Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 września 2023

Krzysztof Piskorski, Poczet dziwów miejskich

O Wrocławiu z przymrużeniem oka

Mam takie dziwne wrażenie, że mogłam już czytać tę książkę. Szanse są duże, bo została wydana w 2007 roku, a w domu odkąd pamiętam gromadziło się i czytało powieści Piskorskiego. Poczet dziwów miejskich to lekkostrawna, niewymagająca lektura, która dostarczy rozrywki również osobom nieprzepadającym za zbyt ciężką fantastyką.

Leksykon dziwoludów

10 opowiadań, których akcja w większości rozgrywa się we Wrocławiu, wprowadza dwóch bohaterów łączących – dziennikarza Rafała Witkowskiego i ciągle pijanego wiecznego studenta Janka Micińkiego. Obaj poznają nieodkryte oblicze Wrocławia, w którym w Muzeum Narodowym mieszkają utopce (i grają z nocnym stróżem w planszówki, gdzie w toaletę na Dworcu Głównym odsługuje Baba Jaga, gdzie gargulce śpią na katedrze snem sprawiedliwego, a nad wszystkimi sprawami dziwoludów czuwa prastary, choć niewielkich rozmiarów kruk Rrax’Thwyl’Ydrwhyn. W książce znajdziemy postaci Aniołów, które mieszkają „w strefie”, czyli na Ziemi, i czasami celowo nie wracają z misji. Okazuje się również, że wrocławska Poczta Polska może dostarczać przesyłki na wczoraj dzięki sowieckim chronometrom, a wino sikacz ma dość dosłowne znaczenie dzięki fermentujące obecności krasnoludzkiego moczu. Wrocławskie chodniki zamieszkane są przez płytniki, a osiedla z wielkiej płyty walczą z plagą antenów. Część opowiadań albo wychodzi poza wrocławskie uniwersum – jak przypadek Piotra Kotowskiego, który został napromieniowany w ośrodku Fizyki Doświadczalnej pod Warszawą, a część ma w sobie przerażający uniwersalizm, jak opowieść o kocie, który pragnął przejąć władzę nad światem.

Wyobraźnia połączona z humorem

Na zdecydowany plus zaliczam w tej książce dwie rzeczy – wyobraźnię autora oraz poczucie humoru. Piskorski łączy świat wierzeń chrześcijańskich z postaciami ze słowiańskiej mitologii własnymi pomysłami, więc ta mieszanka jest iście wybuchowa. Widać jednak, że opowiadania nie tworzą spójnego cyklu i czasami nijak się do siebie mają. Również osadzenie we Wrocławiu jest dość umowne – z miejsc w mieście pojawia się Katedra, Muzeum Narodowe, Hala Ludowa z Iglicą czy Dworzec Główny, ale bez szczegółów i niemal wyłącznie z nazwy. A szkoda – Wrocław mógłby mieć bardziej zawłaszczoną fantastykę, swoja małą miejską legendę. Może nawet z wprowadzenie elementów historii miasta, o którą z ponad tysiącletnim Rraxem czy katedralnym gargulcem Granem aż się prosi.

Lekka polska fantastyka w opowiadaniach

Książka Piskorskiego to w zasadzie przyjemna rozrywka na dwa wieczory, dowcipna odskoczna od codzienności, która nie wymaga zbyt dużego skupienia i uwagi. Można wrzucić na czytelniczy młyn dla wypoczynku.

Moja ocena: 6/10.


Krzysztof Piskorski, Poczet dziwów miejskich
Wydawnictwo Fabryka Słów, Lublin 2007
Liczba stron: 272
ISBN: 978-83-60505-59-5

***************************************************************** 

About Wrocław with a pinch of salt

I have this strange feeling that I may have already read this book. The chances are high, because it was published in 2007, and Piskorski's novels have been gathered and read at my family home since I can remember. A Collection of Urban Wonders is light, undemanding reading, which will provide entertainment also to people who do not like too heavy fantasy.

Lexicon of Freaks

10 stories, in majority set in Wrocław, introduce two connecting characters - journalist Rafał Witkowski and constantly drunk eternal student Janek Miciński. They both get to know the undiscovered face of Wrocław, where utopce live in the National Museum (and play board games with the night watchman, where Baba Yaga serves the toilet at the Main Railway Station, where gargoyles sleep on the cathedral roof with the sleep of the righteous, and all the affairs of those unusual creatures are supervised by an ancient, though small in size raven Rrax'Thwyl'Ydrwhyn. In the book we find the characters of Angels who live "in the zone", i.e. on Earth, and sometimes do not return from missions on purpose. It also turns out that the Polish Post Office in Wrocław can deliver parcels for yesterday thanks to Soviet chronometers, and plonk has quite a literal meaning thanks to the fermenting presence of dwarven urine. Wroclaw's sidewalks are inhabited by plate-stones, and prefabricated housing estates are fighting the plague of antennants. Some of the stories either go beyond the Wroclaw universe - like the case of Piotr Kotowski, who was irradiated at the Experimental Physics Center near Warsaw, and some have a terrifying universalism, like a story about a cat who wanted to take over the world.

Imagination combined with humor

Two things stand out in this book for sure - the author's imagination and sense of humor. Piskorski combines the world of Christian beliefs with characters from Slavic mythology with his own ideas, so this mix is truly explosive. However, you can see that the stories do not form a coherent cycle and sometimes they have nothing to do with each other. The setting in Wrocław is also quite conventional - the Cathedral, the National Museum, the People's Hall with the Spire and the Main Railway Station appear from places in the city, but without details and almost only by name. It's a pity - Wrocław could have a more appropriated fantasy, its own little urban legend. Maybe even with the introduction of elements of the city's history, which with over a thousand years old Rrax or the cathedral gargoyle Gran sounds like a perfect but missed opportunity.

Light Polish fantasy in stories

Piskorski's book is basically pleasant entertainment for two evenings, a witty escape from everyday life that does not require too much concentration and attention. You can throw it on the reading mill for relaxation.

 

My rating: 6/10.

 

Author: Krzysztof Piskorski
Title: A Collection of Urban Wonders
Fabryka Słów Publishing House, Lublin 2007
Number of pages: 272
ISBN: 978-83-60505-59-5

czwartek, 22 lipca 2021

Stanisław Lem, Cyberiada

Postaci Stanisława Lema nie trzeba nikomu przedstawiać. Rok 2021 został ogłoszony rokiem Lema, więc moim postanowieniem było przeczytać choć jedną książkę polskiego pisarza. Do tej pory przeczytałam tylko Solaris, które bylo absolutnie niesamowite i trzymające w napięciu. Teraz nadszedł czas na Cyberiadę.

Trurl i Klapaucjusz

Pięćset stron przygód dwóch genialnych wynalazcówi zazdroszczących sobie przyjaciół – Trurla i Klapaucjusza. Choćby nie wiadomo w jak wielkim byli niebezpieczeństwie, i tak zawsze znajdą wyjście z każdej sytuacji dzięki swoim umysłom, sprytowi i niezawodnej współpracy. Chociaż nutka rywalizacji między nimi jest mocno wyczuwalna (choćby w opowiadaniu o maszynie spełniającej życzenia), to w prawdziwych opałach przyjaciele zawsze sobie pomagają.


Wizjoner

Znana jest anegdota, że Philip K. Dick napisał donos do FBI na Lema, twierdząc, że nie jest to faktyczna osoba, a konglomerat komunistycznych pisarzy rosyjskich. Amerykański pisarz był bowiem przekonany, że jedna osoba nie będzie w stanie tworzyć tak dużo literatury na tak równym poziomie, w tylu różnych stylach. Jak wiadomo, Dick był w błędzie. Faktycznie u Lema zaskakuje nie tylko mnogość pomysłów i ogromna kreatywność, ale przede wszystkim wizjonerstwo i aktualność jego prozy. Trurl wymyśla maszynę do tworzenia poezji, Elektrybałta, która jest w stanie wciąż się uczyć, a więc mamy dzisiejszy deep learning. O samym zaawansowanym programowaniu czy robotach nie wspominając. To, co dla Lema było jeszcze fikcją, teraz staje się rzeczywistością, co świadczy o sile jego prozy i nieprawdopodobnej wyobraźni pisarza.

Ironia

Proza Lema nie starzeje się również dzięki wielkiemu poczuciu humoru pisarza i mocnemu zabarwieniu ironicznemu jego prozy. Tutaj najlepszym przykładem jest opowiadanie Smoki prawdopodobieństwa, gdzie Lem parodiuje styl naukowy w dziedzinie zwanej smokologią (i dochodzi nawet do niedosmoka „w ilości około 0.6”). Fantastycznie wychodzi mu również słowotwórstwo (smokomacierz, smokoliza, smokologia, środki smokobójcze, smokoindykator, odsmocznica, statystyczne prawdopodobieństwo niesmoka, smokini, etc.). Śmiałam się w głos. To opowiadanie jest naprawdę znakomite (moje ulubione z całego tomu).

Znużenie

Przyznam jednak, że im bardziej wgłębiałam się w Cyberiadę, tym bardziej mnie ona męczyła. Styl Lema bywa niekiedy niemal barokowy, zdania wielokrotnie złożone, długie. Niejednokrotnie ciężko mi było nadążyć za wyobraźnią autora i niektórymi zawiłościami fabuły. Szkoda mi było zaczętej pozycji i męczyłam ponad 500-stronicową książkę do końca, ale już bez większej przyjemności.

Lem przemyca odniesienia do ustroju komunistycznego (w opowiadaniu Altruizyna mamy kraj NFR – anagram słowa RFN), uszczęliwiania narodów na siłę i do czego to może prowadzić, rozważania filozoficzne – o naturze szczęścia, relacji stwarzanego do stwórcy, naturze postępu. Osobiście wolałabym, żeby Cyberiada była z dobrych 200 stron krótsza i napisana mniej kwieciście, ale może wracamy tu do przekonań Dicka...


Moja ocena: 4/10.



Stanisław Lem, Cyberiada

Wydawnictwo Literackie

Warszawa 2015

Licza stron: 508

ISBN: 978-83-08-05528-1

Gatunek: science-fiction

Stanisław Lem needs no introduction. The year 2021 was announced as the year of Lem, so my decision was to read at least one book by the Polish writer. So far I have only read Solaris which has been absolutely amazing and suspenseful. Now it's time for The Cyberiad: Fables for the Cybernetic Age.

Trurl and Klapaucius

Five hundred pages of adventures of two genius inventors and envious friends - Trurl and Klapaucius. No matter how great the danger they may be, they will always find a way out of any situation thanks to their minds, cleverness and reliable cooperation. Although the hint of competition between them is strongly felt (for example in the story of a wish-fulfilling machine), in real trouble friends always help each other.

The visionary

There is an anecdote that Philip K. Dick wrote a denunciation to the FBI on Lem, claiming that he was not a real person, but a conglomerate of Russian communist writers. The American writer was convinced that one person would not be able to create so much literature on such an equal level, in so many different styles. As we all know, Dick was wrong. In fact, Lem is surprising not only by the multitude of ideas and enormous creativity, but above all by the vision and “up-to-dateness” of his prose. Trurl invents a poetry-making machine, electronic bard, that is still able to learn, so we have the today’s deep learning. Not to mention advanced programming or robots themselves. What was still a fiction for Lem is now becoming reality, which proves the power of his prose and the writer's incredible imagination.

Irony

Lem's prose does not age either thanks to the writer's great sense of humor and the strong ironic tinge of his writing. The best example here is the story ‘Dragons of Probability’ (3rd out of seven sallies of Trurl and Klapausius, full title – ‘The third sally, or the dragons of probability’), where Lem parodies a scientific style in a field called dragonology (and even comes to an underdragon of "about 0.6" shortage). He is also fantastic in word formation (dragon matrix, dragonalysis, dragonology, dragonicides, dragonindicator, dedragonizer, statistical probability of underdragon, dragoness, etc). I was laughing out loud. This story is really excellent (my favorite from the entire volume).

Weariness

However, I must admit that the more I delved into The Cyberiad, the more it tormented me. Lem's style is sometimes almost baroque, with many complex and long sentences. More than once it has been hard for me to keep up with the author's imagination and some plot complexities. I felt sorry for the book I started and I read the over 500-page book to the end, but without much pleasure.

Lem smuggles references to the communist system (in the story Altruizine we have the GRF country - an anagram of the word Federal Republic of Germany), making nations happy and what it can lead to, philosophical considerations - about the nature of happiness, the relationship between the creature and its creator, the nature of progress. Personally, I'd like the The Cyberiad to be a good 200 pages shorter and less floral, but maybe we're back to Dick's beliefs ...

 


My rating: 4/10.

 

Author: Stanisław Lem

Title: The Cyberiad

Literary Publishing House

Warsaw 2015

Number of pages: 508

ISBN: 978-83-08-05528-1

Genre: science-fiction

środa, 11 listopada 2020

Carlos Ruiz Zafón, Marina (Marina)

 W dwóch słowach? Literatura popularna. Do bólu.

Nastoletni chłopak, Óscar Drai, uczy się i mieszka w akademiku. Wieczorami włóczy się po mrocznej i deszczowej Barcelonie, by napotkać na swojej drodze kota, który zaprowadzi go do tajemniczego domiszcza. W starym pałacyku o przedwojennej atmosferze Óscar spotka zjawę, która tak go przerazi, że mlody chłopak ucieknie w te pędy, i dopiero w internacie zorientuje się, że wyniósł z pałacyku złoty zegarek. Targany wyrzutami sumienia wróci, by oddać artefakt, i tak pozna Marinę, edukowaną w domu nastolatkę, i jej schorowanego ojca, Germána. Óscar przeżywa wielką fascynację dziewczyną, mnóstwo czasu spędza u niej w domu i razem z nią eksploruje secesyjne i zapomniane dzielnice Barcelony, by prowadzić własne śledztwo. To Marina pokazała nastolatkowi tajemniczą czarną damę, która co miesiąc udaje się na stary grób, by złożyć na nim jedną, samotną czerwoną różę. Zadaniem pary staje się rozwiązanie zagadki.

Zafon wrzucił do tej książki chyba wszystkie składniki, by upichcić dość ciężkostrawny i mało wiarygodny gulasz. Mamy tu więc płonący teatr, twarz poparzoną kwasem, śmierdzące kanały Barcelony, ciężką chorobę, nieżyjącą a ubóstwianą eteryczną matkę, nieszczęśliwie zakochanego wynalazcę i jego skrzywdzoną ukochaną, zgorzkniałego inspektora policji, wiernego sługę i czarny powóz. A jakby tego było mało, wynalazca jest kimś w rodzaju Frankensteina, który nie dość, że zmechanizował własne ciało, to tworzy jeszcze małe żywe laleczki o ostrych szponach, które potrafią rozsiekać człowieka na kawałki (co również się wydarza, nawet kilkukrotnie).

Cała ta sensacyjna otoczka okraszona jest melancholijną atmosferą pierwszej milości, a Barcelona nie jest pulsującym życiem miastem, a mglistą Anglią z rozpadającymi się pałacykami i niemal mitycznym Teatro Real. Do tego Óscar jest młodzieńcem obdarzonym ironicznym poczuciem humoru, więc jego komentarze dodają odrobinę pieprzu do tej mieszanki.

Książkę czyta się dobrze, w napięciu, wyobraźnia pracuje na podwyższonych obrotach. Napisana jest wartko, sprawnie, płynnie. A jednak... Połączenie kryminału (a może bardziej powieści noir), fantastyki, romansidła i powieści obyczajowej z elementami horroru okazało się dla mnie mało strawną mieszanką. Po śmierci Zafóna przeczytałam tak wiele pozytywnych recenzji jego książek, że chciałam przekonać się na walsnej czytelniczej skórze, czy się z nimi zgadzam. Ano nie.

 

Carlos Ruiz Zafón, Marina

Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA s.a.

Warszawa 2010

Tłumaczenie: Katarzyna Okrasko, Carlos Marrodán Casas

Liczba stron: 304

ISBN: 978-83-7495-830-1

In two words? Popular literature. To the bone.

A teenage boy, Óscar Drai, studies and lives in a dormitory. In the evenings, he wanders around dark and rainy Barcelona to meet a cat on his way, which will lead him to a mysterious house. In an old palace with a pre-war atmosphere, Óscar will meet a phantom who will scare him so much that the young boy will run away as quickly as he only could, and only in the boarding school will he realize that he has taken a golden watch from the palace. Torn by pricks of conscience, he will return to hand over the artifact, and so he will meet Marina, a home-educated teenager, and her ailing father, Germán. Óscar becomes fascinated with the girl, he spends a lot of time at her house and together with her he explores the secession and forgotten neighborhoods of Barcelona to conduct his own investigation. It was Marina who showed the teenager a mysterious black lady who goes to the old grave every month to lay one solitary red rose on it. The pair's task is to solve this puzzle.

Zafon probably put all the ingredients into this book to cook a rather heavy to digest and stale goulash. So we have a theater in flames, a face burned with acid, the smelly canals of Barcelona, ​​a serious disease, a deceased but idolized ethereal mother, an unhappily enamored inventor and his wronged beloved, a bitter police inspector, a faithful servant and a black carriage. And as if that were not enough, the inventor is someone like Frankenstein, who had not only mechanized his own body, but also creates small living dolls with sharp claws that can smash a person to pieces (which also happens, even several times).

This sensational outline is sprinkled with a melancholic atmosphere of first love. Furthermore, Barcelona is not a vivid, sunny, pulsating city, but reminds me of a hazy England with crumbling palaces and the almost mythical Teatro Real. Plus, Óscar is a young man with an ironic sense of humor, so his comments add a bit of pepper to the mix.

The book is easy to read, tense, the imagination is working at an increased speed. It is written swiftly, efficiently and smoothly. And yet... The combination of a crime fiction (or maybe a noir novel), fantasy, romance and a novel with elements of horror turned out to be a difficult mixture for me. After Zafón's death, I read so many positive reviews of his books that I wanted to find out if I agree with them. Well, I don’t. At least not for now.

 

Author: Carlos Ruiz Zafón

Title: Marina

Publishing House: Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA s.a.

Warsaw 2010

Translation: Katarzyna Okrasko, Carlos Marrodán Casas

Number of pages: 304

ISBN: 978-83-7495-830-1

 

czwartek, 28 listopada 2019

Neil Gaiman, Chłopaki Anansiego (Anansi Boys)

Twórczość Neila Gaimana znam dość dobrze. Czytałam i Amerykańskich bogów, i Nigdziebądź, Koralinę, Wilki w ścianach, Odda i śnieżnych gigantów, a teraz wreszcie Chłopaków Anansiego. Wszystkie jego książki były dobre, i chłopaki Anansiego nie zawiedli  tym względzie, ale chyba spodziewałam się czegoś więcej.

Mix gatunków z happy endem

Chłopaki Anansiego łączą w sobie kilka gatunków - to zdecydowanie fantastyka, ale również chandlerowski kryminał noir i lekkie romansidło. Przeszkadzała mi całkowicie przewidywalna fabuła, bo czasami sama ścieżka jej rozwiązania to za mało, by się nią cieszyć.


Gruby Charlie Nancy podczas planowania ślubu z narzeczoną Daisy dzwoni, by zaprosić na to uroczyste wydarzenie swojego ojca, mimo że nie darzy go szczególną sympatią, mówiąc delikatnie. Ojciec często stroił z niego żarty i Charlie przeżył z jego powodu wiele upokorzeń. Ślub jest jednak okazją do pojednania. Syn dzwoni zatem na Florydę, skąd pochodzi, i dowiaduje się, że jego ojciec właśnie zmarł (we właściwym sobie stylu, a więc spadając ze sceny w bujny dekolt siedzącej nieopodal blondynki, i obnażając jej piersi). Charles leci zatem na pogrzeb, gdzie spóźniony wygłasza mowę nie na tej ceremonii co trzeba... Mamy już zatem pojęcie, jakim niezgułą jest początkowo nasz bohater. Od przyjaciółki rodziny dowiaduje się, że ma brata, i jeśli chce, by ten do niego przybył, wystarczy, że poprosi pająka o przekazanie wieści. Podpity Charlie tak właśnie robi, i faktycznie - niedługo potem u jego drzwi staje przystojne alter ego naszego sympatycznego bohatera. Spider, bo tak nazywa się brat, odmieni życie Charlesa, ukradnie i rozdziewiczy mu narzeczoną, zaszantażuje szefa, co spowoduje jednocześnie podwyżkę jak i donos na policję, a kiedy zrozpaczony chłopak będzie chciał się go pozbyć - będzie musiał sięgnąć do pomocy czarnej magii i uroczej policjantki Daisy. Wiadomo, jak się ta historia skończy.

Dobra, choć nieco tandetna, rozrywka

Ciekawe wątki? Początkowo Spider wydaje się być alter ego Charliego, oddzielonym od niego za pomocą magii przez sąsiadkę. To sprytna, cwaniacka wersja Charliego, "bardziej udany brat", który jednak w trakcie trwania historii nie tylko staje się osobnym bytem, ale również traci trochę swojego czaru i polotu na rzecz brata. Ciekawy jest też wątek, kiedy jedno z bóstw, Kobieta-Ptak, pragnąca zemsty za żarty strojone prze ojca chłopców, Anansiego, wyrywa Spiderowi język. Mimo tak poważnego okaleczenia Spider nie traci rezonu i woli walki, a Charliemu udaje się odzyskać jego język, który oddany właścicielowi z powrotem się zakorzenia i pełni swoją funkcję.

Zdecydowanie nie podobało mi się, że poczucie humoru, dość sarkastyczne, przyznam, zasłaniało często braki fabularne. Pięciu różnych bohaterów udaje się niezależnie od siebie na odległe wyspy na Karaibach? Rosie i jej matka płyną tam w rejs, psychopatyczny szef Charliego, Grahame Coats, ma tam willę i mnóstwo pieniędzy na kontach, Callyanne Higgler, sąsiadka Charliego z Florydy, akurat pojechała tam odwiedzić swoją rodzinę, więc Charlie podąża za nią, a Daisy odkrywa miejsce pobytu mordercy Coatsa i podąża za nim... Planujący z wyprzedzeniem morderca zostawia zakrwawioną koszulę na miejscu zbrodni. Kobieta Ptak wycofuje się z umowy i oddaje ród Anansiego z powrotem w ręce jego synów w zasadzie bez dyskusji... Dużo jest braków fabularnych w imię efekciarskich żarcików.

To, co mi zaimponowało, to wymieszanie światów - świata religii, magii i świata rzeczywistego. W zasadzie nawet to, co realne u Gaimana, jest również płynne i podlega ciągłym przemianom, a zmarli mają naprawdę spory wpływ na rzeczywistość. Pojawia się też częsta u autora perspektywa osoby zmarłej (Maeve Livingstone, którą Coats oszukiwał latami, i wreszcie zamordował).

Rozrywka zaiste przednia, bo książkę połyka się raz dwa, ale mam paskudne wrażenie, że niewiele mi po niej zostało i nie będę chciała do niej wrócić. Znacznie cięższy, mroczniejszy kaliber Amerykańskich bogów dużo bardziej mi się podobał.

Moja ocena: 6/10

Neil Gaiman, Chłopaki Anansiego
Wydawnictwo Mag
Warszawa 2006
Tłumaczenie: Paulina Braiter
ISBN: 83-7480-020-8


_______________________________________________________________________________

I know the work of Neil Gaiman quite well. I've read American Gods, Neverwhere, Coraline, The Wolves in the Walls, Odd and the Frost Giants, and now finally Anansi Boys. All his books were good, and Anansi Boys didn't spoil the image, which was to be expected.

A mix of genres with a happy ending

Anansi Boys combines several genres - it's definitely a fantasy book, but at the same time a Chandleresque noir detective story and a light romance. And yet, the predictable storyline disturbed me considerably, as sometimes the path of the plot alone is not enough to enjoy the whole thing.

Fat Charlie Nancy, when planning his wedding with fiancée Daisy, calls to invite his father to this solemn event, despite the fact that he does not like him particularly, to put it mildly. His father has often made fun of him and Charlie experienced many humiliations because of him. However, the wedding is an opportunity for reconciliation. The son calls Florida, where he comes from, and finds out that his father has just died (in his own style, so falling off the stage into the lush cleavage of a blonde sitting nearby and exposing her breasts). Charles is therefore going to a funeral (instead of a wedding), where he gives a speech at the wrong funeral. So we already have an idea how clumsy is our hero at first. Then he learns from a friend of the family that he has a brother, and if he wants to meet him, all he has to do is ask the spider to tell the news. Tipsy Charlie does just that, and in fact - soon at his door stands a handsome alter ego of himself. Spider, as this is the name of the brother, will change Charles's life, steal and deflower his fiancée, blackmail the boss, which will both cause a raise and a denunciation to the police, and when desperate Charlie will try to get rid of him - he will have to resort to black magic and a charming policewoman Daisy. We all know how this story ends.

Good, but at times trashy entertainment

Interesting threads? Initially, Spider seems to be Charlie's alter ego, separated from him by magic by a neighbor. This is a cleverer, more cunning version of Charlie, 'a more successful brother', who during the course of the plot not only becomes a separate entity, but also loses some of his charm and glow to his brother. Also the Shakespearian motif ot a tongue pulled out from the mouth draws attention - when one of the gods, the Bird Woman, who craves for a revenge for pranks played on her by the boys' father, Anansi, pulls Spider's tongue out. Despite such a serious mutilation, Spider does not lose his resonance and the will to fight, and Charlie manages to regain his tongue, which, returned to the owner, takes root and performs his function again.

I definitely did not like the fact that the sense of humor, quite sarcastic, I admit, often covered the shortcomings of the plot. Five different heroes go independently to remote islands in the Caribbean? Rosie and her mother go on a cruise there, Charlie's psychopathic boss, Grahame Coats, he has a villa and lots of money on his accounts there, Callyanne Higgler, Charlie's neighbor from Florida, just went to visit her family there, so Charlie follows her, and Daisy discovers a place of Coats the murderer hiding and follows him ... The killer planning ahead leaves a bloody shirt at the crime scene. The Woman Bird withdraws from the contract and gives Anansi back to his sons with almost no argument... There are a lot of shortcomings for the sake of flashy jokes.

What impressed me was the mixing of worlds - the world of religion, magic and the real one. In fact, even what is supposed to be real in Gaiman's prose is often vague and subject to constant change, and the dead have a considerable impact on so called reality. Also the narrative perspective of the dead person is a literary trace characteristic for Gaiman's prose (e.g. the one of Maeve Livingstone whom Coats cheated for years and finally murdered).

The entertainment provided by Gaiman is really light, because the book is swallowed in one reading, but I have a nasty feeling that I won't remember much of it and I won't ever come back to it. I liked the heavier, darker tone of American Gods much more.



My rating: 6/10



Author: Neil Gaiman
Title: Anansi Boys
Publishing House: Mag
Warsaw 2006
Translated by: Paulina Braiter
ISBN: 83-7480-020-8