sobota, 11 kwietnia 2026

Szczepan Twardoch, Powiedzmy, że Piontek

Metapowieść

Dokonałam smutnej konstatacji – mam na swoich półkach niemal 2100 książek. Skoro czytam 52 książki rocznie, przeczytanie tylko tego, co czeka u mnie w domu, to ponad 40 lat, więc do emerytury nie wyrobię się na pewno, a nie wiem, czy i życia wystarczy. A przecież nie czyta się tylko tego, co człowiek pracowicie zgromadził we własnym księgozbiorze, książki się pożycza, i od znajomych, i z biblioteki, więc ogrom do przeczytania może przytłaczać. W związku z czym postanowiłam, jakże późno, dać audiobookom n-tą szansę, i na razie idzie mi całkiem nieźle. Udaje mi się dorzucić książkę w tygodniu, w tle, podczas spacerów, gotowania czy sprzątania, i staram się, by była to pozycja, która już czeka w domu w długiej kolejce wstydu. Tak też przesłuchałam powieść Szczepana Twardocha Powiedzmy, że Piontek, czytaną przez Autora oraz przez Borysa Szyca. Chociaż początkowo wada wymowy Autora bardzo mnie irytowała, to szybko wciągnęłam się w historię i pierwszy bohater całkowicie mnie urzekł, śmiałam się w głos, jednak im dalej w las, tym gorzej.

Powiedzmy, że Erwin Piontek to górnik ze Śląska

Historia zaczynała się bardzo obiecująco. Emerytowany górnik Erwin Piontek wstaje rano do pracy. Ubiera się, szykuje sobie kawę, wypala porannego papierosa, schowanego w ogrodowym krasnalu i wsiada do auta tylko po to, by w lusterku zobaczyć oświetloną światłem stopu mocno zirytowaną małżonkę, która uświadamia mu, że przecież jest na emeryturze i nie musi jechać do pracy. Erwin zasmuca się. Jego życie straciło kierunek i sens, domowe obowiązki nie dają mu poczucia spełnienia, ale mężczyzna ma marzenie, które w końcu, podczas spotkania Górniczego Klubu Turystyki Żeglarskiej „Szkwał” wypowiada na głos. Chociaż Piontek całe życie był górnikiem i 25 lat spędził pod ziemią, z całego serca pragnie pływać po morzu. Chociaż wszyscy myślą, że Erwin żartuje, górnik postanawia wydać oszczędności życia na łódkę, którą wpływa na zalew Rybnicki, i krąży po nim wytrwale, pragnąc przepłynąć dystans równy opłynięciu kuli ziemskiej. 73-latek staje się lokalną sensacją, a Twardoch pięknie obśmiewa społeczność tiktokerów, influencerów i inne absurdy. Kiedy już czytelnik pięknie umościł się na kanapie i z wypiekami na twarzy obserwuje górnika spełniającego swoje morskie marzenia, nagle zostaje przeniesiony w zupełnie inny czas (początek XX wieku) i w zupełnie inne miejsce (Deutsch-Südwestafrika), gdzie poznaje innego Erwina Piontka, który wiedzie zupełnie inne życie (choć ma te same pasje i obsesje, czyli pragnienie żeglowania i bezbłędne określanie czasu). Nie jest to jednak jedyne wcielenie bohatera.

Powiedzmy, że czytelnik nadąża

Wraz z upływem fabuły Erwin Piontek dostaje coraz większą autonomię, co jest ciekawym zabiegiem. Przechodzimy od wszystkowiedzącego narratora, który referuje jego życie oraz wydarzenia przed nim i po nim, do Piontka, który całkowicie przejmuje kontrolę nad opowiadaną historią i mści się na Autorze za niepomyślny dla niego rozwój fabuły. Z kolei jego destrukcyjne zapędy mszczą się na nim i prowadzą do utraty głosu. Twardoch napisał więc metapowieść zarówno o trudach pisania, kreowania świata ze słów, ale też samoświadomości Autora i jego widoczności w tekście. Twardoch już nawet nie puszcza oczka do czytelnika, tylko patrzy mu prosto w oczy i bawi się formą. Pytanie tylko, czy oprócz niego ktoś jeszcze dobrze się bawi. Powiedzmy, że nie.

Powiedzmy, że uwierzę narratorowi

Ta powieść zakłada dużo cierpliwości i dobrej woli ze strony czytelnika. Decydując się na formę powieści czytelnik chce słuchać spójnej i wiarygodnej historii, i pierwsza część książki mnie porwała i zachwyciła, ale też wzruszyła. Starszy człowiek, pełen swoich nawyków i dziwactw, pięknie nakreślony, mówiący po śląsku, spełniający swoje marzenia z poczuciem, że nie zostało mu dużo czasu. Potem zwrot fabularny i budowanie postaci Erwina Piontka od nowa – w ogóle mnie to nie zainteresowało ani nie porwało. Przestałam wierzyć książkowej narracji. Po co słuchać o czymś, czemu nie daje się wiary? Ostatni Erwin Piontek, samodzielnie opowiadający swoją historię, nie obchodził mnie już kompletnie, choć jego przemiana w Naczelnika Państwa, którego miał początkowo udawać, jest udana i przerażająca. Kończyłam jednak książkę na siłę, rozczarowana, zdezorientowana i nie doceniająca zabiegu formalnego. Nie wiem, czy pretensji nie mogę mieć tylko do siebie – począwszy od tytułu Autor uprzedza nas, że świat przedstawiony to tylko założenie. „powiedzmy, że” przewija się przez całą książkę konsekwentnie, więc powiedzmy, że czytelnik się na to zgadza od samego początku. Ale czy świadomie?  

Klub Fanów Erwina Piontka Pierwszego

Jeszcze na polonistyce ta książka bardzo by mnie ucieszyła i założę się, że powstanie na jej temat niejedna praca magisterska. Jednak teraz, kiedy nie czytam już z profesjonalnego przymusu, a bardziej dla przyjemności, ta lektura mnie zmęczyła i zirytowała. No i Erwin raczej nie opłynął świata, a to największe rozczarowanie. Wypuścić Erwina Piontka na morze! Zresztą to byłby fantastyczny plot twist, gdyby Erwin Piontek w wydaniu górniczo-żeglarskim zaczął żyć własnym życiem, fan-pejdże powstałyby naprawdę i Erwin zacząłby żyć własnym życiem, niezależnym od Autora. A może od początku o to właśnie chodziło?

Moja ocena: 6/10.


Szczepan Twardoch, Powiedzmy, że Piontek
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2024
Liczba stron: 256
ISBN: 978-83-08-08438-0

*******************************************************************************

Metanovel

I've made a sad realization – I have almost 2,100 books on my shelves. Since I read 52 books a year, reading only what's waiting for me at home would take over 40 years, so I definitely won't make it to the end of my life, let alone the retirement. But you don't just read what you've painstakingly amassed in your own collection; you borrow books, both from friends and from the library, so the sheer volume of reading can be overwhelming. Therefore, I decided, ever so late, to give audiobooks an umpteenth chance, and so far, I'm doing quite well. I manage to add a book a week, in the background, while walking, cooking, or cleaning, and I try to make sure it's a book that's already waiting in the long queue of shame at home. That's how I listened to Szczepan Twardoch's novel Let's Say Piontek, read by the Author himself and actor Borys Szyc. Although the Author's speech impediment initially irritated me, I quickly became engrossed in the story, and the first character completely captivated me. I laughed out loud, but the further I went, the worse it got.

Let's Say Erwin Piontek is a miner from Silesia

The story began very promisingly. Retired miner Erwin Piontek gets up for work in the morning. He dresses, prepares coffee, smokes his morning cigarette, hidden in a garden gnome, and gets into his car, only to see his wife, illuminated by the brake light, looking very irritated in the rearview mirror. She reminds him that he's retired and doesn't have to go to work. Erwin becomes saddened. His life has lost direction and meaning, his domestic duties leave him feeling unfulfilled, but he has a dream, which he finally voices aloud during a meeting of the "Squall" Mining Tourism Sailing Club (in English the club’s name sounds even more ironic). Although Piontek has been a miner his entire life and spent 25 years underground, he wholeheartedly longs to sail the sea. Although everyone thinks Erwin is joking, the miner decides to spend his life savings on a boat, which he takes to the Rybnik Reservoir and persistently navigates, aiming to sail a distance equivalent to circumnavigating the globe. The 73-year-old becomes a local sensation, and Twardoch brilliantly pokes fun at the community of TikTokers, influencers, and other absurdities. Once the reader has comfortably settled into the couch and is watching the miner fulfil his seafaring dreams, they are suddenly transported to a completely different time (the early 20th century) and a completely different place (German South West Africa), where they meet a different Erwin Piontek, who leads a completely different life (though he shares the same passions and obsessions, namely a desire for sailing and impeccable timekeeping). However, this isn't the only incarnation of the protagonist.

Let's say the reader keeps up

As the story progresses, Erwin Piontek gains more and more autonomy, which is an interesting literary breach. We move from an omniscient 3rd person narrator who recounts his life and the events before and after, to Piontek, who completely takes control of the story and takes revenge on the Author for the unfavourable developments of the plot. In turn, his destructive tendencies backfire on him and lead to the loss of his voice. Twardoch has written a metanovel about the difficulties of writing, creating a world from words, but also the author's self-awareness and his visibility in the text. Twardoch no longer even winks at the reader; he looks them straight in the eye and plays with form. The only question is whether anyone else is having fun. Let's say not really.

Let's say I believe the narrator

This novel assumes a great deal of patience and goodwill on the reader's part. Choosing the novel format, the reader wants to hear a coherent and believable story, and the first part of the book captivated and delighted me, but also moved me. An elderly man, full of his habits and quirks, beautifully described, speaking Silesian, fulfilling his dreams with the sense that he doesn't have much time left. Then the plot twist and the re-creation of Erwin Piontek's character—it didn't interest me or captivate me at all. I stopped believing in the book's narrative. Why listen to something you can't believe? The final Erwin Piontek, who tells his own story, no longer interested me at all, although his transformation into the Chief of State he was initially supposed to fake is both successful and utterly terrifying. However, I finished the book reluctantly, disappointed, disoriented, and underestimating the formal device. I don't know if I can blame only myself – starting with the title, the author warns us that the world presented is merely an assumption. "Let's say that" recurs consistently throughout the book, so let's say the reader agrees to this from the very beginning. But was it conscious?

Erwin Piontek the First Fan Club

Back in Polish Literature Studies, this book would have delighted me greatly, and I bet more than one master's thesis will be written about it. However, now that I no longer read out of professional obligation but more for pleasure, this reading has exhausted and irritated me. And Erwin probably didn't sail around the world, which is a bigger disappointment. Let Erwin Piontek out to sea! Besides, it would be a fantastic plot twist if Erwin Piontek, in his mining and sailing edition, started a life outside of the book, fan-pages were actually created, and he had a life of his own, independent of the author. Or maybe that was the intention from the beginning? 

My rating: 6/10.


Author: Szczepan Twardoch
Title: Let's Say Piontek
Publishing House: Wydawnictwo Literackie, Kraków 2024
Number of pages: 256
ISBN: 978-83-08-08438-0

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz