stronach, kiedy raziło mnie jej przegadanie i brak konkretów. Stwierdziłam
jednak, że może się mylę, może nie mam wyczucia, może powinnam dać szansę.
Teraz, kiedy całkowicie na siłę i z prawdziwym poczuciem bezsensu doczytuję
ostatnie strony wiem już, że miałam rację – nie warto.
12 miesięcy dokoła Bydgoszczy
plus bonusy
Koncept jest taki – 12 miesięcy,
każdy poświęcony innemu zagadnieniu związanemu z Bydgoszczą lub okolicami, plus
wstęp, epilog, bibliografia, a wcześniej bonusowy rozdział o kolejnym styczniu.
Tego autora o bisy nie trzeba prosić, daje je nieproszony. Początkowo miałam
nadzieję – Tabaczyński pięknie i ciepło pisze o swojej Babci, mamie swojej
mamy, nazywając ją „wcieloną Bydgoszczą” (s. 14). Wstęp Miasto rodzinne
zapowiadał książkę piękną, osobistą, może nawet intymną. Obietnicę pokazania
swojego miasta, swoich wspomnień, może historii rodziny, umiejscowionej w
mieście, na jego ulicach, w jego budynkach. Niestety, już od kolejnego
rozdziału było coraz gorzej.
Jest lepsze słowo na barokowy
Styl tej książki jest
przeraźliwy. Kiedy powiedziałam Mężowi, że uważam, że Tabaczyński pisze bardzo
barokowo, powiedział, że jestem wobec niego bardzo łagodna i powinnam użyć
właściwego określenia. Ma rację, bydgoski pisarz jest grafomanem w najgorszym wydaniu.
Chcecie próbki? Proszę bardzo:
Nie znaczy to wcale, że owo zmaltretowane oblicze nie miało swoich amatorów, tych archiwistów zniszczenia, koneserów dewastacji, bałwochwalców widowiskowego upadku – zarówno przyjezdnych, jak i miejscowych panegirystów niepowstrzymanej entropii (s. 21).
Drugi przykład, równie ulubiony:
I wtedy wsiadła ona. Żołnierka przebrana dla niepoznaki w cywilne ubranie, które ledwo zasługiwało na miano ubrania. Na co dzień musiała chyba mieszkać w okopach, ale to były przedziwne okopy – takie wywrócone na nice, nawet nie tyle odsłonięte, ile dużo, dużo więcej: wystawione na ostrzał. To była tarcza strzelnicza przebrana dla niepoznaki za okopy. (s. 99-100).
Autor naprawdę bardzo lubi dźwięk
swojego głosu. Cała książka utrzymana jest w podobnym stylu, w związku z czym
jest naprawdę trudna do zdzierżenia i wywołuje w czytelniku chęć rzucenia nią o
ścianę. Dobrze, że mam egzemplarz biblioteczny, bo książek z biblioteki
niszczyć nie wolno.
Tematyka bydgoska
Niewiele się z tej książki można
dowiedzieć o samej historii miasta, trzeba te informacje wyłuskiwać spośród
samozachwyconego słowotoku. Więcej dowiemy się o tym nieco ponad
trzystutysięcznym mieście z Wikipedii, niż z książki Tabaczyńskiego. A przecież
w zamyśle autora mamy rok na jej poznanie. Największy rozwój miasto przeszło
pod zaborem pruskim, w 1851 roku otworzono linię kolejową do Królewca,
wybudowano Kanał Bydgoski, będący wtedy cudem techniki, dzięki któremu miasto
nabrało jeszcze większego znaczenia w handlu. Projektowali w nim tacy
architekci jak Gropius (budynek dyrekcji Kolei przy Dworcowej 63), Carl Meyer
(obecna siedziba Polskiego Radia, ale również gazownia, siedziba wodociągów,
wieża ciśnień i wiele innych), a samo miasto miało być miastem idealnym o
doskonałym planie urbanistycznym. Oprócz tego jeden z największych objętościowo
rozdziałów poświęcony jest polskim obozom pracy (Zimne Wody, Lęgnów i Potulice),
które działały w Bydgoszczy i okolicach od zakończenia wojny do 1950 roku. Z jednej
strony, autor przywraca je pamięci, w moim przypadku – w ogóle wprowadza do
świadomości, nie zgadza się z panującymi w nich okrucieństwem i bestialstwem. Z
drugiej strony – jestem w stanie zrozumieć skąd ono się wzięło. Tak, każde
zamęczenie drugiego człowieka to zbrodnia bez usprawiedliwienia, zwłaszcza,
jeśli jest dokonywane na ludności cywilnej (a tutaj tak było, ginęły kobiety,
dzieci i osoby starsze). A jednak mam wrażenie, że z dystansu czasu i ciepełka
łatwo jest ferować wyroki i mieć poczucie moralnej wyższości. W tym też
rozdziale autor pisze:
To bardzo ciekawy dokument – także dlatego, że wbrew ówczesnemu zwyczajowi zapisuje „Niemcy” wielką literą, co było do roku 1947 rzeczą niezwykle rzadką, Polacy bowiem znęcali się nad własną ortografią, mszcząc się na „Niemcach” (tak ich właśnie zapisywali w niemal wszystkich dokumentach oficjalnych). Ktoś, kto z ołówkiem w ręku czytał ten zbiór dokumentów przede mną, najpierw zaznaczał tych „Niemców”, a nawet gdzieś tam na marginesie zakrzyknął: „Niemcy małą literą!”, ale szybko przestał, bo w każdym dokumencie pojawia się ten gwałt na polskiej ortografii po wielokroć. (s. 92)
Gwałt na polskiej ortografii… Może
jakby nam nie wyrżnęli całej inteligencji, to byśmy wiedzieli jak korzystać ze
słowników.
Tendencyjne tematy
O czym jeszcze warto napisać w
przewodniku po Bydgoszczy? Ano o antysemickiej gazecie Szabes-Kurjer wydawanej
w latach 20-stych, wiadomo (rozdział Miasto nienawistne. Sierpień),
obśmiać astrologów i wróżbitów z dwudziestolecia międzywojennego i czasów wojny
z poczuciem miażdżącej przewagi moralnej (zwłaszcza że obaj opisywanie panowie
już nie żyją – o ironio nie byli w stanie przewidzieć własnej śmierci, więc też
– o ironio – zarzutów odeprzeć nie mogą), pomnik postawiony ofiarom mordu na
Polakach to „moszczenie się w cierpiętnictwie” (s. 252), ale już o mordach na
Niemcach w polskich obozach przejściowych, antysemityzmie i oburzeniu wywołanym
usunięciem poniemieckich cmentarzy pisze autor w nieco innym tonie.
Fatalizm grafomanii
Komentując komunistyczny pomnik upamiętniający
ofiary II wojny światowej i dospawanie do jednej postaci krzyża, autor pisze
ironicznie „Bydgoszcz rzadko dostarcza aż tak wystrzałowych point do swoich
historii” (s. 263). Już stronę dalej jednak to zdanie mści się na Tabaczyńskim.
Obśmiewając twórczość bydgoskiego poety i pisarza Juliana Walentego Prejsa,
pisze: „Pierwszy polski pisarz Bydgoszczy naznaczył moje miasto (i jego
literaturę) fatalizmem grafomanii, z którego trudno się mu (i jej) do dzisiaj
otrząsnąć” (s. 265). Samozaoranie level master, dziękuję. Omijać szerokim
łukiem.
Moja ocena: 3/10.
Michał Tabaczyński, Kieszonkowa metropolia. W rok dookoła Bydgoszczy
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025
Liczba stron: 284
ISBN: 978-83-8396-075-3
*********************************************************************************
A City Lost to Literature
I'm learning to trust myself. When I picked up
Michał Tabaczyński's "reportage," Pocket Metropolis: A Year Around
Bydgoszcz, I was delighted. Ever since Filip Springer so captivatingly
described Bydgoszcz's interesting architecture in The Book of Delights
(book not translated into English as of June 2026), I've been planning to go to
this city and explore it at my leisure. Naively, I thought that perhaps the
description of this "small homeland," because the author was born,
raised, and lives in the voivodeship capital of the Kuyavian-Pomeranian
Voivodeship, would provide me with insight into this place and its history. It
didn't. I wanted to put the book down after 20 pages, as I was irritated by its
overwrought nature and lack of specifics. However, I decided that maybe I was
wrong, maybe I lacked the necessary intuition, maybe I should give it a chance.
Now, as I force myself to read the final pages with a genuine sense of
futility, I know I was right – it's not worth it.
12 Months Around Bydgoszcz Plus Bonuses
The concept is this – 12 months, each devoted
to a different topic related to Bydgoszcz or the surrounding area, plus an
introduction, epilogue, bibliography, and before that a bonus chapter about the
following January. This author doesn't need to be asked for encores; he gives
them unbidden. Initially, I had hope – Tabaczyński writes beautifully and
warmly about his grandmother, his mother's mother, calling her "Bydgoszcz
incarnate" (p. 14). The introduction to The home city promised a
beautiful, personal, perhaps even intimate book. A promise to show his city,
his memories, perhaps the history of his family, embedded in the city, on its
streets, in its buildings. Unfortunately, from the very next chapter on, things
went from bad to worse.
There's a better word for baroque
The style of this book is terrifying. When I
told my husband I thought Tabaczyński's writing was very baroque, he said I was
being very gentle with him and should have used the proper term. He's right,
the Bydgoszcz writer is a graphomaniac at his worst. Want a sample? Here you
go:
This doesn't mean at all that this battered face didn't have its admirers, those archivists of destruction, connoisseurs of devastation, idolaters of spectacular decline – both visitors and local panegyrists of unstoppable entropy (p. 21).
A second example, equally favourite:
And then she got in. A soldier, dressed in civilian clothes to disguise herself, barely worthy of being called clothes. She must have lived in trenches every day, but these were strange trenches – upside down, not so much exposed but open to fire. It was a target disguised as trenches to disguise itself. (pp. 99-100).
The author truly loves the sound of his own
voice. The entire book is written in a similar style, making it truly difficult
to continue and making the reader want to throw it against the wall. It's a
good thing I have a library copy, because library books are not to be
destroyed.
The Bydgoszcz Theme
You can't learn much about the city's history
from this book; you have to glean this information from the self-indulgent
verbiage. You'll learn more about this city of just over 300,000 inhabitants from
Wikipedia than from Tabaczyński's book. And yet, the author intended us to have
a year to explore it. The city experienced its greatest development under the
Prussian partition. In 1851, a railway line to Königsberg was opened, and the
Bydgoszcz Canal was built, a technological marvel at the time, thanks to which
the city gained even greater commercial importance. Architects such as Gropius
(the Railway Management Building at Dworcowa 63) and Carl Meyer (the current
headquarters of Polish Radio, as well as the gasworks, waterworks, water tower,
and many others) designed city’s buildings, and the city itself was intended to
be an ideal city with a perfect urban plan. Furthermore, one of the largest
chapters in terms of volume is devoted to Polish labor camps (Zimne Wody,
Lęgnów, and Potulice), which operated in Bydgoszcz and the surrounding area
from the end of the war until 1950. On the one hand, the author revives their
memory; in my case, he even brings them into my consciousness, stressing the
cruelty and inhumanity that prevailed there. On the other hand, I can
understand where this came from. Yes, any torture of another human being is an
unjustifiable crime, especially if it is committed against civilians (and here
it was; women, children, and the elderly perished). And yet, I have the
impression that, with the distance of time and from the cosiness of our times,
it's easy to pass judgment and feel a sense of moral superiority. In this
chapter, the author also writes:
This is a very interesting document – also because, contrary to the custom of the time, it spells "Germany" with a capital letter, which was extremely rare until 1947, as Poles abused their own spelling, taking revenge on "germans" (that's how they spelled them in almost all official documents). Someone who read this collection of documents before me, pencil in hand, first marked these "germans" and even shouted somewhere in the margin: "Germany in lowercase!" but quickly stopped, because in every document this abuse of Polish orthography appears repeatedly. (p. 92)
An abuse of Polish orthography... Maybe if they
hadn't slaughtered all our intelligentsia, we'd know how to use dictionaries.
Biased Topics
What else is worth writing about in a guide to
Bydgoszcz? Well, the anti-Semitic newspaper Szabes-Kurjer published in the
1920s obviously (chapter "The Hateful City. August"), next: a chapter
which ridicules astrologers and fortune tellers from the interwar period and
the war with a sense of overwhelming moral superiority (especially since both
gentlemen described are now dead – ironically, they were unable to predict
their own deaths, so – ironically – they cannot refute the accusations), the
monument erected to the victims of the murder of Poles is "a dwelling in
suffering" (p. 252), but the author writes in a slightly different tone
about the murder of Germans in Polish transit camps, anti-Semitism, and the
outrage caused by the removal of former German cemeteries.
The Fatalism of Graphomania
Commenting on the communist monument
commemorating the victims of World War II and the welding of a cross onto one
of its figures, the author writes ironically, "Bydgoszcz rarely provides
such explosive punchlines to its stories" (p. 263). A page later, however,
this sentence backfires on Tabaczyński. Mocking the work of Bydgoszcz poet and
writer Julian Walenty Prejs, he writes: "The first Polish writer from
Bydgoszcz marked my city (and its literature) with the fatalism of graphomania,
from which he (and it) still finds it difficult to shake off" (p. 265).
Self-damage level master, thank you. Avoid at all cost.
My rating: 3/10.
Author: Michał TabaczyńskiTitle: Pocket Metropolis. Around Bydgoszcz in a Year (book not translated into English as of June 2026)
Publishing House: Czarne, Wołowiec 2025
Number of pages: 284
ISBN: 978-83-8396-075-3








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz