Pokazywanie postów oznaczonych etykietą art. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą art. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 września 2026

Laura Cumming, Grom z jasnego nieba Opowieść o sztuce, życiu i nagłej śmierci (Thunderclap: A Memoir of Art and Life and Sudden Death)

Osobiste relacje z holenderskim malarstwem złotego wieku

Po książkę Laury Cumming sięgnęłam przed wyjazdem do Holandii, chcąc się nieco lepiej rozeznać w perłach XVII-wiecznego malarstwa holenderskiego. Pomysł całkiem trafiony przed wizytą w Amsterdamie, gdzie bogactwo muzeów zbija turystę z tropu, a nagromadzenie obrazów choćby w Rijks Muzeum może przyprawić o ból głowy. Z drugiej strony lekturę zaczynałam dwukrotnie, bo przy pierwszym podejściu książka mnie nieco znudziła i dopiero zbliżający się termin wyjazdu zmusił mnie do porządnego zabrania się do lektury. To dość nierówna pozycja.

Cichy bohater – Carel Fabritius

Głównym bohaterem Gromu z jasnego nieba jest Carel Fabritius (1622-12.X.1654), malarz, uczeń Rembrandta, który stworzył swój własny, niepowtarzalny styl. Chociaż zachowało się naprawdę niewiele obrazów na całym świecie (dokładnie 13 sztuk), to Fabritus przeżywa obecnie swoisty renesans. Mi sylwetkę artysty i jego dramatyczne losy przybliżyła powieść Szczygieł Donny Tartt, chociaż Cumming jest dokładniejsza w odtworzeniu losów malarza. Jako krytyk sztuki dotarła do wielu archiwalnych dokumentów i postarała się jak najdokładniej odtworzyć życie artysty, utratę rodziny (wszystkie jego dzieci zmarły za jego życia, jak również jego pierwsza żona). Autorka stara się odczytać wyraz twarzy artysty na autoportretach, dostrzega jego cierpienie i dojrzałość. Patrzy na jego obrazy bez żadnego dystansu, z osobistym zaangażowaniem i wielką wrażliwością, z perspektywy swojego życia i doświadczeń. Dodam, że większość omawianych dzieł jest w książce reprodukowana, co jest naprawdę istotne, bo można samemu spojrzeć na obraz, docenić kompozycję, kolorystykę, ujęcie tematu.

Bohaterowie poboczni

Autorka odmalowuje również współczesnych Fabritiusowi malarzy – jego mistrza Rembrandta, szanowanego i cenionego malarza, który żył ponad stan i zmarł w długach, czy wcześniej mało mi znanego Hendricka Avercampa, głuchoniemego od urodzenia, zwanego niemową z Kampen, który specjalizował się w zimowych scenach na lodowisku, gdzie naśladował Petera Breughla. W jej książce odnajdziemy również martwe natury Adriaena Coorte, Rachel Ruysch czy Marii van Oosterwijck, sporo miejsca poświęcone jest również Gerardowi ter Borch, który jak nikt inny potrafił malować tkaniny i ich blask. O każdej z tych osób podaje jakieś ciekawostki czy wykopane z ksiąg parafialnych i innych dokumentów szczegóły, z zaciekawieniem i wrażliwością odczytuje ich obrazy, robiąc to w ciekawy sposób.

Niepotrzebny bohater – ojciec autorki

Co mam książce do zarzucenia? Dwie rzeczy – przede wszystkim jest chaotyczna. Autorka w kilku miejscach wraca do tych samych tematów, analiz, jakby na powieść składały się napisane wcześniej eseje, których nie dało się już przerobić. Po drugie, Cumming wpisuje w swoją książkę o holenderskim malarstwie złotego wieku sylwetkę swojego ojca, malarza Jamesa Cumminga, a jago twórczość ma się do tej omawianej jak pięść do nosa. Rozumiem, że to ojciec nauczył ją wrażliwości na kolor i kompozycję, jednak uważam ten zabieg trochę za kryproreklamę i chwyt marketingowy, a trochę myślę, że jest to nieeleganckie wykorzystywanie czytelnika i jego uwagi. Dlatego książka zostawiła mnie z mieszanymi uczuciami. Natomiast to, co mi dała, to odkrycie, że o XVII-wiecznej sztuce hlednerskiej pisał przecież również nasz Zbigniew Herbert w Martwej naturze z wędzidłem – i to będzie moja kolejna lektura.

Moja ocena: 6/10.

Laura Cumming, Grom z jasnego nieba Opowieść o sztuce, życiu i nagłej śmierci
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2026
Tłumaczenie: Anna Sak
Liczba stron: 328
ISBN: 978-83-08-08687-2

**********************************************************************************

A personal connection to Dutch Golden Age painting

I picked up Laura Cumming’s book before a trip to the Netherlands, wanting to familiarize myself a bit better with the gems of the 17th-century Dutch painting. It was a sound idea ahead of a visit to Amsterdam, where the sheer wealth of museums can overwhelm a tourist, and the sheer volume of paintings—even just within the Rijksmuseum—can cause a headache. On the other hand, I started reading it twice; the book bored me a little on the first attempt, and it was only the looming departure date that compelled me to really buckle down and read it. It is a rather uneven work.

The quiet protagonist – Carel Fabritius

The central figure of Thunderclap is Carel Fabritius (1622–1654), a painter and pupil of Rembrandt who developed his own unique style. Although very few of his paintings survive worldwide (exactly thirteen), Fabritius is currently experiencing something of a renaissance. I was first introduced to the artist and his dramatic life story through Donna Tartt’s novel The Goldfinch, though Cumming offers a more precise account of the painter’s life. As an art critic, she accessed numerous archival documents and strove to reconstruct the artist’s life—including the loss of his family (all his children, as well as his first wife, died during his lifetime)—with the utmost accuracy. The author attempts to interpret the expressions on the artist’s face in his self-portraits, discerning both his suffering and his maturity. She views his paintings without detachment—with personal engagement and great sensitivity—drawing upon the perspective of her own life and experiences. It is worth noting that most of the works discussed are reproduced in the book; this is crucial, as it allows the reader to examine the paintings firsthand and appreciate their composition, use of color, and treatment of the subject matter.

Supporting figures

The author also portrays painters who were contemporaries of Fabritius: his master Rembrandt—a respected and esteemed artist who lived beyond his means and died in debt—and Hendrick Avercamp, an artist previously unfamiliar to me. Deaf and mute from birth and known as the "Mute of Kampen," Avercamp specialized in winter skating scenes, emulating the style of Pieter Bruegel. The book also features the still-life works of Adriaen Coorte, Rachel Ruysch, and Maria van Oosterwijck, while devoting considerable space to Gerard ter Borch, an artist who possessed an unparalleled ability to capture the sheen and texture of fabrics. For each of these figures, she shares intriguing facts or details unearthed from parish registers and other documents, interpreting their paintings with curiosity, sensitivity, and an engaging narrative style.

An unnecessary figure: the author’s father

What criticisms do I have regarding the book? Two things: primarily, its structure is chaotic. In several places, the author revisits the same topics and analyses, creating the impression that the book is a compilation of previously written essays that could not be fully reworked. Secondly, Cumming weaves the story of her father—the painter James Cumming—into this book about Dutch Golden Age painting; his work bears absolutely no relation to the art being discussed. I understand that it was her father who taught her to appreciate color and composition; however, I view this device partly as covert advertising and a marketing ploy, and partly as an unseemly exploitation of the reader and their attention. That is why the book left me with mixed feelings. On the plus side, it led me to discover that our own Zbigniew Herbert also wrote about 17th-century Dutch art in Still Life with Bridle—and that will be my next read.

My rating: 6/10.


Author: Laura Cumming
Title: Thunderclap: A Memoir of Art and Life and Sudden Death
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2026
Translation: Anna Sak
Page count: 328
ISBN: 978-83-08-08687-2

niedziela, 31 maja 2026

Angelika Kuźniak, Stryjeńska Diabli nadali

Zawsze samotna, zawsze w postawie żebraczej, zawsze upokorzona

Na fali biografii Agathy Christie sięgnęłam po pożyczoną i czekającą cierpliwie w kolejce książkę Angeliki Kuźniak Stryjeńska Diabli nadali. Chociaż interesuję się malarstwem, lubię chodzić po muzeach i oglądać obrazy i reprodukcje, to przyznam, że postać polskiej artystki z XX wieku znam słabo, a jej twórczość prawie wcale.

Burzliwe życie w burzliwych czasach

Biografia artystki pióra Angeliki Kuźniak pokazuje Stryjeńską jako pełnokrwistą, temperamentną kobietę o naprawdę burzliwym życiu. Urodzona 13 maja 1891 roku w Krakowie, z domu Lubańska, jako mała dziewczynka spędzała wiele godzin w sklepie z galanterią skórzaną swojego ojca, podglądając i rysując jego klientów. Sztuka pociągała ją więc od samego początku, Zofia uczęszczała na wiele kursów, oraz jako Tadeusz Grzymała Lubański została przyjęta na Akademię Sztuk Pięknych w Monachium, gdzie kobiety nie mogły studiować. Uciekła, zanim wybuchł skandal, po około roku. Mieszkała i tworzyła w Krakowie, w 1916 roku wyszła za mąż za Karola Stryjeńskiego, wielką i ognistą miłość swojego życia, z którym miała trójkę dzieci – córkę Magdę i synów bliźniaków Jacka i Jana. Dla męża artystka przeprowadziła się do Zakopanego i dzieliła swoje życie pomiędzy kilka miast – również Kraków i Warszawę. Stryjeńska znała się i przyjaźniła z największymi nazwiskami swojej epoki – Magdaleną Samozwaniec, Marią Pawlikowską-Jasnorzewską, bywała u Tadeusza Boya-Żeleńskiego, Władysława Reymonta, znała Wyspiańskiego, Żeromskiego, Witkacego (z którym jej mąż miał się strzelać, ale w końcu do pojedynku nie doszło). W małżeństwie szybko przestało się układać, małżonkowie dużo czasu spędzali osobno, każde pochłonięte swoją pracą i oboje obdarzeni ogromnym i wybuchowym temperamentem. Rozwód nastąpił w 1927 roku, a mąż przyczynił się do dwukrotnego krótkiego umieszczenia Zofii w szpitalu dla osób psychicznie chorych. Co ciekawe, dziećmi zajmowała się głównie rodzina męża, a Stryjeńska miała dla nich mało czasu, wciąż tworząc i podróżując z miejsca na miejsce. Artystka całe życie prowadziła jako nomadka – nie miała stałego adresu, zresztą po drugiej wojnie światowej wyprowadziła się na stałe z Polski, kiedy jej kariera przygasła w komunistycznej rzeczywistości.

Folklor w centrum

Artystycznie artystka skupiała się na polskim folklorze i słowiańszczyźnie, namalowała kilka cykli – Tańce polskie, Bożki słowiańskie, Pascha, Pory roku, Kolędy, Pastorałka, wykonała projekt poświęcony świątyni słowiańskiej – Witezjon, tworzyła i projektowała zabawki dla dzieci, kilimy, jak również malowała freski i projektowała polichromie, np. kamienice rynku Starego Miasta w Warszawie czy Sali warszawskiej cukierni Wedla. Artystka była również autorką dekoracji i kostiumów do baletu Harnasie, współpracowała w zakresie scenografii z Teatrem Miejskim w Krakowie. Jej prace są kolorowe, dynamiczne, postaci są często przedstawione w ruchu, widać całą, dynamiczną sylwetkę. Fascynowała ją słowiańszczyzna, ludowe wierzenia, życie blisko natury i zgodnie z jej rytmem. Chociaż zgłębiała temat mitologii słowiańskiej, całe życie była głęboko wierząca i trzymała się głownie katolicyzmu. Drugi paradoks – mimo wielowątkowej i bogatej twórczości Stryjeńska cały czas była w długach, ścigai ją wierzyciele, często nie miała za co żyć. Nie umiała zarządzać swoją twórczością i tak naprawdę zaczęła prowadzić spokojniejszą egzystencję, kiedy pomagały jej dorosłe już dzieci.

Głosem Stryjeńskiej

Kuźniak miała dostęp do naprawdę unikatowych dokumentów, między innymi skrupulatnie prowadzonych przez artystkę notatników, do których wklejała listy, bilety, wizytówki (Stryjeńska jako prekursorka scrapbookingu!). Kuźniak przytacza wiele fragmentów, co daje nam wgląd w burzliwe emocje artystki, ale również w jej własne postrzeganie swojej sytuacji, jej unikatowy, barwny język, wyrażenia dla niej charakterystyczne. Daje to wnikliwy, dokładny i przejmujący portret wielkiego talentu i trudnego charakteru malarki, jej chaotycznej natury, ale też obraz trudnych czasów, w których przyszło jej żyć (przetrwała dwie wojny światowe, a jak wiadomo, w czasach tak drastycznego kryzysu twórczość artystyczna nie jest absolutnym priorytetem). Chociaż książka momentami odbija nieuporządkowany charakter bohaterki, nie zawsze wiadomo, o kim Kuźniak właśnie pisze albo gdzie się dana osoba znajduje, warto sięgnąć po tą ciekawą pozycję. Mi dała dwie rzeczy – uświadomienie sobie, jak bogaty kulturalnie i buzujący był świat 20-lecia międzywojennego, ile się tam wtedy działo i jak ludzie byli ze sobą powiązani, a drugi był moment wzruszenia, kiedy Stryjeńska dostaje list z informacją o śmierci swojej matki, Anny Lubańskiej. Stryjeńska wklei go do swoich pamiętników, kopertę obrysuje grubą czarną krechą i napisze grubymi czarnymi literami MAMA. Nawet dla tej jednej strony warto było przeczytać całą książkę. Za to Autorce dziękuję.

Moja ocena: 7/10.


Angelika Kuźniak, Stryjeńska Diabli nadali
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015
Liczba stron: 344
ISBN: 978-83-8049-179-3

**********************************************************************************

Always lonely, always in a begging posture, always humiliated

Following the wave of Agatha Christie's biography, I reached for Angelika Kuźniak's book, Stryjeńska. The Devil’s Lot, which I had been patiently waiting for. Although I'm interested in painting, enjoy visiting museums, and looking at paintings and reproductions, I admit that I'm not very familiar with this 20th-century Polish artist, and I know almost nothing about her work.

A Turbulent Life in Turbulent Times

Angelica Kuźniak's biography of the artist portrays Stryjeńska as a full-blooded, temperamental woman with a truly turbulent life. Born on May 13, 1891, in Kraków, née Lubańska, as a little girl she spent many hours in her father's leather goods shop, observing and drawing his customers. Art captivated her from the very beginning. Zofia attended numerous courses and, as Tadeusz Grzymała Lubański, was accepted into the Academy of Fine Arts in Munich, where women were not allowed to study. She escaped after about a year before the scandal erupted. She lived and worked in Kraków, and in 1916 she married Karol Stryjeński, the great and fiery love of her life, with whom she had three children – a daughter, Magda, and twin sons, Jacek and Jan. For her husband, the artist moved to Zakopane and divided her life between several cities – including Kraków and Warsaw. Stryjeńska knew and was friends with the greatest names of her era – Magdalena Samozwaniec and Maria Pawlikowska-Jasnorzewska; she frequented Tadeusz Boy-Żeleński and Władysław Reymont; she knew Wyspiański, Żeromski, and Witkacy (with whom her husband allegedly engaged in a shooting match, but the duel ultimately never took place). The marriage quickly fell apart, with the couple spending much time apart, each absorbed in their work and both possessing a fierce and explosive temperament. The divorce took place in 1927, and her husband contributed to Zofia's two brief stays in a mental hospital. Interestingly, the children were primarily cared for by her husband's family, and Stryjeńska had little time for them, constantly creating and traveling from place to place. The artist lived her entire life as a nomad – she had no permanent address, and after World War II, she permanently moved out of Poland when her career faded under the communist regime.

Folklore at the Center

Artistically, the artist focused on Polish folklore and Slavic culture. She painted several series – Polish Dances, Slavic Gods, Pesach, Seasons, Carols, and Pastoral. She also completed a project dedicated to the Slavic temple – Witezjon. She created and designed children's toys and kilims, as well as painting frescoes and designing polychromes, for example, for the tenement houses in Warsaw's Old Town Market Square and the hall of the Wedel confectionary in Warsaw. The artist also designed the sets and costumes for the ballet Harnasie and collaborated on the set design with the Municipal Theatre in Krakow. Her works are colorful and dynamic; the figures are often depicted in motion, revealing the full, dynamic silhouette. She was fascinated by Slavic culture, folk beliefs, and living close to nature and in harmony with its rhythms. Although she explored Slavic mythology, she remained deeply religious throughout her life and adhered primarily to Catholicism. The second paradox – despite her multifaceted and prolific oeuvre, Stryjeńska was constantly in debt, pursued by creditors, and often had nothing to live on. She was unable to manage her work and, in fact, began to lead a more peaceful existence when her now-adult children helped her.

In Stryjeńska's Voice

Kuźniak had access to truly unique documents, including the artist's meticulously kept notebooks, into which she pasted letters, tickets, and business cards (Stryjeńska as a pioneer of scrapbooking!). Kuźniak cites numerous excerpts, giving us insight into the artist's turbulent emotions, but also into her own perception of her situation, her unique, vivid language, and her characteristic expressions. This creates an insightful, precise, and moving portrait of the painter's great talent and challenging personality, her chaotic nature, but also a picture of the difficult times in which she lived (she survived two world wars, and as we know, in times of such drastic crisis, artistic creation is not an absolute priority). Although the book at times reflects the protagonist's chaotic nature, and it's not always clear who Kuźniak is writing about or where a particular person is, it's worth picking up this interesting book. It gave me two things: a realization of how culturally rich and vibrant the interwar period was, how much was happening there, and how interconnected people were. Secondly, there was a touching moment when Stryjeńska received a letter informing her of the death of her mother, Anna Lubańska. Stryjeńska would paste it into her diaries, outline the envelope with a thick black line, and write "MOM" in bold black letters. Even for this one page, the entire book was worth reading. For that, I thank the author.

My rating: 7/10.


Author: Angelika Kuźniak
Title: Stryjeńska. The Devil’s Lot (book not translated to English as of May 2026)
Publishing House: Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015
Number of pages: 344
ISBN: 978-83-8049-179-3

 

niedziela, 17 września 2023

Leszek Szurkowski, Barbara Banaś, Secesja, Jugendstil, Art Nouveau Wrocław

Perełka o wrocławskiej secesji

W 2009 roku wydawnictwo CoLibros wydało album Barbary Banaś i Leszka Szurkowskiego Secesja Jugenstihl Art Nouveau Wrocław. Ta zachwycająca rzetelnością informacji i opracowaniem graficznym monografia poświęcona jest secesji na terenie Wrocławia.

Historia Secesji we Wrocławiu

Barbara Banaś jest doktorem historii sztuki i zastępcą dyrektora Muzeum Narodowego we Wrocławiu, natomiast Leszek Szurkowski to fotograf. Razem stworzyli niezwykle przemyślaną i piękną książkę, która powinna być pozycją obowiązkową w domu każdej osoby zainteresowanej Wrocławiem. Album rozpoczyna się arcyciekawym wstępem o historii stolicy Dolnego Śląska, rozpoczynającym się od roku 1807, a więc zajęcia miasta przez wojska napoleońskie i związaną z tym decyzją o rozbiorze murów miejskich. Spowodowało to otwarcie miasta, prace nad planem budowlanym (finalnie opracowanym dopiero w 1856 roku) i gwałtowny wzrost liczby mieszkańców. Miasto, które w latach 70-tych XIX wieku liczyło 200 tysięcy mieszkańców, już z początkiem XX wieku miało ich ponad 400 tysięcy. Można więc mówić o swoistym boomie budowlanym – kamienice wyrastały jak po deszczu. Szczęśliwie dla Wrocławia w Europie Zachodniej panowała wtedy secesyjna moda, i wiele budynków z tego okresu reprezentuje ten niezwykle dekoracyjny styl.

Struktura książki

Po 40-stronicowym, bogato ilustrowanym wstępie, autorzy przedstawiają poszczególne dzielnice wraz z mapkami z zaznaczoną lokalizacją opisywanych budynków. Zwiedzamy więc Rynek i okolice, wrocławskie Promenady, dzielnicę żydowską, Ołbin i Przedmieście Piaskowe, spacerujemy wzdłuż ulic Piastowskiej i Reja, a potem w trójkącie Norwida, Curie-Skłodowskiej i wybrzeża Wyspiańskiego, by przez Przedmieście Oławskie i okolice Dawnego Pola Stawowego (dzisiejsze rejony Dworca Głównego) dotrzeć aż na peryferia – na Borek, Krzyki i Leśnicę.  

Książka zawiera również indeks ilustracji, wykaz działających w tamtych czasach architektów i firm budowlanych, oraz dawne i obecne nazwy ulic. No perełka. Szkoda, że książka jest tak duża i niewygodnie się  z nią spaceruje, by móc obejrzeć przedstawione w niej zabytki na żywo. Tutaj szczególną wartością są fotografie Szurkowskiego, pokazujące zbliżenia architektonicznych detali, które z poziomu ulicy zazwyczaj nie są dostępne. Naprawdę rzadko się zdarza, by materiał graficzny był przygotowany z taką pieczołowitością i smakiem. Choć książka nie jest długa, kontemplowanie pięknych zdjęć (których jest prawie 800), chłonięcie zawartego w niej materiału zabiera sporo czasu i daje ogrom przyjemności.




Album nie jest przeznaczony tylko i wyłącznie na rynek polski – trójjęzyczny tytuł nie jest przypadkiem, wszystkie treści są w trzech językach – polskim, angielskim i niemieckim. Staranność opracowania, wyjaśnienie detali, uwaga autorów przy wyjaśnianiu zastosowanej ikonografii sprawia, że album objaśnia obserwowaną z zachwytem rzeczywistość, odpowiada na zadawane sobie w głowie pytania, pokazuje detale, których się wcześniej nie widziało. Dla mnie absolutny must have!

Moja ocena: 10/10.


Leszek Szurkowski, Barbara Banaś, Secesja, Jugendstil, Art Nouveau Wrocław
Wydawnicto Co-Libros, Wrocław 2009
Liczba stron: 288
ISBN: 978-83-927442-0-7

*************************************************************************

A delightful monograph on Wroclaw’s Art Nouveau style

In 2009, the CoLibros Publishing House released the album Secesja Jugenstihl Art Nouveau Wrocław by Barbara Banaś and Leszek Szurkowski. This monograph, which delights with the reliability of information and graphic design, is devoted to Art Nouveau in Wrocław.


History of Art Nouveau in Wrocław

Barbara Banaś holds a PhD in art history and is a deputy director of the National Museum in Wrocław, while Leszek Szurkowski is a photographer. Together, they created an extremely well-thought-out and beautiful book that should be a must-have in the home of every person interested in Wrocław. The album begins with an extremely interesting introduction about the history of the capital of Lower Silesia, starting from 1807, i.e. the seizure of the city by Napoleon's army and the related decision to dismantle the city walls. This resulted in the opening of the city, work on the construction plan (finally developed only in 1856) and a rapid increase in the number of inhabitants. The city, which had 200,000 inhabitants in the 1870s, already had over 400,000 at the beginning of the 20th century. So we can talk about a kind of construction boom - tenement houses sprang up like mushrooms. Fortunately for Wrocław, Western Europe was in the Art Nouveau fashion at the time, and many buildings from this period represent this highly decorative style.

The structure of the book

After a 40-page richly illustrated introduction, the authors present individual districts along with maps with marked locations of the described buildings. So we visit the Market Square and the surrounding area, the Promenades in Wrocław, the Jewish quarter, Ołbin and Przedmieście Piaskowe, we walk along Piastowska and Reja Streets, and then in the triangle of Norwida, Curie-Skłodowska and the Wyspiańskiego coast, through Przedmieście Oławskie and the vicinity of the Former Pola Stawowe (today's areas of the Main Railway Station) to reach the outskirts - Borek, Krzyki and Leśnica. 

The book also includes an index of illustrations, a list of architects and construction companies active at the time, and past and present street names. Well, an absolute gem. It is a pity that the book is so large and it is inconvenient to walk around with it to see the monuments presented in it live. Szurkowski's photographs are of particular value here, showing close-ups of architectural details that are usually not accessible from the street level. It is really rare that the graphic material is prepared with such care and taste. Although the book is not long, contemplating the beautiful photos (of which there are almost 800), absorbing the material takes a lot of time and gives a lot of pleasure.

The album is not intended only for the Polish market - the trilingual title is not a coincidence, all content is in three languages - Polish, English and German. Careful preparation, explanation of details, the authors' attention when explaining the iconography used make the album explain the reality observed with delight, answer the questions asked in the head, show details that have not been seen before. An absolute must-have for me!

My rating: 10/10.

 

Authors: Leszek Szurkowski, Barbara Banaś
Title: Secesja, Jugendstil, Art Nouveau Wrocław
Publishing House: Co-Libros, Wrocław 2009
Number of pages: 288
ISBN: 978-83-927442-0-7

poniedziałek, 18 maja 2020

Virginie Greiner, Daphné Collignon, Tamara Łempicka (Tamara de Lepmicka)


Nie wiem, czego się spodziewałam, ale na pewno czegoś więcej. Krótki - bo zaledwie 48-stronicowy - komiks autorstwa Virginie Greiner z bardzo dobrymi ilustracjami Daphné Collignon opowiada o przełomowym momencie z życiu artystki Tamary Łempickiej, kiedy wraz z mężem i córką uciekła z ogarniętej rewolucją bolszewicką Rosji do Paryża. Książka jest uzupełniona krótką notką biograficzną autorstwa Dimitri Joannidèsa. Komiks jest ładny, utrzymany w stonowanej tonacji brązów i szarości, jakby osnuty patyną czasu. Ale to lektura na co najwyżej godzinę, może mniej, i raczej tylko na raz.

Dla sztuki trzeba być gotową na wszystko

 Komiks skupia się na dwóch ważnych momentach w życiu Łempickiej - rozkwicie jej kariery w Paryżu, związanym z bujnym życiem towarzyskim, bywaniem w socjecie, płynącymi szeroko zamówieniami na portrety i poszukiwaniem idealnej modelki, pożądanie do której da się przelać na płótno, i wynikającym z tego rozpadzie małżeństwa z hrabią Tadeuszem Łempickim. Podczas gdy artystka rzuciła się w bujny wir życia towarzyskiego, skupiła na rozwijaniu swojego talentu i poszukiwaniu swojej artystycznej drogi, jej mąż pozostał duchem w nieistniejącej już carskiej Rosji, a smutki topił w alkoholu. Łempicka pokazana jest jako kobieta ambitna, wyzwolona, świadoma siebie i swojej artystycznej drogi, jak i związanych z nią wymagań i wyrzeczeń. Kobieta zainteresowana nowymi doznaniami, tak z mężczyznami, jak i z kobietami. Sama odpowiada na zarzuty swojego męża, że gdyby była mężczyzną, jej zachowanie nie gorszyłoby nikogo.

Totalny poryw artystycznego pożądania

Komiks w dość oszczędny sposób pokazuje twórczość Łempickiej - pokazana jest geneza powstawania płótna Piękna Rafaela (1927) oraz kilka płócien w części biograficznej. Dużo jest więc o twórczości i sztuce oraz jej dominującej roli w życiu artystki, ale samej sztuki już stosunkowo niewiele. A szkoda. Chyba to jest największy mój zarzut pod adresem tej książki. Sama fabuła napisana jest bardzo starannie, ze skupieniem na pokazaniu realiów epoki, znajomości artystki z ważnymi osobistościami tego czasu (m.in. André Gide, profesor Lhote), bujnym życiem nocnym Paryża i wydawanymi przez Łempicką wystawnymi przyjęciami. Jednak nie porwała mnie, bo Łempickiej-artystki było w nim za mało.


Moja ocena: 5/10.


Virginie Greiner, Daphné Collignon, Tamara Łempicka
Wydawnictwo Marginesy
Warszawa 2019
Tłumaczenie: Paweł Łapiński
Liczba stron: 56
ISBN: 978-83-66335-49-3

____________________________________________________________________________

I don't know what I’ve expected, but certainly something more. A short - only 48-page - comic book by Virgina Greiner with very good illustrations by Daphné Collignon tells the story of a breakthrough in the life of the artist Tamara Łempicka, when she, with her husband and daughter, escaped from the Bolshevik revolution of Russia to Paris. The book is supplemented with a short biographical note by Dimitri Joannidès. The comic is well-drawn, in a subdued tone of browns and gray, as if wrapped in a patina of time. But it makes a reading for at most an hour, maybe less, and rather only once.

For art, you have to be ready for anything

The comic book focuses on two important moments in Łempicka's life - the flourishing of her career in Paris, associated with lush social life, being in society, wide desire for her portraits and the search for the perfect model, the desire for whom can be poured onto the canvas, and the resulting breakdown of marriage with Count Tadeusz Łempicki. While the artist threw herself into the lush vortex of social life, she focused on developing her talent and searching for her artistic path, her husband’s spirit remained in the now non-existent Tsarist Russia, and the man has drowned his sorrows in alcohol. Łempicka is shown as an ambitious, liberated woman, aware of herself and her artistic path, as well as the requirements and sacrifices associated with her. A woman interested in new experiences, both with men and women. She answers her husband's accusations with an argument that if she was a man her behavior would not be shocking at all.

A powerful tide of artistic desire

The comic in a rather sparse way shows Łempicka's work - the genesis of the creation of the canvas The Beautiful Raphaela (1927) and several other works od are in the biographical part are shown. So, there is a lot about creativity and art and its dominant role in the artist's life, but art itself is relatively sparse. It's a pity. I think this is my biggest complaint about this book. The plot itself is written very carefully, with strong focus on showing the realities of the era, the artist's acquaintance with important personalities of the time (including André Gide, Professor Lhote), the lush nightlife of Paris and lavish parties issued by Łempicka. However, I am not convinced by the book nd feel the strong urge to grab a proper album with Łempicka’s works.


My rating: 5/10.



Authors: Virginie Greiner, Daphné Collignon
Title: Tamara de Lempicka
Publishing House: Marginsy
Warsaw 2019
Translation: Paweł Łapiński
Number of pages: 56
ISBN: 978-83-66335-49-3




Tessa Caponi-Borawska, Agnieszka Drotkiewicz, Smak kwiatów pomarańczy Rozmowy o kuchni i kulturze


Nie zawsze piękna okładka i dobre wydawnictwo są gwarantem dobrej lektury. Tak było i w przypadku Smaku kwiatów pomarańczy Tessy Caponi-Borawskiej i Agnieszki Drotkiewicz. Skusiła mnie ciekawa, piękna, niebanalna, niemal barokowa okładka, ale środek mocno rozczarował.

Gdzie tematów sześć, tam nie ma co jeść

Książka składa się z 11 rozdziałów o niezwiązanej ze sobą, szerokiej tematyce. Od uczt na kardynalskim dworze, przez przegląd pierwszych książek kucharskich, martwe natury (bez ilustracji), ewolucję pomieszczenia kuchennego, miejsce i rolę kobiety w kuchni, kulinarne blogi, ważne tematy marnowania jedzenia i jakości posiłków, aż po przemiany polskiej kuchni w latach 80-tych i 90-tych. No wszystko i nic. A co gorsza, książce brak redakcyjnej spójności - większa część to wywiad, zresztą na początku przeprowadzany w nieakceptowalny stylistycznie sposób ("Jakie miejsce ma brioche w Twoim życiu śniadaniowym?", "A jaki jest Twój stosunek do aromatu kwiatu pomarańczy?", "Opowiedz mi o Twoim stosunku do śledzia." "Jakie miejsce mają czerwone owoce w Twoim życiu i w Twojej kuchni?"), ale zdarza się wymiana maili, artykuły publikowane wcześniej w innych miejscach, a już krótka wstawka o roli chleba w Twórczości Heinricha Bölla (czemu akurat on? Czemu z tak obszernymi cytatami? W książce polsko-włoskiej nagle pisarz niemiecki) przelała czarę goryczy. Ciekawy pomysł na rozmowy o kuchni, jej roli w kulturze i odbiciu w malarstwie i literaturze przerodził się w istny śmietnik w celu nadania książce objętości.

Smakowite kąski

Zawsze staram się coś z danej książki dla siebie wyciągnąć i zapamiętać. Z tej zostanie mi rozdział Trzy kobiety, wyglądający na publikowany już gdzieś wcześniej artykuł Agnieszki Drotkiewicz. To soczysty kawałek prozy o trzech blogach kulinarnych:
·       https://smittenkitchen.com/ autorstwa Deb Perelman (Nowy Jork);
·       https://www.rachelseats.com/ Rachel Roddy (Rzym)
·       Manger - http://mimithorisson.com/ (Francja).
Oczywiście oglądałam je w trakcie i blog Mimi Thorisson stał się moją obsesją.
Po drugie - fascynujący był opis uczty wydanej w 1483 roku przez tytularnego kardynała bazyliki św. Sykstusa w Rzymie, siostrzeńca papieża,  Pietro Riario, na cześć Eleanory Aragońskiej, córki króla Neapolu, przyszłej żony księcia Ferrary. Opis tego bankietu to uczta dla wyobraźni, ale również spora dawka wiedzy o panujących wtedy obyczajach, serwowanych daniach, zachowaniu przy stole i marnowaniu jedzenia. Ostatnim dla mnie plusem są ilustracje-kolaże Mroux, przypominające nieco wycinanki-kolaże Wisławy Szymborskiej, wnoszące do książki grubą warstwę estetyki i poczucia humoru.
W tym galimatiasie ciężko się połapać, a tematy przypadkowo łapane i włączane do książki skutecznie zepsuły mi przyjemność z lektury.

Moja ocena: 3/10

Tessa Caponi-Borawska, Agnieszka Drotkiewicz, Smak kwiatów pomarańczy Rozmowy o kuchni i kulturze
Wydawnictwo Czarne
Wołowiec 2018
Liczba stron: 200
ISBN: 978-83-8049-729-0







_________________________________________________________________________

Not always a beautiful cover and a good publishing house guarantee good reading. This was also the case with The Taste of Orange Flowers by Tessa Caponi-Borawska and Agnieszka Drotkiewicz. I was tempted by an interesting, beautiful, original, almost baroque cover, but the inside disappointed me a lot.

A Leftover Dish

The book consists of 11 chapters with a wide range of unrelated topics. From feasts at the cardinal's court, through the review of the first cookbooks, still lifes (without illustrations), evolution of the kitchen room, place and role of a woman in the kitchen, culinary blogs, important topics of food waste and quality of meals, to the transformation of Polish cuisine in the 1980s and 1990s. Everything and nothing. And what is worse, the book lacks editorial coherence - most of it is an interview, in the beginning conducted in a stylistically unacceptable way (‘What place does a brioche hold in your breakfast life?’, ‘And what is your attitude to the aroma of orange blossom?’, ‘Tell me about your attitude to herring.’ ‘What is the place of red fruits in your life and in your kitchen?’), but there is also an exchange of emails, articles previously published elsewhere, and a short passage about the role of bread in the works of Heinrich Böll (why him? Why with such extensive quotes? suddenly a German writer appears in a Polish-Italian book) was the last straw that broke the camel’s neck. An interesting idea of conversations about the kitchen, its role in culture and its reflection in art and literature turned into a real heap of garbage collected to add volume to the book.

Tasty bits and pieces

I always try to get something out for myself from a given book and remember it. From this one I will definately remember the chapter titled Three Women, which looks like Agnieszka Drotkiewicz's article published somewhere else already. This is a juicy piece of prose about three culinary blogs:
• https://smittenkitchen.com/ by Deb Perelman (New York);
• https://www.rachelseats.com/ Rachel Roddy (Rome)
• Manger - http://mimithorisson.com/ (France).
Of course, I checked them during the reading and Mimi Thorisson’s blog became my obsession.
Secondly, the description of the feast published in 1483 by the titular cardinal of the basilica of St. Sixtus in Rome, the nephew of the Pope, Pietro Riario, in honor of Eleanora of Aragon, the daughter of the King of Naples, the future wife of Prince of Ferrara. The description of this banquet is a feast for the imagination, but also a large dose of knowledge about the prevailing customs of the time, served dishes, proper behavior and immense waste of food. The last advantage for me are Mroux's collage illustrations, reminiscent of Wisława Szymborska's collages, bringing a thick layer of aesthetics and a sense of humor to the book.

And yet, there is no leading topic and the multitude of unattached themes and styles has spoiled the broth.


My rating: 3/10

Authors: Tessa Caponi-Borawska, Agnieszka Drotkiewicz
Title: The Taste of Orange Flowers Talks about Cuisine and Culture
Publishing House: Wydawnictwo Czarne
Wołowiec 2018
Number of pages: 200
ISBN: 978-83-8049-729-0

sobota, 29 lutego 2020

Donna Tartt, Szczygieł (The Goldfinch)

Marzyłam o tej książce od momentu, kiedy ją kupiłam. Zaplanowałam sobie, że przeczytam ją podczas krótkiego pobytu w Karpaczu, i chociaż mi się nie udało, zawsze już będzie kojarzyć mi się z tym miejscem.
Szczygieł to przede wszystkim pean na cześć wielkiej sztuki, dokładna analiza tytułowego obrazu Fabritiusa i masa rozważań nad tym, co wyróżnia naprawdę wyjątkowe dzieła. Czytając nagrodzoną Pulitzerem książkę Donny Tartt, wciąż sięgałam po telefon, by obejrzeć kolejne wymieniane przez nią obrazy, czy posłuchać muzyki, której słuchają bohaterowie. Pełne zanurzenie!

Fabuła


Szczygieł to historia Theo Deckera, którego poznajemy, kiedy w Amsterdamie w hotelu stara się pozostać anonimowy, bojąc się przyjazdu policji. Jednak kluczem do jego historii jest zamach w Metropolitan Museum of Art, gdy chłopak ma lat 13. W zamachu ginie jego matka, a Theo poznaje Welty'ego i jego płomiennorudą wnuczkę Pippę. Theo jest z Weltym, kiedy ten umiera i na jego polecenie chowa do torby bezcenny obraz Fabritiusa Szczygieł, a także zobowiązuje się oddać powierzony mu pierścień jego rodzinie. Kiedy po kilku tygodniach ta sytuacja na powrót mu się przypomina, chłopak odnajduje sklep ze starociami i poznaje tam swojego późniejszego przyjaciela na całe życie, Hobiego.
Sytuacja rodzinna Theo jest skomplikowana, a jego dziadkowie nie chcą i nie mogą się nim zająć, więc chłopak trafia do rodziny swojego przyjaciela, Andiego. Elegancki salon państwa Barbour jest dla niego fantastycznym schronieniem, aż do niespodziewanego pojawienia się ojca wraz z partnerką Xandrą. Bez zbędnych dyskusji mężczyzna zabiera swojego syna do Las Vegas, gdzie chłopak wychowuje się w zasadzie bez żadnego nadzoru. Nawiązuje tam przyjaźń z młodym Ukraińcem Borisem, która będzie go naprawdę wiele kosztować.

Kiedy jego ojciec ginie w wypadku samochodowym, przerażony wizją opieki społecznej chłopak zgarnia kilka rzeczy, zapakowany obraz i psa Popczika i ucieka do Nowego Jorku, gdzie znajduje schronienie u Hobiego. Odnawia znajomość z rodziną Barbour i dowiaduje się od ich najstarszego syna, Pratta, że pan Barbour wraz z Andym utopili się podczas burzy. Theo zaczyna często odwiedzać panią Barbour, w związku z czym nie wiadomo kiedy i jak zaręcza się z córką państwa Barbour, Kitsey, i planuje z nią ślub.
W międzyczasie spotyka w Nowym Jorku Borisa i okazuje się, że tak pieczołowicie przez niego skrywany i przechowywany obraz został przez przyjaciela skradziony jeszcze w Nevadzie. Pojawia się szansa na odzyskanie go i mężczyźni wyjeżdżają do Amsterdamu, by go odzyskać. Ryzykowny plan się jednak nie udaje, obraz ponownie znika, a Theo zostaje mordercą, ratując swojemu przyjacielowi życie. Sprawa zostaje jednak sprytnie rozegrana, Boris i Theo dostają nagrodę za wskazówkę, gdzie obrazy mogą byś schowane, a opiewa ona na ładnych kilka milionów dolarów. Zaginione dzieła wracają do muzeów, a Theo może mieć prawie czyste sumienie.

Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie dobro czyni


Powiem szczerze, że książka wydawała mi się mocno przegadana i taka sobie niemal do ostatniego rozdziału, ale to właśnie ostatni rozdział ją uratował. Punkt zborny stanowi niemal traktat filozoficzny o dobru i złu, o nieuchwytnej naturze rzeczy, o różnicach w postrzeganiu.




"(...) dobro nie zawsze wynika z dobrych uczynków, a złe uczynki nie zawsze są skutkiem zła (...)", mówi Boris, starając się pocieszyć przyjaciela po oddanych przez niego, celnych strzałach (s. 810). "(...) ja osobiście nigdy nie wyznaczałem tak wyraźnej granicy między "dobrem" a "złem" jak ty. Dla mnie: ta granica jest często fałszywa. Jedno i drugie nigdy nie jest całkiem rozdzielone. Jedno nie może istnieć bez drugiego." (s. 811)



Tym samym Tartt dołącza do innych wielkich traktatów o naturze dobra i zła, a nawiązań do wybitnych utworów literackich, jest naprawdę sporo:
  • Idiota Dostojewskiego
  • Ziemia, planeta ludzi Exupery'ego
  • Linia piękna Allana Holinghursta ("Linia piękna jest linią piękna. Nieważne, czy przeszła sto razy przez ksero." s. 821)
To chyba właśnie Boris, może w hołdzie wielkim pisarzom rosyjskim, wygłasza najważniejsze uwagi w całej książce, zauważając, między innymi, że życie jest okrutne i niesprawiedliwe, nie ma komu złożyć zażalenia na los, ale to gra, w którą można grać z pewnego rodzaju przyjemnością.

Theo jest bohaterem ułomnym, pokiereszowanym przez los, cierpiącym na traumę po wydarzeniach z dzieciństwa. Niepogodzonym ze swoim losem, tęskniącym za matką - zniknęła, gdy była jeszcze punktem orientacyjnym w jego życiu. Powrót do normalności po jej śmierci wydaje mu się zdradą wobec niej:

"(...) powrót do normalnych zajęć wydawał mi się czymś nielojalnym, niewłaściwym. Przeżywałem wstrząs za każdym razem, gdy zdawałem sobie z tego sprawę, kolejne uderzenie w twarz - odeszła. Wszystkie nowe wydarzenia, wszystkie czynności przez resztę życia miały nas tylko bardziej rozdzielić: dni, których nie była już częścią, wydłużający się dystans między nami. Każdego kolejnego dnia przez resztę mojego życia miała się oddalać coraz bardziej." s. 96

Zaczyna w zupełnie innym punkcie, niż jego rówieśnicy, i zapewne doświadcza więcej, niż jest w stanie znieść. Cierpi.

"I mam nadzieję, że kryje się tu jakaś głębsza prawda o cierpieniu, przynajmniej tak, jak ja je rozumiem, chociaż uzmysłowiłem sobie, że jedyne prawdy, które mają dla mnie znaczenie, to te, których nie rozumiem lub nie jestem w stanie zrozumieć. Wszystko, co tajemnicze, dwuznaczne, niewyjaśnione. Co nie pasuje do opowieści lub jej nie ma. Jasny błysk na prawie niewidocznym łańcuchu. Plamka słońca na żółtej ścianie. Samotność, która oddziela każdą żywą istotę od każdej innej żywej istoty. Smutek nierozerwalnie związany z radością." s. 834

Staje się wrażliwszy na otaczający go świat - dostrzega podobieństwa pomiędzy swoją sytuacją po śmierci matki a w rodzinie Barbour po odejściu dwóch jej członków: "Znałem ten bezruch; tak właśnie zapada się w sobie dom, gdy ktoś umiera," zauważa (s. 132). Jego związek z Pippą nie jest możliwy ze względu na łączące ich traumatyczne doświadczenia z dzieciństwa, mimo, że Theo jest w niej tak zakochany, że czuje się, jakby głowę miał w deszczowych chmurach, serce w niebie (s. 172).

Sztuka w centrum uwagi


Siłą rzeczy w książce znajduje się także sporo rozważań o sztuce.

"(...) między "rzeczywistością" z jednej strony a punktem, gdzie umysł styka się z rzeczywistością, istnieje strefa pośrednia, tęczowa krawędź, gdzie rodzi się piękno, gdzie dwie zupełnie różne powierzchnie mieszają się i stapiają, przynosząc coś, czego nie jest w stanie dać życie: w tej przestrzeni mieści się cała sztuka i magia." (s. 838)



"strefa pośrednia, polichromiczna rubież między prawdą i nieprawdą" s. 839



"Ale ten obraz nauczył mnie też, że możemy się porozumiewać, pokonując barierę czasu." s. 839



"(...) pogoń za czystym pięknem to pułapka, prosta droga do zgorzknienia i smutku, (...) piękno musi być połączone z czymś głębszym." s. 828



"Wiesz, co powiedział Picasso. "Dobrzy artyści kopiują, wielcy kradną". Mimo wszystko, gdy masz do czynienia z prawdziwie wielkim dziełem, jest tak, jakbyś odczuwał wstrząs, dotykając końca przewodu. Nieważne, jak często go dotykasz ani ilu ludzi zrobiło to przed tobą. To ten sam przewód. Który spadł z jakiegoś wyższego poziomu życia. Wciąż ma w sobie ten sam ładunek." s. 821



"Ten Fabritius to żart. Opiera się na żarcie. Tak jak u wszystkich największych mistrzów. Rembrandta. Velazqueza. Późnego Tycjana. Oni pozwalają sobie na żarty. Zabawiają samych siebie." s. 630



"Ten obraz sprawiał, że czułem się mniej śmiertelny, mniej zwyczajny. Był wsparciem i zadośćuczynieniem; był pożywieniem i sumą. Był filarem, który podtrzymywał całą katedrę." s. 608



"Pokusa była zbyt wielka: mieć go w rękach i nie rzucić okiem? Szybko go wysunąłem i niemal natychmiast spowił mnie jego blask, coś niemal muzycznego, wewnętrzna słodycz, która była niewytłumaczalna poza głębokim, poruszającym krew poczuciem harmonii, jak wtedy, gdy serce bije wolno i pewnie w obecności kogoś, przy kim czujemy się bezpieczni i kochani." s. 345

Theo zastanawia się również, czy każdy wybitny obraz jest w rzeczy samej autoportretem - jak w przypadku tytułowego szczygła. Malarz to ptak na łańcuchu, wynajęty przez kogoś to stworzenia dzieła na zamówienie: "Jeden więzień spogląda na drugiego". s. 834




Siostry Muzy byłyby zadowolone

Podsumowując, to sprawnie napisana książka, choć zdecydowanie za długa. W pewien sposób trochę podobna do Małego życia Yanagihary, jeśli chodzi o szerokie ambicje opisywania rzeczywistości i przemian bohaterów. Yanagihara jest jednak trochę lepsza, sprawniej napisana, z większą galerią bohaterów. Na pewno wielką siłą tej książki jest odwoływanie się do wielu zmysłów - wzroku - przy śledzeniu różnorakich tytułów malarskich, słuchu - kiedy włączałam sobie Palestrinę, by czytać do dzwięków muzyki, których słuchała Pippa dochodząc do siebie po wypadku. A może to nie o zmysły chodzi, tylko o synestetyczne łączenie sztuk - literatury, muzyki, malarstwa. To się autorce naprawdę udało.



Donna Tartt, Szczygieł
Wydawnictwo Znak, seria litera nova
Kraków 2015
Tłumaczenie: Jerzy Kozłowski
Liczba stron: 844
ISBN: 978-83-240-2652-4



PS.

"Interesujące było to, jak ten delikatny chłopiec o krzywych nóżkach ze zdjęcia, uroczo uśmiechnięty, nieskazitelny w swym marynarskim ubranku, był jednocześnie konającym starcem, który chwycił mnie za rękę: dwie oddzielne ramy tej samej duszy nałożone na siebie." s. 822


_______________________________________________________________________

I've been dreaming about this book since I bought it. I planned to read it during a short stay in Karpacz, and although I did not succeed, it will always remind me of this place.

The Goldfinch is primarily a pean in honor of great art, a thorough analysis of the title Fabritius's image and plenty of reflection on what distinguishes really unique works. Reading the Pulitzer award-winning book by Donna Tartt, I was constantly reaching for my cellphone to see the next images she mentioned, or listen to the music the characters listen to. Full immersion!

The plot The Goldfinch is the story of Theo Decker, which we get to know when in Amsterdam in a hotel he tries to remain anonymous, fearing the arrival of the police. However, the key to his story is the terrorist attack at the Metropolitan Museum of Art, when the boy is 13 years old. His mother dies in the attack, and Theo meets Mr. Welty and his fiery granddaughter Pippa. Theo is with Mr. Welty when he dies, and he hides the priceless image of Fabritius's The Goldfinch in his bag on the old man's request, and also undertakes to give the ring entrusted to him back to his family. When, after a few weeks, he recollects this situation the boy finds an antique store and meets his later friend for the rest of his life, Hobie. Theo's family situation is complicated, and his grandparents do not want and can not take care of him, so the boy goes to the family of his friend Andy. The elegant Barbour salon is a fantastic shelter for him, until his father and his partner Xandra appear unexpectedly. Without undue discussion, the man takes his son to Las Vegas, where the boy grows up without any supervision. He makes a friendship with a young Ukrainian, Boris, which will cost him a lot. When his father dies in a car accident, the boy, terrified by the vision of social security, picks up a few things, with the wrapped painting and Popczik's (family's dog) and escapes to New York, where he finds shelter with Hobie again. He renews his relationship with the Barbour family and learns from their eldest son, Pratt, that Mr. Barbour and Andy had drowned in a storm. Theo often visits Mrs. Barbour, so it is not known when and how he gets engaged to the Barbours' daughter, Kitsey, and plans to marry her. In the meantime, he meets Boris in New York and it turns out that the picture he had so carefully hidden and stored had been stolen by his friend already in Nevada. There is a chance to get it back and the men go to Amsterdam to claim it. However, the risky plan fails, the picture disappears again, and Theo becomes a murderer, saving his friend's life. Therefore they tip the police on the possible whereabouts of the painting and Boris and Theo get a few million dollars reward for this precious information. Missing works are returned to museums, and Theo may have an almost clear conscience.

I am a part of that power which eternally wills evil and eternally works good
I will honestly say that the book seemed over-talked to me and so-so almost to the last chapter, but it was the last chapter that saved it. The assembly point is almost a philosophical treatise on good and evil, the elusive nature of things and differences in perception. "(...) good does not always result from good deeds, and bad deeds are not always the result of evil (...)", says Boris, trying to comfort his friend after his accurate shots (p. 810). "(...) I personally have never set such a clear border between 'good' and 'evil' as you. For me: this border is often false. Both are never completely separated. One cannot exist without the other." (p. 811) Thus, Tartt joins other great treatises on the nature of good and evil, and there are really many references to outstanding literary works: - Dostoevsky's Idiot - Saint-Exupéry, Wind, Sand and Stars
- Allan Holinghurst, The Line of Beauty ("The line of beauty is a beauty line. It doesn't matter if it went through a photocopier a hundred times." p. 821)
It is Boris who, perhaps as a tribute to great Russian writers, makes the most important comments throughout the book, noting, among other things, that life is cruel and unfair, there is no one to complain to about fate, but it is a game that can be played with some sort of pleasure. Theo is a defective hero, mangled by fate, suffering from trauma after the childhood events. Uncompromised with his fate, missing his mother - she disappeared when she was still a landmark in his life. Returning to normal after her death seems to him a betrayal of her: "(...) returning to normal activities seemed to me something disloyal, wrong. I experienced a shock every time I was aware of it, another blow to the face - she's gone. All new events, all activities for the rest of my life only had to separate us more: days that she was no longer part of, the distance between us was lengthening. Every day till the rest of my life would keep moving me away from her." p. 96 He starts at a completely different point than his peers, and probably experiences more than he can bear. He suffers. "And I hope that there is a deeper truth about suffering here, at least as I understand it, although I have realized that the only truths that matter to me are those that I do not understand or cannot understand. Everything mysterious, ambiguous, unexplained. What does not match the story or does not have it. A bright flash on an almost invisible chain. A sun spot on a yellow wall. A loneliness that separates every living being from every other living being. Sadness inseparable from joy." p. 834 Theo becomes more sensitive to the world around him - he notices the similarities between his situation after his mother's death and in the Barbour family after the departure of two of its members: "I knew this stillness; that's how a house falls in, when someone dies," he notes (p. 132). His relationship with Pippa is not possible due to their shared traumatic childhood experiences, despite the fact that Theo is so in love with her to the point he feels as if his head was in rainy clouds, and heart in heaven (p. 172).

Focus on art
Inevitably, the book also contains many considerations about art. "(...) between 'reality' on the one hand and the point where the mind meets reality, there is an intermediate zone, a rainbow edge, where beauty is born, where two completely different surfaces mix and fuse, bringing something that is not able to give life: all art and magic fit into this space." (p. 838) "intermediate zone, polychrome boundary between truth and untruth" p. 839 "But this picture also taught me that we can communicate by overcoming the time barrier." p. 839 "(...) the pursuit of pure beauty is a trap, a straight path to bitterness and sadness, (...) beauty must be combined with something deeper." p. 828 "You know what Picasso said. 'Good artists copy, great artists steal.' After all, when you are dealing with a truly great work, it is as if you feel a shock when you touch the end of the wire. No matter how often you touch it or how many people did it before you. It's the same cable. It fell from some higher stage of living. It still has the same charge." p. 821
"This Fabritius is a joke. It's based on a joke. Like all the greatest masters. Rembrandt. Velazquez. Late Titian. They allow themselves jokes. They entertain themselves." p. 630 "This image made me feel less lethal, less ordinary. It was support and compensation; it was food and a sum. He was a pillar that supported the entire cathedral." p. 608 "The temptation was too great: to have it in my hands and not to take a look? I quickly pulled it out and almost immediately it has enveloped me in its splendor, something almost musical, an internal sweetness that was inexplicable except a deep, bloody sense of harmony, as when the heart beats slowly and confidently in the presence of someone with whom we feel safe and loved." p. 345 Theo also wonders if every outstanding picture is indeed a self-portrait - as in the case of the title goldfinch. The painter is a bird on a chain, hired by someone to create a custom work: "One prisoner looks at another". p. 834 The Muses would be pleased In summary, it is a well-written book, although definitely too long. In some ways a bit similar to Yanagihara's Little Life when it comes to broad ambitions to describe the reality and transformation of heroes. Yanagihara's book, however, is a little better, more efficiently written, with a larger gallery of heroes. Certainly the great strength of this book is referring to many senses - eyesight - when tracking various painting titles, hearing - when I turned on Palestrina to read to the sounds of music that Pippa listened to after recovering from the accident. Or maybe it's not about the senses, but about the synesthetic combination of arts - literature, music, painting. In this the author has really succeeded. Author: Donna Tartt
Title: The Goldfinch Printing House: Znak, letter nova series Krakow 2015 Translation: Jerzy Kozłowski Number of pages: 844 ISBN: 978-83-240-2652-4

PS. "It was interesting how this gentle boy with crooked legs from the photo, charmingly smiling, immaculate in his sailor suit, was also a dying old man who grabbed my hand: two separate frames of the same soul superimposed." p. 822