Zima w Dolinie Muminków
Ostatni, a jednocześnie pierwszy
długi weekend w Polsce – biorąc zaledwie trzy dni urlopu można odpoczywać
tydzień (a można i było kosztem kolejnych
dwóch dni odpoczywać znacznie dłużej, ale nie ogarnęłam się na tyle dobrze). Dlatego
świadomość, że miałabym siedzieć w domu, była dla mnie nie do zniesienia.
Jednocześnie, po książce Zimowanie Katherine May, miałam w sobie dużą
ciekawość prawdziwej, śnieżnej, ciemnej zimy, a jednocześnie lekką fascynację
kulturą saunowania. Dlatego też kiedy zobaczyłam tanie bilety do Finlandii, nie
zastanawiałam się długo. Jestem zadowolona z tego wyjazdu, a kraj wydaje mi się nieodkrytą perłą Północy.
31.12.2025, środa
Podróż rozpoczynamy 3:50 rano z
Wrocławia – przed nami długa droga samochodem do Gdańska, a w tle obawy o przechodzące
przez Polskę śnieżyce. Na szczęście na linii Wrocław – Poznań – Bydgoszcz jedzie
się naprawdę dobrze i dopiero pod samym Gdańskiem musimy trochę zwolnić ze
względu na opady. Dojeżdżamy z dużym zapasem czasu i dopiero widząc, jak wyglądają
warunki pogodowe i stopniowo przekonując się, że samolot wyleci, zamawiamy
kolejne noclegi. Do tej pory mieliśmy tylko pierwszy nocleg w Turku. Samolot
wylatuje z ponad godzinnym opóźnieniem – najpierw przymarzł luk bagażowy, potem
trzeba było odladzać skrzydła. Na miejscu jesteśmy więc chwilę po 15, ale auto odbieramy
bez najmniejszego problemu. Zaczynamy od marketu, zakupów na kolację i śniadanie,
oraz wizyty w katedrze. Oprócz tego, że luterańska katedra, wybudowana częściowo
w XIII wieku, robi spore wrażenie swoją wielkością i surowością wystroju, to
dodatkowo jest w niej ciepło! Przy -14°C ma to dla mnie duże znaczenie, dlatego
świątynię zwiedzam bardzo dokładnie. Udaje nam się zobaczyć grób królowej
Szwecji Katarzyny Mansdotter, żony Eryka XIV. W katedrze przy ołtarzu, jak i
przed wejściem głównym do świątyni, stoją piękne wielkie choinki. W mieście
słychać wystrzały fajerwerków, chociaż nieszczególnie je widać. Ruszamy na
nocleg, oddalony trochę od centrum, ale oferujący darmowy, bezproblemowy parking,
co w Finlandii jest miłym wyjątkiem. Kiedy udaje nam się już trochę odmarznąć,
wyruszamy z powrotem na miasto – pospacerować wzdłuż rzeki Aurajoki, zobaczyć
Rynek i pobliskie uliczki. Muzea są już niestety pozamykane. Jednak jest tak zimno,
wieje tak silny wiatr, że nie zostajemy w centrum do północy i pokonani wracamy
na nocleg.
1.01.2026, czwartek
Nowy Rok wita nas pochmurnie. Dzisiaj mam w planach trasę do Helsinek, ale po drodze chcemy zobaczyć Sanatorium przeciwgruźlicze w Paimio projektu Alvara Aalto, jednego z najważniejszych fińskich architektów XX wieku. Chociaż budynek jest zamknięty na przerwę świąteczną, szybki spacer dookoła niego pozwala nam docenić obiekt. Szkoda, że nie możemy wejść do środka – Aalto wraz z zespołem projektował również detale wystroju – wygodne krzesła dla pacjentów, umywalki, które nie hałasowały podczas mycia rąk, by nie przeszkadzać współlokatorom w pokoju, przestronne balkony do zażywania kąpieli słonecznych. Cóż… Kąpiele słoneczne z pewnością nie dzisiaj. Po drodze zajeżdżamy również do sklepu-składu z wszystkim w miejscowości Ravitola, ale szybko gnamy dalej. Po drodze zjadamy obiad na stacji benzynowej, gdzie udaje mi się również kupić produkt, który uratował mi życie w zimowej Finlandii, a więc grube skarpety z wełny merynosa. To był zakup tej wycieczki, life-saver!
Po szybkim i byle-jakim obiedzie decydujemy, że zdążymy zajechać do Nuuksio, gdze znajduje się piękny park narodowy. Udaje nam się przespacerować w ostatnich promieniach zachodzącego słońca (czyli koło 15:30), ale złota godzina już dawno za nami – słońce daje najlepsze światło koło godziny 13. Wracamy do auta i zdążamy do Helsinek, zahaczając po drodze o muzeum fińskiego artysty Aksela Gallen-Kalleli, autora mojego ulubionego obrazu Jezioro Kaitele, 1904 (https://gallen-kallela.fi/en/). Ja zwiedzam wystawę, Małżonek raczy się kawą i ciastem na terenie Muzeum. Zajeżdzamy jeszcze na teren kampusu uniwersyteckiego, również zaprojektowanego przez Aalto, i po krótkim spacerze i zakupach ruszamy na nocleg w dzielnicy Pohjois-Haga, który leży jakieś 300 metrów od stacji kolejowej. Miejsce jest ciepłe, przestronne, czyste, i znów oferuje rzadki benefit – miejsce parkingowe w garażu podziemnym. Zważywszy na ceny parkingów w centrum i ich obostrzenia (dozwolony stosunkowo krótki czas parkowania) miasto będziemy zwiedzać pieszo i komunikacją miejską. Wieczór wykorzystujemy również na sprawdzenie najkorzystniejszej opcji zwiedzania jak największej liczby muzeów – okazuje się, że warto kupić Museot – roczną kartę uprawniającą do wstępów do ponad 360 muzeów kraju, wielokrotnie. Koszt – 86 EUR, niemało, ale karta zwróciła nam się w całości już następnego dnia.2.01.2026, piątek
Dzień zaczynamy wcześniej niż
zwykle, przed wschodem słońca (co wcale nie znaczy, że wcześnie – słońce wschodzi
dopiero ok. 9:30), a dodatkowo jest pochmurno, więc dzień idealny na rajd po
muzeach. Okazało się jednak, że niestety nie idealny na zwiedzanie twierdzy
Suomenlinna, wpisanej na listę Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO.
Twierdza Finlandii (bo to oznacza nazwa) jest jedną z największych fortec
morskich na świecie i jest położona na kilku wysepkach. Dotrzeć tam można
promem z Kauppatori, a bilet dzienny na komunikację miejską (10.60 EUR) pokrywa
tę podróż. Budowę twierdzy rozpoczęli Szwedzi w 1748 roku i prowadzili prace
przez blisko 40 lat. Miejsce nazywało się wtedy Sveaborg i było drugim
największym ośrodkiem miejskim po Turku, większym, niż same Helsinki! W 1809
roku Szwecja utraciła tereny Finlandii na rzecz Rosjan i twierdza,
przemianowana na Viapori, trafiła w rosyjskie ręce. Rosjanie w 1812 roku
przenieśli stolicę z Turku do Helsinek (nic dziwnego, mieli tam bliżej).
Findlandia odzyskała niepodległość 6 grudnia 1917 roku, ale twierdzę odzyskała
dopiero rok później, kiedy to z wysepek wyniósł się rosyjski garnizon. Wstęp na
wyspę jest bezpłatny, ale poszczególne Muzea na wyspie już nie. My zwiedziliśmy
jedyne otwarte muzeum – Muzeum Suomenlinny (10 EUR) z ciekawym filmem
dotyczącym historii twierdzy (pokazy zaczynają się co pół godziny – zimą od
godziny 11:00 i są w języku angielskim), a wystawa pokazuje makiety fortu, jego
rozwój i życie codzienne mieszkańców. Na dole jest też rozległy sklep i
kawiarnia. My popłynęliśmy pierwszym promem o godzinie 9:40, obeszliśmy całą
wyspę wraz z Królewską Bramą (King’s Gate), skąd latem również odpływają promy,
i poszliśmy na 11 rozgrzać się do Muzeum. Prom powrotny mieliśmy 12:20, latem
na pewno przyjemniej spędzić na wyspie więcej czasu, ale zimą… Wiało tak, że
palce odmarzały przy robieniu zdjęć.
Z przystani promowej mieliśmy bardzo blisko do Soboru Uspieńskiego, wzniesionego w 1868 roku wg. projektu A. M. Gornostajewa. Świątynia ma 13 złoconych kopuł, symbolizujących Jezusa i 12 Apostołów, a w środku zwraca uwagę piękny ikonostas, bogate malowidła ścienne i siedem dzwonów, z których jeden jest darem od mieszkańców Moskwy. Wstęp kosztuje przykre 5 EUR i nie jest na karcie muzeów.
Z jednego muzeum mieliśmy naprawdę
niedaleko do następnego – Muzeum Sztuki Sinebrychoff (https://sinebrychoffintaidemuseo.fi/en/opening-hours-tickets-and-getting-here/
), które zawiera bogatą kolekcję malarstwa europejskiego. Bilety – u nas na
karcie muzeów – byłyby znów za szokujące 21 EUR. Kolekcja rozciągała się w
sumie na trzech poziomach i tylko dzięki spostrzegawczości Męża dotarliśmy do
wystawy prezentowanej w piwnicy, niedaleko szatni, gdzie były chyba
najładniejsze obrazy. Wewnątrz można było znaleźć Rembrandta, Cranacha czy
Tiepolo.
Stamtąd udaliśmy się do dość oddalonego kościoła w skale Temppeliaukio, który został zaprojektowany przez Timo i Tuomo Suomalainenów i powstawał w latach 1968-1969. Miejsce jest otoczone przez kwartał kamienic, tworząc dla nich ciekawy i rozległy dziedziniec. Świątynia faktycznie została wykuta w skale, a koliste drewniane sklepienie kościoła otoczone oknami wpuszcza do środka dużo światła. Zimą kościół jest otwarty stosunkowo krótko (12-16) i dlatego musieliśmy do niego dopasować resztę trasy. Wstęp – zawarty w karcie muzeów – to skromne 8 EUR.
Po szybkim posiłku w okolicach Dworca Głównego, projektu Eliena Saarinena z 1919 roku, który robi niesamowite wrażenie i jest naprawdę piękny, zwłaszcza w zimowej, mrocznej scenerii. Niedaleko dworca mieści się muzealna perełka Helsinek, czyli Ateneum. Muzeum zawiera fantastyczną kolekcję fińskiej sztuki od 1750 roku do lat 60-tych XX wieku oraz zbiory XIX-wiecznej sztuki europejskiej. My znów mieliśmy wielkie szczęście, bo trafiliśmy na wystawę Gallen-Kalleli, Klimta i Wiedeńczyków (https://ateneum.fi/en/exhibitions/gallen-kallela-klimt-wien/). Zabrakło nam może z pół godziny, żeby na spokojnie ponapawać się całą kolekcją, ale była ona naprawdę wyjątkowa i zachwycająca! Kilkadziesiąt obrazów Gallen-Kalleli, sporo dzieł Klimta, Oskara Kokoschki, Egona Schiele, Edwarda Muncha, Carla Molla i wielu wielu innych. Wspaniała sprawa! Wstęp 23 EUR, na karcie muzeów.
Na zupełny koniec zostawiliśmy Oodi – Bibliotekę Centalną w Helsinkach (https://oodihelsinki.fi/) projektu ALA architects. Wstęp tu jest za darmo, a zapoznanie się z możliwościami, jakie daje Finom biblioteka, wpędza w depresję – dostępne maszyny do druku, druku 3D, różnego rodzaju warsztaty, maszyny do szycia, możliwość rezerwacji pokoi do pracy i na spotkania, możliwość wypożyczenia instrumentów muzycznych i rezerwacji studia… W dodatku miejsce zachwyca architektonicznie, a zbiory książek przyprawiają o zawrót głowy.
Ten dzień był naprawdę wyczerpujący,
choć akurat pogoda sprzyjała zwiedzaniu muzeów.
3.01.2026, sobota
Dalej ruszyliśmy na północ w
stronę Tampere, po drodze odwiedzając Muzeum Kolei w Hyvinkää (https://rautatiemuseo.fi/en/). W tym
niewielkim miasteczku w latach 40-stych XX wieku wybudowano zakład naprawy
pociągów, a obecnie mieści się w nim naprawdę spora wystawa parowozów i wagonów
z rożnych okresów, choćby 150-letni skład carski, który nawet w obecnych
czasach może wyznaczać standardy luksusu. Ciekawe, choć zimą dość chłodne
miejsce.
W Hyvinkää znajduje się
również bardzo ciekawy kościół, zaprojektowany przez Aarno Ruusuvuori i
konsekrowany 19 stycznia 1961 roku. Jego trójkątny kształt nawiązuje do Trójcy
Świętej (https://en.wikipedia.org/wiki/Hyvink%C3%A4%C3%A4_Church).
Wzmiankę o kościele znaleźliśmy w Muzeum Designu i Architektury w
Helsinkach dlatego do niego
przyjechaliśmy.
Dalej na naszej trasie leżał zamek
Häme w Hämeenlinna nad jeziorem Vanajavesi, przypuszczalnie z połowy XIII
wieku. Obecny kształ zamek uzyskał w 1520 roku. Ciekawa wystawa w środku
pokazuje różne funkcje, jakie pełniła twierdza od momentu powstania – m.in.
mieściło się tu kobiece więzienie w latach 1837-1972. Od 1979 roku udostępniony
dla zwiedzających (https://www.kansallismuseo.fi/en/haemeenlinna/info).
Niestety za dnia nie zdążyliśmy
dotrzeć do wieży obserwacyjnej w Aulanko. Nie odważyliśmy się też podjechać
pod nią samochodem, chociaż po czasie myślę, że spokojnie mogliśmy to zrobić.
Zaliczyliśmy za to ponad godzinny spacer do tego punktu widokowego, który z
pewnością latem zapiera dech w piersiach. Zimą było tam ciemno i ponuro, a
widok na jezioro Aulangonjärvi nie robił odpowiedniego wrażenia. Udało nam się po
drodze zobaczyć stado saren, więc trekking uważam za udany.
Późnym wieczorem dotarliśmy na nocleg w Tampere, pierwsze mieszkanie z sauną, które udało nam się wynająć, więc wieczór upłynął nam na wygrzewaniu kości.
4.01.2026, niedziela
W niedzielę udało nam się z
bezpłatnym parkingiem w Tampere – podjechaliśmy do centrum miasta pod Muzeum
Muminków (https://www.muumimuseo.fi/en/visit-us/tickets-and-opening-hours/).
Co za wspaniałe miejsce – przekroczyło moje oczekiwania. Spodziewałam się
muzeum typowo dla dzieci, a miałam okazję zobaczyć wiele oryginalnych ilustracji
Tove Jansson, zobaczyć makiety tworzone przez Autorkę wraz z jej partnerką Tuulikki
Pietilą, oraz ogromny domek rodziny Muminków. Na wystawie można było odtwarzać
fragmenty książek, które ilustrowały makiety, zapoznać się z interpretacją
poszczególnych tomów, czy też naelektryzować Hatifnaty. Rewelacyjne miejsce nie
tylko dla dzieci, ale również dla dorosłych – spędziliśmy tam niemal dwie
godziny.
Dalej podjechaliśmy do Biblioteki Miejskiej w Tampere, którą również znaleźliśmy na wystawie w Muzeum Architektury i Designu w Helsinkach (https://www.tampere.fi/kirjastot/kirjastojen-omat-sivut/paakirjasto-metso). Charakterystyczna architektura Biblioteki Głównej w Metso, ukończonej w 1986 roku, jest dziełem pary architektów Raili i Reimy Pietilä, i reprezentuje architekturę organiczną. Z góry budynek przypomina dzięcioła z instrumentem muzycznym, a nam, dolnoślązakom, może nieco projekty Witolda Lipińskiego.
Następnie pośpieszyliśmy do Pori,
by zdążyć obejrzeć Mauzoleum Juseliusa (https://www.visitpori.fi/?service-card=juseliuksen-mausoleumi).
To poruszające miejsce zostało wybudowane przez potentata handlu drewnem F.A.
Juseliusa po śmierci jego 11-letniej córki Sigrid. Freski w kaplicy wykonał
Akseli Gallen-Kallela, ale niestety z biegiem lat uległy one zniszczeniu. Obecne
obrazy są dziełem syna malarza, Jormy, odwzorowanym z projektów ojca (które
widzieliśmy na wystawie w Ateneum). Sklepienie pokrywają freski z ośmioma
najpopularniejszymi drzewami Finlandii, na jednym z nich siedzi dzięcioł,
symbol śmierci. Miejsce jest naprawdę piękne i poruszające, warto tu
przyjechać.
Ostatnim punktem na mapie naszego
zwiedzania była Stara Rauma, miejsce wpisane na listę Dziedzictwa
UNESCO. Znajduje się tam około 900 starych, drewnianych, pięknie zachowanych i
wciąż zamieszkanych domów, wiele klimatycznych knajpek i sklepików. Wieczorny
spacer przyprawił nas o dreszcze, więc po około półgodzinnym spacerze
uciekliśmy na nocleg, znów z sauną.
5.01.2026, poniedziałek
Okazało się, że dosłownie 300
metrów od naszego noclegu w Raumie znajduje się zagłębie kirpputori,
czyli sklepów z rzeczami z drugiej ręki. Działają one jednak nieco inaczej, niż
second handy w Polsce. W Finlandii zaradni Finowie mogą wycenić i oddać swoje
rzeczy na sprzedaż do dużych kirpputori za opłatą za stolik/stoisko, ale nie
muszą tych rzeczy pilnować. Ceny są bardzo różne, od dosłownie kilkudziesięciu
centów, po grube euro za przedmioty kolekcjonerskie. Mam wrażenie, że bardzo
dużo w tych sklepach rupieci, i skarby jednych są śmieciami drugich.
Po drodze to Turku zajechaliśmy jeszcze do kościoła św. Henryka z 1232 r., gdzie pochowany był pierwszy hierarcha chrześcijański na ziemiach fińskich, biskup Henryk. W 1300 roku jego zwłoki przeniesiono do katedry w Turku. Kościół został wzniesiony z polnych kamieni, ma grube mury i osobną wieżę z dzwonnicą. Niestety, kiedy zajechaliśmy na miejsce, kościół był zamknięty, ale mogliśmy przejść się po otaczającym go cmentarzu (https://maps.app.goo.gl/YVFNAXjPk7VPReea9).
Nasz dzień zakończył się
wyjątkowo nieprzyjemnie, bo mandatem za niewystawienie zegara parkingowego na
60 EUR pod kirrputori w Kaarina pod Turku. Ewidentnie ktoś poluje tam na
podekscytowanych turystów i wlepia im mandaty przy najbliższej okazji.
6.01.2026, wtorek
Ostatni dzień w Turku
zaczynamy od zwiedzenia rozległego zamku (https://turunlinna.fi/en/opening-times-and-prices/).
Twierdzę wzniesiono w 1280 roku u wejścia do Aurajoki, a potem wielokrotnie
rozbudowywano, co pokazuje wystawa z makietami w środku. Na zamku w Turku
odbyło się wielkie wesle fińskiego księcia Jana i Katarzyny Jagiellonki, a
wśród eksponatów można również znaleźć miniaturę kolumny Zygmunta. Dolne piętro
pokazuje czasy średniowiecza, renesansowa nadbudówka dalszą historię zamku.
Zaskoczyła nas rozbudowana wystawa z XVIII i XIX wieku znajdująca się w baszcie
z boku, z kolekcją monet i bogato zdobionych mebli. Na zwiedzanie zamku
potrzeba dobre dwie godziny. Bilety 18 EUR (jest na karcie muzeów).
Potem bezproblemowe oddanie auta
na lotnisku w Turku, drobiazgowa i bezsensowna odprawa bezpieczeństwa z trzykrotnym
prześwietlaniem plecaka i pretensjami o niewyjęte krople do oczu, i pół godziny
opóźnienie w odlocie samolotu, bo na jednej bramce bezpieczeństwa nie da się w
ten sposób odprawić pełnego samolotu na czas. Potem spokojny powrót do domu.
Podsumowanie
Ja wróciłam zachwycona –
Finlandia wydała mi się trochę nieodkrytą perłą, przyćmioną przez Norwegię i
Szwecję. Latem przyroda musi być tam naprawdę zachwycająca, zimą miasta są
rozświetlone setkami lampek, światełek i gwiazd z parapetów mieszkań, balkonów,
drzew. Światła brakuje bardzo, ale też zachody słońca są inne, a światło
towarzyszy ludziom jeszcze długo po schowaniu się gorącej kuli za horyzont.
Drogi
Drogi w większości są utrzymane w
bardzo dobrym stanie, odświeżone, zresztą kolce w oponach pozwalają zachować
przyczepność. Jeździliśmy bardzo przepisowo, baliśmy się śliskich dróg, ale też
na każdym niemal kroku rozstawione są radary, często nieoznaczone na mapach
Googla. Nie chcieliśmy ryzykować (co i tak nas nie uchroniło przed mandatem, chociaż
parkingowym). W wielu miejscach trzeba pamiętać o wystawieniu zegara
parkingowego z zaznaczonym rozpoczęciem czasu parkowania, w centrum miasta
parkowanie potrafi być bardzo drogie (Helsinki 4EUR/1h, ograniczenie parkowania
do jednej godziny). Benzyna na początku 2026 – ok. 1.8EUR/litr.
Jedzenie
Nie poszaleliśmy szczególnie
spożywczo – jedliśmy głównie w sieciówkach albo kupowaliśmy gotowe posiłki do
odgrzania w kuchence mikrofalowej (bardzo zresztą smaczne). Prawie wszystkie
takie opcje były pozbawione glutenu i laktozy. Kawa – w kawiarniach/sklepach
muzealnych 3EUR, w lokalnych żabkach – od 1 EUR. Finowie lubią kawę z ekspresów
przelewowych i zazwyczaj była ona bardzo smaczna. Przy takim klimacie nie ma
się co dziwić, że wypijają jej największe ilości na świecie.
Macie jakieś pytania? Potrzebujecie
wskazówek? Piszcie!





























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz