piątek, 13 lutego 2026

Finlandia (31.12.2025-6.01.2026)

Zima w Dolinie Muminków

Ostatni, a jednocześnie pierwszy długi weekend w Polsce – biorąc zaledwie trzy dni urlopu można odpoczywać tydzień (a można i było  kosztem kolejnych dwóch dni odpoczywać znacznie dłużej, ale nie ogarnęłam się na tyle dobrze). Dlatego świadomość, że miałabym siedzieć w domu, była dla mnie nie do zniesienia. Jednocześnie, po książce Zimowanie Katherine May, miałam w sobie dużą ciekawość prawdziwej, śnieżnej, ciemnej zimy, a jednocześnie lekką fascynację kulturą saunowania. Dlatego też kiedy zobaczyłam tanie bilety do Finlandii, nie zastanawiałam się długo. Jestem zadowolona z tego wyjazdu, a kraj wydaje mi się nieodkrytą perłą Północy.

31.12.2025, środa

Podróż rozpoczynamy 3:50 rano z Wrocławia – przed nami długa droga samochodem do Gdańska, a w tle obawy o przechodzące przez Polskę śnieżyce. Na szczęście na linii Wrocław – Poznań – Bydgoszcz jedzie się naprawdę dobrze i dopiero pod samym Gdańskiem musimy trochę zwolnić ze względu na opady. Dojeżdżamy z dużym zapasem czasu i dopiero widząc, jak wyglądają warunki pogodowe i stopniowo przekonując się, że samolot wyleci, zamawiamy kolejne noclegi. Do tej pory mieliśmy tylko pierwszy nocleg w Turku. Samolot wylatuje z ponad godzinnym opóźnieniem – najpierw przymarzł luk bagażowy, potem trzeba było odladzać skrzydła. Na miejscu jesteśmy więc chwilę po 15, ale auto odbieramy bez najmniejszego problemu. Zaczynamy od marketu, zakupów na kolację i śniadanie, oraz wizyty w katedrze. Oprócz tego, że luterańska katedra, wybudowana częściowo w XIII wieku, robi spore wrażenie swoją wielkością i surowością wystroju, to dodatkowo jest w niej ciepło! Przy -14°C ma to dla mnie duże znaczenie, dlatego świątynię zwiedzam bardzo dokładnie. Udaje nam się zobaczyć grób królowej Szwecji Katarzyny Mansdotter, żony Eryka XIV. W katedrze przy ołtarzu, jak i przed wejściem głównym do świątyni, stoją piękne wielkie choinki. W mieście słychać wystrzały fajerwerków, chociaż nieszczególnie je widać. Ruszamy na nocleg, oddalony trochę od centrum, ale oferujący darmowy, bezproblemowy parking, co w Finlandii jest miłym wyjątkiem. Kiedy udaje nam się już trochę odmarznąć, wyruszamy z powrotem na miasto – pospacerować wzdłuż rzeki Aurajoki, zobaczyć Rynek i pobliskie uliczki. Muzea są już niestety pozamykane. Jednak jest tak zimno, wieje tak silny wiatr, że nie zostajemy w centrum do północy i pokonani wracamy na nocleg.

1.01.2026, czwartek

Nowy Rok wita nas pochmurnie. Dzisiaj mam w planach trasę do Helsinek, ale po drodze chcemy zobaczyć Sanatorium przeciwgruźlicze w Paimio projektu Alvara Aalto, jednego z najważniejszych fińskich architektów XX wieku. Chociaż budynek jest zamknięty na przerwę świąteczną, szybki spacer dookoła niego pozwala nam docenić obiekt. Szkoda, że nie możemy wejść do środka – Aalto wraz z zespołem projektował również detale wystroju – wygodne krzesła dla pacjentów, umywalki, które nie hałasowały podczas mycia rąk, by nie przeszkadzać współlokatorom w pokoju, przestronne balkony do zażywania kąpieli słonecznych. Cóż… Kąpiele słoneczne z pewnością nie dzisiaj. Po drodze zajeżdżamy również do sklepu-składu z wszystkim w miejscowości Ravitola, ale szybko gnamy dalej. Po drodze zjadamy obiad na stacji benzynowej, gdzie udaje mi się również kupić produkt, który uratował mi życie w zimowej Finlandii, a więc grube skarpety z wełny merynosa. To był zakup tej wycieczki, life-saver! 

Po szybkim i byle-jakim obiedzie decydujemy, że zdążymy zajechać do Nuuksio, gdze znajduje się piękny park narodowy. Udaje nam się przespacerować w ostatnich promieniach zachodzącego słońca (czyli koło 15:30), ale złota godzina już dawno za nami – słońce daje najlepsze światło koło godziny 13. Wracamy do auta i zdążamy do Helsinek, zahaczając po drodze o muzeum fińskiego artysty Aksela Gallen-Kalleli, autora mojego ulubionego obrazu Jezioro Kaitele, 1904 (https://gallen-kallela.fi/en/). Ja zwiedzam wystawę, Małżonek raczy się kawą i ciastem na terenie Muzeum. Zajeżdzamy jeszcze na teren kampusu uniwersyteckiego, również zaprojektowanego przez Aalto, i po krótkim spacerze i zakupach ruszamy na nocleg w dzielnicy Pohjois-Haga, który leży jakieś 300 metrów od stacji kolejowej. Miejsce jest ciepłe, przestronne, czyste, i znów oferuje rzadki benefit – miejsce parkingowe w garażu podziemnym. Zważywszy na ceny parkingów w centrum i ich obostrzenia (dozwolony stosunkowo krótki czas parkowania) miasto będziemy zwiedzać pieszo i komunikacją miejską. Wieczór wykorzystujemy również na sprawdzenie najkorzystniejszej opcji zwiedzania jak największej liczby muzeów – okazuje się, że warto kupić Museot – roczną kartę uprawniającą do wstępów do ponad 360 muzeów  kraju, wielokrotnie. Koszt – 86 EUR, niemało, ale karta zwróciła nam się w całości już następnego dnia.

2.01.2026, piątek

Dzień zaczynamy wcześniej niż zwykle, przed wschodem słońca (co wcale nie znaczy, że wcześnie – słońce wschodzi dopiero ok. 9:30), a dodatkowo jest pochmurno, więc dzień idealny na rajd po muzeach. Okazało się jednak, że niestety nie idealny na zwiedzanie twierdzy Suomenlinna, wpisanej na listę Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. Twierdza Finlandii (bo to oznacza nazwa) jest jedną z największych fortec morskich na świecie i jest położona na kilku wysepkach. Dotrzeć tam można promem z Kauppatori, a bilet dzienny na komunikację miejską (10.60 EUR) pokrywa tę podróż. Budowę twierdzy rozpoczęli Szwedzi w 1748 roku i prowadzili prace przez blisko 40 lat. Miejsce nazywało się wtedy Sveaborg i było drugim największym ośrodkiem miejskim po Turku, większym, niż same Helsinki! W 1809 roku Szwecja utraciła tereny Finlandii na rzecz Rosjan i twierdza, przemianowana na Viapori, trafiła w rosyjskie ręce. Rosjanie w 1812 roku przenieśli stolicę z Turku do Helsinek (nic dziwnego, mieli tam bliżej). Findlandia odzyskała niepodległość 6 grudnia 1917 roku, ale twierdzę odzyskała dopiero rok później, kiedy to z wysepek wyniósł się rosyjski garnizon. Wstęp na wyspę jest bezpłatny, ale poszczególne Muzea na wyspie już nie. My zwiedziliśmy jedyne otwarte muzeum – Muzeum Suomenlinny (10 EUR) z ciekawym filmem dotyczącym historii twierdzy (pokazy zaczynają się co pół godziny – zimą od godziny 11:00 i są w języku angielskim), a wystawa pokazuje makiety fortu, jego rozwój i życie codzienne mieszkańców. Na dole jest też rozległy sklep i kawiarnia. My popłynęliśmy pierwszym promem o godzinie 9:40, obeszliśmy całą wyspę wraz z Królewską Bramą (King’s Gate), skąd latem również odpływają promy, i poszliśmy na 11 rozgrzać się do Muzeum. Prom powrotny mieliśmy 12:20, latem na pewno przyjemniej spędzić na wyspie więcej czasu, ale zimą… Wiało tak, że palce odmarzały przy robieniu zdjęć.










Z przystani promowej mieliśmy bardzo blisko do Soboru Uspieńskiego, wzniesionego w 1868 roku wg. projektu A. M. Gornostajewa. Świątynia ma 13 złoconych kopuł, symbolizujących Jezusa i 12 Apostołów, a w środku zwraca uwagę piękny ikonostas, bogate malowidła ścienne i siedem dzwonów, z których jeden jest darem od mieszkańców Moskwy. Wstęp kosztuje przykre 5 EUR i nie jest na karcie muzeów.


Wracając z Soboru widzieliśmy Pałac Prezydencki z XIX wieku w rosyjskim stylu, zamknięty dla zwiedzających, potem Targ Rybny Kauppatori ze stojącymi tam straganami oraz górującym nad placem obelisk ze złotym orłem na szczycie, zwanym Kamieniem Carowej. To najstarszy pomnik w Helsinkach, odsłonięty w 1835 roku dla uczczenia wizyty carskiej pary, Mikołaja I i Aleksandry. Kawałek dalej stoi fontanna z posągiem syreny Havis Amanda dłuta Villego Vallgrena, przeniesiona z Paryża do Hesinek w 1908 roku. Rokrocznie 1 maja studenci rozpoczynają pod nią celebrację swojego święta. Nas rozbawiły cztery figury fok patrzące na syrenkę z memicznym Wow! Dalej piękna aleja otoczona drzewami prowadzi najpierw do najstarszej kawiarni w Helsinkacch, Kappeli, a potem do pomnika Jana Ludwika Runeberga, autora słów hymnu narodowego, poety. Niewiele dalej skręcaliśmy do Muzeum Architektury i Designu, gdzie trafiliśmy na rozległą wystawę poświęconą twórczości Tove Jansson, z opisem jej życia podzielonego na zimy w Helsinkach i lata na wyspie Klovharu (https://admuseo.fi/en/exhibition/escape-to-moominvalley/). Wystawa pokazywała również świat Muminków, projekty domu Muminka, komin zamieszkiwany przez Przodka i fantastyczne streszczenia poszczególnych tomów. Dolne piętro, pokazujące najważniejsze sylwetki architektów i projektantów, było rozczarowująco skromne, choć przyniosło nam kilka inspiracji na trasie. Gdyby nie karta muzealna, wstęp byłby chyba trochę zaporowy – łączony bilet na wystawę czasową i stałą to bagatela 22 EUR.

Z jednego muzeum mieliśmy naprawdę niedaleko do następnego – Muzeum Sztuki Sinebrychoff (https://sinebrychoffintaidemuseo.fi/en/opening-hours-tickets-and-getting-here/ ), które zawiera bogatą kolekcję malarstwa europejskiego. Bilety – u nas na karcie muzeów – byłyby znów za szokujące 21 EUR. Kolekcja rozciągała się w sumie na trzech poziomach i tylko dzięki spostrzegawczości Męża dotarliśmy do wystawy prezentowanej w piwnicy, niedaleko szatni, gdzie były chyba najładniejsze obrazy. Wewnątrz można było znaleźć Rembrandta, Cranacha czy Tiepolo.


Stamtąd udaliśmy się do dość oddalonego kościoła w skale Temppeliaukio, który został zaprojektowany przez Timo i Tuomo Suomalainenów i powstawał w latach 1968-1969. Miejsce jest otoczone przez kwartał kamienic, tworząc dla nich ciekawy i rozległy dziedziniec. Świątynia faktycznie została wykuta w skale, a koliste drewniane sklepienie kościoła otoczone oknami wpuszcza do środka dużo światła. Zimą kościół jest otwarty stosunkowo krótko (12-16) i dlatego musieliśmy do niego dopasować resztę trasy. Wstęp – zawarty w karcie muzeów – to skromne 8 EUR.

Dalej potwornie rozczarowujące Kunsthalle Helsinki, 20EUR (na karcie muzealnej), z zaledwie jednym poziomem z obrazami i sztuką współczesną, do obejrzenia w 10 minut. Gdyby nie karta muzealna, byłabym jeszcze bardziej rozczarowana. Dalej Helsinki Art Muzeum (HAM), 20 EUR (na karcie, karta właśnie nam się zwróciła), gdzie mogliśmy oglądać dwie wystawy czasowe poświęcone – częściowo przynajmniej – Tove Jansson – Vapaa 90, gdzie artystka studiowała w Szkole Sztuk Pięknych Vapaa w latach 1937–1944, oraz wystawę Tove Janssen: Freski i kapelusz magika (https://www.hamhelsinki.fi/exhibitions/tove-jansson-freskot-ja-taikurinhattu/) , gdzie pokazywany był trzyczęściowy obraz „Lato, wiosna, jesień” z 1984 roku z przedszkola w Taikurinhattu w Pori. Na wystawie stałej można zobaczyć „Uroczystości w mieście” (1947) i „Uroczystości na wsi” (1947), freski namalowane dla restauracji Kaupunginkellari w helsińskim ratuszu miejskim. Wystawy czasowe już się zakończyły, więc naprawdę cieszę się, że mogłam je zobaczyć, sztukę współczesną pominę milczeniem.


Po szybkim posiłku w okolicach Dworca Głównego, projektu Eliena Saarinena z 1919 roku, który robi niesamowite wrażenie i jest naprawdę piękny, zwłaszcza w zimowej, mrocznej scenerii. Niedaleko dworca mieści się muzealna perełka Helsinek, czyli Ateneum. Muzeum zawiera fantastyczną kolekcję fińskiej sztuki od 1750 roku do lat 60-tych XX wieku oraz zbiory XIX-wiecznej sztuki europejskiej. My znów mieliśmy wielkie szczęście, bo trafiliśmy na wystawę Gallen-Kalleli, Klimta i Wiedeńczyków (https://ateneum.fi/en/exhibitions/gallen-kallela-klimt-wien/). Zabrakło nam może z pół godziny, żeby na spokojnie ponapawać się całą kolekcją, ale była ona naprawdę wyjątkowa i zachwycająca! Kilkadziesiąt obrazów Gallen-Kalleli, sporo dzieł Klimta, Oskara Kokoschki, Egona Schiele, Edwarda Muncha, Carla Molla i wielu wielu innych. Wspaniała sprawa! Wstęp 23 EUR, na karcie muzeów.

Ponieważ dalej nam było mało wystaw, na koniec zostawiliśmy sobie Kiasmę, Muzeum Sztuki Współczesnej (https://kiasma.fi/en/). Stąd zdjęć dzieł nie mam żadnych, natomiast sam budynek jest niesamowicie ciekawy i fantastycznie wchodzi w dialog z otaczającą przestrzenią miejską, otwierając się na widoki dookoła. Akurat w dniu, kiedy tam byliśmy, do Kiasmy był darmowy wstęp, stąd kręciły się tam prawdziwe tłumy, ale normalnie galeria kosztuje 23 EUR (jest na karcie muzealnej).




Na zupełny koniec zostawiliśmy Oodi – Bibliotekę Centalną w Helsinkach (https://oodihelsinki.fi/) projektu ALA architects. Wstęp tu jest za darmo, a zapoznanie się z możliwościami, jakie daje Finom biblioteka, wpędza w depresję – dostępne maszyny do druku, druku 3D, różnego rodzaju warsztaty, maszyny do szycia, możliwość rezerwacji pokoi do pracy i na spotkania, możliwość wypożyczenia instrumentów muzycznych i rezerwacji studia… W dodatku miejsce zachwyca architektonicznie, a zbiory książek przyprawiają o zawrót głowy.

Ten dzień był naprawdę wyczerpujący, choć akurat pogoda sprzyjała zwiedzaniu muzeów.



3.01.2026, sobota

Dzień zaczynamy od podjechania pod muzeum i sklep firmy Arabia, gdzie można podziwiać niewielką wystawę ceramiki oraz odwiedzić sklep fabryczny (https://www.iittala.com/en-gb/universe/destinations/arabia-museum). Tuż pod muzeum są darmowe miejsca parkingowe, ale należy pamiętać o zabraniu bileciku z maszyny parkingowej albo zgłoszeniu parkowania w aplikacji. Wielkość muzeum równa się powierzchniowo wielkości sklepu, więc naprawdę można wyjść z niemałymi zakupami. Firma Arabia odpowiada za hitową serię kolekcjonerskich kubków z Muminkami, i co roku wypuszcza nowy jubileuszowy kubek oprócz kolekcji standardowej. Kubki Arabii to jeden z najlepszych prezentów z Finlandii.









Dalej ruszyliśmy na północ w stronę Tampere, po drodze odwiedzając Muzeum Kolei w Hyvinkää (https://rautatiemuseo.fi/en/). W tym niewielkim miasteczku w latach 40-stych XX wieku wybudowano zakład naprawy pociągów, a obecnie mieści się w nim naprawdę spora wystawa parowozów i wagonów z rożnych okresów, choćby 150-letni skład carski, który nawet w obecnych czasach może wyznaczać standardy luksusu. Ciekawe, choć zimą dość chłodne miejsce.












W Hyvinkää znajduje się również bardzo ciekawy kościół, zaprojektowany przez Aarno Ruusuvuori i konsekrowany 19 stycznia 1961 roku. Jego trójkątny kształt nawiązuje do Trójcy Świętej (https://en.wikipedia.org/wiki/Hyvink%C3%A4%C3%A4_Church). Wzmiankę o kościele znaleźliśmy w Muzeum Designu i Architektury w Helsinkach  dlatego do niego przyjechaliśmy.








Dalej na naszej trasie leżał zamek Häme w Hämeenlinna nad jeziorem Vanajavesi, przypuszczalnie z połowy XIII wieku. Obecny kształ zamek uzyskał w 1520 roku. Ciekawa wystawa w środku pokazuje różne funkcje, jakie pełniła twierdza od momentu powstania – m.in. mieściło się tu kobiece więzienie w latach 1837-1972. Od 1979 roku udostępniony dla zwiedzających (https://www.kansallismuseo.fi/en/haemeenlinna/info).




Niestety za dnia nie zdążyliśmy dotrzeć do wieży obserwacyjnej w Aulanko. Nie odważyliśmy się też podjechać pod nią samochodem, chociaż po czasie myślę, że spokojnie mogliśmy to zrobić. Zaliczyliśmy za to ponad godzinny spacer do tego punktu widokowego, który z pewnością latem zapiera dech w piersiach. Zimą było tam ciemno i ponuro, a widok na jezioro Aulangonjärvi nie robił odpowiedniego wrażenia. Udało nam się po drodze zobaczyć stado saren, więc trekking uważam za udany.

Późnym wieczorem dotarliśmy na nocleg w Tampere, pierwsze mieszkanie z sauną, które udało nam się wynająć, więc wieczór upłynął nam na wygrzewaniu kości.


4.01.2026, niedziela




W niedzielę udało nam się z bezpłatnym parkingiem w Tampere – podjechaliśmy do centrum miasta pod Muzeum Muminków (https://www.muumimuseo.fi/en/visit-us/tickets-and-opening-hours/). Co za wspaniałe miejsce – przekroczyło moje oczekiwania. Spodziewałam się muzeum typowo dla dzieci, a miałam okazję zobaczyć wiele oryginalnych ilustracji Tove Jansson, zobaczyć makiety tworzone przez Autorkę wraz z jej partnerką Tuulikki Pietilą, oraz ogromny domek rodziny Muminków. Na wystawie można było odtwarzać fragmenty książek, które ilustrowały makiety, zapoznać się z interpretacją poszczególnych tomów, czy też naelektryzować Hatifnaty. Rewelacyjne miejsce nie tylko dla dzieci, ale również dla dorosłych – spędziliśmy tam niemal dwie godziny.


Dalej podjechaliśmy do Biblioteki Miejskiej w Tampere, którą również znaleźliśmy na wystawie w Muzeum Architektury i Designu w Helsinkach (https://www.tampere.fi/kirjastot/kirjastojen-omat-sivut/paakirjasto-metso). Charakterystyczna architektura Biblioteki Głównej w Metso, ukończonej w 1986 roku, jest dziełem pary architektów Raili i Reimy Pietilä, i reprezentuje architekturę organiczną. Z góry budynek przypomina dzięcioła z instrumentem muzycznym, a nam, dolnoślązakom, może nieco projekty Witolda Lipińskiego.





Następnie pośpieszyliśmy do Pori, by zdążyć obejrzeć Mauzoleum Juseliusa (https://www.visitpori.fi/?service-card=juseliuksen-mausoleumi). To poruszające miejsce zostało wybudowane przez potentata handlu drewnem F.A. Juseliusa po śmierci jego 11-letniej córki Sigrid. Freski w kaplicy wykonał Akseli Gallen-Kallela, ale niestety z biegiem lat uległy one zniszczeniu. Obecne obrazy są dziełem syna malarza, Jormy, odwzorowanym z projektów ojca (które widzieliśmy na wystawie w Ateneum). Sklepienie pokrywają freski z ośmioma najpopularniejszymi drzewami Finlandii, na jednym z nich siedzi dzięcioł, symbol śmierci. Miejsce jest naprawdę piękne i poruszające, warto tu przyjechać.





Ostatnim punktem na mapie naszego zwiedzania była Stara Rauma, miejsce wpisane na listę Dziedzictwa UNESCO. Znajduje się tam około 900 starych, drewnianych, pięknie zachowanych i wciąż zamieszkanych domów, wiele klimatycznych knajpek i sklepików. Wieczorny spacer przyprawił nas o dreszcze, więc po około półgodzinnym spacerze uciekliśmy na nocleg, znów z sauną.


5.01.2026, poniedziałek

Okazało się, że dosłownie 300 metrów od naszego noclegu w Raumie znajduje się zagłębie kirpputori, czyli sklepów z rzeczami z drugiej ręki. Działają one jednak nieco inaczej, niż second handy w Polsce. W Finlandii zaradni Finowie mogą wycenić i oddać swoje rzeczy na sprzedaż do dużych kirpputori za opłatą za stolik/stoisko, ale nie muszą tych rzeczy pilnować. Ceny są bardzo różne, od dosłownie kilkudziesięciu centów, po grube euro za przedmioty kolekcjonerskie. Mam wrażenie, że bardzo dużo w tych sklepach rupieci, i skarby jednych są śmieciami drugich.

Korzystając ze słonecznej, choć bardzo mroźnej pogody, pojechaliśmy na ostatnie w naszym zimowym planie miejsce z listy UNESCO, czyli do Sammallahdenmäki (https://maps.app.goo.gl/jFaRkfDJc9kA7Ghm9). Znajduje się tam miejsce pochówku z epoki brązu. Na terenie parku znajduje się trzydzieści sześć kamiennych kopców na długości około 700 metrów. Chociaż miejsce było przysypane śniegiem, udało nam się zlokalizować trzy formacje skalne i odkopać przysypane śniegiem tablice informacyjne. Czuliśmy się jak archeologowie, ale kształty kopców były dobrze widoczne spod śniegu. Plus byliśmy na terenie parku całkowicie sami, co chyba jest rzadkością w sezonie.


Po drodze to Turku zajechaliśmy jeszcze do kościoła św. Henryka z 1232 r., gdzie pochowany był pierwszy hierarcha chrześcijański na ziemiach fińskich, biskup Henryk. W 1300 roku jego zwłoki przeniesiono do katedry w Turku. Kościół został wzniesiony z polnych kamieni, ma grube mury i osobną wieżę z dzwonnicą. Niestety, kiedy zajechaliśmy na miejsce, kościół był zamknięty, ale mogliśmy przejść się po otaczającym go cmentarzu (https://maps.app.goo.gl/YVFNAXjPk7VPReea9).


Nasz dzień zakończył się wyjątkowo nieprzyjemnie, bo mandatem za niewystawienie zegara parkingowego na 60 EUR pod kirrputori w Kaarina pod Turku. Ewidentnie ktoś poluje tam na podekscytowanych turystów i wlepia im mandaty przy najbliższej okazji.

6.01.2026, wtorek

Ostatni dzień w Turku zaczynamy od zwiedzenia rozległego zamku (https://turunlinna.fi/en/opening-times-and-prices/). Twierdzę wzniesiono w 1280 roku u wejścia do Aurajoki, a potem wielokrotnie rozbudowywano, co pokazuje wystawa z makietami w środku. Na zamku w Turku odbyło się wielkie wesle fińskiego księcia Jana i Katarzyny Jagiellonki, a wśród eksponatów można również znaleźć miniaturę kolumny Zygmunta. Dolne piętro pokazuje czasy średniowiecza, renesansowa nadbudówka dalszą historię zamku. Zaskoczyła nas rozbudowana wystawa z XVIII i XIX wieku znajdująca się w baszcie z boku, z kolekcją monet i bogato zdobionych mebli. Na zwiedzanie zamku potrzeba dobre dwie godziny. Bilety 18 EUR (jest na karcie muzeów).

Tuż przed odjazdem na lotnisko podjechaliśmy jeszcze do kaplicy ekumenicznej św. Henryka, zaprojektowanej w 1995 roku przez pracownię Sanaksenaho Architects (Matti Sanaksenaho). Kaplica służy kilku wyznaniom, ale jest też miejscem wystaw sztuki i koncertów. Wstęp 7.5 EUR, nie jest objęty kartą muzealną. Piękna snycerka i ciekawe szkło na końcu tej wąskiej, długiej strutury, piękne, przytulne miejsce, ale opłata za wstęp dość wygórowana (https://www.taidekappeli.fi/in-english/).

Potem bezproblemowe oddanie auta na lotnisku w Turku, drobiazgowa i bezsensowna odprawa bezpieczeństwa z trzykrotnym prześwietlaniem plecaka i pretensjami o niewyjęte krople do oczu, i pół godziny opóźnienie w odlocie samolotu, bo na jednej bramce bezpieczeństwa nie da się w ten sposób odprawić pełnego samolotu na czas. Potem spokojny powrót do domu.

Podsumowanie

Ja wróciłam zachwycona – Finlandia wydała mi się trochę nieodkrytą perłą, przyćmioną przez Norwegię i Szwecję. Latem przyroda musi być tam naprawdę zachwycająca, zimą miasta są rozświetlone setkami lampek, światełek i gwiazd z parapetów mieszkań, balkonów, drzew. Światła brakuje bardzo, ale też zachody słońca są inne, a światło towarzyszy ludziom jeszcze długo po schowaniu się gorącej kuli za horyzont.

Drogi

Drogi w większości są utrzymane w bardzo dobrym stanie, odświeżone, zresztą kolce w oponach pozwalają zachować przyczepność. Jeździliśmy bardzo przepisowo, baliśmy się śliskich dróg, ale też na każdym niemal kroku rozstawione są radary, często nieoznaczone na mapach Googla. Nie chcieliśmy ryzykować (co i tak nas nie uchroniło przed mandatem, chociaż parkingowym). W wielu miejscach trzeba pamiętać o wystawieniu zegara parkingowego z zaznaczonym rozpoczęciem czasu parkowania, w centrum miasta parkowanie potrafi być bardzo drogie (Helsinki 4EUR/1h, ograniczenie parkowania do jednej godziny). Benzyna na początku 2026 – ok. 1.8EUR/litr.

Jedzenie

Nie poszaleliśmy szczególnie spożywczo – jedliśmy głównie w sieciówkach albo kupowaliśmy gotowe posiłki do odgrzania w kuchence mikrofalowej (bardzo zresztą smaczne). Prawie wszystkie takie opcje były pozbawione glutenu i laktozy. Kawa – w kawiarniach/sklepach muzealnych 3EUR, w lokalnych żabkach – od 1 EUR. Finowie lubią kawę z ekspresów przelewowych i zazwyczaj była ona bardzo smaczna. Przy takim klimacie nie ma się co dziwić, że wypijają jej największe ilości na świecie.

Macie jakieś pytania? Potrzebujecie wskazówek? Piszcie!

 


 

 

 

 

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz